wtorek, 31 maja 2016

Please hold on to me, please find me now - 1.



Jeszcze trzykrotnie ukłoniła się, nim zeszła z ogromnej sceny, kierując się do obskurnej garderoby. Krocząc długim, ciemnym korytarzem, przeklinała w myślach zawilgocony pokoik, w którym spędziła zdecydowanie za dużo czasu. Wsłuchując się w rytm swoich kroków, prowadziła wewnętrzny monolog, przerywając go wyłącznie na moment, gdy musiała kłaniać się swoim seniorom. Nigdy nie wybrzydzała, nie potrzebowała wiele, jednak pokój, w którym powietrze było tak gęste, że mogłaby je kroić nożem, całkowicie doprowadzał ją do szału. Hayi nie pozowała na księżniczkę Korei, ale uważała, że jako główne źródło zarobku wytwórni, zasługuje na garderobę, jaką posiadały 2NE1, których sława dawno przeminęła.

W tym samym czasie, na drugim końcu korytarza, najmłodsze dziecko YG – IKON, rozpoczynali świętowanie. Zaszczyt otwarcia szampana przypadł liderowi, który myślami znajdował się już w zupełnie innym miejscu.
-Zdrowie! - rzucił jedynie, a następnie wrócił do swojego świata.
Od paru dni myślał tylko o jednym. Już od dawna planował zabrać Hi do USA, by móc spędzić z nią czas z dala od świateł aparatów, piszczących i wiecznie łażących za nimi fanek. Pragnął mieć swoją pierwszą, jedyną miłość, choć na chwilę, wyłącznie dla siebie. Niedługo miał minąć rok odkąd są parą, jednakże ich uczucie wydawało się w ogóle nie stygnąć, właściwie wydawać by się mogło, że z dnia na dzień było co raz silniejsze.

-Cholera! - po raz kolejny walczyła ze swoją torebką, która znów postanowiła ukryć przed nią klucze.
Zrezygnowała przykucnęła pod drzwiami swojego mieszkania i bez zastanowienia wysypała zawartość czarnej torby. Przejrzała sporą kupkę rupieci. Hayi była żywym dowodem tego, że w kobiecej torebce znaleźć można wszystko, od tony kosmetyków, rachunków, poprzez różnego rodzaju przekąski, wodoodporne plastry oraz te z bajkowym nadrukiem, kończąc na... śrubokręcie? Zmarszczyła brwi widząc niewielki śrubokręt wśród klamotów. Mimika jej twarzy jednak szybko się zmieniła, a ona ledwo stłumiła pisk, gdy wreszcie odnalazła klucze do mieszkania. Pośpiesznie otworzyła drewniane drzwi, niedbale wrzuciła wszystkie rzeczy z powrotem do torebki i już po chwili ściągała buty w przedpokoju. O tej porze w jej mieszkaniu było już wystarczająco ciemno, by móc potknąć się o przedmioty leżące na podłodze, jednak ona pewnie kroczyła w ciemnościach. Gdy dotarła pod okno w salonie, po omacku zlokalizowała paczkę zapałek i zapaliła świeczkę, której cynamonowy zapach szybko dotarł do jej nozdrzy.

Spojrzał na wyświetlacz telefonu, było grubo po północy, zaś wiadomość tekstowa, którą dostał od ukochanej, świadczyła, że w mieszkaniu Hayi nie przywita go szampan, bukiet kwiatów i wszechobecne balony. Jeszcze chwilę wpatrywał się w zdjęcie jego dziewczyny, które widniało na tapecie najnowszego samsunga. Był kompletnie pijany, obraz zaczynał mu się rozmazywać, jednak wbrew namowom zespołu, by został, ruszył w drogę. Tuż po wydostaniu się z budynku, zaatakował go silny, listopadowy wiatr. Właśnie wtedy zorientował się, że zapomniał kurtki, jednakże wizja czekającej ukochanej pchała go do przodu. Wędrówka wydawała mu się co raz dłuższa, a cel podróży ciągle tak samo odległy. Od wypitego alkoholu w jego głowie rozpętał się bałagan, a on sam nie potrafił go uporządkować. Idąc chwiejnym krokiem pilnie analizował ruchome billboardy, co zajmowało mu mnóstwo czasu, ponieważ jego pijane oczy z trudem wyostrzały pojawiające się napisy.
-Moja kochana Hayi, czekaj na mnie. - wymamrotał i ruszył przed siebie. 


Jak już mogliście zauważyć w trakcie czytania, te opowiadanie różni się i różnić będzie od swoich poprzedników. 
Przede wszystkim, postanowiłam wykorzystać narrację trzecioosobową. Planuję skupić większą uwagę na zobrazowaniu otoczenia głównych postaci, ich nawyków i rzeczy, które dotąd często pomijałam.
 Również długość rozdziałów będzie inna. Będą one krótkie (500-1000 słów). Przede wszystkim zwiększy to częstotliwość publikowania (chyba), a także pozwoli mi odpocząć od męki tworzenia długich opisów i obszernych dialogów.
Mam nadzieję, że mimo jego odmienności, przyjmiecie nowe opowiadanie ciepło i czytanie go sprawi wam przyjemność.
PS: Niewiele brakowało, a notka od autora byłaby dłuższa od samego rozdziału :D

poniedziałek, 30 maja 2016

Please hold on to me, please find me now. - krótka zapowiedź


Lee Hi i B.I szybko zostali okrzyknięci najpiękniejszą parą w branży, a portale plotkarskie wróżyły im świetlaną przyszłość. Ich bajkowe życie z dnia na dzień zmieniło się w koszmar, gdy któregoś wieczoru Hanbin nie wraca do zespołowego mieszkania.  

GŁÓWNI BOHATEROWIE

 Lee Hi
Prawdziwe nazwisko i imię: Lee Hayi
Data urodzenia: 23 września 1996
Data debiutu: listopad 2012

B.I
Prawdziwe nazwisko i imię: Kim Hanbin
Data urodzenia: 22 październik 1996
Data debiutu: październik 2015

Bobby
Prawdziwe nazwisko i imię: Kim Jinhwan
Data urodzenia: 17 luty 1994
Data debiutu: październik 2015

 Jimin
Prawdziwe nazwisko i imię: Park Jimin
Data urodzenia: 26 czerwiec 1997
Data debiutu: październik 2012



Wiem, wiem. Pewnie liczyliście, że to coś nowego? Niestety nie, ale jak już widzicie, mam dla was małą zapowiedź opowiadania, które (w moim zamyśle) będę pisała dość długo i będzie ono przeplatane z trwającym już Guilty i wpadającymi przy okazji one shotami.
Dla zaciekawionych -Guilty powoli ruszyło i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, już w najbliższym czasie uraczę was nowym rozdzialikiem.
To tyle ode mnie. Do zobaczenia niebawem!

wtorek, 24 maja 2016

Fly



15.01.2015
-Nie cykaj się maleństwo. - zaśmiał się, układając biały proszek w cienką ścieżkę. - Będziemy się świetnie bawić.

Światło nocnej lampki oświetlało drewniany stoik, zaś twarz Jinyounga pozostawała ukryta w półmroku. Przyglądałam się z zaciekawieniem jego dłoniom, obserwowałam jak w skupieniu dzieli porcję narkotyku na dwa. Robił to po raz pierwszy, jednak sprawiał wrażenie doświadczonego, sprawiał pozory obeznanego.
Bałam się? Nie.
Motyle szalejące w moim brzuchu sygnalizowały, że targa mną podniecenie. Byłam podekscytowana. Mieliśmy zrobić coś zakazanego, zupełnie nam nieznanego. Posiedliśmy swój własny, zakazany owoc.
Nie miałam pojęcia co się z nami stanie, jednak same przypuszczenia sprawiały, że moje dłonie delikatnie drżały, a przez ciało przechodziły przyjemne dreszcze.
Wciąż na niego patrzyłam. Uśmiechnęłam się, gdy zobaczyłam ja przygryza wargę, oblizuje ją, zostawiając na niej błyszczący, mokry ślad. Serce zabiło mi szybciej, kiedy jego czekoladowe oczy, otoczone firanką gęstych rzęs skupiły się na mnie, a jego zimna, silna dłoń ścisnęła moją.

Stało się. Biała substancja wypełniła nasze nozdrza, powoli wprowadzając w zupełnie inny świat.

-Skarbie. - zamknęłam oczy, wsłuchując się w melodię jego głosu. - Dziś wzniesiemy się ponad niebo.
-Pieprzysz głupoty. - zaśmiałam się, gdy poczułam jak powoli odlatuję.

30.01.2015
Ściągnął swoją kurtkę i owinął ją wokół mej talii, by wiatr nie podwijał mi więcej spódnicy do góry, a następnie splótł nasze dłonie. Musiał wstać przed samym wyjściem, ponieważ jego włosy wyglądały jakby przetrwały klęskę żywiołową, a może nawet i dwie. Wolną dłonią starałam się je ułożyć. Gdy skończyłam, jeszcze przez chwilę przyglądałam się jego fryzurze. Poczułam jego miękkie usta na moich i podskoczyłam jak poparzona.

-Zwariowałeś? - klepnęłam go w ramię. - Co jak inni zobaczą?
-Nie obchodzi mnie to. - odparł i już po chwili jego silne dłonie trzymały moje kruche ciało.

Przechylił mnie i złożył na moich ustach pocałunek i kolejny, kolejny. Próbowałam walczyć, jednak będąc przy nim miękłam. Byłam jak kostka cukru wrzucona do gorącej kawy, zupełnie się rozpływałam.

-Dziś impreza u JB, co myślisz? - postawił mnie do pionu, a następnie jednoznacznie przetarł nos. - Będzie małe co nieco.
-Ale tym razem złapiesz mnie? - skrzywiłam się na same wspomnienie mojego upadku prosto na różany krzak.
-I nie puszczę. - cmoknął mnie w czoło i mocno przytulił.

31.01.2015
Obudziłam się czując potworny ból głowy. Rozejrzałam się, próbując poznać swoją lokalizację. Odetchnęłam z ulgą, gdy miejsce, w którym się znajdowałam okazało się pokojem mojego chłopaka, który spał spokojnie, tuż obok mnie. Wciąż leżąc, wymachiwałam ręką koło łóżka, by bez podnoszenia się, zdobyć butelkę wody. Niestety mimo prób, nie odnalazłam jej, a swoje niezadowolenie zasygnalizowałam siarczystym przekleństwem, które zbudziło Juniora. Wyglądał tragicznie, miał fioletowe sińce pod oczami, które nie błyszczały tak jak zwykle, pachniał dymem papierosowym, a jego włosy wyglądały nieświeżo. Jednak aura, otaczająca zmieniła się o 180 stopni, gdy obdarzył mnie uśmiechem, którym dwa lata wcześniej mnie w sobie rozkochał. „Szalony łobuz” mówiła o nim moja mama, gdy zabraniała nam się spotykać. Cała moja rodzina nie dostrzegała w nim żadnych pozytywnych cech i nieskutecznie starała się nas rozdzielić.

-Nic nie pamiętam. - wychrypiałam, a Junior silnym ramieniem przyciągnął mnie do siebie.
-Tańczyłaś nago na stole w klubie dla gejów. - odparł spokojnie, a ja spojrzałam na niego wystraszona. - Żartuję! - zaśmiał się i zaczął drapać mnie po głowie. - Już po trzeciej spałaś, odwrócona dupą do mnie.
-Poczekaj. - dotknęłam swojej klatki piersiowej. - Chyba właśnie umarłam ze strachu.

Jeszcze chwile śmialiśmy się do siebie, Jinyoung opowiadał mi szczegóły z wczorajszego wieczoru, a następnie znów zasnęłam, tym razem wtulona w niego. Sielanka nie trwała jednak długo, ponieważ obudził nas dzwonek mojego telefonu.

-Powiedz, że jesteś w drodze. - rozpoznałam głos Beckie i natychmiast wyskoczyłam z łóżka. - Dalej śpisz?!
-Nie, nie. Jestem w drodze. - zaczęłam szaleńczy bieg w poszukiwaniu wszystkich moich rzeczy.
-Wczoraj dzwoniła twoja matka. - zatrzymałam się i przerażona spojrzałam na Juniora.
-Pieprzysz?! Co jej powiedzieliście? Mam jeszcze po co tam wracać?
-Spokojnie, Tyler ją spławił. Powiedział, że już śpimy. Kazała jedynie poprosić, żebyś nie spóźniła się dziś na obiad. Znowu będziecie gościć jakąś szychę.

14.02.2015
Rozdzielał działkę, gdy ja wypijałam kolejny kieliszek czerwonego wina. Znajdowaliśmy się w jakimś hostelu na obrzeżach miastach. Pokoik był skromny, znajdowały się w nim jedynie łóżku, szafka i dwa krzesła. Mimo, że był środek zimy, za oknem szalała burza, zupełnie taka, jak ta, która przychodziła latem za falą upałów.

-Zamknij oczy. - odparł Jinyoung zbliżając się do mnie.
-Już? - byłam zniecierpliwiona.
-Poczekaj jeszcze minutkę. -czas wydawał się stanąć w miejscu, słyszałam jedynie jakieś szumy. - Już.

Otwarłam oczy i z wrażenia podskoczyłam na krześle. Przede mną stał przeogromny kosz wypełniony czerwonymi różami, które ukrywały maleńką ramkę ze zdjęciem. Gdy wzięłam ją do rąk, poczułam jak z wzruszenia lecą mi łzy. Było to nasze pierwsze zdjęcie, jednak tło zostało zmienione na krajobraz Jokohamy. Od zawsze marzyłam, by móc tam zamieszkać.

-Jak będę już bogatszy od twoich staruszków – złapał mnie za dłoń. - kupię nam apartament... nie! Kupię nam cały wieżowiec, właśnie tutaj – wskazał palcem na tło naszego zdjęcia. - A teraz, czy ma pani ochotę gdzieś ze mną polecieć?

Kiwnęłam głową, odsunęłam swoje włosy i nachyliłam się nad ścieżką białego narkotyku.

18.03.2015
Nawet nie wiem ile razy uszczypnęłam się, by sprawdzić czy to na pewno nie jest sen. Stałam tu, stałam w moim własnym pokoju w akademiku. Do teraz nie wiem jak udało mi się przekonać matkę, by pozwoliła mi tu zamieszkać. Ostatni raz uszczypnęłam się, a następnie zatrzasnęłam za sobą drzwi i uśmiechnęłam się do mojego chłopaka, który od dłuższej chwili leżał na starym, drewnianym łóżku.
Z biustonosza wyciągnęłam malutki woreczek z białą substancją, pomachałam nim tak, by mój ukochany zwrócił na mnie uwagę, a następnie sięgnęłam pod sukienkę i szybkim ruchem pozbyłam się swojej bielizny.

-Polecimy dziś gdzieś? - zaśmiałam się, zagryzając wargę.

02.06.2015
Wydawało mi się, że nie minęła sekunda od momentu, gdy na czworaka czołgałam się do łóżka, gdy usłyszałam krzyki. Byłam pewna, że Junior żegna się z ostatnimi znajomymi i zaraz cały hałas ucichnie. Jednak, gdy wrzaski nie ustawały i zaczęły przybierać na sile otworzyłam oczy. Przez dłuższy moment zastanawiałam się czy tydzień na kokainie sprawił, że zaczęłam mieć tak mocne halucynacje. Przede mną stała moja matka, rzucając losowymi rzeczami. Zaczęłam nerwowo szukać Juniora, którego nie było u mojego boku i dopiero, gdy zauważyłam, iż stoi w drzwiach, oparty o framugę, zaczęło do mnie dochodzić co właśnie się dzieje.

-Mamo co Ty tu?
-Dziecko, jak Ty żyjesz? Zobacz jak wyglądasz? - myślałam, że od jej krzyków zaczną pękać szklane kubki leżące na stoliku. - Nie czujesz jak tu śmierdzi? Wszystko się klei! Na podłodze widzę ślady mąki! Czy ty chociaż raz tu sprzątałaś? - przerwała tylko na chwilę, by wskazać palcem na Jinyounga. - A on? Co on tu robi?! Ile razy mówiłam Ci dziecko, żebyś nie zadawała się z tym szalonym łobuzem?! - podeszła do mnie i szarpnęła za rękę. - Albo natychmiast wrócisz do domu, albo możesz pożegnać się z wszystkimi dochodami jakie dostajesz!
-W takim razie wyjdź. - spojrzała na mnie w szoku. - Wyjdź, na co czekasz? - pierwszy raz zrobiłam coś nie po jej myśli. - Zostanę tutaj z tym szalonym łobuzem, mamo.

26.06.2015
-Łoo! - jeszcze raz zajrzałam do koperty, którą otrzymałam wraz ze świadectwem. - Będzie za to towaru na jakiś miesiąc. - klepnęłam mojego ukochanego w ramię. - To gdzie dziś polecimy?
-W kosmos maleństwo, kosmos. - odrzekł i pocałował mnie w głowę.

Niedługo miał minąć miesiąc odkąd rodzice nie wysyłali mi żadnych pieniędzy, telefonicznie poinformowali mnie, że opłacą jedynie akademik. Dowiedziałam się również, że z moją młodszą wybierają się na dwutygodniowe wakacje, co znaczyło, że dwa tygodnie, czternaście dni, będę miała dom, a także całą służbę tylko dla nas dwojga.

30.06.2015
-Mógłbyś znaleźć rozmiar mniejszą? - podałam zza drzwi przymierzalni sukienkę Juniorowi.

Byłam na głodzie, czułam silną potrzebę zażycia kokainy, czułam się jak wampir, który łaknie krwi. Starałam się jednak odwrócić swoje myśli od tego i zaczęłam przyglądać się sobie w lustrze. W ciągu ostatnich miesięcy bardzo schudłam, z lekko zaokrąglonej dziewczyny zostały mi jedynie pucołowate policzki. Odstający brzuszek, którego nienawidziłam gdzieś się schował, a ja mogłam teraz policzyć sobie żebra. Nawet nie wiem kiedy dorobiłam się, tak bardzo pożądanej przez dziewczyny, przerwy między udami. Jednak do ciała rodem z wybiegu nie pasowała zupełnie moja głowa. Włosy zaczęły mi szalenie wypadać, straciły blask, zupełnie tak jak moja cera, która teraz wydawała się matowa, zgaszona. Zmartwiłam się, przecież bez lśniącej cery, długich, błyszczących włosów nie byłam tą samą, śliczną księżniczką Juniora.

9.07.2015
-Sześć, siedem... mamy! - wykrzyczał, a ja zaczęłam klaskać w dłonie. - Maleństwo, zarezerwowałem dziś lot na marsa!

Od awantury w akademiku z rodzicami widziałam się tylko raz. Trzeci dzień nie mieliśmy pieniędzy na kokainę, oboje czuliśmy się jakby ktoś odebrał nam powietrze, czułam się tragicznie. Dlatego pod pretekstem zabrania jakiś pierdół, przyjechałam do domu, licząc na jakieś pieniądze. Nie musiałam nawet prosić. Gdy zobaczyli mnie w najgorszym z możliwych stanów, postanowili dawać mi pieniądze na jedzenie, ponieważ w ich oczach straszliwie wychudłam. Niestety wciąż chcieli mojego powrotu, dlatego kwota, którą dostałam nie była zbyt duża. Właśnie tego dnia zebraliśmy wszystkie pozostałe pieniądze, które oboje mieliśmy i straciliśmy na działkę najlepszego towaru w mieście.

14.08.2015
Nie miałam kontaktu z Juniorem od dwóch dni. Odkąd wyszedł na imprezę, jeszcze nie wrócił. Jego telefon był wyłączony, nikt nie miał pojęcia gdzie się znajduje, a ja odchodziłam od zmysłów. Następnego dnia miały być moje urodziny, a ja nie wiedziałam gdzie znajduje się mój chłopak. Kończyły mi się pieniądze, a głód narkotyku stawał się nie do zniesienia. Nie wiedząc co robić zaczęłam sprzątać mieszkanie. Rozdeptane resztki kokainy na podłodze, brak znaków życia od Juniora doprowadzały mnie do szału. W pewnym momencie wpadłam w szał, rozbiłam wszystkie talerze, kubki, pokój wyglądał jak pobojowisko. Przestałam dopiero, gdy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.

-Maleństwo, już jestem. - wyglądał jak cień człowieka, ale nie było to dla mnie ważne. - Trochę mi się przedłużyło.
-Idiota! - płakałam, uderzając go w klatkę piersiową. - Tak się martwiłam.
-Przepraszam, przepraszam. - objął mnie, a ja poczułam się wreszcie spokojna. - Już Cię więcej nie zostawię.

16.08.2015
Obudziłam się w szpitalu, nie mając pojęcia ile czasu już tam spędziłam. Chciałam się podnieść, poczułam jednak, że zupełnie brakuje mi sił. Na stoliku leżał wazon z jakimiś śmierdzącymi kwiatkami, których zapach drażnił moje nozdrza, obok nich poukładane były owoce. Obok siedzieli moi rodzice. Rozejrzałam się po sali, nie było tam Juniora.

-Córeczko – matka zauważyła, że się obudziłam. - co ci się stało?
-Gdzie jest Jinyoung?
-Lekarze nie chcieli nam nic powiedzieć, bardzo się martwiliśmy z ojcem.
-Gdzie jest Jinyoung?
-Co ci się stało? - ignorowała moje pytanie, a ja poczułam jak rośnie we mnie złość.
-Do cholery jasnej, gdzie jest mój chłopak?! - wydarłam się, zwracając na siebie uwagę przechodzącej obok pielęgniarki.
-W głównym holu, nie pozwoliliśmy wejść temu szalonemu...

Nie obchodziło mnie co miała do powiedzenia, wzięłam szybko wdech, wyrwałam wenflon z dłoni i na bosaka wybiegłam szukać mojego chłopaka.
Gdy go znalazłam siedział na ławce i płakał. Po raz pierwszy zobaczyłam jego łzy.

-Junior. - wyszeptałam. - Junior, tu jesteś. - rzuciłam mu się w ramiona, gdy tylko podniósł głowę.
-Tak bardzo się o ciebie martwiłem. - wydusił z siebie, a potem płacz odebrał mu głos.

15.09.2015
Pierwszy raz pokłóciłam się z Juniorem. Byłam wściekła, gdy okazało się, że jego pieniądze zniknęły, a on nie miał zamiaru powiedzieć mi co z nimi zrobił.
Cały dzień nie było go w domu, dopiero pod wieczór napisał do mnie, by przygotowała coś do jedzenia. Było to dla mnie dziwne, jednak mimo złości postanowiłam przygotować przepiękną kolację. Gdy wrócił, miał ze sobą moje ulubione czerwone wino. Jedząc kolację czułam się dziwnie nieswojo, miałam wrażenie, że coś się wydarzy. Nie myliłam się. Gdy skończyliśmy jeść Junior stanął przede mną.

-Maleństwo, chciałbym żebyś wiedziała, że traktuję cię na poważnie, że nasz związek jest dla mnie najważniejszym elementem życia. Skończyłaś dziewiętnaście lat, jesteś wciąż młoda, ale jesteś jedyną kobietą, którą jestem w stanie kochać. - uklęknął przede mną, a ja zapomniałam na chwilę o tym jak się oddycha. - Czy chciałabyś zostać moją żoną?

Odpowiedź była oczywista.

13.11.2015
Leżałam w wannie wypełnionej po brzegi gorącą wodą i aromatyczną pianą, popijałam czerwone wino. Obok, na zimnych kafelkach, siedział Jinyoung puszczając muzykę z telefonu. W łazience paliło się jedynie czerwone światło małej lampki. Mijał drugi dzień od kiedy byliśmy czyści. Mieliśmy pieniądze, stać nas było na działkę, dwie, ale po raz pierwszy od dawna żadne z nas nie czuło głodu. Może to wszystko za bardzo nas wykończyło? Byliśmy chudzi, bladzi, nasze włosy były słabe, ciągle wypadały. Nasze oczy straciły blask, otoczone były jedyne fioletowymi sińcami. Co raz częściej spędzaliśmy noce w wannie wypełnionej lodem, która miała zbijać gorączkę, z tamponami w nosach, które tamowały co raz częstsze krwotoki.

-Junior. - odłożyłam kieliszek na brzeg wanny. - A może byśmy rzucili to wszystko?
-Słucham?
-Pierdolmy te dragi, spakujmy rzeczy i wyjedźmy jak najdalej.
-Wyjedźmy jak najdalej. - powtórzył po mnie.
-Zróbmy to, zróbmy najbardziej szaloną rzecz w naszym życiu.
-Pakuj walizki! - popatrzyłam na niego zdziwiona. - Wychodź z tej wanny i pakuj walizki maleństwo. Wyjedziemy już jutro.
-A dziś? - pogłaskałam go po głowie.
-A dziś polećmy tak daleko jak jeszcze nigdy. - powiedział i złożył pocałunek na moich ustach, który miał przypieczętować nasze postanowienie.

24.05.2016
Minęło ponad sześć miesięcy. Sześć miesięcy jestem zupełnie czysta, wolna od narkotyków. Moje włosy stają się co raz gęstsze, cienie pod oczami odeszły w zapomnienie, a moje ciało znów przypomina ciało kobiety. Jestem teraz w Jokohamie, mam małe mieszkanie, tak jak zawsze marzyłam. Pogodziłam się z rodzicami, niedługo kończę szkołę.
A Junior?
To miała być ostatnia noc, kiedy mieliśmy imprezować do rana, nie pamiętać niczego i zupełnie naćpani bawić się jakby jutro miało nie być. Następnego dnia miało się zacząć nasze nowe życie. Walizki czekały na nas pod drzwiami, mieliśmy pojechać na stopa do Jokohamy, spać w tanich hotelach, jeść śmieciowe żarcie. Mieliśmy znaleźć pracę i zarabiać wielkie pieniądze, by na wakacje polecieć do Las Vegas i wziąć ślub, którego udzieliłby nam facet w stroju Presleya.
Junior?
Przedawkował. Jego serce nie wytrzymało. 


LONG TIME NO SEE! Niestety po tak długiej przerwie nie udało mi się wrócić do was z kolejnym rozdziałem Guilty, ale mam dla was kolejny... twór, do którego powstania zainspirowała mnie piosenka, a także teledysk do niej. Jeśli ktoś jeszcze nie wie, mowa o Fly - GOT7. Nie dość, że Junior rozkochał mnie swoim przepięknym głosem w refrenie, to jeszcze dobił moje serduszko w MV. 
Jest to mój pierwszy twór w formie wspomnienia/pamiętnika, dlatego liczę, że spodoba się wam.

poniedziałek, 14 marca 2016

GUILTY - rozdział dziesiąty

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
To nie boli, a bardzo motywuje do dalszej pracy. 





Jakiś niewielki hałas wybił mnie ze snu. Otworzyłam oczy, nieprzytomnie rozejrzałam się po pokoju, marząc, by wydarzenia wczorajszego dnia były po prostu sennym koszmarem. Moje marzenia prędko rozwiał widok Joonyounga śpiącego tuż obok mnie. Zerknęłam na niego, miał niespokojny wyraz twarzy, a jego przydługa grzywka opadała chaotycznie na poduszkę. Myśl, że wylądowaliśmy w łóżku tuż po bestialskim zabójstwie sprawiła, że prychnęłam sama do siebie, ni to z żałości, ni z rozbawienia. Jak szalonymi ludźmi musimy być, by czyjaś śmierć obudziła w nas uśpione, pozornie martwe uczucia? Wciąż jeszcze senna, dotknęłam jego policzka, poczułam gorąc jego skóry. Był rozpalony, musiał nabawić się gorączki. Zareagował identycznie jak za pierwszym razem, zastanawiałam się czy w nocy choć na chwilę zmrużył oczy, gdy ja spałam niewinnie, jak dziecko nieskalane grzechem. Jeszcze raz pogładziłam jego miękką skórę, szukając wzrokiem, wśród rozrzuconym na podłodze ubrań, swoich rzeczy. Ostatecznie ruszyłam do łazienki odziana wyłącznie w jego szarą bluzę. Czułam pod stopami chłód drewnianych paneli, gdy rozkoszowałam się zapachem męskich, korzennych perfum.
Nim w naszej łazience udało odnaleźć mi się misę oraz niewielki ręcznik, Joonyoung zdążył się przebudzić i kiedy wróciłam do ciemnego pokoju, spojrzał na mnie spod przymkniętych powiek, rażonych światłem pochodzącym z holu.

-Znowu masz gorączkę. - usiadłam na brzegu łóżka, tuż obok niego.
-Zupełnie jak wtedy. - odsunął włosy z czoła, abym mogła swobodnie przyłożyć mu zimny okład. - Wtedy jeszcze liczyłem, że będziemy parą. Głupiec ze mnie... Ta noc też nic dla Ciebie nie znaczyła, prawda? - spojrzał na mnie, a jego wzrok wydawał się płonąć, zupełnie jak jego ciało.
-A jeśli to wszystko miało dla mnie zawsze znaczenie? - zadrżałam, gdy zrozumiałam, iż moje myśli zostały wypowiedziane.
-W takim razie przepadliśmy oboje, Kyungri. - położyć mi głowę na kolanach i przymknął oczy. - Chciałbym być z Tobą nie tylko przez te gówniane, krzywe akcje. Tak po prostu, być obok, nie mając na głowie tego całego bagna. Myśleć, że mamy cały świat u naszych stóp, zupełnie niczym się nie przejmując.

Ja też, też bym tego chciała. Głaskałam lekko jego głowę, zakręcając kosmyki ciemnych włosów wokół palca, pozwalając mu zasnąć. Sama zaś zaczęłam zadręczać się myślami. Nagle moje dotychczasowe życie stało się bez sensu, wszystko przestało trzymać się kupy, jakby ktoś na górze z mojego życia postanowił zrobić film pod tytułem „Największe porażki i najgorsze wydarzenia świata”. Ostatnie sześć lat ciążyły mi na sercu, zupełnie jakby ktoś wiecznie siedział mi na klatce piersiowej. Jeśli Bóg istnieje, musi mieć ze mnie niezły ubaw. Sześć cholernych lat, ponad dwa tysiące zasranych dni wszystko mi się pieprzy, a za każdym razem, gdy mam nadzieję na lepsze jutro, coś szybko te nadzieje mi odbiera.
Cichy, senny jęk Younga, przerwał mi te żałosne myślenie. Nie powinnam przecież dołować się czymś czego biegu już nie zmienię. Czasu się nie cofnie, nie?

**

Nie byłam zachwycona, gdy zobaczyłam Jessi w naszej jadalni, beztrosko machającą nogami na krześle barowym. Była tam z moim bratem, który wydawał się zupełnie obojętny na jej towarzystwo. Zastanawiałam się czy był z nią przez całą noc, o czym rozmawiali. Niewiele się zastanawiając się, rzuciłam do niej, by do obiadu wyniosła się z mojego domu. Nie chciałam, by po raz kolejny w miejscu, które było moją ostoją, spędzała czas morderczyni.

-Co z tym zrobimy? - zapytał Alexander, popijając gin, a ja poczułam jak moje policzki płoną.
-Chyba ona powinna się o to martwić, nie uważasz? - wskazałam Jessicę palcem.
-A co można zrobić? - bezczelnie zaśmiała się, głośno mieszając ramen w misce. - Milczymy.
-Kurwa, świetnie! - moja irytacja przeradzała się w złość. - To jest idealny pomysł! Zostańmy jeszcze przyjaciółmi, będziemy teamem, żyjącym sobie szczęśliwie, co jakiś czas mordując sobie kogoś dla rozrywki. - złapałam się za głowę. - Wiesz, że moim marzeniem było całe życie się ukrywać? Po prostu, kurwa, kocham uciekać.

Byłam gotowa uderzyć ją, gdy ta jedynie wzruszyła ramionami i wróciła do jedzenia, jednak nie wiedzieć czemu szarpnęłam za rękę Joonyounga, wycofując się z nim do salonu. Nie mam pojęcia co mną kierowało, kiedy wtuliłam się w niego. Właśnie wtedy poczułam się bezpiecznie, a moje rozszalałe serce, powoli uspokajało swoje bicie.

▀▀ 

Całą noc dręczyły mnie koszmary, niemal co chwilę budziłam się z krzykiem, zalana potem, budząc przy okazji Mingyu, który bezskutecznie starał się mnie uspokajać, usypiać. Wydawało mi się, iż w pewnym momencie po prostu zrezygnował ze snu, czekając na moje kolejne zrywy, próbując to co raz różniejszych sposobów, by dać mi w końcu spokojnie zasnąć i odpocząć.
Po kolejnym nieprzyjemnym przebudzeniu, zauważyłam, że świta. Mimo ogromnego zmęczenia, postanowiłam odpuścić sobie sen. Mój mózg powoli zaczynał swoją pracę, a ja mozolnie połączyłam fakty i gdy uświadomiłam sobie, że przeze mnie Ming nie mógł spać, poczułam się źle i chciałam to jak najszybciej mu wynagrodzić.
Gwałtownie odwróciłam się na łóżku w stronę ukochanego, ten słuchał muzyki, jednak widząc, że nie śpię, szybko ściągnął słuchawki i zerknął na mnie z troską.

-Znowu się obudziłaś? - złapał mnie za rękę i splótł nasze ręce. - Może spróbujesz teraz...
-Nie, - przerwałam mu. - nie chcę już spać. Za to Ty powinieneś się przespać. - wolną dłonią przejechałam po jego cieniach pod oczami.
-To nic, właściwie i tak nie mógłbym zasnąć. - przyciągnął mnie do siebie i podał słuchawkę. - Chcesz posłuchać ze mną?

Gdy tylko umieściłam ją w uchu, od razu rozpoznałam piosenkę, która właśnie leciała. Głos Gain byłam w stanie poznać wszędzie, niezależnie od pory dnia, humoru czy sytuacji, w której się znajdowałam. Zaś sam utwór wiązał się z miłymi wspomnieniami. „Guilty” zawsze słuchaliśmy będąc sam na sam z Mingyu, kojarzył mi się on z przyjemnym ciepłem, poczuciem bezpieczeństwa i przypominał o uczuciu, które żywiłam do mojego chłopaka. Dziś odkryłam również jak ogromną moc on ma. Jakimś cudownym sposobem izolował mnie od świata zewnętrznego. Hipnotyzujący śpiew Gain wyłączał moje myśli, odciągał mnie od zmartwień, męczących myśli. Liczył się wyłącznie relaksujący rytm piosenki, który synchronizował się z moim sercem.

**

-Jessi nie wróciła od wczoraj? - zapytałam Mingyu, wkraczając do kuchni.
-Nie, chyba nie. - chłopak właśnie zajmował się przygotowywaniem naczyń do zrobienia śniadania.
-To gdzie ona jest? Wszystko z nią w porządku? Może potrzebuje pomocy po wczoraj? - mimo tego, co zrobiła, martwiłam się o nią.
-A czemu miało być z nią coś nie w porządku? - Mingyu przerwał czynności, które wykonywał, by podejść do mnie i objąć mnie. - To potwór wypruty z uczuć, to wszystko nie zrobiło na niej żadnego wrażenia. Zapewne siedziała całą noc w domu rodzeństwa.
-To oni się znali? - zdziwiło mnie to, ponieważ wydawało mi się, iż dziewczyny poznały się w tym samym czasie, co ja z Kyu.
-Co? - spojrzał na mnie zmieszany, szybko wracając do szykowania śniadania.
-Pytałam czy oni znali się wcześniej? A Ty? Znałeś ich zanim Kyungri zapoznała się ze mną? - byłam zaskoczona zachowaniem Mingyu.
-Tylko z widzenia. - rzucił szybko, jednak wyczułam w jego wypowiedzi zawahanie.

Czyżby mnie okłamał? Nagle poczułam jakby coś próbował przede mną ukryć, nie tylko on, miałam nieodparte wrażenie, że wszyscy czegoś mi nie powiedzieli. Patrzyłam na Mingyu, który zdawał się unikać mojego spojrzenia. Skupiał się na układaniu ryżu w miseczkach, jakby od tego zależało jego życie. W mojej głowie zrodziło się dziwne uczucie. Marszcząc brwi, próbowałam znaleźć w swojej głowie jakieś wskazówki. Wydawało mi się, że pewne przypadkowe wydarzenia były znaczące w tej sprawie, jednak za nic nie mogłam przywołać odpowiednich wspomnień. Nagle zapaliło mi się ostrzegawcze światło. Czyżby powrót Jessi i Mingyu miały związek z powrotem Kyungri? Już miałam zapytać o to mojego chłopaka, gdy mój telefon zawibrował, informując o pojawieniu się wiadomości tekstowej. Wzięłam go do ręki i od razu wyświetliłam smsa.
Zrobiło mi się ciemno pod oczami, nieświadomie upuściłam urządzenie na podłogę, w ostatniej chwili udało mi się przytrzymać blatu, broniąc się przed upadkiem. Moje ciało przeszły dreszcze.
Mingyu coś do mnie mówił, jednak ja nie byłam w stanie usłyszeć jego słów. Obserwowałam go jedynie biernie, gdy podniósł mój telefon, przeczytał treść wiadomości i przerażony spojrzał na mnie.
„Wiem co zrobiliście Chanmi.”



Chyba powinnam zacząć czytać lektury szkolne, bo do napisania tego rozdziału natchnęła mnie, omawiana na lekcji, postać Jagny z "Chłopów", która kierowała się w życiu głównie popędem seksualnym :D
Mam cichą nadzieję, że moja wena tym razem zostanie ze mną na dłużej, bo naprawdę chciałabym ukończyć te opowiadanie i móc być dumna z siebie, że udało mi się zrealizować tak rozbudowany pomysł. 

wtorek, 1 marca 2016

"Press your number"



Drażniący dźwięk wibracji stawał się co raz bardziej wyraźny, więc niechętnie zmusiłam się do otworzenia oczu. Spojrzałam na duży zegar wiszący naprzeciw mojego łóżka, dochodziła szósta rana. Z jękiem zrezygnowania narzuciłam kołdrę na głowę, zacisnęłam oczy, modląc się w myślach, by wibracja ustała. Niedoczekanie. Wzięłam parę głębokich wdechów, nim wymacałam swój telefon, który w tym momencie był moim narzędziem tortur. Zerknęłam na wyświetlacz, zobaczyłam ciąg cyfr i odrzuciłam połączenie. Znałam ten numer, znałam go aż za dobrze. Głupia byłam, myśląc, że usuwając go z kontaktów, uda mi się pozbyć go również z głowy.
Wiedząc, iż nie uda mi się już zasnąć, wyszłam z łóżka, układając w głowie plan na dzisiejszy dzień. Przeciągając się, leniwie skierowałam się do ogromnego okna z widokiem na obrzeża Brooklynu. Miasto dopiero budziło się do życia, wraz z wschodzącym słońcem. Mimo, iż ów obraz oglądałam codziennie od dwóch miesięcy, trzech dni i jakiś piętnastu godzin, wciąż zachwycał mnie od nowa. Był zupełnie inny od Seulu.
Niewiele brakowało, by moje serce wyskoczyło z piersi, gdy telefon po raz kolejny zaczął wibrować, tym razem w mojej prawej dłoni. Dwukrotnie, powoli przeanalizowałam cyfry, które widziałam na ekranie. Przez chwilę, dosłownie sekundę, pomyślałam o tym, by odebrać ten cholerny telefon. Skupiłam całą swoją energię na tym, by moja dłoń współgrała z mózgiem i ostatecznie, znów, odrzuciłam połączenie.

-Wal się ty cholerny dupku, wal! - wydarłam się, odrzucając telefon na łóżko.

**

-Czemu po prostu nie zmienisz numeru? - Stephanie spoglądała zza swoich czarnych loków.
-Ma go cała moja rodzina, wiesz ile byłoby roboty z podawaniem im nowego numeru? Zbankrutowałabym! Wiesz przecież ile kosztują mnie połączenia do Korei. - dźgałam rurką kulki, znajdujące się na dnie plastikowego kubeczka z moją jagodową bubble tea.
-Twoja mama, Seulgi, babusia Charyeon i Hayi. - wyliczała na palcach. - Trzy esemesy i jeden telefon. Aż tak nie zbiedniejesz.
-No, ale... - chciałam zaprotestować, jednak amerykanka szybko mi przerwała.
-Co ci szkodzi? - wzięła łyka swojej kawy, a następnie kontynuowała. - Rozumiem, gdybyś była dyrektorem światowej firmy, albo modelką, aktorką, ale halo! Lee Seulri, masz tylko osiemnaście lat, jedną przyjaciółkę i idiotę, który zatruwa ci życie.
-Ostatnio dzwoni rzadziej. - zrezygnowana odpowiedziałam, wiedząc jednak, że ona nie odpuści.
-Nie przeglądasz internetu? Ten twój kochaś szykuje się do comebacku, więc odeszłaś na dalszy plan. - na chwilę zawiesiła głos. - Właściwie poczekaj, aż zacznie promocje, wtedy skończą się telefonu, bo będzie cię miał... - przerwała widząc moją minę.
-To on mnie rzucił, kazał spadać, więc jak teraz śmie przeszkadzać mi w moim nowym życiu? - zmarszczyłam brwi na znak niezadowolenia.
-Właśnie! - przyjaciółka klasnęła w dłonie. - Jesteś teraz tutaj, w USA, to Twoje nowe życie, nie możesz pozwolić by zmora przeszłości ci to niszczyła. Obiecaj, że jeśli telefony nie ustaną w ciągu... hm... w ciągu miesiąca, zmieniasz numer! - wyciągnęła w moją stronę dłoń z wystawionym małym palcem.
-Call! - uśmiechnęłam się i złączyłam nasze palce, przypieczętowując obietnicę. 

**

Obudził mnie silny, ćmiący ból głowy, z wielkim cierpieniem otworzyłam oczy i odetchnęłam z ulgą, gdy dostrzegłam iż znajduję się w pokoju przyjaciółki, która spała w najlepsze po lewej stronie ogromnego łoża. Próbowałam podnieść się, jednak zawroty głowy odebrały mi motywację do wykonania tego arcytrudnego zadania. Położyłam dłoń na swoim czole, w które najchętniej uderzyłabym się parę razy, w ramach kary. Docisnęłam do niego mocniej palce, gdy bezskutecznie próbowałam przypomnieć sobie jak znalazłam się w mieszkaniu Stephanie. Osoby takie jak ja, powinny na każdej imprezie mieć napisane na czole „Nie dawaj mi alkoholu!”. To nie tak, że piję wiele, po prostu moje małe, 155 centymetrowe i 42 kilogramowe ciałko potrzebuje nieco ponad dwóch piw, by zamienić swoją krew w alkohol i stracić trzeźwy umysł.
Nie mogąc wciąż zmusić się do powstania, zerknęłam pod kołdrę i zaśmiałam się sama do siebie.
-Pamiętałaś, że nienawidzę spać w dżinsach. - wyszeptałam, głaskając po włosach moją śpiącą przyjaciółkę.

Gdy w końcu wymusiłam na swoim ciele współpracę, wyszłam z łóżka, by zlokalizować swoje rzeczy. Szybko odnalazłam swoje spodnie, w których kieszeni znajdował się telefon. Prędko odblokowałam go, by sprawdzić, czy może moja mama nie dobijała się do mnie przez pół nocy.
Urządzenie wypadło mi z rąk, zaś moje serce zamarło, gdy zauważyłam, że jako ostatnie, w spisie znajduje się połączenie wychodzące do Taemina. Kolana ugięły się pode mną, złapałam się za głowę i desperacko próbowałam sobie przypomnieć chociaż kawałek wczorajszego wieczoru. Z każdą chwilą byłam co raz bardziej wściekła na siebie. Niewiele myśląc podniosłam telefon z ziemi i po raz kolejny, tym razem w stu procentach świadoma, wybrałam numer swojego byłego chłopaka.

-Seulri? - jego głos wciąż przyspieszał bicie mojego serca, jednak musiałam to zignorować.
-Słuchaj, nie wiem co ci wczoraj nagadałam.. - wrzeszczałam do słuchawki. - Mam jednak nadzieję, że była to dosadna prośba, nie! Że był to dla ciebie zrozumiały przekaz, byś w końcu, kurwa, dał mi spokój. Nie dzwoń do mnie nigdy więcej!

Rozłączyłam się, nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź.

**

Prawie zasypiałam, gdy usłyszałam dźwięk nadchodzącej wiadomości na jednym z moich SNS. Nadawcą był niejaki „taeri2718”. Byłam przekonana, że to jakiś spam, jednak coś tknęło mnie, bym otworzyła okno czatu.

„Powiedziałaś, że wciąż mnie kochasz, jednak nie potrafisz wybaczyć mi tego, iż Cię zostawiłem. Zarzuciłaś też, że złamałem obietnicę, ale to nie jest prawda, bo ja nigdy nie wyrzuciłem Ciebie z mojego serca. Popełniłem straszny błąd, a Ty nie pozwalasz mi nawet spróbować się wytłumaczyć.
Właśnie wyszło moje nowe MV, powinnaś je zobaczyć... Seulri, nie przestanę do Ciebie dzwonić, ale cały czas mam nadzieję, że kiedyś znajdziesz siłę, by zadzwonić do mnie....
Taemin”.

Nie wiem czy była to ciekawość, czy może jakaś nadludzka moc, ale zasiadłam przed komputerem i wyszukałam jego najnowszego teledysku.

- „Press your number”... Czy to? - głośno myślałam. - Nie, nie. Na pewno nie chodzi tu o mnie...

Myliłam się, z każdą, kolejną sekundą nagrania wzrastała we mnie pewności, iż ta piosenka jest dla mnie, te słowa były do mnie, epitety dotyczyły mnie, symbole nawiązywały do mnie. Nie zauważyłam nawet kiedy po moich policzkach zaczęły płynąć łzy.
Dotarło do mnie jak żyłam przez prawie trzy miesiące. Tak bardzo starałam się odizolować od swoich uczuć, że żyłam jakbym wyszła ze swojego ciała i obserwowała wszystko z boku.

***

Chyba nie oddychałam, gdy wpisywałam kod zabezpieczający. Mój oddech wrócił dopiero, gdy ku mojemu zdziwieniu drzwi zostały otworzone. Starając się zrobić jak najmniejszy hałas, ściągnęłam buty, a następnie stanęłam przed drzwiami sypialni. Przez szparę zobaczyłam, że leżał na łóżku, jednak wydawało mi się, iż nie spał. Drżącymi dłońmi wybrałam jego numer i obserwowałam jak się zachowa. Wraz z pierwszym sygnałem sięgnął po telefon, spojrzał na jego wyświetlacz i błyskawicznie podniósł się do siadu.

-Seulri? - jego głos drżał. - Ja naprawdę nie wiem od czego zacząć...
-Może zacznij od tego, że zmienisz kod w drzwiach? - zaśmiałam się i przeszłam przez próg sypialni.

Staliśmy naprzeciw siebie spoglądając na siebie. Jego czekoladowe oczy szkliły się od zbierających się łez, czerń jego włosów zmieniła się w blond, a on sam jakby w tym momencie, właśnie w tej chwili zaczął nabierać kolorów.
Gdy podszedł do mnie i zamknął w swoich ramionach poczułam jakbym właśnie odrodziła się na nowo. Wsłuchując się w ciszę, która nas otaczała, wiedziałam, że jestem we właściwym miejscu, że jego ciepłe ramiona to moje miejsce.

-Nie obchodzi mnie jak masz zamiar to zrobić, ale... - szeptałam, patrząc mu w oczy. - nie możesz mnie już nigdy zostawić.



 Jeśli jeszcze nie widzieliście PYN, albo nie znacie tekstu, proszę, a właściwie nakazuję, zapoznanie się z video, do którego link jest poniżej! ;)




Zakochałam się od nowa w Taeminie podczas tego comebacku, cały album przypadł mi do gustu, Taemin jest taki... do schrupania, a jak widzicie piosenka, z którą Tae się promuje zainspirowała mnie do stworzenia tego króciutkiego shota.
Specjalnie napisałam to tak, że jest tutaj wiele niedopowiedzeń, do końca nie wiadomo o co chodzi, ale ma się przyjemnie czytać. Przyjemnie się czytało? :)
Jak zwykle proszę o pozostawienie komentarza, najlepiej zaraz po przeczytaniu :)

poniedziałek, 1 lutego 2016

GUILTY - rozdział dziewiąty




Pod wpływem uderzenia zrobiłam krok w tył. Chciałam wyciągnąć telefon z kieszeni i zadzwonić po pomoc, ale słysząc słowa Jessi, stałam jak słup soli, nie mogą się zmusić, by wykonać jakiś ruch.

-Dobij ją! - Jessica wrzeszczała na mnie, a ja nie byłam w stanie wydusić słowa. W jej głosie można było wyczuć dzikość i niesamowitą złość.

Nie pamiętam kiedy kurczowo zacisnęłam dłonie na kurtce Mingyu, zauważyłam to dopiero, gdy zaczęły one niespokojnie drżeć, wywołując przy tym cichy szum przeciwdeszczowego materiału. Nigdy nie byłam tak przerażona, nawet to, że Ming przytulił mnie do siebie nie było w stanie uspokoić drżenia. Jessica wciąż głęboko patrzyła mi oczy, a jej wzrok wydawał się płonąć. Nagle moja przyjaciółka stała się dla mnie kimś obcym, zupełnie jakby to nie było ona, nie moja Jessi.

-Dobij ją! - powtórzyła, a jej krzyk odbił się echem.

Znów chciała się do mnie zbliżyć, jednak zatrzymała się, gdy Mingyu przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie, kładąc dłoń na moim ramieniu. Jeszcze chwile patrzyła na mnie, a potem wbiła wzrok w ziemię. Zaczęła chaotycznie stawiać kroki, a jej oczy krążyły wkoło, desperacko czegoś szukała. Rozejrzałam się, każdy obserwował stąpającą w kółko Jessi, nikt jednak nie wykonywał żadnych ruchów. Wszyscy byli jak zamrożeni, wyglądali jak marmurowe pomniki, tylko ich zagubione spojrzenia zdradzały, iż są żywi. Wydawało mi się, że pogoda się pogorszyła, ciemne chmury zakryły słońce, a chłodny wiatr drażnił moją rozpaloną twarz.

▀▀

Obserwowałam tę dziewuchę w milczeniu, próbowałam odgadnąć co ma zamiar zrobić. Wyglądała jakby postradała zmysły, kręciła się w kółko i szukała czegoś na ziemi.
Nagle Jessica rozpędziła się i prawie biegnąc ruszyła przed siebie. Zatrzymała się w miejscu, gdzie pozornie nic nie było. Dopiero, gdy zaczęła stopą podważać wystający kawałek betonowego prostokąta, stanowiącego element podłoża, zrozumiałam czego szukała. Stukot jej buta, uderzającego w beton rozbrzmiewał w mojej głowie.
Chciałam podejść do niej i ją uspokoić jednak, gdy zrobiłam krok, poczułam jak Alexander szarpnął mnie za rękę, tak, że zatrzymałam się tuż obok niego. Spojrzałam na niego, pokiwał on przecząco głową i dopiero, gdy bezdźwięcznie mu odpowiedziałam, puścił moją rękę.

▀▀

Miałam wrażenie, że świat zwolnił, nie wiedziałam ile tkwiliśmy w bezruchu, czułam jakby minęła wieczność. Powoli robiło się ciemno, było co raz chłodniej. Spojrzałam na swoje dłonie, które od zimna stały się czerwone, niewiele brakowało im do tego, by zacząć sinieć.
Wreszcie udało się Jessi podważyć betonowy element, by móc nim poruszyć. Dziewczyna z lekkim trudem uniosła kamień i ruszyła z nim w stronę wciąż nieprzytomnej Chanmi. Moje serce zaczęło bić w zawrotnym tempie, po moim ciele przechodziły nieprzyjemne dreszcze.
Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami, poczułam jak Mingyu silnie przyciska moją głowę do swojej klatki piersiowej, uniemożliwiając mi obserwowanie zajścia.
Usłyszałam potworny huk, a potem ciszę, tak głęboką ciszę jakbym nagle utraciła słuch. Wiedziałam co się stało, nie musiałam tego widzieć, jednak w tym momencie nie byłam w stanie uświadomić sobie, że to dzieje się naprawdę, że to nie sen, z którego za chwilę obudzę i zalana potem, będę śmiać się pod nosem.

-Zabierz ją stąd. - głos Kyungri dotarł do moich uszu, jednak wydawał się być odległy, nierealny.

Przez ułamek sekundy wątpiłam czy aby na pewno nie był on tylko wytworem mojej wyobraźni, jednak moje wątpliwości rozwiał Mingyu, który delikatnie popchnął mnie, bym ruszyła przed siebie. Nie mam pojęcia co mnie podkusiło do tego czynu, jednak wykorzystując moment, gdy Ming zwolnił uścisk, odwróciłam się w stronę, gdzie leżała Chanmi. Poczułam się, jakby ktoś uderzył mnie czymś ciężkim w głowę. Widok, który zastałam przeszedł wszelkie moje wyobrażenia, w najstraszniejszych horrorach nie widziałam czegoś takiego. Zasłoniłam dłonią usta, by nie krzyczeć, a chwilę później ścięło mnie z nóg. Wylądowałam na kamieniach, czując jak ostry żwir rani mi kolana.

▀▀

Wiedziałam, że Jiyeon w takim stanie będzie tutaj jedynie ciężarem, więc ponowiłam prośbę, by Mingyu zabrał ją z tego miejsca. Patrzyłam niezadowolona jak chłopak podnosi ją z ziemi i bierze na ręce, ponieważ ta nie jest w stanie ustać na nogach. Odprowadziłam ich wzrokiem, a gdy zniknęli za zakrętem, zbliżyłam się do Joonyounga.

-To co, powtórka z rozrywki? - zaśmiałam się nieszczerze, klepiąc go w ramię.
-Jakieś 300 metrów stąd jest nieużywana studzienka, we dwoje dacie radę przesunąć właz, który ją osłania. Ja zostanę z nią i trochę to ogarnę. - podrapał się po głowie.
-Kurwa, czy to naprawdę musi nas znowu spotykać? - mój brat był wściekły, jednak posłusznie ruszył za mną, nie odzywając się już ani słowem.

Przesunięcie kamiennego koła nie zajęło nam zbyt wiele czasu, więc już po chwili wracaliśmy na miejsce feralnego zdarzenia. Widziałam, że teraz Joonyoung polewa wodą dłonie Jessici. Dziewczyna wyglądała na niewzruszoną, zupełnie nie przypomiała człowieka, który paręnaście minut wcześniej kogoś zabił. 

▀▀ 

Nie zdążyłam nawet zakomunikować ukochanemu, że jest mi niedobrze, gdy zwymiotowałam, prawie plamiąc mu buty.

-Przepraszam. - szepnęłam, opierając się o drzwi jego samochodu.
-W porządku. - odparł znikając w aucie, by zaraz podać mi butelkę wody. - W porządku. - powtórzył, samemu chyba nie wierząc w prawdziwość tych słów.
-Mingyu, - również oparł się o samochód i spojrzał na mnie. - co teraz zrobimy?
-Nie wiem, cholera, ja nie wiem. - wyciągnął z kieszeni opakowanie papierosów. - To wszystko, ja nie wiem... - westchnął, a następnie odpalił papierosa.
-Daj mi jedną fajkę. - wyciągnęłam rękę.

Nigdy nie lubiłam palić papierosów, jednak teraz paliłam jednego za drugim. Moje dłonie wciąż drżały, gdy odpalałam kolejnego, chyba już czwartego, czekoladowego papierosa. W głowie mi szumiało, gardło nieprzyjemnie piekło, a płuca wydawały się podrażnione, jednak nie mogłam przerwać. Znów zachciało mi się wymiotować, jednak tym razem zdążyłam odejść chociaż kawałek. Mingyu trzymał moje włosy i delikatnie głaskał po głowie, gdy ja zwracałam wnętrzności. 

▀▀ 

Kiedy nieśliśmy zawinięte w koc ciało Park pomyślałam, że dziewczyna mogłaby zrzucić parę kilogramów przed swoją śmiercią, jednak bardzo szybko skarciłam się w myślach. Wraz z Joonyoungiem zatrzymaliśmy się krok od studzienki.

-Na trzy? - zapytał, właściwie chyba bardziej stwierdził.
-Na trzy. - odpowiedziałam bardziej sobie, niż jemu.

„Raz, dwa, trzy.” Ciało Chanmi już po chwili z hukiem wylądowało na dnie starej studzienki. Dłuższy moment spoglądałam w oczy Jooniego.

-To jest ostatni raz, prawda? - złapałam go za rękę.
-Musiało dojść aż do tego, byś znowu chwyciła moją dłoń? - próbował się zaśmiać.
-Wciąż nie nauczyłeś się, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie.
-Wiele się jeszcze nie nauczyłem. - położył głowę na mojej piersi, a dłonie splótł za moimi plecami.
-To ostatni raz, prawda? - rzuciłam w powietrze, opierając brodę na jego głowie i delikatnie gładząc mu włosy. 

▀▀ 

Padał deszcz, ogromne krople uderzały mnie w głowę, następnie spływając po mojej twarzy. Biegłam jak szalona przed siebie, jednak czułam jak ona powoli mnie dogania. Zatrzymałam się, gdy drogę przeciął mi wysoki, wodospad, którego nurt był w stanie porwać dorosłe drzewo. Odwróciłam się do niej. Stałam teraz oko w oko z Park Chanmi. Dziewczyna ta miała poszarpane, splamione krwią włosy, porwane ubrania, jednak na jej twarzy gościł uśmiech. Powoli zbliżała się do mnie krocząc tak, jakby szła po linie. Gdy w końcu zbliżyła się do mnie, położyła dłonie na moich ramionach.

-Już nigdy się ode mnie uwolnisz. - szepnęła mi do ucha, a następnie zepchnęła mnie w przepaść.

Obudziłam się z krzykiem, moje serce waliło tak mocno, jakby miało zaraz wyrwać się z piersi. Spojrzałam na zegarek, było piętnaście po drugiej, cała noc przede mną. Wiedziałam jednak, że nie uda mi się już zasnąć, więc ruszyłam do pokoju Mingyu, zahaczając wcześniej o inne pokoje. Nikogo tam nie było. Delikatnie popchnęłam niedomknięte drzwi.

-Mingyu? - natychmiastowo otworzył oczy. - Miałam koszmar, nie mogę spać.
-Chodź tu. - przesunął się bliżej brzegu łóżka i podniósł kołdrę, robiąc mi miejsce.
-A słowa Twojego dziadka? - zatrzymałam się na progu.
-Pieprzyć go.


W końcu jestem! Rozdział jest krótszy od ostatnich, ale mam nadzieję, że treść wam to wynagrodzi. 
Jestem trochę okrutna, ponieważ nie lubię Chanmi jako osoby publicznej i od początku planowałam ją uśmiercić. Liczę, że Ci, którzy chcieli by przeżyła, nie będą na mnie bardzo źli :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

czwartek, 21 stycznia 2016

Parę słów ode mnie.

Witam po kolejnej, długiej i niezapowiedzianej przerwie. Otóż, należą wam się wyjaśnienia.
Po raz kolejny mój umysł twórczy odmówił mi posłuszeństwa i znów straciłam, praktycznie całkowicie wenę. Słowa nie chciały płynąć i układać się w zdania.
Większość mojej nieobecności wykorzystałam na głębokie rozmyślania o tym, dlaczego w pewnym momencie, nagle tracę całą wenę, a mój umysł zupełnie się blokuje.
Odpowiedź okazała się prosta - CZAS.
Największą głupotą, którą popełniłam, było ustalenie sobie limitu czasu. Chciałam, by wpisy na blogu pojawiały się regularnie, jednak nie zdałam sobie sprawy z tego, iż tydzień to niesamowicie mało.
Często zdarzało się tak, iż rozdział powstawał w noc przed publikacją, a co za tym szło - niejednokrotnie naszpikowany był literówkami, błędami rzeczowymi.
Presja, pod którą tworzyłam sprawiła, iż moje opowiadania stały się niedbałe, większość rozdziałów powinnam napisać od nowa.
Dlatego od teraz postanowiłam odwołać wszystkie obietnice, związane z dodawaniem rozdziałów co tydzień.
Mam nadzieję, że na tyle lubicie to, co dla was tworzę, iż będziecie w stanie czekać na kolejne rozdziały troszkę dłużej.
Myślę, że nie tylko mi, ale i wam wyjdzie to na lepsze, ponieważ rozdziały będą bardziej dopracowane.

Na końcu chciałabym poprosić o komentarz - dajcie mi znać, czy wciąż tutaj jesteście!

Pozdrawiam i do zobaczenia niebawem!