poniedziałek, 14 marca 2016

GUILTY - rozdział dziesiąty

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
To nie boli, a bardzo motywuje do dalszej pracy. 





Jakiś niewielki hałas wybił mnie ze snu. Otworzyłam oczy, nieprzytomnie rozejrzałam się po pokoju, marząc, by wydarzenia wczorajszego dnia były po prostu sennym koszmarem. Moje marzenia prędko rozwiał widok Joonyounga śpiącego tuż obok mnie. Zerknęłam na niego, miał niespokojny wyraz twarzy, a jego przydługa grzywka opadała chaotycznie na poduszkę. Myśl, że wylądowaliśmy w łóżku tuż po bestialskim zabójstwie sprawiła, że prychnęłam sama do siebie, ni to z żałości, ni z rozbawienia. Jak szalonymi ludźmi musimy być, by czyjaś śmierć obudziła w nas uśpione, pozornie martwe uczucia? Wciąż jeszcze senna, dotknęłam jego policzka, poczułam gorąc jego skóry. Był rozpalony, musiał nabawić się gorączki. Zareagował identycznie jak za pierwszym razem, zastanawiałam się czy w nocy choć na chwilę zmrużył oczy, gdy ja spałam niewinnie, jak dziecko nieskalane grzechem. Jeszcze raz pogładziłam jego miękką skórę, szukając wzrokiem, wśród rozrzuconym na podłodze ubrań, swoich rzeczy. Ostatecznie ruszyłam do łazienki odziana wyłącznie w jego szarą bluzę. Czułam pod stopami chłód drewnianych paneli, gdy rozkoszowałam się zapachem męskich, korzennych perfum.
Nim w naszej łazience udało odnaleźć mi się misę oraz niewielki ręcznik, Joonyoung zdążył się przebudzić i kiedy wróciłam do ciemnego pokoju, spojrzał na mnie spod przymkniętych powiek, rażonych światłem pochodzącym z holu.

-Znowu masz gorączkę. - usiadłam na brzegu łóżka, tuż obok niego.
-Zupełnie jak wtedy. - odsunął włosy z czoła, abym mogła swobodnie przyłożyć mu zimny okład. - Wtedy jeszcze liczyłem, że będziemy parą. Głupiec ze mnie... Ta noc też nic dla Ciebie nie znaczyła, prawda? - spojrzał na mnie, a jego wzrok wydawał się płonąć, zupełnie jak jego ciało.
-A jeśli to wszystko miało dla mnie zawsze znaczenie? - zadrżałam, gdy zrozumiałam, iż moje myśli zostały wypowiedziane.
-W takim razie przepadliśmy oboje, Kyungri. - położyć mi głowę na kolanach i przymknął oczy. - Chciałbym być z Tobą nie tylko przez te gówniane, krzywe akcje. Tak po prostu, być obok, nie mając na głowie tego całego bagna. Myśleć, że mamy cały świat u naszych stóp, zupełnie niczym się nie przejmując.

Ja też, też bym tego chciała. Głaskałam lekko jego głowę, zakręcając kosmyki ciemnych włosów wokół palca, pozwalając mu zasnąć. Sama zaś zaczęłam zadręczać się myślami. Nagle moje dotychczasowe życie stało się bez sensu, wszystko przestało trzymać się kupy, jakby ktoś na górze z mojego życia postanowił zrobić film pod tytułem „Największe porażki i najgorsze wydarzenia świata”. Ostatnie sześć lat ciążyły mi na sercu, zupełnie jakby ktoś wiecznie siedział mi na klatce piersiowej. Jeśli Bóg istnieje, musi mieć ze mnie niezły ubaw. Sześć cholernych lat, ponad dwa tysiące zasranych dni wszystko mi się pieprzy, a za każdym razem, gdy mam nadzieję na lepsze jutro, coś szybko te nadzieje mi odbiera.
Cichy, senny jęk Younga, przerwał mi te żałosne myślenie. Nie powinnam przecież dołować się czymś czego biegu już nie zmienię. Czasu się nie cofnie, nie?

**

Nie byłam zachwycona, gdy zobaczyłam Jessi w naszej jadalni, beztrosko machającą nogami na krześle barowym. Była tam z moim bratem, który wydawał się zupełnie obojętny na jej towarzystwo. Zastanawiałam się czy był z nią przez całą noc, o czym rozmawiali. Niewiele się zastanawiając się, rzuciłam do niej, by do obiadu wyniosła się z mojego domu. Nie chciałam, by po raz kolejny w miejscu, które było moją ostoją, spędzała czas morderczyni.

-Co z tym zrobimy? - zapytał Alexander, popijając gin, a ja poczułam jak moje policzki płoną.
-Chyba ona powinna się o to martwić, nie uważasz? - wskazałam Jessicę palcem.
-A co można zrobić? - bezczelnie zaśmiała się, głośno mieszając ramen w misce. - Milczymy.
-Kurwa, świetnie! - moja irytacja przeradzała się w złość. - To jest idealny pomysł! Zostańmy jeszcze przyjaciółmi, będziemy teamem, żyjącym sobie szczęśliwie, co jakiś czas mordując sobie kogoś dla rozrywki. - złapałam się za głowę. - Wiesz, że moim marzeniem było całe życie się ukrywać? Po prostu, kurwa, kocham uciekać.

Byłam gotowa uderzyć ją, gdy ta jedynie wzruszyła ramionami i wróciła do jedzenia, jednak nie wiedzieć czemu szarpnęłam za rękę Joonyounga, wycofując się z nim do salonu. Nie mam pojęcia co mną kierowało, kiedy wtuliłam się w niego. Właśnie wtedy poczułam się bezpiecznie, a moje rozszalałe serce, powoli uspokajało swoje bicie.

▀▀ 

Całą noc dręczyły mnie koszmary, niemal co chwilę budziłam się z krzykiem, zalana potem, budząc przy okazji Mingyu, który bezskutecznie starał się mnie uspokajać, usypiać. Wydawało mi się, iż w pewnym momencie po prostu zrezygnował ze snu, czekając na moje kolejne zrywy, próbując to co raz różniejszych sposobów, by dać mi w końcu spokojnie zasnąć i odpocząć.
Po kolejnym nieprzyjemnym przebudzeniu, zauważyłam, że świta. Mimo ogromnego zmęczenia, postanowiłam odpuścić sobie sen. Mój mózg powoli zaczynał swoją pracę, a ja mozolnie połączyłam fakty i gdy uświadomiłam sobie, że przeze mnie Ming nie mógł spać, poczułam się źle i chciałam to jak najszybciej mu wynagrodzić.
Gwałtownie odwróciłam się na łóżku w stronę ukochanego, ten słuchał muzyki, jednak widząc, że nie śpię, szybko ściągnął słuchawki i zerknął na mnie z troską.

-Znowu się obudziłaś? - złapał mnie za rękę i splótł nasze ręce. - Może spróbujesz teraz...
-Nie, - przerwałam mu. - nie chcę już spać. Za to Ty powinieneś się przespać. - wolną dłonią przejechałam po jego cieniach pod oczami.
-To nic, właściwie i tak nie mógłbym zasnąć. - przyciągnął mnie do siebie i podał słuchawkę. - Chcesz posłuchać ze mną?

Gdy tylko umieściłam ją w uchu, od razu rozpoznałam piosenkę, która właśnie leciała. Głos Gain byłam w stanie poznać wszędzie, niezależnie od pory dnia, humoru czy sytuacji, w której się znajdowałam. Zaś sam utwór wiązał się z miłymi wspomnieniami. „Guilty” zawsze słuchaliśmy będąc sam na sam z Mingyu, kojarzył mi się on z przyjemnym ciepłem, poczuciem bezpieczeństwa i przypominał o uczuciu, które żywiłam do mojego chłopaka. Dziś odkryłam również jak ogromną moc on ma. Jakimś cudownym sposobem izolował mnie od świata zewnętrznego. Hipnotyzujący śpiew Gain wyłączał moje myśli, odciągał mnie od zmartwień, męczących myśli. Liczył się wyłącznie relaksujący rytm piosenki, który synchronizował się z moim sercem.

**

-Jessi nie wróciła od wczoraj? - zapytałam Mingyu, wkraczając do kuchni.
-Nie, chyba nie. - chłopak właśnie zajmował się przygotowywaniem naczyń do zrobienia śniadania.
-To gdzie ona jest? Wszystko z nią w porządku? Może potrzebuje pomocy po wczoraj? - mimo tego, co zrobiła, martwiłam się o nią.
-A czemu miało być z nią coś nie w porządku? - Mingyu przerwał czynności, które wykonywał, by podejść do mnie i objąć mnie. - To potwór wypruty z uczuć, to wszystko nie zrobiło na niej żadnego wrażenia. Zapewne siedziała całą noc w domu rodzeństwa.
-To oni się znali? - zdziwiło mnie to, ponieważ wydawało mi się, iż dziewczyny poznały się w tym samym czasie, co ja z Kyu.
-Co? - spojrzał na mnie zmieszany, szybko wracając do szykowania śniadania.
-Pytałam czy oni znali się wcześniej? A Ty? Znałeś ich zanim Kyungri zapoznała się ze mną? - byłam zaskoczona zachowaniem Mingyu.
-Tylko z widzenia. - rzucił szybko, jednak wyczułam w jego wypowiedzi zawahanie.

Czyżby mnie okłamał? Nagle poczułam jakby coś próbował przede mną ukryć, nie tylko on, miałam nieodparte wrażenie, że wszyscy czegoś mi nie powiedzieli. Patrzyłam na Mingyu, który zdawał się unikać mojego spojrzenia. Skupiał się na układaniu ryżu w miseczkach, jakby od tego zależało jego życie. W mojej głowie zrodziło się dziwne uczucie. Marszcząc brwi, próbowałam znaleźć w swojej głowie jakieś wskazówki. Wydawało mi się, że pewne przypadkowe wydarzenia były znaczące w tej sprawie, jednak za nic nie mogłam przywołać odpowiednich wspomnień. Nagle zapaliło mi się ostrzegawcze światło. Czyżby powrót Jessi i Mingyu miały związek z powrotem Kyungri? Już miałam zapytać o to mojego chłopaka, gdy mój telefon zawibrował, informując o pojawieniu się wiadomości tekstowej. Wzięłam go do ręki i od razu wyświetliłam smsa.
Zrobiło mi się ciemno pod oczami, nieświadomie upuściłam urządzenie na podłogę, w ostatniej chwili udało mi się przytrzymać blatu, broniąc się przed upadkiem. Moje ciało przeszły dreszcze.
Mingyu coś do mnie mówił, jednak ja nie byłam w stanie usłyszeć jego słów. Obserwowałam go jedynie biernie, gdy podniósł mój telefon, przeczytał treść wiadomości i przerażony spojrzał na mnie.
„Wiem co zrobiliście Chanmi.”



Chyba powinnam zacząć czytać lektury szkolne, bo do napisania tego rozdziału natchnęła mnie, omawiana na lekcji, postać Jagny z "Chłopów", która kierowała się w życiu głównie popędem seksualnym :D
Mam cichą nadzieję, że moja wena tym razem zostanie ze mną na dłużej, bo naprawdę chciałabym ukończyć te opowiadanie i móc być dumna z siebie, że udało mi się zrealizować tak rozbudowany pomysł. 

wtorek, 1 marca 2016

"Press your number"



Drażniący dźwięk wibracji stawał się co raz bardziej wyraźny, więc niechętnie zmusiłam się do otworzenia oczu. Spojrzałam na duży zegar wiszący naprzeciw mojego łóżka, dochodziła szósta rana. Z jękiem zrezygnowania narzuciłam kołdrę na głowę, zacisnęłam oczy, modląc się w myślach, by wibracja ustała. Niedoczekanie. Wzięłam parę głębokich wdechów, nim wymacałam swój telefon, który w tym momencie był moim narzędziem tortur. Zerknęłam na wyświetlacz, zobaczyłam ciąg cyfr i odrzuciłam połączenie. Znałam ten numer, znałam go aż za dobrze. Głupia byłam, myśląc, że usuwając go z kontaktów, uda mi się pozbyć go również z głowy.
Wiedząc, iż nie uda mi się już zasnąć, wyszłam z łóżka, układając w głowie plan na dzisiejszy dzień. Przeciągając się, leniwie skierowałam się do ogromnego okna z widokiem na obrzeża Brooklynu. Miasto dopiero budziło się do życia, wraz z wschodzącym słońcem. Mimo, iż ów obraz oglądałam codziennie od dwóch miesięcy, trzech dni i jakiś piętnastu godzin, wciąż zachwycał mnie od nowa. Był zupełnie inny od Seulu.
Niewiele brakowało, by moje serce wyskoczyło z piersi, gdy telefon po raz kolejny zaczął wibrować, tym razem w mojej prawej dłoni. Dwukrotnie, powoli przeanalizowałam cyfry, które widziałam na ekranie. Przez chwilę, dosłownie sekundę, pomyślałam o tym, by odebrać ten cholerny telefon. Skupiłam całą swoją energię na tym, by moja dłoń współgrała z mózgiem i ostatecznie, znów, odrzuciłam połączenie.

-Wal się ty cholerny dupku, wal! - wydarłam się, odrzucając telefon na łóżko.

**

-Czemu po prostu nie zmienisz numeru? - Stephanie spoglądała zza swoich czarnych loków.
-Ma go cała moja rodzina, wiesz ile byłoby roboty z podawaniem im nowego numeru? Zbankrutowałabym! Wiesz przecież ile kosztują mnie połączenia do Korei. - dźgałam rurką kulki, znajdujące się na dnie plastikowego kubeczka z moją jagodową bubble tea.
-Twoja mama, Seulgi, babusia Charyeon i Hayi. - wyliczała na palcach. - Trzy esemesy i jeden telefon. Aż tak nie zbiedniejesz.
-No, ale... - chciałam zaprotestować, jednak amerykanka szybko mi przerwała.
-Co ci szkodzi? - wzięła łyka swojej kawy, a następnie kontynuowała. - Rozumiem, gdybyś była dyrektorem światowej firmy, albo modelką, aktorką, ale halo! Lee Seulri, masz tylko osiemnaście lat, jedną przyjaciółkę i idiotę, który zatruwa ci życie.
-Ostatnio dzwoni rzadziej. - zrezygnowana odpowiedziałam, wiedząc jednak, że ona nie odpuści.
-Nie przeglądasz internetu? Ten twój kochaś szykuje się do comebacku, więc odeszłaś na dalszy plan. - na chwilę zawiesiła głos. - Właściwie poczekaj, aż zacznie promocje, wtedy skończą się telefonu, bo będzie cię miał... - przerwała widząc moją minę.
-To on mnie rzucił, kazał spadać, więc jak teraz śmie przeszkadzać mi w moim nowym życiu? - zmarszczyłam brwi na znak niezadowolenia.
-Właśnie! - przyjaciółka klasnęła w dłonie. - Jesteś teraz tutaj, w USA, to Twoje nowe życie, nie możesz pozwolić by zmora przeszłości ci to niszczyła. Obiecaj, że jeśli telefony nie ustaną w ciągu... hm... w ciągu miesiąca, zmieniasz numer! - wyciągnęła w moją stronę dłoń z wystawionym małym palcem.
-Call! - uśmiechnęłam się i złączyłam nasze palce, przypieczętowując obietnicę. 

**

Obudził mnie silny, ćmiący ból głowy, z wielkim cierpieniem otworzyłam oczy i odetchnęłam z ulgą, gdy dostrzegłam iż znajduję się w pokoju przyjaciółki, która spała w najlepsze po lewej stronie ogromnego łoża. Próbowałam podnieść się, jednak zawroty głowy odebrały mi motywację do wykonania tego arcytrudnego zadania. Położyłam dłoń na swoim czole, w które najchętniej uderzyłabym się parę razy, w ramach kary. Docisnęłam do niego mocniej palce, gdy bezskutecznie próbowałam przypomnieć sobie jak znalazłam się w mieszkaniu Stephanie. Osoby takie jak ja, powinny na każdej imprezie mieć napisane na czole „Nie dawaj mi alkoholu!”. To nie tak, że piję wiele, po prostu moje małe, 155 centymetrowe i 42 kilogramowe ciałko potrzebuje nieco ponad dwóch piw, by zamienić swoją krew w alkohol i stracić trzeźwy umysł.
Nie mogąc wciąż zmusić się do powstania, zerknęłam pod kołdrę i zaśmiałam się sama do siebie.
-Pamiętałaś, że nienawidzę spać w dżinsach. - wyszeptałam, głaskając po włosach moją śpiącą przyjaciółkę.

Gdy w końcu wymusiłam na swoim ciele współpracę, wyszłam z łóżka, by zlokalizować swoje rzeczy. Szybko odnalazłam swoje spodnie, w których kieszeni znajdował się telefon. Prędko odblokowałam go, by sprawdzić, czy może moja mama nie dobijała się do mnie przez pół nocy.
Urządzenie wypadło mi z rąk, zaś moje serce zamarło, gdy zauważyłam, że jako ostatnie, w spisie znajduje się połączenie wychodzące do Taemina. Kolana ugięły się pode mną, złapałam się za głowę i desperacko próbowałam sobie przypomnieć chociaż kawałek wczorajszego wieczoru. Z każdą chwilą byłam co raz bardziej wściekła na siebie. Niewiele myśląc podniosłam telefon z ziemi i po raz kolejny, tym razem w stu procentach świadoma, wybrałam numer swojego byłego chłopaka.

-Seulri? - jego głos wciąż przyspieszał bicie mojego serca, jednak musiałam to zignorować.
-Słuchaj, nie wiem co ci wczoraj nagadałam.. - wrzeszczałam do słuchawki. - Mam jednak nadzieję, że była to dosadna prośba, nie! Że był to dla ciebie zrozumiały przekaz, byś w końcu, kurwa, dał mi spokój. Nie dzwoń do mnie nigdy więcej!

Rozłączyłam się, nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź.

**

Prawie zasypiałam, gdy usłyszałam dźwięk nadchodzącej wiadomości na jednym z moich SNS. Nadawcą był niejaki „taeri2718”. Byłam przekonana, że to jakiś spam, jednak coś tknęło mnie, bym otworzyła okno czatu.

„Powiedziałaś, że wciąż mnie kochasz, jednak nie potrafisz wybaczyć mi tego, iż Cię zostawiłem. Zarzuciłaś też, że złamałem obietnicę, ale to nie jest prawda, bo ja nigdy nie wyrzuciłem Ciebie z mojego serca. Popełniłem straszny błąd, a Ty nie pozwalasz mi nawet spróbować się wytłumaczyć.
Właśnie wyszło moje nowe MV, powinnaś je zobaczyć... Seulri, nie przestanę do Ciebie dzwonić, ale cały czas mam nadzieję, że kiedyś znajdziesz siłę, by zadzwonić do mnie....
Taemin”.

Nie wiem czy była to ciekawość, czy może jakaś nadludzka moc, ale zasiadłam przed komputerem i wyszukałam jego najnowszego teledysku.

- „Press your number”... Czy to? - głośno myślałam. - Nie, nie. Na pewno nie chodzi tu o mnie...

Myliłam się, z każdą, kolejną sekundą nagrania wzrastała we mnie pewności, iż ta piosenka jest dla mnie, te słowa były do mnie, epitety dotyczyły mnie, symbole nawiązywały do mnie. Nie zauważyłam nawet kiedy po moich policzkach zaczęły płynąć łzy.
Dotarło do mnie jak żyłam przez prawie trzy miesiące. Tak bardzo starałam się odizolować od swoich uczuć, że żyłam jakbym wyszła ze swojego ciała i obserwowała wszystko z boku.

***

Chyba nie oddychałam, gdy wpisywałam kod zabezpieczający. Mój oddech wrócił dopiero, gdy ku mojemu zdziwieniu drzwi zostały otworzone. Starając się zrobić jak najmniejszy hałas, ściągnęłam buty, a następnie stanęłam przed drzwiami sypialni. Przez szparę zobaczyłam, że leżał na łóżku, jednak wydawało mi się, iż nie spał. Drżącymi dłońmi wybrałam jego numer i obserwowałam jak się zachowa. Wraz z pierwszym sygnałem sięgnął po telefon, spojrzał na jego wyświetlacz i błyskawicznie podniósł się do siadu.

-Seulri? - jego głos drżał. - Ja naprawdę nie wiem od czego zacząć...
-Może zacznij od tego, że zmienisz kod w drzwiach? - zaśmiałam się i przeszłam przez próg sypialni.

Staliśmy naprzeciw siebie spoglądając na siebie. Jego czekoladowe oczy szkliły się od zbierających się łez, czerń jego włosów zmieniła się w blond, a on sam jakby w tym momencie, właśnie w tej chwili zaczął nabierać kolorów.
Gdy podszedł do mnie i zamknął w swoich ramionach poczułam jakbym właśnie odrodziła się na nowo. Wsłuchując się w ciszę, która nas otaczała, wiedziałam, że jestem we właściwym miejscu, że jego ciepłe ramiona to moje miejsce.

-Nie obchodzi mnie jak masz zamiar to zrobić, ale... - szeptałam, patrząc mu w oczy. - nie możesz mnie już nigdy zostawić.



 Jeśli jeszcze nie widzieliście PYN, albo nie znacie tekstu, proszę, a właściwie nakazuję, zapoznanie się z video, do którego link jest poniżej! ;)




Zakochałam się od nowa w Taeminie podczas tego comebacku, cały album przypadł mi do gustu, Taemin jest taki... do schrupania, a jak widzicie piosenka, z którą Tae się promuje zainspirowała mnie do stworzenia tego króciutkiego shota.
Specjalnie napisałam to tak, że jest tutaj wiele niedopowiedzeń, do końca nie wiadomo o co chodzi, ale ma się przyjemnie czytać. Przyjemnie się czytało? :)
Jak zwykle proszę o pozostawienie komentarza, najlepiej zaraz po przeczytaniu :)

poniedziałek, 1 lutego 2016

GUILTY - rozdział dziewiąty




Pod wpływem uderzenia zrobiłam krok w tył. Chciałam wyciągnąć telefon z kieszeni i zadzwonić po pomoc, ale słysząc słowa Jessi, stałam jak słup soli, nie mogą się zmusić, by wykonać jakiś ruch.

-Dobij ją! - Jessica wrzeszczała na mnie, a ja nie byłam w stanie wydusić słowa. W jej głosie można było wyczuć dzikość i niesamowitą złość.

Nie pamiętam kiedy kurczowo zacisnęłam dłonie na kurtce Mingyu, zauważyłam to dopiero, gdy zaczęły one niespokojnie drżeć, wywołując przy tym cichy szum przeciwdeszczowego materiału. Nigdy nie byłam tak przerażona, nawet to, że Ming przytulił mnie do siebie nie było w stanie uspokoić drżenia. Jessica wciąż głęboko patrzyła mi oczy, a jej wzrok wydawał się płonąć. Nagle moja przyjaciółka stała się dla mnie kimś obcym, zupełnie jakby to nie było ona, nie moja Jessi.

-Dobij ją! - powtórzyła, a jej krzyk odbił się echem.

Znów chciała się do mnie zbliżyć, jednak zatrzymała się, gdy Mingyu przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie, kładąc dłoń na moim ramieniu. Jeszcze chwile patrzyła na mnie, a potem wbiła wzrok w ziemię. Zaczęła chaotycznie stawiać kroki, a jej oczy krążyły wkoło, desperacko czegoś szukała. Rozejrzałam się, każdy obserwował stąpającą w kółko Jessi, nikt jednak nie wykonywał żadnych ruchów. Wszyscy byli jak zamrożeni, wyglądali jak marmurowe pomniki, tylko ich zagubione spojrzenia zdradzały, iż są żywi. Wydawało mi się, że pogoda się pogorszyła, ciemne chmury zakryły słońce, a chłodny wiatr drażnił moją rozpaloną twarz.

▀▀

Obserwowałam tę dziewuchę w milczeniu, próbowałam odgadnąć co ma zamiar zrobić. Wyglądała jakby postradała zmysły, kręciła się w kółko i szukała czegoś na ziemi.
Nagle Jessica rozpędziła się i prawie biegnąc ruszyła przed siebie. Zatrzymała się w miejscu, gdzie pozornie nic nie było. Dopiero, gdy zaczęła stopą podważać wystający kawałek betonowego prostokąta, stanowiącego element podłoża, zrozumiałam czego szukała. Stukot jej buta, uderzającego w beton rozbrzmiewał w mojej głowie.
Chciałam podejść do niej i ją uspokoić jednak, gdy zrobiłam krok, poczułam jak Alexander szarpnął mnie za rękę, tak, że zatrzymałam się tuż obok niego. Spojrzałam na niego, pokiwał on przecząco głową i dopiero, gdy bezdźwięcznie mu odpowiedziałam, puścił moją rękę.

▀▀

Miałam wrażenie, że świat zwolnił, nie wiedziałam ile tkwiliśmy w bezruchu, czułam jakby minęła wieczność. Powoli robiło się ciemno, było co raz chłodniej. Spojrzałam na swoje dłonie, które od zimna stały się czerwone, niewiele brakowało im do tego, by zacząć sinieć.
Wreszcie udało się Jessi podważyć betonowy element, by móc nim poruszyć. Dziewczyna z lekkim trudem uniosła kamień i ruszyła z nim w stronę wciąż nieprzytomnej Chanmi. Moje serce zaczęło bić w zawrotnym tempie, po moim ciele przechodziły nieprzyjemne dreszcze.
Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami, poczułam jak Mingyu silnie przyciska moją głowę do swojej klatki piersiowej, uniemożliwiając mi obserwowanie zajścia.
Usłyszałam potworny huk, a potem ciszę, tak głęboką ciszę jakbym nagle utraciła słuch. Wiedziałam co się stało, nie musiałam tego widzieć, jednak w tym momencie nie byłam w stanie uświadomić sobie, że to dzieje się naprawdę, że to nie sen, z którego za chwilę obudzę i zalana potem, będę śmiać się pod nosem.

-Zabierz ją stąd. - głos Kyungri dotarł do moich uszu, jednak wydawał się być odległy, nierealny.

Przez ułamek sekundy wątpiłam czy aby na pewno nie był on tylko wytworem mojej wyobraźni, jednak moje wątpliwości rozwiał Mingyu, który delikatnie popchnął mnie, bym ruszyła przed siebie. Nie mam pojęcia co mnie podkusiło do tego czynu, jednak wykorzystując moment, gdy Ming zwolnił uścisk, odwróciłam się w stronę, gdzie leżała Chanmi. Poczułam się, jakby ktoś uderzył mnie czymś ciężkim w głowę. Widok, który zastałam przeszedł wszelkie moje wyobrażenia, w najstraszniejszych horrorach nie widziałam czegoś takiego. Zasłoniłam dłonią usta, by nie krzyczeć, a chwilę później ścięło mnie z nóg. Wylądowałam na kamieniach, czując jak ostry żwir rani mi kolana.

▀▀

Wiedziałam, że Jiyeon w takim stanie będzie tutaj jedynie ciężarem, więc ponowiłam prośbę, by Mingyu zabrał ją z tego miejsca. Patrzyłam niezadowolona jak chłopak podnosi ją z ziemi i bierze na ręce, ponieważ ta nie jest w stanie ustać na nogach. Odprowadziłam ich wzrokiem, a gdy zniknęli za zakrętem, zbliżyłam się do Joonyounga.

-To co, powtórka z rozrywki? - zaśmiałam się nieszczerze, klepiąc go w ramię.
-Jakieś 300 metrów stąd jest nieużywana studzienka, we dwoje dacie radę przesunąć właz, który ją osłania. Ja zostanę z nią i trochę to ogarnę. - podrapał się po głowie.
-Kurwa, czy to naprawdę musi nas znowu spotykać? - mój brat był wściekły, jednak posłusznie ruszył za mną, nie odzywając się już ani słowem.

Przesunięcie kamiennego koła nie zajęło nam zbyt wiele czasu, więc już po chwili wracaliśmy na miejsce feralnego zdarzenia. Widziałam, że teraz Joonyoung polewa wodą dłonie Jessici. Dziewczyna wyglądała na niewzruszoną, zupełnie nie przypomiała człowieka, który paręnaście minut wcześniej kogoś zabił. 

▀▀ 

Nie zdążyłam nawet zakomunikować ukochanemu, że jest mi niedobrze, gdy zwymiotowałam, prawie plamiąc mu buty.

-Przepraszam. - szepnęłam, opierając się o drzwi jego samochodu.
-W porządku. - odparł znikając w aucie, by zaraz podać mi butelkę wody. - W porządku. - powtórzył, samemu chyba nie wierząc w prawdziwość tych słów.
-Mingyu, - również oparł się o samochód i spojrzał na mnie. - co teraz zrobimy?
-Nie wiem, cholera, ja nie wiem. - wyciągnął z kieszeni opakowanie papierosów. - To wszystko, ja nie wiem... - westchnął, a następnie odpalił papierosa.
-Daj mi jedną fajkę. - wyciągnęłam rękę.

Nigdy nie lubiłam palić papierosów, jednak teraz paliłam jednego za drugim. Moje dłonie wciąż drżały, gdy odpalałam kolejnego, chyba już czwartego, czekoladowego papierosa. W głowie mi szumiało, gardło nieprzyjemnie piekło, a płuca wydawały się podrażnione, jednak nie mogłam przerwać. Znów zachciało mi się wymiotować, jednak tym razem zdążyłam odejść chociaż kawałek. Mingyu trzymał moje włosy i delikatnie głaskał po głowie, gdy ja zwracałam wnętrzności. 

▀▀ 

Kiedy nieśliśmy zawinięte w koc ciało Park pomyślałam, że dziewczyna mogłaby zrzucić parę kilogramów przed swoją śmiercią, jednak bardzo szybko skarciłam się w myślach. Wraz z Joonyoungiem zatrzymaliśmy się krok od studzienki.

-Na trzy? - zapytał, właściwie chyba bardziej stwierdził.
-Na trzy. - odpowiedziałam bardziej sobie, niż jemu.

„Raz, dwa, trzy.” Ciało Chanmi już po chwili z hukiem wylądowało na dnie starej studzienki. Dłuższy moment spoglądałam w oczy Jooniego.

-To jest ostatni raz, prawda? - złapałam go za rękę.
-Musiało dojść aż do tego, byś znowu chwyciła moją dłoń? - próbował się zaśmiać.
-Wciąż nie nauczyłeś się, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie.
-Wiele się jeszcze nie nauczyłem. - położył głowę na mojej piersi, a dłonie splótł za moimi plecami.
-To ostatni raz, prawda? - rzuciłam w powietrze, opierając brodę na jego głowie i delikatnie gładząc mu włosy. 

▀▀ 

Padał deszcz, ogromne krople uderzały mnie w głowę, następnie spływając po mojej twarzy. Biegłam jak szalona przed siebie, jednak czułam jak ona powoli mnie dogania. Zatrzymałam się, gdy drogę przeciął mi wysoki, wodospad, którego nurt był w stanie porwać dorosłe drzewo. Odwróciłam się do niej. Stałam teraz oko w oko z Park Chanmi. Dziewczyna ta miała poszarpane, splamione krwią włosy, porwane ubrania, jednak na jej twarzy gościł uśmiech. Powoli zbliżała się do mnie krocząc tak, jakby szła po linie. Gdy w końcu zbliżyła się do mnie, położyła dłonie na moich ramionach.

-Już nigdy się ode mnie uwolnisz. - szepnęła mi do ucha, a następnie zepchnęła mnie w przepaść.

Obudziłam się z krzykiem, moje serce waliło tak mocno, jakby miało zaraz wyrwać się z piersi. Spojrzałam na zegarek, było piętnaście po drugiej, cała noc przede mną. Wiedziałam jednak, że nie uda mi się już zasnąć, więc ruszyłam do pokoju Mingyu, zahaczając wcześniej o inne pokoje. Nikogo tam nie było. Delikatnie popchnęłam niedomknięte drzwi.

-Mingyu? - natychmiastowo otworzył oczy. - Miałam koszmar, nie mogę spać.
-Chodź tu. - przesunął się bliżej brzegu łóżka i podniósł kołdrę, robiąc mi miejsce.
-A słowa Twojego dziadka? - zatrzymałam się na progu.
-Pieprzyć go.


W końcu jestem! Rozdział jest krótszy od ostatnich, ale mam nadzieję, że treść wam to wynagrodzi. 
Jestem trochę okrutna, ponieważ nie lubię Chanmi jako osoby publicznej i od początku planowałam ją uśmiercić. Liczę, że Ci, którzy chcieli by przeżyła, nie będą na mnie bardzo źli :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

czwartek, 21 stycznia 2016

Parę słów ode mnie.

Witam po kolejnej, długiej i niezapowiedzianej przerwie. Otóż, należą wam się wyjaśnienia.
Po raz kolejny mój umysł twórczy odmówił mi posłuszeństwa i znów straciłam, praktycznie całkowicie wenę. Słowa nie chciały płynąć i układać się w zdania.
Większość mojej nieobecności wykorzystałam na głębokie rozmyślania o tym, dlaczego w pewnym momencie, nagle tracę całą wenę, a mój umysł zupełnie się blokuje.
Odpowiedź okazała się prosta - CZAS.
Największą głupotą, którą popełniłam, było ustalenie sobie limitu czasu. Chciałam, by wpisy na blogu pojawiały się regularnie, jednak nie zdałam sobie sprawy z tego, iż tydzień to niesamowicie mało.
Często zdarzało się tak, iż rozdział powstawał w noc przed publikacją, a co za tym szło - niejednokrotnie naszpikowany był literówkami, błędami rzeczowymi.
Presja, pod którą tworzyłam sprawiła, iż moje opowiadania stały się niedbałe, większość rozdziałów powinnam napisać od nowa.
Dlatego od teraz postanowiłam odwołać wszystkie obietnice, związane z dodawaniem rozdziałów co tydzień.
Mam nadzieję, że na tyle lubicie to, co dla was tworzę, iż będziecie w stanie czekać na kolejne rozdziały troszkę dłużej.
Myślę, że nie tylko mi, ale i wam wyjdzie to na lepsze, ponieważ rozdziały będą bardziej dopracowane.

Na końcu chciałabym poprosić o komentarz - dajcie mi znać, czy wciąż tutaj jesteście!

Pozdrawiam i do zobaczenia niebawem!

niedziela, 27 grudnia 2015

GUILTY - rozdział ósmy



Chyba za szybko oceniłam tą grupkę. Wysunęłam wnioski już w samym wstępie. A może mam racje? Może to zawiłe powiązania sprawiły, że wszyscy podjęli tą decyzję? Nie, niemożliwe. Ta piątka musiała być do siebie bardzo przywiązana, polegać na sobie i darzyć się ogromnym zaufaniem. W końcu kto normalny zrobiłby coś takiego? Właściwie wciąż byłam pod ogromnym wrażeniem po telefonie Jiyeon. Dziewczyna oznajmiła mi, iż jej przyjaciele zgodzili się na robotę, bez żadnych pytań czy wątpliwości. Byli gotowi rzucić swoje codzienne obowiązki, i bez względu na porę, wspomóc swoją małą przyjaciółkę. To musi być przyjaźń... albo czyste szaleństwo.

-Nad czym tak rozmyślasz? - Alexander usiadł obok mnie, od razu zmieniając kanał w telewizji, pilotem leżącym nieopodal.
-Zgodzili się.
-Żartujesz? - przez sekundę wyglądał na zaskoczonego, lecz już po chwili śmiał się, pokazując białe zęby.
-Nawet chwilę się nie wahali.
-Wow. Ta dziewczyna, cwana bestia, owinęła sobie bogaczy wokół palca. Zobaczysz, narobi takich kłopotów jakich jeszcze ta wasza szkoła nie widziała.
-Ona? Jest niegroźna, co mogłaby takiego zrobić? - nie zgadzałam się z bratem. - Zresztą kłopoty nie są jej na rękę. Oni wypłacą się z tego, a ona zostanie na lodzie.
-Jest w niej coś takiego. - zawiesił głos.
-Podoba Ci się? - zbliżyłam się maksymalnie blisko jego twarzy.
-Nie to. - silnie odepchnął moją twarz dłonią. - Po prostu mam wrażenie, że kłopoty się jej trzymają. Wiesz, coś jak fatum, które wisiało nad Antygoną.
-Że niby czego by nie zrobiła i tak jest w dupie? - stuknęłam się palcem w czoło, wykazując dezaprobatę. - Przestań.

Patrząc się w ekran telewizora, na którym właśnie wyświetlana była jakaś denna drama, analizowałam to, co powiedział Okasian. Jakoś nie zauważyłam, by nad Jiyeon wisiała czarna chmura, a jej działania nie wyglądały na autodestrukcyjne. Właściwie w moich oczach wszystko było na odwrót. Ta biedna dziewczyna stała się obiektem uczuć bogatego nastolatka. Joonyoung nie widzi świata poza nią, ściągnął ją do stolicy, zapewnił najdroższą, renomowaną szkołę i dach nad głową, nie chcąc niczego w zamian. Nie kazał jej wracać nawet, gdy ta zakochała się w kimś innym. Również jej związek z Mingyu nie wygląda mi na fatum. Oboje są w sobie mocno zakochani i mimo ich niezdarnych zachowań, nikt nie ma wątpliwości, że są szczęśliwi. W sumie trochę zazdroszczę jej takiego życia. Nie miała nic, a z dnia na dzień zyskała to, na co inni pracują czasem całe życie, by na końcu i tak tego nie uzyskać. 

▀▀

Bloody obiecała nie pytać. Mimo starań za nic nie mogłam powstrzymać łez, strachu i wstydu. Czułam się tak upokorzona, że nie potrafiłam spojrzeć na swoje odbicie w lustrze. Brzydziłam się swojego ciała, nie mogłam na nie patrzeć. Tzuyu było mnie naprawdę szkoda, bardzo chciała dowiedzieć się, co wprawiło mnie w tak mocną depresję, jednak nie naciskała i była przy mnie, mimo tej niewiedzy. Specjalnie dla mnie zrezygnowała z wycieczki na Tajlandię, chociaż bardzo chciała tam pojechać. Stwierdziła jedynie, że Tajlandia nie ucieknie, a jej przyjaciółka potrzebuje jej właśnie w tej chwili. W pierwszych chwilach pozwoliła mi płakać, nie wychodzić z pokoju, jednak gdy uznała, że tego wystarczy, zmieniła taktykę pocieszania. Postanowiła, że nie mogę przecież spędzić wieczności w swoim pokoju. Wyciągała mnie z domu na spacery, początkowo bardzo krótkie, powoli wydłużając je. Mimo, że wciąż czułam się bardzo źle, owe wyjścia chociaż cząstkowo mi pomagały, a głupoty, o których gadałyśmy z Tzuyu chwilowo pozwalały zapomnieć o upokorzeniu jakiego doświadczyłam.
Tego dnia dotarłyśmy niesamowicie daleko, bo aż na same obrzeża miasta, na teren spalonego kompleksu fabryk środków chemicznych.

-A wtedy on tak śmiesznie upadł. - Tzuyu ledwo dała radę dokończyć opowieść, ponieważ prawie dusiła się ze śmiechu. - Pamiętasz, prawda?
-Pamiętam, pamiętam. - uśmiechnęłam się blado.
-A pamiętasz co wydarzyło się w zeszłym roku przed twoimi urodzinami? - zaczęła chichotać, jednak szybko przestała, gdy ujrzała to co ja.
-Niemożliwe. - szepnęłam.
-Oni? Tutaj? - Bloody była równie zaskoczona. - To jakieś cholernie przeznaczenie?

Właśnie, czy to przeznaczenie? Przy trzech samochodach stał nikt inny. Jiyeon, Jessica, a także cała reszta. Śmiali się, uśmiechali, wyglądali na takich beztroskich. Nie wiem co we mnie wstąpiło, skąd wzięła się we mnie ta siła. Poprosiłam Tzuyu, by skierowała się do domu i czekała tam na mnie. Jeszcze parę minut stałam w miejscu, upewniając się, że Bloody na pewno odeszła, aż w końcu pełna obaw ruszyłam w kierunku grupki oprawców. Czułam, że właśnie dzisiaj to wszystko zakończę. To dzisiaj musiał być tego koniec.

▀▀

Plan był prosty i wydawał się niemożliwy do zepsucia. Okasian miał odebrać towar od współpracowników, których przedstawił nam wyłącznie pseudonimami. Następnie wszyscy mieliśmy, w jak najszybszym tempie przenieść pakunki z narkotykami do furgonetki, którą miała przyjechać Kyungri, a następnie w moim towarzystwie przewieźć je do ich magazynu na drugim końcu miasta.
Cała fucha poszła nam bardzo sprawnie, praktycznie od samego początku zsynchronizowaliśmy swoje ruchy, każdym wiedział jakie ma zadanie, a więc sama robota stała się przyjemnością. W trakcie Okasian z Mingyu prześcigali się w opowiadaniu nieprzyzwoitych żartów, wskutek czego Kyungri trzy razy popłakała się ze śmiechu, a mnie od tego zaczął boleć brzuch.
Mimo dobrego humoru jedna myśl wciąż tłukła się w mojej głowie. Od wyjazdu, Hwasa, nie odezwała się do nikogo. Nie dała znać jak minął jej lot, a także czy podoba jej się nowy dom. Nawet Joonyoung nie dostał od niej żadnej wiadomości. Najbardziej martwiło mnie to, że nie odbierała również telefonu.

-Słuchajcie! - wszyscy spojrzeli na mnie. - Po wszystkim dzwonimy do Hyeyin tak długo, aż ta dziewucha nie odbierze tego głupiego telefonu.
-Good. - rzucił Joonyoung i wrócił do zadania.
-W końcu musi wymięknąć, nie? - odezwała się Kyungri, na co Mingyu przytaknął.
-A może ma nas po prostu w dupie? - zapytała Jessica, a mnie zamurowało. - Pojechała sobie do tej śmierdzącej Ameryki i nie ma zamiaru się z nami kontaktować? Nie ma jej tu, więc może sobie ją odpuść?

Przez chwilę czułam się, jakby moje kończyny były sparaliżowane. Chciałam poruszyć się, coś powiedzieć jednak nie mogłam. Ostre słowa Jessi zupełnie mnie zaskoczyły. Jak mogła powiedzieć coś takiego na temat Hyeyin? Ona nigdy nie zrobiłaby nam czegoś takiego, a ten brak kontaktu z nią na pewno był uzasadniony. Miałam ochotę coś jej odpowiedzieć, zaprzeczyć. Jednak nie chciałam zepsuć dobrej atmosfery, więc postanowiłam przemilczeć niezbyt przyjemne słowa Jessici. 

▀▀

Skończyliśmy całe przepakowywanie bardzo szybko, więc postanowiłam zostać z towarzystwem jeszcze chwilę, szczególnie, że Alexander właśnie opowiadał wszystkim najgorsze sytuacje z mojego dzieciństwa. Nie mogłam zostawić ich w tym momencie samych, ponieważ ten gnojek upokorzyłby mnie do końca.
Po raz czwarty w tym dniu popłakałam się ze śmiechu, gdy Okasian skończył wspominać to, jak uciekając przed źrebakiem wpadłam twarzą w ogromną, śmierdzącą, końską kupę, której smród wydawał się być przeze mnie wyczuwalny za każdym razem, gdy sobie o tym przypomniałam.
Chcąc otrzeć łzy, odwróciłam głowę w stronę dróżki. To co zobaczyłam sprawiło, że z moich ust wydobyło się przekleństwo, a gdy Okasian spojrzał w tą samą stronę co ja, również siarczyście przeklął. Przez chwile miałam nadzieję, że to jakieś przywidzenie, cholerna fatamorgana, jednak, kiedy spojrzałam na blade, zaskoczone twarze reszty towarzyszy, już wiedziałam.

-Przyszłam tutaj, bo chciałam żebyście wy, - przed nami stała Park Chanmi i właśnie wskazywała palcem na Jiyeon i Jessicę. - wiedziały, iż mam zamiar pójść na policję. Chcę zgłosić wszystko co zrobiłyście.
-Chyba zapomniałaś o zdjęciach. - Jessi zbliżyła się do niej, miażdżąc ją wzrokiem. - Chcesz, by każdy zobaczył w jakim staniczku chodzisz?
-Nie obchodzi mnie co zrobicie z tymi zdjęciami. - dziewczyna wydawała się zbyt spokojna, zupełnie nie przypominała zastraszonej Chanmi.
-Czy aby na pewno? - Jessica zbliżała się do niej co raz bardziej, a ona cofała się wciąż.
-Tak. - dziewczyna spojrzała na każdego po kolei. - To koniec, nie rozumiecie?

Spojrzałam na Jiyeon. Jej oczy były zaszklone od łez, zrozumiała. Dla niej to był koniec. Widziałam po jej minie, że była gotowa to skończyć. Zupełnie coś innego dostrzegłam w Jessice. Wydawało mi się, iż jej oczy płoną. Nim się obejrzałam, Chanmi stała otoczona przez czwórkę przyjaciół. Zerknęłam na brata, kiwnął głową, abym nie wtrącała się, więc posłusznie stanęłam u jego boku i obserwowałam to co właśnie się zaczęło.

-Myślisz, że to tak prosto to skończyć? - zapytała ją Jessica, a następnie popchnęła Chanmi.

Dziewczyna wylądowała w ramionach Joonyounga, który bardzo szybko odepchnął ją w kierunku Mingyu. Następnie znów wylądowała przed Jessicą. Trójka rzucała nią jak nieżywą lalką. Chanmi krążyła w kręgu, potykając się o własne nogi, właściwie latając między przyjaciółmi. Jednak, gdy została popchnięta w stronę Jiyeon zdarzyło się coś innego. Ji, chyba chciała przerwać cały ten cyrk i zamiast podać ją któremuś ze znajomych, wypchnęła ją poza krąg. Jednak, gdy nastolatka potknęła się i upadła, odskoczyła od niej i złapała rękawa kurtki Mingyu. Chanmi nie podniosła się, a jej oczy były zamknięte. Musiała stracić przytomność, gdy uderzyła głową w kamienne podłoże. Wszyscy byli w szoku, nikt nie poruszył się nawet o milimetr, jedynie ich oczu krążyły niespokojnie, jakby szukając rozwiązania. Dopiero po chwili, która zdawała się być wiecznością, Jessica ruszyła się z miejsca. Rozpędzona podeszła do Jiyeon i silnie pchnęła ją w ramię.

-Na co czekasz? - krzyknęła do przyjaciółki.




Ciućmok jestem, nie umiem ubrać w słowa tego, co znajduje się w mojej głowie.
Chciałabym po zakończeniu Guilty, dodać parę opowiadań związanych z bohaterami opowiadania, jednak mających niekoniecznie wiele wspólnego z samym opowiadaniem. Co sądzicie?

sobota, 26 grudnia 2015

Liebster Blog Award

Dziękuję cieplutko Rose Black za nominowanie mnie, jest to dla mnie bardzo ważne i wiele dla mnie znaczy. Serdecznie zapraszam do odwiedzenia jej bloga KLIK.
Jako, że jest to moja pierwsza nominacja, w zasadzie nie wiem co robić... więc może od razu przejdę do odpowiedzi.

1. Co skłoniło Cię do założenia bloga?
Blog, na którym właśnie się znajdujemy, jest moim drugim. (pierwszy, na szczęście, został usunięty.) Powstał on właściwie z jednego powodu. Przeczytałam mnóstwo ff, obserwowałam wiele blogów i często zdarzało się tak, iż dostawałam białej gorączki, gdy losy bohaterów szły nie po mojej myśli. Jak wiadomo, nie mogłam ich zmienić, ponieważ wszelkie wydarzenia zależne były od autora. Co więc mogłam zrobić? Założyć własnego bloga i tworzyć własne historie, w których od początku do końca liczy się moje zdanie.

2. Jaka piosenka ostatnio wpadła Ci w ucho?
Najgorsze pytanie, jakie mogłam dostać. Otóż muzyka jest nieodłącznym elementem mojego życia, 3/4 dnia spędzam słuchając jej, co równe jest temu, iż ciągle znajduje nowe piosenki, albumy, który zatrzymują mi się dłużej w głowie. No, ale jeśli już muszę wytypować tą jedną, jedyną.. niech będzie EUREKA - Zico.

3.Słuchasz czegoś oprócz k-popu?
Oczywiście! Nie ograniczam się do jednego gatunku muzyki, słucham tego, co trafi do mojego serca i nie zrani moich uczu.

4. Znienawidzony przedmiot szkolny?
Matematyka. Nie ważne jak bardzo bym się starała, nigdy nie jestem w stanie ogarnąć jej w 100%... właściwie to nawet w 60%.

5. Ulubiony film lub gatunek filmowy?
Horror, zdecydowanie horror. Ulubionego filmu nie posiadam, ale najbardziej "zadziałały" na mnie obie części Grave Encounters.

6. Czego nie lubisz w ludziach?
Może łatwiej będzie napisać co lubię? Żartuję. Jest wiele cech, które w ludziach działają mi na nerwach, stąd też jestem typem samotnika, ale by nie robić z tego referatu, przedstawię jedną, chyba najgorszą cechę, a mianowicie - fałszywość.

7. Masz swoje ulubione święto? Jeśli tak, to jakie?
Początkowo chciałam napisać, że nie lubię żadnego święta, jednak po dłuższym namyśle doszłam do innych wniosków. Lubię wszystkie święta, które są ustawowo wolne od pracy.

8. Opisz siebie w pięciu słowach.
Nieśmiała, cicha, jasnowłosa, niewysoka, wyjątkowa ;)

9. Jaki zawód chciałabyś wykonywać?
Od zawsze miałam problem, by znaleźć zawód, w którym bym się odnalazła. Niektórzy od dziecka mają plany i dążą do ich spełnienia, a ja całkiem niedawno odnalazłam coś, co mogłabym robić, ale nie jestem pewna czy aby na pewno "to jest to". Jeśli nic się nie zmieni to zostanę kuratorem sądowym i będę zajmować się nieletnimi.

10. Jak zaczęła się Twoja przygoda z k-popem?
Postaram się streścić to jak najbardziej się da. Każdy na pewno pamięta szał na Gangnam Style. Ja w tym czasie byłam prawie uzależniona od codziennego przeglądania stron typu kwejk, besty itp. Będąc jeszcze zagorzałą fanką black metalu natrafiłam na cover owego GS wykonywany przez Waveya. Jako, iż spodobało mi się to w jaki sposób tańczą, a także ich ogólna prezencja, zasubskrybowałam ich kanał i po jakimś czasie trafiłam na kolejny cover - Miss Right Teen Top. Taniec fajny, piosenka chwytliwa, więc postanowiłam zobaczyć oryginał. Jeden pseudonim - L.JOE. No spodobał mi się chłopak, a potem wszystko się już jakoś potoczyło.

11. Masz jakieś k-popowe gadżety?
Tylko lub aż bluzę "One of a kind" GD i jedną ze starszych płyt Big Bang.

Nie jestem w stanie nominować, aż 11 blogów, aczkolwiek te, które wam przedstawiam są naprawdę warte tej nominacji, a także waszych komentarzy, pochwał, subskrypcji blablabla.

http://cnbluestory.blogspot.com/
http://mykoreanlifee.blogspot.com/
http://ciemnajaskiniapsychopatki.blogspot.com/
http://stories-the-lost-soul.blogspot.com/

A oto moje baaardzo kreatywne i ciekawe pytania:
1. Czy istnieje artysta, tudzież zespół, który znacząco wpłynął na Twoje życie?
2. Wolisz, by komentarz był konstruktywną krytyką, czy aby w ogóle go nie było?
3. Co było inspiracją do stworzenia pierwszego opowiadania/shota na Twoim blogu?
4. Czy w bohaterach Twoich tekstów można odnaleźć Twoje cechy charakteru, wyglądu czy raczej różnią się od Ciebie w każdym możliwym kontekście?
5. Czy istnieje utwór, który zainspirował Cię do stworzenia jakiegoś opowiadania? Jeśli tak, to podaj proszę jego tytuł oraz wykonawcę.
6. Jaki jest tytuł ostatniej książki, którą udało Ci się przeczytać i jaką masz o niej opinię?
7. Gdyby cały otaczający Cię świat miałby tylko jeden kolor, jaki kolor to by był?
8. Gdybyś miała nieograniczony budżet, ale mogła zwiedzić wyłącznie jedno państwo, które byś wybrała i dlaczego właśnie je?
9. Czy w k-popie masz swoje OTP?
10. Gdybyś miała magiczną moc, co to by było?
11. Twój ulubiony koreański aktor/aktorka?

niedziela, 20 grudnia 2015

GUILTY - rozdział siódmy


-Serio? Wystarczyły ci dwa lata żebyś się we mnie odkochał?
-Przecież i tak, bez względu na wszystko, zawsze dawałaś mi kosza. - Joonyoung wydał się zmieszany.
-No, przynajmniej trochę zmądrzałeś przez ten czas. - zaśmiałam się. - A teraz? Masz kogoś?
-Właściwie jest jedna dziewczyna, ale coś poszło nie tak...
-Jiyeon, tak?
-Skąd Ty... - nie dałam mu dokończyć.
-Nie wmówisz mi, że ściągnąłeś ją tutaj, wydałeś kupę kasy, żeby zapisać ją do naszej szkoły, z dobroci serca? Zresztą widzę jak na nią patrzysz, nie jestem ślepa. Zapamiętaj, kochany, ciotka Kyungri ma szósty zmysł.
-Co mi z twojego szóstego zmysłu?
-No tak, Mingyu. Jak kumpel mógł sprzątnąć ci ją sprzed nosa? A ona? Miała sumienie zrobić coś takiego?
-Nie wiedzieli.
-Joonyoung, jesteś idiotą. - trzepnęłam go w głowę. - Taka dziewczyna jest skarbem, przy niej nie wolno zwlekać.
-Jestem idiotą. - powtórzył. 


▀▀

-Rozpinaj koszulkę. - Jessica wykrzyczała. - Nie słyszysz tego co mówię? - zaczynała się denerwować, gdy Chanmi nie wykonywała poleceń.
-Zrobisz to sama? - moja dłoń znalazła się niebezpiecznie blisko jej twarzy, a huk z jakim uderzyła w kafelki rozniósł się echem po całym pomieszczeniu. - Czy mam ci pomóc?
-Zostawcie mnie, proszę. - szepnęła, patrząc w podłogę.
-Zamknij się, miałaś wybór. - Jessica szarpnęła ją za ramię. - Ściągaj.

W ciszy obserwowałam jak Chanmi drżącymi dłońmi powolnie rozpinała guziki swojej koszulki. Wciąż nie wiedziałam co planowała Jessi, jednak byłam praktycznie pewna, że to co się stanie, będzie miało fatalne skutki. Nie chciałam jednak zareagować, gdybyśmy w tym momencie się zatrzymały, sprawa wyszłaby na jaw, a my miałybyśmy niewyobrażalnie duże kłopoty.

-Szybciej! - Jessi pospieszała ją. - Nie mamy na to całego dnia!

Dziewczyna teraz drżała już cała, a jej oddech ciągle przyspieszał. Kiedy w końcu koszula Chanmi została ściągnięta, Jessi rzuciła ją w kąt i wyciągnęła swój telefon. W końcu dotarło do mnie to co właśnie miało się stać. Park Chanmi stojąc w samym biustonoszu była fotografowana przez moją przyjaciółkę. Jessica nie miała litości. Zmusiła ją, by ta splotła swoje dłonie za plecami i uśmiechnęła się.

-Mam nadzieję, że teraz już zapamiętasz. - rzuciła w Chanmi jej koszulą. - Nam się nie odmawia. - gdy kierowała się do wyjścia, jeszcze na chwilę odwróciła się w stronę ofiary. - I chyba wiesz co stanie się z tymi zdjęciami, gdy komukolwiek coś piśniesz? 

▀▀

-Kyungri. - podałam dłoń dziewczynie.
-Hyeyin, dla przyjaciół Hwasa. -obdarzyła mnie uśmiechem i zniknęła w mieszkaniu.

Początkowo miałam wątpliwości czy przyjąć zaproszenie od Jiyeon, jednak Alexander dość szybko przekonał mnie, bym wpadła, zapoznała się z resztą towarzystwa. Siedząc na kanapie postanowiłam się im przyjrzeć. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że są zgraną ekipą, w której nie ma podziałów i wszyscy trzymają się razem. Dopiero po dłuższej analizie mogłam zauważyć, że sprawa przedstawia się troszkę inaczej. Jiyeon wciąż spoglądała na Mingyu, w którego była wtulona, jednak Jessica wciąż zwracała jej uwagę na siebie, zupełnie jakby nie rozumiała, że tych dwoje chce spędzić ze sobą czas. Joonyoung, mimo iż starał się zająć mnie rozmową, wciąż zerkał na Jiyeon. Idiota, musiał być w niej głęboko zakochany. Hyeyin zaś wydawała się być z innego świata. Zupełnie nie interesowały jej płytkie rozmowy prowadzone przy alkoholu. Krzątała się po kuchni, szykując wciąż nowe przekąski. Właściwie nie odzywała się do momentu, gdy Jessica nie zaczęła chwalić się jakimiś zdjęciami.

-Czy wyście zupełnie zwariowały? - jej donośny głos sprawił, że wszyscy ucichli. - Co macie zamiar niby z tym zrobić?
-To tylko zabawa, uspokój się. - Jessica była zupełnie niewzruszona słowami Hwasy.
-Nie! To już nie jest zabawa. Przekroczyłyście granicę. - wyrwała Jessi telefon i pokazała mi jego zawartość. - Uważasz, że to jest zabawa?
-Cóż, - zawahałam się chwilę. - nie mnie to oceniać, ale wydaje mi się, że powinnaś być przyzwyczajona do takich akcji. Te dwie są zdolne do gorszych rzeczy. - dziewczyna przez chwilę milczała.
-Chciałam to zrobić w inny sposób, ale zniszczyliście atmosferę. Ojciec załatwił mi szkołę w USA, wyjeżdżam.
-Kiedy? - Joonyoung wydawał się być przerażony.
-Jutro. To moja impreza pożegnalna.

Po wyznaniu Hyeyin atmosfera stała się nieprzyjemna, jednak po paru kolejkach wódki, wszystko wróciło do normy. Wszyscy byli zadowoleni, w szampańskich nastrojach. W mieszkaniu zrobiło się głośno, aczkolwiek nikomu to nie przeszkadzało. 

▀▀

Szumiało mi w głowie, byłam już nieźle wstawiona. Hałas jaki robili moi znajomi doprowadzał mnie do szału, nie słyszałam własnych myśli. Gdy do moich nozdrzy dotarł zapach palonej marihuany, postanowiłam wyjść na świeże powietrze. Bałam się jednak wychodzić sama, ze względu na mój stan, więc wyprosiłam Mingyu, by towarzyszył mi w krótkiej przechadzce.

-Aigoo, dawno się tak nie zniszczyłaś. - odgarnął moje włosy za ucho. - Zobacz, kołyszesz się.
-A może to ty? - zaczęłam się śmiać. - Każdemu się zdarza się, tak? Poza tobą, bo ty nigdy się nie upijasz.
-Jasne. - przyciągnął mnie do siebie i objął delikatnie. - Dobrze mi z tobą, wiesz?

Nie odpowiedziałam. Wtuliłam się w niego mocniej i z uśmiechem na twarzy, rozkoszowałam się chwilą. Mimo, że moje ciało zaczynało odmawiać mi posłuszeństwa, mój umysł był trzeźwy i doskonale wiedziałam co się dzieje wokół mnie. Jedyne co było dla mnie niezrozumiałe to szalone bicie mojego serca i dziwne mrowienie w okolicy brzucha. To jest zakochanie, tak? Więc tak to się odczuwa? Tandeta. Niespodziewanie cmoknęłam go w usta i obdarzyłam uśmiechem. Przez chwile wydawał się zaskoczony, jednak już po chwili nachylił się nade mną i obdarzył mnie czułym pocałunkiem. W pewnym momencie poczułam jak coś zimnego ląduje na moim czole. Spojrzałam ku górze – pierwszy śnieg. Maleńkie, białe płatki wyglądały niesamowicie, sprawiły, że w powietrzu czuć było coś magicznego. Po raz kolejny przytuliłam się do Mingyu i w jego objęciach jeszcze przez parę minut obserwował padający śnieg.

-O czym myślisz?
-Jeszcze nigdy nie czułam się tak jak teraz. Nie lubię śniegu, a teraz, gdy stoję tu z tobą, wydaje mi się jakiś atrakcyjniejszy. - uśmiechnął się spoglądając na mnie.
-Chodźmy już, zaczyna się robić chłodno. 

▀▀

Siedziałam z Ming na kanapie i czekaliśmy niecierpliwie, aż Jiyeon łaskawie zdecyduje co ma na siebie założyć. Już chyba piętnasty raz przeglądała ubrania wiszące na wieszaku. Gdy w końcu wybrała swój outfit, miałam ochotę wystrzelić confetti i otworzyć drogiego szampana. Jiyeon zdecydowała się na czarne, imitujące skórę rurki, które na kolanach miały materiał, przypominający zamsz. Do nich dobrała krótką, szarą bluzę, która przy delikatnym uniesieniu rąk, odkrywała jej niesamowicie chudy brzuch. Po długim zastanowieniu wybrała czerwone, ocieplane trapery. W myślach pogratulowałam jej odrzucenia czarnych kozaków na szpilce, które przy obecnej pogodzie, mogłyby ją wsadzić w gips.

-Czy ty aby na pewno nie wybierasz się na randkę? - odezwał się niezbyt szczęśliwy Mingyu. - Jakoś dla mnie tak się nie stroisz.
-Bo tobie podobam się taka jaka jestem. - Jiyeon pokazała mu język i powróciła do poprawiania fryzury.
-Czyli co? Dla niego musisz się wystroić, co byś się spodobała?
-Głuptasie! Idę po raz pierwszy zobaczyć się z moim pracodawcą, mam założyć dresy? - usiadła mu na kolanach i zaplotła dłonie na jego szyi.

Przyjemnie było patrzeć na tą dwójkę. Byli w siebie zapatrzeni jak w najpiękniejsze dzieła sztuki, żyli jakby jutro nie istniało. Nawet, gdy sprzeczali się o to, jak ubrana jest Jiyeon, było to urocze i miłe dla oka.


▀▀


Byłam zestresowana, gdy przekraczałyśmy próg ogromnej posiadłości należącej do Kyungri i jej brata. Wszystko wyglądało na bardzo drogie i luksusowe. Dom był ogromny, a długi korytarz wydawał się nie kończyć. Wkoło było cicho, słyszałam jedynie moje ciche kroki i stukot obcasów Kyungri. Korytarz doprowadził nas do ogromnego salonu, na którego środku znajdowały się marmurowe schody prowadzące na piętro. My jednak zatrzymałyśmy się na parterze. Kyungri nakazała mi usiąść na kanapie.

-Alex zawsze się spóźnia. Pewnie dalej siedzi w swoim pokoju, zajmując się papierkową robotą. - zaczęła Kyu.
-A, tak. Mieszkacie w tym ogromnym domu tylko we dwoje?
-Tak.
-Wow! Ja bym się bała.
-Czemu? Należał do naszych rodziców, mieszkałam w nim od dziecka. Tylko tu czuję się bezpiecznie. - chciała powiedzieć coś jeszcze, jednak ucichła, gdy zauważyła, że ktoś kroczy po schodach.

Przyjrzałam się mu. Był wysoki i szczupły. Nie był przystojny, jednak miał w sobie coś, co skupiło całą moją uwagę na nim. Miał czarne włosy, których jedna część opadała mu na twarz, zaś druga związana była w małego kucyka z tyłu głowy. Jego ręce były pokryte tatuażami, a chód sprawiał, iż wyglądał jak gangster. Jednak ten wizerunek szybko zniszczył uśmiech, który sprawił, że nagle wydał się być zupełnie uroczym facetem.

-Jiyeon, tak? - zapytał, siadając naprzeciwko mnie.
-Tak. - uśmiechnęłam się.
-Właściwie mieliśmy się dzisiaj poznać, ale troszkę zmieniły się plany, więc powiem szybko. - przetarł ręką po twarzy. - Jutro mamy dostawę, będzie mnóstwo towaru i musimy to jak najszybciej przełożyć do naszego samochodu. Bierzesz swoich przyjaciół i robimy to razem, ok?



Powoli zbliżamy się do punktu kulminacyjnego. "Guilty" będzie troszkę krótsze od PL, ale mam wrażenie, że jest lepsze pod wieloma względami, a co wy o tym myślicie? Które opowiadanie bardziej do was przemawia?