niedziela, 19 lipca 2015

Anyone looking for the paradise lost? 15.

Witam moją nową, ÓSMĄ obserwatorkę! Przy okazji przypominam, że naprawdę mile widziane są komentarze. Mam nadzieję, że nie raz przekonałam was o tym, jak wielką motywacją potrafią one być. ;)

Dzisiaj krótko, ale mam nadzieję, że ciekawie.



Pobudka nie należała do najprzyjemniejszych, uderzyłam o coś głową. Nim udało mi się otworzyć oczy, poczułam, że moje ręce są czymś związane. Czułam się jakby po mojej głowie przebiegło stado mamutów, coś jakby w jej środku boleśnie pulsowało. Właściwie to nie wiedziałam co się stało dokładnie, jednak, gdy otworzyłam oczy, wszystko zaczęło układać się w całość. Byłam w samochodzie, który pędził z dużą prędkością, za kierownicą siedział mężczyzna. Nie widziałam jego twarzy, ale nie wyglądał na kogoś w moim wieku. Moje ręce oraz nogi były związane jakąś liną. Próbowałam się uwolnić jednak każdy ruch sprawiał mi ból. Moja próba ucieczki zwróciła uwagę oprawcy, który odwrócił się w moją stronę. Miał co najmniej czterdzieści lat, a cała jego twarz pokryta była zmarszczkami.

-Obudziłaś się, księżniczko? - w jego głosie można było usłyszeć troskę. - Spokojnie, jeszcze pięć minut i będziemy w domku. - uśmiechnął się, a żółć jego zębów sprawiła, że poczułam żołądek w gardle.

Kiedy chciałam coś powiedzieć poczułam, że moja usta są zaklejone. W tym momencie dotarło do mnie, że zostałam porwana. Uderzyło mnie ciepło, a do moich oczu napłynęły łzy. Jakiś mężczyzna wywozi mnie nie wiadomo dokąd, a ja leżę skrępowana na tylnych siedzeniach jego samochodu. Zaczęłam płakać, byłam przerażona i bezsilna. Przez płacz trudniej było mi oddychać, więc zmusiłam się, bym przestała. Nie miałam pojęcia ile jechaliśmy, nie wiedziałam dokąd jedziemy i gdzie właśnie jestem nie myślałam o niczym innym jak o tym co może mi zrobić porywacz.
Kiedy samochód w końcu się zatrzymał na zewnątrz wciąż było ciemno. Wytargał mnie z samochodu. Miejsce, w którym byliśmy przypominało mi jakieś slamsy. Stare, zniszczone budynki, zero ludzi i tylko jakiś pies szczekający w oddali. Wniósł mnie do domu. Śmierdziało w nim pleśnią i starością. Postawił mnie na podłodze w pokoju i rozwiązał ręce oraz nogi.

-Księżniczko, mam nadzieję, że wiesz, iż nie wolno Ci krzyczeć. - uśmiechnął się i pomachał mi nożem przed twarzą. - Cieszę się, że mnie rozumiesz.

Oderwał taśmę z mojej twarzy, zabolało mnie to, więc syknęłam pod nosem. Bałam się jednak wydać z siebie głośniejszego odgłosu, nie wiadomo co mogło odbić temu mężczyźnie. Doznałam ogromnego szoku, kiedy zaczął mnie czesać.

-Za mocno się szarpałaś i poplątały Ci się włosy. - pogłaskał mnie po głowie, a potem sięgnął po jakieś opakowanie. - Zmyjemy Ci teraz makijaż, dobrze? Huh? No powiedz coś, przecież nie zabroniłem Ci tego. - pogładził mnie po policzku.
-Czego Ty właściwie ode mnie chcesz?
-Jak to czego? Ciebie, Twojej uwagi.
-Co? - nie wierzyłam w to co słyszę.
-Tak długo starałem się, żebyś mnie zobaczyła, a Ty cały czas mnie ignorowałaś. Kupiłem nowe ubrania, drogie perfumy, a Ty nic. Było mi przykro. - zawiesił głos. - Ale teraz to nieważne, w końcu już zawsze będziemy razem.
-Jak mnie znalazłeś? Dlaczego mnie tu przywiozłeś? - z każdą chwilą co raz mocniej się bałam.
-Księżniczko, sama dałaś mi wskazówkę. Byłem akurat w pobliżu, gdy dodałaś zdjęcie z restauracji na swój SNS. Stwierdziłem, że nie mogę już dłużej czekać i teraz ja muszę zrobić swój pierwszy krok. Wiem, że mój dom nie jest taki świetny jak Twój, ale jeśli wypełnimy go naszą miłością, będzie dla nas idealny.
-Naszą miłością?
-Na pewno odwzajemnisz moje uczucie. Jestem świetnym facetem. Ten idol do pięt mi nie dorasta. Jestem silny, opiekuńczy i kocham Cię jak nikt inny. - zajął się zmywaniem mi makijażu, a ja przerażona bałam się ruszyć.

Ten człowiek był chory. Miał obsesję na moim punkcie. Przez długi czas opowiadał mi o tym jak zobaczył mnie na otwarciu nowego hotelu mojego ojca i jak rzekomo puściłam mu wtedy oczko. Od razu się we mnie zakochał, więc zaczął szukać o mnie informacji, jednak nie znalazł niczego. Próbował o mnie zapomnieć i gdy prawie mu się to udało, zobaczył na portalu plotkarskim, że jestem w Korei. Było mu przykro, ponieważ związałam się z Hyukiem, ale postanowił, iż odbije mnie. Zaczął chodzić na siłownię, zmienił fryzurę, a połowę swojej marnej wypłaty przeznaczał na nowe ubrania. Przychodził pod wytwórnię, ale nigdy nie zwracałam na niego uwagi. Próbował dostać się do środka, ale nikt nie chciał go wpuścić. Obserwował moje SNS, więc wiedział z kim się przyjaźnię i gdzie lubię spędzać czas. Myśl, że ten obleśny facet wiedział o mnie tak wiele, a także obserwował mnie tak długo przyprawiła mnie o dreszcze.

Kiedy skończył zmywać mi makijaż powiedział, że idzie na górę przygotować coś do jedzenia. Przez moją głowę przelatywały tysiące myśli, gdy nagle przypomniałam sobie, iż porywacz nie zamknął drzwi wejściowych, które znajdowały się parę kroków od pokoju, w którym jestem. Poczułam, że to moja szansa. Jeśli udałoby mi się wybiec z domu, mogłabym uciec do najbliższego domostwa i zadzwonić po pomoc. Wiedziałam, że mam mało czasu, więc w pośpiechu wyszłam do holu. Słyszałam na górze kroki, więc powoli, na palcach ruszyłam do drzwi. Kiedy dotknęłam dłonią klamki, poczułam szarpnięcie za włosy. Wyszarpał mnie do innego pokoju. Rzucił mną o ziemię, zapalił światło, a następnie wyszedł, zamykając drzwi na klucz. Rozpłakałam się, straciłam możliwe, że jedyną szansę na ucieczkę. Byłam o krok od wolności, na dłoni dalej czułam chłód klamki. Kiedy przestałam płakać, postanowiłam rozejrzeć się po pokoju. Gdy odwróciłam się do ściany o mało nie upadłam. Musiałam zakryć dłonią usta, by nie zacząć krzyczeć. Moje serce maksymalnie przyspieszyło. Cała ściana była obklejona moimi zdjęciami. Było ich tak wiele, że niektóre były przyklejane do kolejnej ścianki. Podeszłam bliżej. Były tam nie tylko fotografie, które dodawałam na swoje SNS, ale także takie, które musiały być robione z ukrycia. Kiedy jakieś osoby znajdowały się na zdjęciu, miały zamazywane twarze czarnym markerem. Po ubiorze rozpoznałam swoje zdjęcie z imprezy u dziewczyn z After School, potem zauważyłam fotografie spod szkoły, gdy szłam na pierwsze zaliczenia. Tych zdjęć było tak wiele, że nie wiedziałam, w którą stronę mam spojrzeć. Po paru spojrzeniach znalazłam zdjęcie, które musiało być zrobione dwa lata temu na wakacjach! Miałam wtedy włosy zafarbowane szamponem koloryzującym i przyleciałam jedynie na parę dni do taty. Im dłużej przyglądałam się całej „kolekcji” tym bardziej osobiste zdjęcia odnajdowałam. Robił mi zdjęcia, gdy byłam na zakupach, gdy szłam do wytwórni, wracałam do domu, kiedy byłam na randkach z Hyukiem, a także na spotkaniach z przyjaciółmi. Miał wydrukowane wszystkie moje zdjęcia z portali społecznościowych, nawet te, które usuwałam po paru minutach. Kopiował również te, które publikowali moi znajomi, a także portale plotkarskie. Rozejrzałam się po pokoju. Poza biurkiem i małym tapczanem nie było tu niczego. Na biurku leżał aparat, kiedy go włączyłam, po raz kolejny doznałam szoku. Widniały na nim zdjęcia, które zrobił tego dnia rano! To było przerażające. Ten człowiek obserwował mnie tak długi czas. Jego chora obsesja doprowadziła do tego, że mnie uprowadził. Gdybym dzisiaj nie wracała sama, wciąż obserwowałby mnie i łaził za mną wszędzie. Kto wie co wpadłoby mu do głowy. Mógł być zdolny do zrobienia komuś krzywdy. Jaka ja byłam ślepa, że go nie widziałam!

Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. W tym samym momencie poczułam wibracje. Z tego stresu zapomniałam o tym, że cały czas miałam telefon w kieszeni w kurtce. Oprawca przyniósł mi jakieś warzywa i miło pachnącą zupę.

-Widziałaś już moją kolekcję? - zaczął i odwrócił się do mnie plecami.

Nie wiedziałam kiedy zostawi mnie samą, więc korzystając z okazji sięgnęłam po telefon. Niestety zdążyłam go tylko odblokować, gdy ten zwrócił się w moją stronę. Na szczęście nie zauważył jak nerwowo cofnęłam dłonie za siebie. „Teraz albo nigdy pomyślałam”. Zaczęłam szukać w głowie numeru, który znam. Padło na Ilhoona. Drżącymi dłońmi, na czuja, wystukałam numer przyjaciela i wycelowałam palcem w miejsce, gdzie powinna być zielona słuchawka. Modliłam się, żeby za chwile zadzwonił do mojego przyjaciela telefon, a ten mógł go odebrać. W głowie policzyłam do sześciu. Jeśli Ilhoon nie odebrał do tego momentu, oznaczałoby to, że jestem w tarapatach. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć.

-Jak się nazywasz? - ściskałam mocno telefon. - Wiesz o mnie wszystko, a ja nie znam nawet Twojego imienia.
-Chansoob. Lee Chansoob. - uśmiechnął się.
-Bardzo ładne imię. - starałam się zachowywać jak najbardziej naturalnie. - Masz jakieś rodzeństwo?
-Mam starszą siostrę. Dawno temu wyleciała do Stanów i słuch po niej zaginął.
-Ach... A gdzie Twoi rodzice? Czyj to dom?
-Rodzice nie żyją od dawna. Dom przepisali mi w spadku.
-Właściwie to gdzie my jesteśmy? - w myślach błagałam, żeby Ilhoon wszystko słyszał i wciąż był na linii.
-Najpopularniejsze slamsy w Seulu. Pewnie jesteś tu pierwszy raz, co? Takie pięknie księżniczki nie bywają w takich miejscach.
-Tak jestem tu pierwszy raz. Dobrze zauważyłam, że numer domu to 13?
-Wow. Masz rację! Nie sądziłem, że zapamiętasz. Dom numer 13, ostatni na tej ulicy. Za nim jest już tylko droga. Cicho i ustronnie. - zaśmiał się.
-Ach tak. - wymusiłam coś co miało być śmiechem. - Długo masz zamiar mnie tutaj trzymać? Wiesz, mój chłopak zacznie się martwić. Jestem popularna, o moim zniknięciu zaraz będą mówić w mediach. Będą mnie szukać.
-Tutaj Cię nie znajdą ksi... - spojrzał za mnie, a na jego twarzy wymalowała się wściekłość.

Wyszarpnął mi telefon z rąk i z całej siły cisnął nim o ścianę. Widziałam jak rozpadł się na kawałki. Z wściekłością mną szarpał, ciągle wyklinając. W pewnym momencie kopnął mnie w głowę. Poczułam ogromny ból, a potem zrobiło mi się ciemno przed oczami.


czwartek, 16 lipca 2015

Anyone looking for the paradise lost? 14.

PRZEKROCZYLIŚMY DWA TYSIĄCE WYŚWIETLEŃ! 

W ogóle zapomniałam wam powiedzieć, że trzynastą część pisało mi się tak dobrze, iż musiałam parę pomysłów planowanych dla niej przenieść na kolejne rozdziały, bo byłaby jakieś trzy razy dłuższa, niż poprzednie i kolejne. Niestety moje poczucie estetyki na takie różnice nie pozwala.

PS. Mam już przygotowany mały zarys nowego opowiadania, ale nie mogę się zdecydować jak go pisać. Doradźcie mi, lepsza będzie narracja pierwszoosobowa czy trzecioosobowa?


-Lilliane, dobrze wyglądasz. - uśmiechnął się do mnie. - Urlop dobrze Ci zrobił.
-To może ja zostawię was samych? - Sanghyuk wyczuł zagrożenie i bardzo szybko znalazł się za drzwiami naszej sypialni.
-Jadłeś już? - zapytałam siadając naprzeciwko ojca. - Co Cię sprowadza? Stało się coś, że przyjechałeś bez zapowiedzi?
-A czy musi się coś stać, by ojciec odwiedził swoją ukochaną córkę? Mamy w firmie stabilną sytuację, więc znalazłem chwilę by zobaczyć jak Ci się powodzi. - odetchnęłam z ulgą. - Dyrektor mówił mi, że dokonałaś niemożliwego.
-Dziękuję. Pracowałam ciężko. - delikatnie się ukłoniłam. - Mam nadzieję, że jesteś zadowolony z wyników mojej pracy.
-Jak najbardziej. - pogłaskał mnie po głowie. - Od zawsze mówiłem, że złote z Ciebie dziecko. Jednak martwi mnie jedna sprawa. Dostałem ze szkoły Twoje wyniki. Jesteś piąta w klasie, to dość słaby wynik patrząc na Twoje możliwości.
-Przepraszam. Miałam ostatnio mnóstwo pracy i za mało czasu poświęciłam na naukę.
-Mam nadzieję, że następne testy zaliczysz lepiej. W końcu masz dużo mniej pracy od Twoich kolegów. - skarcił mnie wzrokiem. - Oni każdego dnia muszą pisać jakieś testy czy prace klasowe, a Ty, młoda damo, raz w miesiącu zaliczasz ściśle określone materiały. Wystarczy, że przysiądziesz nad nimi.
-Dam z siebie wszystko, tato. - nie chciałam sprawić mu zawodu, więc już teraz postanowiłam poświęcić więcej czasu na naukę.
-Wiesz, że chcę dla Ciebie jak najlepiej. Musisz świetnie się uczyć, aby dostać się na dobre studia. A jeśli musiałabyś przejąć moją firmę już teraz? Z takimi wynikami nikt nie będzie traktował Cię poważnie.
-Ale przecież zanim przejmę po Tobie firmę, minie mnóstwo czasu. Nie wyglądasz na kogoś kto śpieszy się na drugi świat.
-Nigdy nie wiadomo co przyniesie los. - uśmiechnął się do mnie. - Wziąłem urlop. Lecę do Polski na miesiąc. Jak myślisz, mama się ucieszy? - nie czekał na odpowiedź. - A jak sytuacja z Sanghyukiem? Dogadujecie się? Szanuje Cię i nie robi Ci krzywdy?
-Tak. Jest najlepszy. - nie miałam zamiaru mówić o tym ciężkim okresie między nami, ponieważ nie chciałam martwić ojca. - Nie mogłeś wybrać mi nikogo lepszego. Właściwie... to nasz związek nie jest już fikcją. Tato, kocham i jestem kochana.
-Naprawdę? - był wyraźnie wzruszony. - Nawet nie wiesz jak bardzo mnie teraz ucieszyłaś. Jeśli mam być szczery to przyjechałem tu właśnie po to, by zobaczyć jak Ci się z nim żyje. Bardzo dużo myślałem nad tym czy nie przesadziłem, w końcu oboje jesteście tacy młodzi. Gdybyś była nieszczęśliwa, pozwoliłbym Ci wrócić do Polski.
-Tato, przecież Ty nigdy nie popełniasz błędów i wszystko co robisz jest dobre. - próbowałam opanować drżenie głosu.

Gdybym wiedziała o tym, że zgodziłby się na mój powrót do Polski, dwa tygodnie temu wsiadałabym na pokład samolotu lecącego do Warszawy. Byłoby to jednoznaczne z tym, że mój związek nigdy nie zostałby naprawiony, a ja żyłabym cierpiąc z tęsknoty za ukochanym. Pierwszy raz cieszyłam się, że ojciec był tak bardzo zapracowany i nie miał czasu, by odwiedzić mnie wcześniej.

Czas mijał mi w Seulu zdecydowanie za szybko. Ledwo wróciłam z urlopu, a już po chwili był comeback VIXX. Wszyscy postanowili mi dokuczyć i nie mogłam zobaczyć teledysku wcześniej, niż w momencie, gdy pojawi się on na YouTube. Cierpliwie czekałam na to, a gdy już zobaczyłam music video byłam w siódmym niebie. Od samego początku wiedziałam, że chłopakom najlepiej pasują mroczne koncepty. Byli najprzystojniejszymi zombie jakich moje oczy widziały.
Już następnego dnia po publikacji teledysku mieli pierwsze nagrania do programu muzycznego, więc do późnej nocy trenowałam z nimi taniec, który należał do tych bardziej skomplikowanych.
Comeback okazał się sukcesem i wystarczyły dwa dni, by „Dangerous” zostało nominowane do nagrody we wszystkich programach.
Pierwsza nominacja była w Music Bank i oznaczała ona podwójną ilość pracy. Najpierw z samego rana nagrywali oni materiał, który zostanie opublikowany na oficjalnej stronie kanału, a następnie występowali na żywo. Stałam za kulisami, gdy ogłaszano wyniki. Nie słyszałam punktacji, ponieważ fanki tego dnia próbowały chyba pobić rekord wysokości decybeli na takiej imprezie. Jednak bardzo wyraźnie usłyszałam najważniejsze zdania. „Dzisiejszymi zwycięzcami są VIXX! Gratulujemy!” Omal nie zdarłam sobie gardła, gdy zaczęłam krzyczeć z radości. Nie doszło do tego tylko dlatego, że musiałam przestać, by usłyszeć co ma do powiedzenia mój chłopak, który właśnie zaczynał mówić.

-Umówiliśmy się z chłopakami, że jeśli dzisiaj wygramy to właśnie ja będę mógł wszystkim wam dziękować. - zaśmiał się, a fanki zapiszczały. - Przede wszystkim chciałbym podziękować Starlight, gdyby nie wy, nigdy nie mielibyśmy okazji stać tutaj. Dziękuję bardzo naszej wytwórni, stylistom, fryzjerom, producentom, naszemu wspaniałemu dyrektorowi. Bardzo mocno dziękuję też naszej choreografce. - kolejne piski fanek. - Jest ona siódmym członkiem zespołu, który jest tak samo ważny jak pozostała szóstka. Skradła nasze serca swoim pozytywnym nastawieniem do życia, wolą walki i cudownym uśmiechem. Jak wiecie jest najważniejszą kobietą w moim życiu. Dziękuję wszystkim tym, którzy zamiast fali nienawiści, podarowali jej słowa wsparcia i życzyli naszej dwójce jak najlepiej. Wiedzcie, że gdyby nie ona, nie byłoby nas tutaj dzisiaj. Jeszcze raz dziękuję!

Tego dnia, zaraz po zakończeniu programu, ruszyliśmy na drinka do pobliskiego klubu. Bawiliśmy się świetnie świętując pierwszą wygraną, jednak ja ciągle miałam wrażenie, że ktoś nas obserwuje. Niestety nie mogłam potwierdzić swoich podejrzeń, ponieważ migające światła uniemożliwiały dokładne przyjrzenie się ludziom. Kiedy powiedziałam o tym chłopakom wszyscy zgodnie kazali mi się puknąć w głowę. Są idolami na pewno niejedna osoba właśnie ich obserwuje. Rzeczywiście miałam wtedy ochotę uderzyć głową w stół. Przez to, że żyłam z nimi już tyle czasu, zapominałam, iż są osobami publicznymi, a właśnie teraz ich popularność bardzo wzrosła. Również wtedy, gdy już wracaliśmy do domu czułam jakby ktoś za nami szedł, jednak szybko uciszyłam głos w mojej głowie. „Idę z idolami, którzy dzisiaj wygrali nagrodę w programie muzycznym”.

Po tygodniu VIXX zdobyli all-killa i wyglądało na to, iż nie mają zamiaru na tym poprzestać. Jeździłam z nimi na wszystkie nagrania i występy na żywo, a w domu pilnowałam, by nie opuszczali posiłków oraz wysypiali się w miarę możliwości. Stawali się co raz bardziej popularni, a co za tym szło, mieli co raz więcej pracy. Wywiady, fan-meetingi, występy. Również ja stałam się dużo bardziej znana. Dostałam mnóstwo propozycji wywiadów, a nawet jedną propozycję zagrania w reklamie, jednak musiałam odmówić, ponieważ zbliżało się kolejne zaliczenie w szkole, do którego musiałam się przyłożyć. W końcu nie mogłam zawieść taty.

Umówiłam się z Shannon, że pójdziemy na zaliczenia razem. Niestety stałam się bardziej znana, a wciąż nie pokonałam swojej fobii związanej z byciem w centrum uwagi. Na moje nieszczęście już od pierwszych kroków po korytarzu szkolnym otoczyli nas ludzie, chcący zobaczyć naszą dwójkę. Cieszyłam się, że Shan jest ze mną. Sama chyba nie dałabym rady dojść na sam koniec szkoły do naszej klasy.

-Uczyłaś się coś? - zapytała Shannon siadając w ławce obok mnie.
-Tak. Siedziałam w książkach w każdej wolnej chwili. Uczyłam się nawet jeżdżąc do wytwórni. Obiecałam tacie, że poprawię wyniki. - westchnęłam. - Muszę być numerem jeden, bo inaczej zginę w cierpieniach. - zaśmiałam się. - A Ty?
-Właśnie nic. Zero. - wywróciła oczami. - W wytwórni wymyślili sobie, że powinnam poćwiczyć nad swoim ciałem, ponoć mam za grube nogi, a dodatkowo dołożyli mi dodatkowe godziny śpiewu. Przez ostatni tydzień spałam może godzinę. Musiałam biegać pomiędzy domem, wytwórnią, a siłownią. Dlaczego wymarzyłam sobie akurat bycie idolką? - zaśmiała się, jednak jej śmiech zagłuszyła melodia sygnalizująca początek lekcji. - Fighting!

W tym dniu musiałyśmy napisać trzy testy. Pierwszy z nich dotyczył wiedzy na temat czterech, koreańskich lektur. Znałam je wszystkie na wylot, ponieważ przeczytałam każdą po trzy razy. Test nie był więc dla mnie trudny i zakończyłam go aż pół godziny przed końcem czasu. Pozwolono mi wyjść i w czasie oczekiwania na kolejny test, powtarzałam wszystkie informacje. Drugi sprawdzian sprawdzał moją znajomość trzech, angielskich książek. W ostatnim czasie bardzo przyłożyłam się do nauki języka angielskiego, więc i ten test nie sprawił mi problemów. Nawet test z matematyki nie był dla mnie trudny. Codziennie, w drodze do pracy powtarzałam sobie wzory i rozwiązywałam zadania, w których trzeba było je wykorzystać. Byłam zadowolona z tego jak poszły mi testy, więc w ramach mini nagrody zaprosiłam Shannon na pizzę do pobliskiej restauracji.

Shannon jest typowym obżartuchem, więc wybór posiłku trwał znacznie dłużej, niż zwykle. Ostatecznie zdecydowałyśmy się wziąć dwie, duże pizze z wołowiną i pieczarkami, dużego gyrosa w tortilli, a do tego dwa lane piwa. Czas minął nam bardzo szybko i nim się obejrzałyśmy, na stole leżały już nasze posiłki.

-Jak Ci poszła matma? - zapytała Shannon, wgryzając się w pierwszy kawałek pizzy. - Ja zawaliłam totalnie, kto w ogóle wymyśla takie trudne zadania?
-Wszystko poszło mi dobrze. Liczę na to, że załapię się na pierwsze, ewentualnie drugie miejsce w klasie. - ja najpierw zajęłam się swoją połową gyrosa. - Tyle się uczyłam, nie ma opcji, żebym była niżej.
-Podziwiam Cię. Ja jedynie ciągle trenuję, a Ty tak ciężko pracowałaś, miałaś problemy w domu i jeszcze znalazłaś czas na naukę. - pociągnęła słomką łyk piwa. - Ale nieważne. Lepiej mi mów jak tam z Hyukiem.
-Właściwie to nigdy nie było między nami tak dobrze. - kąciki ust mimowolnie uniosły mi się do góry na wspomnienie mojego chłopaka. - Ostatni żyliśmy w ciągłym biegu, wiesz, comeback, ciągłe występy, ale dzięki temu każdą wolną chwilę wykorzystujemy w stu procentach. Nie ma czasu na nudę czy rutynę.
-Ech, zazdroszczę Ci. - sięgnęła po kolejny kawałek pizzy. - Masz kochającego chłopaka, dobrze płatną pracę, która jest jednocześnie Twoją pasją, świetnie się uczysz. Czy Ty w ogóle masz jakieś wady?
-Oj Shan. - zaśmiałam się. - Jedną, wielką wadą jest to, że żyję w pośpiechu. Tempo mojego życia jest takie szybkie, iż czasem mam wrażenie, że patrzę na nie z boku. Nie mam czasu, żeby nawet na chwilę zwolnić. Wiesz, powinnam zabrać Cię kiedyś do Zagórska. Tam wszystko jest inne. Ludzie się tak nie spieszą, czas płynie wolniej. Odkąd tutaj zamieszkałam, zrozumiałam dlaczego moja mama woli żyć w tej małej wsi i nie przeszkadza jej to, że większość roku nie widzi swojego męża.

Jak zawsze, gdy spotykałyśmy się we dwójkę czas mijał nam zdecydowanie szybko. Kiedy wyszłyśmy z restauracji na dworze było już ciemno, dlatego Shannon od razu popędziła do domu. Ja próbowałam zaś dodzwonić się do Hyuka. Bezskutecznie. Pewnie dalej siedzi z zespołem w wytwórni przygotowując się do występów. Chciałam żeby mnie odebrał, bo miałam ochotę przejść się trochę, nie chciałam wsiadać dzisiaj do taksówki czy autobusu. Dzwoniłam jeszcze dwa razy, jednak Han wciąż nie odbierał. Cóż, zmuszona byłam pospacerować sama. Pogoda tego wieczora była bardzo przyjemna, wiał delikatny wiaterek. Na ulicach nie było wielu osób, minęłam może trzy czy cztery osoby. Większość pewnie była jeszcze w pracy, szkole, albo po prostu wolała poruszać się samochodami. Gdy byłam w połowie drogi oddzwonił mój ukochany. Poinformował mnie, że mają mnóstwo roboty, więc najpewniej wróci dopiero nad ranem. Miałam nie czekać na niego i iść spokojnie spać. Powolnym krokiem kierowałam się do domu. Delikatnie przyspieszyłam dopiero, gdy weszłam w słabo oświetloną, małą uliczkę. Nigdy nie wiadomo kogo można spotkać w takim miejscu, a przezorny zawsze ubezpieczony. Brakowało mi paru kroków do głównej ulicy, gdy poczułam jak ktoś szarpie mnie do tyłu, przykłada jakąś szmatę do twarzy. Po paru wdechach zrobiłam się bardzo senna.

niedziela, 12 lipca 2015

Anyone looking for the paradise lost? 13.

Liczba wyświetleń powoli zbliża się do 2000! Jaka to ogromna liczba! WOW!
Staram się was nie zanudzić, powiedźcie czy właśnie tego nie robię.. ;)
Mamuś, musiałam wszystkim "wykablować" że to Ty, ponieważ jestem naprawdę dumna z tego, iż wspierasz mnie w tym co robię. Kocham Cię♥
misanthropy, wzięłam sobie Twój komentarz do serca i staram się umieszczać więcej dialogów, ale chyba kiepsko mi to idzie...

PS. Gratulacje dla mnie - mało brakowało, a opublikowałabym pusty post.
PS2. Uświadomiłam sobie właśnie, że któryś tam rozdział zostanie dodany w moje urodziny. Mam nadzieję, że wytrzymacie ze mną do tego dnia. (13.08.) ♥

Od samego rana stałam w naszej garderobie zastanawiając się jakie ubrania powinnam zapakować. Musiałam zrobić to sama, ponieważ Hyuk od rana ciężko pracował na planie zdjęciowym. Martwiło mnie to, bo obawiałam się, iż wybiorę mu ubrania, których nie będzie chciał nosić. Wybór był naprawdę ciężki – Sanghyuk miał więcej ubrań, butów i dodatków ode mnie. Była to głównie zasługa fanek, które nigdy nie żałują swoich pieniędzy na prezenty dla ich idola. Miałam wrażenie, że minęła wieczność, gdy w końcu zamykałam walizkę mojego ukochanego. Na szczęście zapakowaniem samej siebie nie miałam problemu, ponieważ od początku miałam jasno ustalony koncept. Jako, że miał to być nasz pierwszy urlop tylko we dwoje, postanowiłam wyglądać najpiękniej jak tylko się da. Do mojego bagażu trafiały ubrania wyłącznie markowe, z tzw. górnej półki. Sięgałam również po rzeczy, których jeszcze nie używałam, ponieważ czekały na specjalną okazję. Do takich rzeczy należały między innymi przepiękna, nieduża torebka od Gucciego, awiatory z limitowanej edycji od Prady oraz przepiękna sukienka od Armaniego. Wszystkie kupione z własnych, zarobionych pieniędzy. Kiedy ukończyłam proces pakowania, spojrzałam na zegarek. Do powrotu Hyuka zostały trzy godziny. Nie miałam zamiaru jednak siedzieć bezczynnie w domu. Wczoraj przed snem w mojej głowie pojawił się całkiem ciekawy pomysł. Otóż moi przyjaciele wciąż nie wiedzą o moim powrocie do domu. Umówiłam się z Hyukiem, by pozostawił mi swój telefon, bym miała możliwość skontaktować się z moją ekipą tak, by nikt nie zorientował się, że jestem w Seulu. Z telefonu ukochanego podesłałam wiadomość do trójki przyjaciół, która nakazywała, by pojawili się w Safari za godzinę, ponieważ Sanghyuk musi porozmawiać z nimi o mnie. Żadne z nich nie wykazało się kreatywnością i na telefon maknae przyszły trzy wiadomości o tej samej treści. „OK”.

Gdy weszłam do restauracji zauważyłam, że mam dzisiaj szczęście. Wszyscy siedzieli odwróceni tyłem do mnie, więc mogłam podejść do nich niezauważona.
-Aloha! - wykrzyczałam, a cała trójka odwróciła się w moją stronę i skamieniała z szoku.
-Co Ty tutaj robisz? - odezwali się razem, zupełnie jakby trenowali.
-Wróciłam. - obdarzyłam ich uśmiechem.

-Co się stało? Powinnaś być już dzisiaj w Polsce. - zapytał Ilhoon. - Oczywiście cieszę się niezmiernie, że wróciłaś do nas, ale jestem ciekaw co wydarzyło się na tym wyjeździe.
-Po co były te pożegnania? Chciałaś złamać nam serca, Ty niedobra? - rzuciła Shannon i wróciła do zajadania się jabłecznikiem na ciepło.
-Cały wieczór płakałyśmy z małą. Tego chciałaś? Ty okrutna kobieto. - dodała Jihae, a potem zaśmiała się na znak, iż nie powinnam traktować tego przymiotnika na poważnie.
-Właściwie to wszystko wywróciło się do góry nogami. Drugiego dnia pobytu rozchorowałam się. Mam alergię na jakiś składnik, który znajdował się w moim posiłku. Wiecie, gorączka i te sprawy. Dostałam magiczną odtrutkę, ale dla bezpieczeństwa przemiła babeczka kazała zostać mi w pokoju.
-Jak mogłaś nie wiedzieć, że masz alergię? - Hoonie był wyraźnie zadziwiony tym faktem.
-Może dlatego, że pierwszy raz to jadłam, głuptasie? - wystawiłam mu język i wróciłam do opowiadania. - Postanowiłam, że telefon włączę dopiero wtedy, gdy będę leciała do Polski, ale wiecie jak to jest leżeć choremu w łóżku. Nudziłam się, więc włączyłam telefon. Setki nieodebranych połączeń i wiadomości. Nie zdążyłam jeszcze wszystkiego sprawdzić jak zadzwonił N. Miałam wrażenie, że płakał. Powiedział, że Hyuk zamknął się w pokoju i nie wychodzi odkąd wrócił ode mnie ze szpitala.
-Aaa, więc dlatego wszyscy Cię szukali i dzwonili do nas? - mówiła Shannon, kiwając głową.
-Nikt nie miał zapasowego klucza do drzwi, więc z gorączką wracałam najszybszym lotem do Seulu. Kiedy go zobaczyłam, myślałam, że pęknie mi serce. Wyglądał strasznie, jak siedem nieszczęść. Najgorsze jest to, że na jego ręce zauważyłam rany po cięciach.
-Czy on... on chciał się zabić? - zapytała przerażona Shan.
-Ja nie wiem... Był bardzo załamany, mówił mi, że nie potrafi beze mnie żyć, że po tym co mi zrobił chciał umrzeć, że nie zasługuje na mnie. Nigdy nie widziałam go w takim stanie.
-Więc pogodziliście się? - w końcu odezwała się Nana.
-Tak. Ja nie wiem co mną kierowało, gdy decydowałam się na te całe głupstwo, przecież ja go kocham, a uczuć nie da się tak po prostu wyłączyć. Zresztą te wszystkie awantury, kłopoty. Winiłam go za nie, a w większości wszystko działo się, ponieważ nikt inny tylko ja popełniałam błędy. - znów zrobiło mi się smutno.
-Nawet nie próbuj mi się tutaj smucić. - Ilhoon zawsze szybko zauważa to jak zmieniają się moje emocje. - Opowiadaj lepiej jak minął pierwszy dzień na Tajlandii. Jak w pracy?
-Wczoraj musiałam pokazać choreografie dyrektorowi. - zrobiłam przerwę na łyk kawy i wróciłam do mówienia. - Moi mężczyźni włożyli w to mnóstwo pracy i wszystko wyszło idealnie. Szefunio nie mógł wyjść z podziwu. Dostaliśmy urlop i... - na chwilę się zatrzymałam, by wprowadzić dreszczyk emocji. - Wylatuję wieczorem z Hyukiem na Jeju!

Wszyscy życzyli mi miłego pobytu, zazdrościli wolnego. Nana przez dłuższy moment lamentowała, abym przywiozła jej jakąś piękną pamiątkę, Ilhoon wspominał coś o zabezpieczaniu się, za co został skarcony, a Shannon gratulowała mi tego, że jednak mam zdecydowałam się ratować mój związek.

Kiedy weszliśmy na lotnisko o mało nie zemdlałam z szoku. Były tam tłumy piszczących fanek, które jakimś cudem dotarły do informacji, że cały zespół ma urlop i ma zamiar wylecieć na ten czas za granicę. Gdy zobaczyły Hyuka zaczęły jeszcze bardziej piszczeć i ustawiły się na drodze do drzwi, zostawiając jedynie maleńką szparę przez którą, jak domniemałam, mieliśmy przejść. Każdy kto mnie zna, wie, że panicznie wręcz boję się bycia w centrum uwagi. Dotyczyło to szczególnie sytuacji, w których chodziło o fanki. Hyuk już zaczął iść jednak zatrzymał się, widząc, że wmurowało mnie w podłogę. Z tego stresu nogi odmówiły mi posłuszeństwa i za skarby świata nie mogłam się ruszyć. Nawet towarzystwo ochroniarzy, którzy pojawili się widząc ten tłum nie pomógł mi w poruszeniu się. Dopiero pocałunek złożony na moim czole i ciepła dłoń ukochanego ujmująca moją sprawiły, że nagle odzyskałam siłę w nogach. Ruszyłam delikatnie obejmując ramię mojego chłopaka, kurczowo trzymając jego dłoń. Gdy ja umierałam ze strachu, fanki uśmiechały się od ucha do ucha, robiąc nam tysiące zdjęć, krzycząc jak uroczo wyglądamy i jak mocno zakochani jesteśmy.

-Już w porządku? - zapytał mnie troskliwie, gdy wchodziliśmy na pokład samolotu.
-Tak. Nie było przecież tak źle. - skłamałam, bo nie chciałam wyjść na tchórza.
-Kochanie, spociły Ci się dłonie i cała się trzęsłaś.
-W-wcale nie! - czułam jak palą mnie policzki, więc po znalezieniu swojego miejsca odwróciłam się w stronę okna.
-Wcale nie? - zapytał odwracając moją głowę w swoją stronę. - Ani trochę?
-Może trochę.
-W takim razie zawaliłem. - jego blask jakby delikatnie przygasł.
-Huh? - nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Jesteś moją kobietą, więc powinnaś czuć się przy mnie bezpiecznie, a dzisiaj tak nie było. Do dupy.
-Ale to nie Twoja wina! - powiedziałam zdecydowanie za głośno, bo wszyscy nagle spojrzeli w naszą stronę. - Tu nie chodzi o Ciebie. - mówiłam już znacznie ciszej. - Po prostu dalej przerażają mnie takie tłumy. Wiesz, tych dziewczyn było tak wiele, na dodatek robiły straszny hałas, a flesz raził mnie po oczach.
-Widzisz. Byłem obok Ciebie, a Ty i tak stałaś przestraszona.
-Gdyby nie Ty, nie ruszyłabym się stamtąd. Wystarczył mi Twój dotyk, bym mogła iść dalej. To jest właśnie zaufanie i poczucie bezpieczeństwa, rozumiesz?
-Kocham Cię. - delikatnie cmoknął mnie w czoło i pomógł w zapięciu pasów.

Na Jeju byliśmy punktualnie o dwudziestej, a do hotelu dotarliśmy przed dwudziestą drugą. Jak zwykle zmęczeni podróżą po szybkim odświeżeniu położyliśmy się spać.
Rano nie obudziły mnie przyjemne promienie słońca czy ćwierkanie ptaków, a głos mojego chłopaka. Długo jęczał mi nad uchem zanim otworzyłam niezadowolona oczy. Już miałam krzyczeć na niego, gdy zobaczyłam, że trzyma on tacę z jedzeniem, które przepięknie pachniało.

-Zagadałem do pań z restauracji. Powiedziałem, że jest ktoś komu należy się śniadanie do łóżka. - położył tacę na moich nogach. - Opowiedziałem im, że jesteś najpiękniejszą kobietą na ziemi, która tańczy najpiękniej na całym naszym świecie, i że nie pozwolę nigdy nikomu mi Cię odebrać.
-Jesteś kochany. - odpowiedziałam rozczulona, jednak jego mina mnie nie zaniepokoiła, ponieważ wyglądał na zniesmaczonego. - Co jest?
-Wiesz, jak tak na Ciebie patrzę, to chyba pomyliłem się z tą najpiękniejszą. - zaśmiał się i potargał moje włosy.
-Hej! Chcesz zginąć?! - zagroziłam mu, machając przy tym widelcem.

Po śniadaniu poszliśmy obejrzeć okolicę, w której się znajdujemy. Wyspa ta była niesamowita, miałam wrażenie, że powietrze jest zupełnie inne, niż te seulskie. Kiedy rozglądałam się dookoła poczułam jak Hyuk łapie mnie za rękę. Spojrzałam na nasze splecione dłonie, a potem przeniosłam wzrok na niego. Wiatr rozwiewał mu włosy, uśmiechał się do mnie, a w jego oczach dostrzegałam blask, który przez jakiś czas był dla mnie niedostrzegalny. Gdy spoglądaliśmy na siebie, czułam jak moje serce wybija rytm, który sygnalizował mi jedno – kocham go, kocham jak szalona. Ostatnie tygodnie były dla mnie niesamowicie trudne, miałam ochotę się poddać, rzucić to wszystko. Prawie to zrobiłam. Jednak będąc tutaj wiedziałam, że jest to nagroda. Nagroda za to, że nie złamałam obietnicy i nie poddałam się. Możliwość bycia w tym miejscu z osobą, którą prawie się utraciło było lekiem na cały ból, który przeżyłam. Taka mała rzecz jaką było trzymanie za rękę osoby, którą kocham pokazało mi jak niewiele trzeba by być szczęśliwym.

Trzeciego dnia pobytu na wyspie natknęliśmy się na ogromny klub znajdujący się na miejscu starej hali produkcyjnej. Napis na wielkim plakacie mówił, iż odbywały się tam imprezy przy mocnej muzyce klubowej, czyli takiej, przy której najlepiej bawiliśmy się całą naszą ekipą. Nic więc dziwnego, że jeszcze tego samego dnia wieczorem przyszliśmy do „Frutti di Mare”. Wejście do klubu kosztowało nas niemałą sumę, jednak to co znajdowało się za drzwiami, zrekompensowało nam stratę. Ogromna hala podzielona była na dwie strefy – parkiet i bar wraz ze stolikami. Okazało się, iż przemiła barmanka jest ogromną fanką VIXX i od razu udało się jej nas rozpoznać. Zaproponowała nam, że na jej koszt przygotuje dla nas wszystkie drinki, które znajdują się w karcie, a my wybierzemy ten najlepszy. I tak oto całą noc popijaliśmy kolorowe trunki przy piosenkach najlepszych didżei. Niestety akurat tego dnia zapomniałam wziąć ze sobą umiaru i do domu wracałam uwieszona na plecach mojego ukochanego, który był w zdecydowanie lepszym stanie ode mnie. Spałam do godziny piętnastej, a gdy się obudziłam Hyuk czekał na mnie z kanapkami. Nie nacieszyłam się jednak zbyt długo zjedzonym posiłkiem, ponieważ kac morderca zaprowadził mnie na długą rozmowę z muszlą klozetową. Na szczęście nie byłam sama. Sanghyuk z własnej, nieprzymuszonej woli był obok. Trzymał mnie za włosy, gdy wymiotowałam, przynosił wodę, bym nie odwodniła się, a potem zaniósł do łóżka, w którym spędziłam cały wieczór.
Cały nasz urlop był jednym wielkim lenistwem. Spaliśmy do południa, do wieczora wędrowaliśmy po mieście lub pływaliśmy w hotelowym basenie, a potem do rana imprezowaliśmy w klubach. W sumie odpowiadał nam taki tryb życia, jednak na dłuższą metę nie miałoby to prawa bytu. Właściwie to oboje byliśmy pracoholikami, więc już pod koniec pobytu tęskniliśmy za pracą. Uczucie te było spotęgowane tym, iż naładowaliśmy się pozytywną energią, a także odpoczęliśmy po wszystkich negatywnych wydarzeniach. Również między naszą dwójką wszystko układało się tak jak powinno. Wspólnie spędzony czas, a także wspomnienia najgorszych dni naszego związku sprawiły, że jeszcze bardziej zbliżyliśmy się do siebie, a nasze uczucie stało się jeszcze mocniejsze.

Kiedy weszliśmy do naszego mieszkania zauważyłam Leo pijącego herbatę z jakimś mężczyzną. Na dźwięk zamykanych drzwi obaj odwrócili się w naszą stronę, a ja upuściłam torebkę z wrażenia.

-Tato?


czwartek, 9 lipca 2015

Anyone looking for the paradise lost? 12.

Mam nadzieję, że nie obrazicie się za to, iż przestałam odpisywać wam na komentarze. To nie dlatego, że jestem leniwa, nie lubię was itp. itd. Po prostu nie chcę was zanudzić ciągłymi podziękowaniami. Pozwólcie, że będę dziękować i komunikować się z wami tutaj.
Aya Anakin Lee, Sachi Mei - dziękuję bardzo, że jesteście i zniecierpliwione czekacie na kolejne części.
Rose Black  - bardzo mega supi dupi dziękuję, że jesteś ze mną od samiuteńkiego początku i okazujesz mi mnóstwo wsparcia. 
misanthropy - mówiłam już, że strasznie Ci zazdroszczę umiejętności pisania długich komentarzy? bardzo, bardzo dziękuję za miłe słowa i za to, iż mimo, że nie wszystko Ci się podoba, potrafisz docenić moje starania i odmienny styl. ps. Nie przejmuj się czasem, ja już nauczyłam się z nim żyć ;) 
Mamo, (tak ten anonim to moja kochana Mama) - dziękuję, że w końcu odważyłaś się skomentować moje wypociny. Dziękuję Ci też za to, iż wspierasz moją twórczość od początku, jesteś ze mną odkąd zaczęłam tworzyć pierwsze opowiadania, wiersze. blablabla. Fajnie, że jesteś.

 
Serce podskoczyło mi do gardła. Dlaczego nie zareagował?

-Hyukkie... - szepnęłam.

Delikatnie się poruszył, a następnie zaczął cały drżeć i dopiero po chwili obrócił się w moją stronę. Jeśli do tej pory moje serce było w jednym kawałku, właśnie wtedy już na pewno pękło i rozpadło się na milion kawałków. Mimo ciemności zauważyłam jego ogromne, ciemne cienie pod oczami, zapadnięte policzki, suche, drżące usta. Przez długi czas patrzył mi w oczy. Wydawało się, że nie wierzy w to co widzi. Wyciągnął dłoń w kierunku mojej twarzy, jednak zatrzymał ją w połowie drogi i cofnął spuszczając wzrok. Nie wiem, który już raz w ciągu tych paru godzin wybuchłam płaczem. Przyciągnęłam go do siebie i przytuliłam mocno, opierając jego głowę o miejsce, gdzie znajduje się moje sercem. Początkowo nie ruszał się, dopiero po paru chwilach objął mnie rękoma. Jedną ręką głaskałam go po głowie, drugą delikatnie wplotłam w koszulkę. Znów zaczął drżeć, usłyszałam jego szloch i poczułam zimne łzy moczące moją bluzkę. Bardzo długo płakaliśmy. Kiedy już się uspokajałam wystarczyło mi jedno spojrzenie na niego i znów wybuchałam. W końcu jednak obojgu nam zabrakło sił na płacz i siedzieliśmy w ciszy.

-Ja chyba nie potrafię bez Ciebie żyć. - szepnął, a ja poczułam ból w klatce piersiowej.
-Dlaczego to zrobiłeś? Wszyscy się o Ciebie martwili... - mój głos drżał.
-Kiedy pokłóciliśmy się w szpitalu myślałem, że już nigdy Cię nie zobaczę. Wtedy wszystko straciło dla mnie sens. Ja nie widziałem powodu, żeby istnieć. Chciałem zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Chciałem umierać w cierpieniu. Wyrządziłem Ci taką krzywdę. Nie zasługuję na Ciebie, powinienem odejść i pozwolić Ci znaleźć kogoś kto jest Ciebie wart, ale nie potrafiłem wyrzucić Cię z serca. Lillianne, ja jeszcze nigdy nie kochałem kogoś tak bardzo jak Ciebie. Jesteś moim tlenem. - jego głos był słaby, z trudem łapał oddech, jednak nie przestawał mówić. - Ja jestem potworem. Skrzywdziłem największy skarb w moim życiu. Nie powinienem się usprawiedliwiać, nie mam prawa prosić o wybaczenie, ale mi tak cholernie na Tobie zależy, że gdy widziałam Cię z innymi mężczyznami przestawałem trzeźwo myśleć. Przepraszam. Tak bardzo Cię kocham.

Poczułam na dłoni jego łzę, potem kolejną, a potem następne. Jakaś część w środku mnie właśnie umierała. Jak mogłam być tak samolubna? Jestem totalną egoistką. Chciałam zostawić kochającego mężczyznę za jeden popełniony błąd. Powinniśmy naprawić wszystko razem, a co ja zrobiłam? Uciekłam od problemu. Czułam się okropnie. Doprowadziłam do takiego stanu najważniejszą osobę w moim życiu. Odebrałam komuś, kto nauczył mnie cieszyć się życiem, całe szczęście. Złamałam mu serce. Zmanipulowałam wszystko do takiego stopnia, że obwinia siebie mimo tego, iż to ja jestem wszystkiemu winna. Powinnam walczyć o nasze uczucie. Obiecaliśmy, że nigdy się nie poddamy, a ja złamałam tę obietnicę.

-Przyjechałaś po swoje rzeczy, prawda? - spojrzał na mnie oczami pełnymi łez.
-Nie... Wróciłam Hyuk. - zdaje się, że dostrzegłam w jego oczach iskierkę nadziei. - Wróciłam do Ciebie.
-Naprawdę? - na jego twarzy namalowało się coś na wzór uśmiechu.
-Przepraszam. To wszystko moja wina. - musiałam powiedzieć wszystko co leżało mi na sercu. - Widziałam tylko Twoje wady, winiłam za wszystko, a tak naprawdę w większości to ja zawiniłam. Kiedy zaczęły się nasze problemy powinnam z Tobą porozmawiać, starać się wszystko naprawić... a ja uciekłam jak najgorszy tchórz. Jestem tak żałosna, że dopiero teraz zobaczyłam kto tak naprawdę jest wszystkiemu winien.

Bałam się spojrzeć mu w oczy. Byłam przekonana, że zobaczę w nich odrazę i nienawiść. On jakby wyczytał moje myśli, chwycił mnie za brodę i uniósł ją delikatnie tak, bym musiała na niego popatrzeć. W jego oczach nie było złości, mogłam w nich zobaczyć coś za czym tak bardzo tęskniłam – miłość.

-Możemy to przecież jeszcze naprawić, prawda? - zapytał, a potem sięgnął na komodę po moją obrączkę. - Założysz ją z powrotem?

Gdy zakładałam obrączkę, znowu płakałam. Sanghyuk zbliżył się do mnie i delikatnie scałował łzę, która płynęła właśnie po moim policzku. Potem delikatnie musnął moje wargi, by po chwili złożyć na nich pocałunek. Pocałunek, w którym zawarte były wszystkie uczucia, które w nas drzemały. Zachłanny, o smaku naszych łez, smutku i nieskończenie wielkiej miłości. Nasze usta idealnie pasowały do siebie, tylko jego dłoń mogła bezpiecznie ujmować moją i tylko rytm jego serca był taki sam jak mój.

Chwilę jeszcze siedzieliśmy wtuleni, a potem ruszyłam do kuchni, bowiem mój ukochany już tyle czasu niczego nie jadł. Gdy otworzyłam drzwi naszej sypialni wszystkie oczy skierowane były na mnie. Każdy oczekiwał słów wyjaśnień.

-Wszystko jest w porządku. Ja naprawdę bardzo was przepraszam za kłopot. - wymusiłam uśmiech.

Wszyscy odetchnęli z ulgą i zaczęli rozchodzić się do siebie, podchodząc najpierw do mnie, by przytulić mnie serdecznie. Na szczęście nikt nie miał siły na dłuższe rozmowy, więc mogłam skierować się do kuchni. Nie wiedziałam co mogę przygotować, byłam przyzwyczajona do tego, iż zazwyczaj jadłam na mieście, a w domu zawsze czekało na mnie jedzenie przygotowane przez gosposię. Zależało mi na czasie, bo wiedziałam jak bardzo głodny musi być Hyuk. W lodówce nie było wielu składników. W końcu jednak coś wymyśliłam. Wstawiłam wodę na herbatę, a na rozgrzanej patelni rozpuszczałam masło. Następnie dodałam pokrojoną szynkę. Nim szynka się zarumieniła, zdążyłam pokroić chleb oraz pomidory. Kanapki z pomidorem i sałatą były gotowe, a szynka zmieniła kolor na ciemniejszy, jej zapach roznosił się po całym mieszkaniu. Odpowiednio przyprawione, wymieszane jajka wylałam na patelnię i mieszałam czekając, aż wszystko ładnie się zetnie. Gotową jajecznicę przełożyłam na talerz, a następnie wszystko ułożyłam na drewnianej tacy i poszłam do pokoju.
Kiedy cudem otworzyłam drzwi, lampka nocka była już na swoim miejscu i delikatnie oświetlała sypialnię. Hyuk siedział w łóżku i nerwowo bawił się palcami. Gdy podawałam mu widelec zauważyłam na jego nadgarstku coś niepokojącego. Złapałam go za rękę i odsunęłam rękaw. Dwie, głębokie i świeże rany cięte zahaczające o żyłę. Zasłoniłam usta dłonią, by nie krzyknąć.

-Przepraszam. - szepnął tylko i zabrał się za jedzenie.

Ja zaś czułam się jakby ktoś wbił mi nóż w serce. Doskonale wiedziałam, że nie były to przypadkowe rany, a cięcia zrobione z premedytacją... z mojego powodu. Nie chciałam pytać, nie miałam już siły. Byłam tak wykończona psychicznie, że nie potrafiłam nawet skupić swoich myśli.

Starałam się wyłączyć i kiedy Hyuk skończył jeść, poprowadziłam go do łazienki. Był tak wycieńczony, że musiałam pomóc mu pozbyć się ubrać. Kiedy został w samej bieliźnie pomogłam mu usadowić się w wannie i po ustawieniu odpowiedniej temperatury wody, zajęłam się myciem jego włosów, a następnie ciała. O dziwo uporałam się z tym zadaniem bardzo szybko. Spojrzałam na miejsce okryte bielizną, jednak bardzo szybko odwróciłam wzrok.

-T-tam... musisz sobie sam poradzić. - rzuciłam i cała zawstydzona wyszłam z pomieszczenia.

Kiedy nadeszła moja kolej na kąpiel, miałam siłę jedynie na szybki prysznic. Wychodząc z łazienki zauważyłam, że Hyuk jeszcze nie spał. Wydawało mi się, że czekał na mnie, bo gdy tylko usłyszał moje kroki spojrzał na mnie i obdarzył delikatnym uśmiechem. Nie byłam pewna co powinnam zrobić, więc początkowo ułożyłam się na krańcu łóżka z dala od chłopaka. Po chwili jednak poczułam jego dłonie na moje talii i nim zdążyłam zareagować, leżałam wtulona w ukochanego, opierając głowę o jego klatkę piersiową. Słyszałam bicie jego serca spokojne, miarowe. Piękna tej melodii nic nie było w stanie pokonać, nic nie mogło się z nią równać.

Obudziły nas krzyki N-oppy i huk otwieranych drzwi. Kiedy otworzyłam oczy, lider szarpał Hyuka próbując go obudzić, zaprzestał jednak tego, gdy zobaczył, iż nie śpię.

-Lilly, szef dzwonił. - zaskomlał jak maleńki szczeniak.
-I to jest powód, by budzić ludzi z samego rana? - wyjęczałam, będąc nie do końca przytomna.
-Mamy godzinę, żeby stawić się w wytwórni. Powiedział, że dzisiaj mija trzydzieści dni i masz przedstawić wszystkie choreografie. - powiedział i wrócił do budzenia maknae, ja zaś usiadłam na łóżku próbując się przebudzić.
-To już dzisiaj? Jak to? Cholera! - ledwo powstrzymałam się od przeklęcia. - Przecież jeszcze nie wszystko gotowe! Jeśli cokolwiek pomylicie on mnie zabije! N! Szykuj mi trumnę. Już nie żyję.
-Spokojnie. Trenowaliśmy ciężko pod Twoją nieobecność. Daliśmy z siebie wszystko.

Po niespełna godzinie byliśmy już w wytwórni. Byłam przerażona, bo wiedziałam, że dyrektor jest negatywnie nastawiony na moją osobę po ostatnim incydencie w czasie treningów. Jako pierwszą, VIXX przedstawiali choreografię do utworu mającego promować ich nową płytę. Postawiłam tutaj na mieszankę mocnych hip-hopowych kroków z imitacją ruchów zombie. Następnie zaprezentowane zostały występy specjalne na gale KBS, SBS. Kolejny był występ tancerzy na galę MBC. Na sam koniec pozostał nasz duet, który miał zamykać największą galę noworoczną. Stres zamroził mnie na parę sekund. Moje serce było jak szalone, miałam wrażenie, że każdy na sali jest w stanie je usłyszeć. Jednak wraz z pierwszymi dźwiękami „Amadeus” cały mój stres zniknął, a ja skupiłam się na tym co kocham. Choreografia była prawdziwą mieszanką stylów. Pierwsze kroki były podstawą dla tancerzy samby. Zaraz po nich następowały ostre hip-hopowe, następnie odrobina jazzu. Całość kończyła się popisem umiejętności w tańczeniu dubstepu i tzw. lirycal hip-hop. Gdy muzyka ucichła zostałam poproszona, bym skierowała się wraz z dyrektorem do jego biura.

-Proszę usiąść. - dyrektor wskazał mi krzesło naprzeciw jego biurka. - Panno Kowalsky, od czego powinienem zacząć?
-Nie wiem. - odezwałam się cicho, obawiając się najgorszego.
-Właściwie to byłem pewien, że nie podołasz temu zadaniu. Miesiąc czasem to za mało na jedną choreografię, więc stworzenie sześciu w trzydzieści dni jest niemal niemożliwe. - w tym momencie zamilkł na chwilę. - Nie mam pojęcia jak Ci się to udało.
-Czyli... wszystko jest ok? - miałam wrażenie, że za chwilę zemdleję.
-Jak najbardziej. Myślę, że panienkę przeceniłem. Dokonałaś czegoś praktycznie niemożliwego. - odetchnęłam z ulgą. - Wszystkie choreografie wyglądają jakbyście pracowali nad nimi latami, a wasz duet. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Kris miał racje, złote dziecko z Ciebie.
-Dziękuję. Naprawdę dziękuję. - ukłoniłam się tak nisko jak pozwalała mi na to moja pozycja.
-Wiem doskonale, że kosztowało was to mnóstwo energii. Słyszałem, że wylądowałaś w szpitalu. Nie mam pojęcia gdzie podziewaliście się w ostatnich dniach wraz z Sanghyukiem, ale nieważne. Pracowaliście bardzo ciężko. Ustaliłem już datę powrotu. Teledysk wydamy równo za trzy tygodnie. Jutro rano chłopcy zrobią zdjęcia do zapowiedzi, a MV nagramy po waszym powrocie z urlopu.
-Słucham? - czy on powiedział „urlop”? Czy to możliwe?
-Należy wam się odpoczynek. Przez następne osiem dni możecie robić co chcecie. Urlop, wakacje. Rozumie panienka?
-T-tak. Bardzo, bardzo dziękuję dyrektorze. - wstałam z krzesła i zaczęłam się kłaniać pracodawcy.
-Nie dziękuj. Zasłużyliście na to. Cała wasza szóstka na to zapracowała. A teraz uciekaj do chłopaków, menadżer pewnie już im o wszystkim powiedział.

-URLOP! - wykrzyczałam wbiegając do sali, na której znajdowali się moi przyjaciele z menadżerem.

Pierwsze co zobaczyłam to uśmiech mojego chłopaka, który jakby rozjaśniał całe pomieszczenie. Rozpędziłam się i wskoczyłam mu w ramiona. Ten objął mnie mocno i zaczął kręcić się w kółko. Kiedy dostatecznie zakręciło nam się w głowach, zatrzymał się, jednak nie puścił mnie. Spojrzał mi głęboko w oczy. Złożył pocałunki na moim czole, nosie, policzkach, a następnie delikatnie musnął moje usta.

-Zacznij się pakować. Lecimy na Jeju.

niedziela, 5 lipca 2015

Anyone looking for the paradise lost? 11.

Troszkę jestem zawiedziona. Poprzednia część ma najwięcej wyświetleń (ponad 100) i jedynie dwa komentarze. Przyznam, że nie na to czekałam. Ta część to chyba moja największa duma dotychczas i liczyłam, że więcej z was wyrazi swoją opinię, napisze parę słów w komentarzu, szczególnie, że jest was więcej, więcej was tu zagląda. No cóż. Trudno. Mam nadzieję, że chociaż przyjemnie wam się czyta.


Podczas podróży przypadkowo spojrzałam na swoją dłoń i doznałam szoku. Nie było na niej obrączki, którą dostałam od Hyuka. „Obiecajmy, że zawsze będziemy je nosić. One mają sprawić, że nigdy się nie poddamy.” Słowa, które wypowiadał w momencie, gdy ją dostałam zabrzmiały mi w głowie. To jakiś cholerny zbieg okoliczności, że zniknęła właśnie w takim czasie. Kiedy uświadomiłam sobie w jakiej sytuacji musiałam ją zgubić zaśmiałam się sama do siebie. Byłam prawie pewna, że spadła mi, gdy szarpałam się z Sanghyukiem. Całą podróż brak obrączki jakby palił mnie od środka. Jednak wraz z lądowaniem samolotu, ów brak przestał mieć znaczenie.

Hotel, w którym miałam się zatrzymać nosił nazwę „Eldorado” i swoim wyglądem robił ogromne wrażenie. Podłoga, schody, ściany były pokryte białym marmurem, a na środku była przepiękna fontanna. Pewnie wymieniłabym więcej pięknych rzeczy jednak mnie zależało na czasie. Szybko więc odebrałam kartę do pokoju w recepcji, a potem windą skierowałam się na trzynaste piętro. Pokój, a właściwie apartamentowiec, który krył się za drzwiami z numerem 1310, był urządzony w nowoczesnym stylu. Posiadał mały salon, sypialnię oraz ogromną łazienkę z jacuzzi. Szybko wzięłam prysznic, odświeżyłam się po podróży i ruszyłam na basen. Hotel oferował trzy rodzaje jacuzzi, brodzik, basen dla dzieci oraz duży, przeznaczony do pływania. Po nałożeniu specjalnej opaski, która miała chronić szwy przed wodą, weszłam do dużego basenu i starałam się wyciszyć przepływając kolejne długości. Kiedy poczułam zmęczenie, usiadłam na leżaku i zamówiłam drinka. Młody barman przygotował dla mnie „coś specjalnego”. W podłużnej szklance znajdowała się czerwono-żółta ciecz, której smak przypominał mieszankę ananasa z czymś kwaśnym. Nim odpoczęłam i wypiłam całego drinka, słońce zaczęło powoli zachodzić. Jeszcze przed snem postanowiłam pójść nad morze. Wróciłam więc do pokoju, by przebrać się i nałożyć nową warstwę wysokiego filtru przeciwsłonecznego. Wakacje, wakacjami, ale zdrowa skóra to priorytet. Do morza miałam parę kroków, wystarczyło wyjść poza teren hotelu, by zacząć stąpać po plaży. Ciepły piasek delikatnie masował moje stopy, a przepiękny krajobraz koił moje oczy. W takim miejscu zapominało się o swoich problemach, chciało się żyć. Nie spacerowałam długo, byłam zmęczona podróżą, więc przed godziną dwudziestą drugą wróciłam do hotelu i po wspaniałej gorącej kąpieli położyłam się spać w wygodnym, wodnym łóżku. 

Obudziły mnie gorące promienie słońca. Zegar ścienny wskazywał godzinę dziewiątą. Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam okazję tak długo spać. Byłam wyspana i wypoczęta. Nagle uświadomiłam sobie, że nie miałam nic w ustach od wczorajszego dnia rana. Nigdy nie jadłam dużo, jednak fakt, iż spędziłam aktywnie cały dzień na kromce chleba z dżemem był dla mnie zastanawiający. Po porannej toalecie zjechałam windą na śniadanie. Szybko nadrobiłam braki, w mgnieniu oka pochłonęłam przepyszną jajecznicę i dwie słodkie bułki z serem. W czasie posiłku kusiło mnie, by włączyć na chwilę telefon, podłączyć się do Wi-Fi i zobaczyć co się dzieje w Korei, jednak prędko wybiłam to sobie z głowy. 

Na dzisiejszy dzień zaplanowałam pobyt z noclegiem w Bangkoku. Kierowca miał po mnie przyjechać o godzinie jedenastej, więc miałam jeszcze trochę czasu dla siebie. Włączyłam radio. Początkowo na losowo znalezionej stacji pojawiały się same amerykańskie, popowe piosenki. Trochę się powygłupiałam, tańcząc w dziwny sposób do imprezowych utworów. Kiedy już miałam wyłączać radio i wychodzić z pokoju zamurowało mnie. Usłyszałam melodię, która sprawiła, iż moje serce przyspieszyło. Było to „Paradise lost” Gain. Son Gain, kobiety, którą zawsze podziwiałam, symbolu kobiecości. Piosenka, którą wraz z Hyukiem zauroczyła nas od pierwszego usłyszenia. Kiedy została wydana, mieszkałam jeszcze w Polsce, a Sanghyuka traktowałam wyłącznie jako przyjaciela. Od momentu pojawienia się owej piosenki w naszym życiu, praktycznie zawsze któreś z nas śpiewało ją drugiemu przez telefon. Poza melodią i przepięknym wokalem Koreanki podobało nam się to, iż mimo widocznym nawiązań do biblijnych wydarzeń, metafory zawarte w tekście utworu można było interpretować na swój własny sposób.

„Anyone looking for the paradise lost?”

„Maybe I'm that your diamond lost?”

„You are my and I'm your diamond lost.”

Czy ja właśnie nie tracę raju? Nie zagubiłam gdzieś swojego diamentu? Przez chwilę poczułam jakby poszczególne wersy ulubionej piosenki kierowane były do mnie. Miałam wrażenie, że coś robię źle, że pożałuję swoich decyzji. Zaczęłam mieć ogromne wątpliwości co do tego co właśnie czyniłam. Z rozmyślań wybił mnie dźwięk telefonu znajdującego się na komodzie koło łóżka. Przemiła pani z recepcji powiadomiła mnie, iż kierowca już na mnie czeka. „Ogarnij się Lilly, podjęłaś decyzję i nie ma odwrotu.” Skarciłam się w myślach. 

Droga do Bangkoku zajęła nieco ponad dwie godziny. Hotel, w którym miałam zostać jedną noc znajdował się w samym centrum miasta. Miał on pięć gwiazdek, a kucharze pracujący w nim nazywani byli najlepszymi z najlepszych. „Shangri-La Hotel”, pokój numer 2803. Po raz kolejny nie zwróciłam szczególnie uwagi na detale, jednak zdążyłam zauważyć, iż owe miejsce było zbudowane w nowoczesnym stylu. Uprzejmy pan z obsługi pomógł mi uporać się z bagażami i zaprowadził do mojego apartamentu. Tym razem był to jeden pokój z łazienką, jednak było widać, iż wszystkie meble i dodatki były z najwyższej półki. Po odświeżeniu się ruszyłam do hotelowej restauracji na obiad. Szef kuchni zaproponował mi małe porcje paru tradycyjnych potraw, których nazw nie potrafiłam powtórzyć. Były one jednak bardzo dobre, miały intensywny smak i przepięknie prezentowały się na talerzach. Po posiłku wybrałam się na spacer po okolicy. Było po czternastej, a na ulicach tętniło życie. Mimo, iż nie był to wakacyjny sezon, co chwilę natykałam się na turystów. 

Przechadzając się myślałam nad tym jak powiadomić rodziców o całej zaistniałej sytuacji. Jedna rzecz była pewna. Ojciec o moim powrocie do Polski dowie się dopiero, gdy moje stopy dotkną podłogi naszego domu w Zagórsku. Gdybym powiadomiła go jeszcze będąc w Korei zrobiłby wszystko, aby mnie powstrzymać. Wiedziałam, że nie zgodzi się na mój powrót do Polski, więc musiałam kombinować i zbierać argumenty, by jednak jakoś go przekonać do swoich racji. Bałam się jednak, że nawet fakt, iż mój chłopak podniósł na mnie rękę i wylądowałam w szpitalu mogą go nie poruszyć. Po dłuższym rozmyślaniu postanowiłam, iż przed wylotem do Korei zadzwonię do mamy, powiadomię o swoim powrocie oraz poproszę, by przez jakiś czas trzymała to przed ojcem w tajemnicy. Mając już gotowy plan rozchmurzyłam się i z uśmiechem na ustach przyjęłam jakąś ulotkę od młodej dziewczyny. Na szczęście napisy na niej były w języku angielskim. Och, impreza tego wieczora w ogrodzie jakiegoś ekskluzywnego klubu. Owa ulotka uprawniała do wejścia za darmo oraz jednego napoju alkoholowego również bez żadnej opłaty. Czyli mam już plany na wieczór. 

Nim wróciłam do hotelu wybiła już godzina osiemnasta, więc miałam prawie dwie godziny na przygotowania do imprezy. W recepcji dowiedziałam się, iż klub, do którego miałam zaproszenie jest uliczkę dalej, więc wystarczy jakieś pięć minut, by dotrzeć tam z hotelu. W pewnym momencie poczułam skurcz w okolicy brzucha. Czasem zdarzały mi się podobne bóle, jednak mijały po chwili, więc położyłam się na parę minut do łóżka, czekając aż mi przejdzie. Po upływie trzydziestu minut ból wcale nie minął, stał się jeszcze silniejszy, a ja czułam, że dostałam gorączki. Może minutę po tym jak zadzwoniłam do recepcji w moim pokoju pojawiła się starsza pani w towarzystwie młodej kobiety, która, jak później zauważyłam, była tutaj w roli tłumacza. Okazało się, że jedna potrawa z obiadu zawierała przyprawę, która wywołałam u mnie reakcję alergiczną, jednak nie było to nic groźnego. Dostałam jakiś syrop oraz krople miętowe, by ból brzucha już mi tak nie dokuczał. Zostałam poproszona o to, bym dzisiejszego wieczoru została jednak w pokoju, ponieważ mogą wystąpić u mnie problemy żołądkowe. Nie byłam z tego zadowolona, ponieważ nakręciłam się na imprezę pod gołym niebem, jednak zdrowie jest najważniejsze. Kiedy ból brzucha ustąpił bardzo szybko zasnęłam i obudziłam się późno w nocy. Zegarek w moim telefonie mówił, iż była godzina druga trzydzieści, gdy się zbudziłam. 

Zaczęłam się nudzić i po długiej walce ze sobą sięgnęłam po moją kartę do telefonu. Kiedy wszystkie dane się załadowały doznałam szoku. Ponad 300 nieodebranych połączeń i prawie 100 wiadomości. Większość połączeń było od N-oppy, później kolejno od Leo, Hongbina, Ilhoona, Nany i jedno od mojej mamy. Nim zdążyłam włączyć wiadomości mój telefon zaczął dzwonić. To był N. 

-Halo?
-Dzięki Bogu Lilly! Dziewczyno dlaczego Twój telefon był nieaktywny?! Nikt nie mógł się z Tobą skontaktować. Musisz wrócić! - jego głos drżał, wydawało mi się, że płakał. - Hyuk... on zamknął się w pokoju. Nie wychodzi odkąd się pokłóciliście. Nic nie jadł od tamtego czasu, nie pojawił się w wytwórni. - wziął głęboki oddech. - Lilly, nikt nie wie gdzie jest drugi klucz. Boję się... że coś mu się stało. Błagam Cię wróć tutaj. - zaczął dusić się płaczem.
-Taeckyeonnie, weź głęboki oddech. Drugi klucz jest u mnie. Zaraz się rozłączę. Przylecę najszybciej jak tylko mogę. Proszę wytrzymajcie jeszcze trochę. 

Rozłączyłam się, a moje serce zaczęło bić jak szalone. Co ten idiota zrobił najlepszego? Zalana łzami wyciągnęłam swojego laptopa z torby i po podłączeniu go do Wi-Fi zaczęłam szukać lotów do Seulu. Ktoś z góry musi mieć mnie w swojej opiece, ponieważ jakieś tanie linie lotnicze oferowały bezpośredni lot z Bangkoku za godzinę i dwadzieścia minut. Cała drżałam, gdy pakowałam rzeczy do walizki, a moje łzy moczyły wszystko co miałam w rękach. Tak bardzo bałam się o Hyuka. Tylko on w tym momencie się liczył. Czułam się tak, jakby moje serce pękało. Zaczęłam winić siebie za to, że wyciągnęłam tę durną kartę. Wiedziałam, że jeśli on coś sobie zrobił, wyrzuty sumienia nie dałyby mi żyć.
Całą drogę na lotnisko płakałam. Musiałam wyglądać okropnie, ponieważ przy kontroli zaproponowano mi leki na uspokojenie. Zgodziłam się zażyć je przed odlotem. Niewiele mi pomogły. Przestałam jedynie płakać, jednak moje serce wciąż biło jak szalone, dłonie się trzęsły, a moje ciało drżało. Do Seulu doleciałam nad ranem. Wyrazy współczucie należą się taksówkarzowi, który podwoził mnie do domu. Cały czas krzyczałam na niego, by przyspieszył, panikowałam, groziłam, że jak coś złego się stanie to będzie jego wina, ponieważ nie umie jeździć.
Kiedy weszłam do apartamentu wszyscy czekali już w salonie. Myślę, że nie wyglądali gorzej ode mnie. Siedzieli w ciszy na kanapie, a N szlochał wtulony do Leo. 

-Przepraszam. Nie mogłam być wcześniej. - zaczęłam i znów się rozpłakałam. - Ja... Dajcie mi to załatwić.

Nikt się nie odezwał jednak wyczytałam z ich oczu niemą zgodę. Moje dłonie tak bardzo się trzęsły, że nie mogłam trafić kluczem w zamek od naszego pokoju, w efekcie nim otworzyłam drzwi, pęk kluczy leżał dwa razy na ziemi.
W pokoju było ciemno, panowała cisza, zamknęłam za sobą drzwi i po omacku dotarłam do łóżka.
Hyuk leżał na boku, odwrócony plecami do mnie. Chciałam zapalić lampkę nocką znajdującą się na komodzie, jednak jej tam nie było. Zamiast niej leżała tam moja obrączka. Poczułam jak moje serce na chwilę się zatrzymało. Usiadłam na brzegu łóżka i położyłam dłoń na ramieniu ukochanego. Nie zareagował. Jego ciało było chłodne.



czwartek, 2 lipca 2015

Anyone looking for paradise lost? 10.

Mam dla was dowód na to jak motywujące potrafią być wasze komentarze - Oto przed wami najdłuższa część mojego opowiadania, którą stworzyłam w jeden wieczór. Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję wam za to, że poświęcacie swój czas na czytanie moich wypocin i nie boicie się napisać swojego zdania.

Jeszcze oficjalnie nie zakończyłam "Anyone looking for paradise lost?", a już szykuję mały zarys kolejnego opowiadania.


Obudziłam się w szpitalu. Znowu. Poczułam, że coś jest nie tak. Poza plecami, bolało mnie również lewe udo. Podniosłam kołdrę i doznałam ogromnego szoku. Było ono całe zabandażowane, a gdy przejechałam palcem po bolącym mnie miejscu wyczułam rząd szwów. Zrobiło mi się gorąco, oczy zaszły mi mgłą. Po paru głębokich wdechach rozejrzałam się po sali. Dopiero teraz zauważyłam Hyuka, który płakał przy moim łóżku. 

-Wynoś się stąd. -wyszeptałam. - Powiedziałam, żebyś się wynosił! -wykrzyczałam, gdy nie zareagował. - Nie chcę Cię widzieć!

Jeszcze chwile na mnie patrzył, a potem powoli skierował się do wyjścia. Nie chciałam go widzieć. Wiedziałam, że mój upadek to nie jego wina, a nieszczęśliwy wypadek. Jednak fakt, iż podniósł na mnie rękę nie dawał mi spokoju. Biłam się ze sobą w myślach. Z jednej strony winiłam siebie, w końcu to ja pierwsza go uderzyłam. Z drugiej zaś zastanawiałam się czy będę potrafiła czuć się przy nim bezpiecznie. Z rozmyślań wyrwał mnie lekarz. Był niski, w podeszłym wieku, a jego włosy były siwe.

-Panno Kowalsky, jak się pani czuje? - zapytał z troską.
-Nie narzekam. - skłamałam, ponieważ ból pleców strasznie mi dokuczał. - Panie doktorze, właściwie co mi się stało?
-Ach, czyli nie pamięta pani? - wyraźnie się zdziwił. - Z tego mówił pani opiekun, uderzyła pani w szklaną szafę, na całe szczęście szkło nie przecięło skóry, jednakże jest pani bardzo potłuczona. Właściwie to całe plecy są sine i mają fioletowy odcień. Co do pani uda to miała panienka ogromne szczęście. Szklany element rozciął duży kawałek skóry, musieliśmy go zaszyć. Brakowało dosłownie paru centymetrów, a rozcięta zostałaby tętnica udowa oraz ważne nerwy. Gdyby doszło do ich uszkodzenia, mogłaby pani stracić czucie w owej nodze i całkiem możliwe, że nie udałoby się owego czucia przywrócić.

Słowa lekarza szumiały mi w głowie. Parę centymetrów dzieliło mnie od kalectwa. Moje myśli automatycznie powędrowały ku niemu. Nie potrafiłam o niczym innym myśleć, zaczęłam wyklinać w myślach człowieka, którego tak bardzo kochałam. 

-Moje maleństwo! - usłyszałam głos Nany. - Co Ci się stało? Opowiadaj mi szybko.
-Właściwie to nie wiem od czego zacząć. - nie chciałam obarczać przyjaciółki problemem, jednak wiedziała, że ona nie odpuści. - Gdy wróciłam do domu Hyuk zrobił mi wyrzuty o Ilhoona, podejrzewał mnie nawet o to, że podrywam Chana! Żeby się nie kłócić poszłam do łazienki, a kiedy wróciłam, przyłapałam go z moim telefonem w ręku. Trochę mnie poniosło i zaczęłam na niego krzyczeć. Kiedy się do mnie zbliżył... ja go uderzyłam. Nie chciałam tego, nie panowałam nad sobą.
-No, ale jak doszło do tego, że tutaj jesteś? Lillianne, czy on Cię pobił? - zapytała przerażona.
-Nie! Nie! - od razu zaprzeczyłam. - To był wypadek, nieszczęśliwy wypadek. Kiedy go uderzyłam, złapał mnie za ręce i zaczęliśmy się szarpać. Był wściekły i nie chciał mnie puścić. Ja chciałam się wyrwać, bardzo mocno się szarpnęłam, a on w tym samym momencie puścił i poleciałam do tyłu. Pech chciał, że zatrzymałam się na naszej szklanej szafie, a ona nie wytrzymała nacisku i pękła.
-Czyli to nie jego wina, tak? - Nana-unnie uspokoiła się. - Powiedz mi jeszcze jak długo tu będziesz? Potrzebujesz czegoś? To nic poważnego?
-Właściwie to miałam szczęście. Mało brakowało, a straciłabym czucie w nodze.
-Słucham?! - wykrzyczała, a jej oczy powiększyły się od szoku.
-Kiedy byłam już nieprzytomna, kawałek konstrukcji spadł mi na nogę. Ponoć parę centymetrów poślizgu i mógłby rozciąć ważne nerwy albo tętnicę. -sama myśl o tym sprawiła, że po moim policzku popłynęła pojedyncza łza.
-A co na to Hyuk? Gdzie on w ogóle jest? Jak on śmiał Cię zostawić? Powinien tu warować jak pies. - szok przerodził się we wściekłość.
-Był tutaj. - przez chwilę milczałam. - Kazałam się mu wynosić. Nana, ja chyba... chyba się go boję. Cały czas myślę o tym jak ja będę miała z nim żyć po tym wszystkim.
-Co chcesz zrobić?
-Jutro będę chciała wypisać się ze szpitala. Wypytam lekarza jak mam pielęgnować ranę, czego powinnam nie robić. Zabukuję bilety i polecę na Tajlandię na dwa dni. Wiesz, wyłączę telefon, odetnę się od tego wszystkiego, a potem... - moje myśli nie chciały przejść mi przez gardło.
-A potem?
-Wrócę do Polski. - wyrzuciłam to z siebie. - Nie obchodzą mnie rodzice, coś wymyślę, nie wiem, podam informację, że... - chwilę pomyślałam. - muszę zaopiekować się mamą, bo podupadła na zdrowiu.
-Naprawdę chcesz to zrobić? - Nana posmutniała. - Nie chcę, żebyś mnie zostawiała, ale jeśli to dla Ciebie najlepsze rozwiązanie... sama spakuję Cię i odwiozę na lotnisko. Tylko przemyśl to najpierw dokładnie. Żebyś niczego nie żałowała.

Wypowiedź Nany przerwał dźwięk przychodzącego SMS-a. Przyjaciółka przeprosiła mnie, ponieważ musiała jak najszybciej stawić się do wytwórni. Zbliżał się comeback jej sub-unitu i jej menadżer zaczynał robić się irytujący.
Kiedy wyszła, zostałam sam na sam z moimi myślami. Bardzo długo rozmyślałam nad moim wyjazdem. Każda minuta utwierdzała mnie w przekonaniu, że chcę wrócić do mamy, znajomych, do normalności. Późnym wieczorem sięgnęłam po swój telefon. Zadzwoniłam do Hyuka i poprosiłam, by zjawił się u mnie jutro z samego rana.

Był wspaniały, słoneczny dzień. Na niebie nie było ani jednej chmury. Trzymając się za ręce, szliśmy boso po plaży. On uśmiechał się, gdy całowałam go w policzek. Szepnął mi do ucha, że jestem dla niego najważniejsza. Oprócz nas nie było nikogo. Mieliśmy cały piękny teren tylko dla siebie. W pewnym momencie zaczęliśmy tańczyć. Śpiewał piosenkę w niezrozumiałym dla mnie języku. Śmialiśmy się, wypełniało nas szczęście, oboje chcieliśmy, by ta chwila nie mijała. W pewnym momencie wziął mnie na ręce i złożył na moich ustach pocałunek. Myślałam, że odłoży mnie na ziemię, jednak ten zaczął biec w stronę morza. Krzyczałam, żeby mnie puścił, bo wiedziałam, że woda musi być lodowata. Puścił mnie. Wpadłam cała do wody, byłam mokra. Próbowałam udawać złość, ale w ogóle mi to nie wyszło. W pewnym momencie zaczęliśmy chlapać się wodą. Piszczałam, i wydzierałam wniebogłosy, gdy przegrywałam, a gdy wygrywałam śmiałam się i wykrzykiwałam jakieś dziwne dźwięki. Niefortunnie, przy którymś chlapnięciu woda, którą skierowałam w stronę Hyuka, trafiła go w oko. Ten przestał się uśmiechać, jego oczy płonęły, a twarz wydawała się robić czerwona. Nagle słońce zasłoniły chmury, z których zaczął padać deszcz. Rozpętała się prawdziwa burza. Morze stało się niespokojne. Hyuk podszedł do mnie, złapał moją głowę i wepchnął pod wodę. Zaczęłam się szarpać, próbowałam strącić jego dłoń z mojej głowy. Bezskutecznie. Czułam, że zaczyna brakować mi powietrza, a ciało odmawia posłuszeństwa.

Obudziłam się z krzykiem. Byłam cała spocona i nie mogłam uspokoić oddechu. Potrzebowałam paru minut, by całkowicie opanować przerażenie. Spojrzałam na zegarek – 6.30. Sanghyuk powinien być tutaj już za niedługo. Jakimś cudem udało mi się prawie bezboleśnie wyjść z łóżka i skierować do łazienki. Nim udało mi się odświeżyć, minęło mnóstwo czasu. Gdy wróciłam na salę, Hyuk siedział już na krześle i czekał na mnie.

-Lecę dzisiaj do Tajlandii. - zaczęłam prędko, bo wiedziała, że każda chwila zwłoki była dla mnie szkodliwa. - A potem wracam do Polski. Na stałe.

Próbował wstać, jednak niebezpiecznie się zachwiał i wrócił do siadu. Musiało zakręcić mu się w głowie. Parokrotnie nabierał powietrza w usta, by coś powiedzieć, jednak wciąż milczał. Chciałam go dotknąć, przytulić, ale musiałam być silna. Podjęłam już decyzję.

-Zostawisz mnie? - wyszeptał tak cicho, że miałam wątpliwości, czy czasem mój mózg nie płata mi figla.
-Nie pozwolę na to, byś robił sobie ze mnie worek treningowy. - mówiłam głosem obojętnym. - Nie jestem marionetką. Ja czuję. Nigdy nie zgodzę się na traktowanie jak śmiecia. - idealnie wychodziło mi udawanie, iż nie pęka mi właśnie serce. - Wracam do Polski, rozumiesz? Zostaniesz tu sam.

Upadł na kolana. Nie widziałam jego twarzy, grzywka zasłaniała jego oczy. 

-Widzisz mnie właśnie po raz ostatni. - zadrżał mi głos, wzięłam głęboki oddech. - Już nigdy mnie nie skrzywdzisz... Teraz idę do pielęgniarki, a kiedy wrócę ma Cię tutaj nie być.
-Nie odchodź. - prosił, jednak zignorowałam to i kierowałam się do wyjścia.

Gdy łapałam za klamkę, poczułam ucisk na nadgarstku. Odwróciłam się i zobaczyłam go. Trzymał moją rękę drżącą dłonią. Spojrzałam mu w oczy. Płakał, płakał jak dziecko. 

-Błagam Cię, nie odchodź ode mnie. - jego głos brzmiał tak krucho, jakby umierał. 

Wyrwałam rękę z uścisku i ruszyłam do recepcji. Gdy wróciłam, nie było go już.

Przed wyjazdem chciałam pożegnać jeszcze jedną osobę. Poprosiłam Ilhoona, by przywiózł mi ubrania i wygodne buty do szpitala. Prośbę o zabranie również paszportu argumentowałam możliwością problemów z wypisem. Kiedy przyjechał, czekałam na ławce pod szpitalem. 

-Hej! Chcesz zginąć? Lekarz wie, że już wybierasz się na spacerki? - zażartował, jednak widząc moją miną spoważniał. - Co się stało?
-Ilhoon... - zdążyłam jedynie wymówić jego i wybuchłam płaczem, rzucając mu się na szyję. 

Po raz kolejny opowiadałam o tym co było powodem mojego pobytu w szpitalu. Kiedy już prawie się uspokoiłam, zaczęłam mówić o tym, iż cudem uniknęłam utraty czucia w nodze i po raz kolejny zaniosłam się płaczem. Parę głębokich oddechów później, mogłam kontynuować.

-Ilhoonie, ja zdecydowałam się... - poczułam duszącą gulę w gardle. - Ja... wracam do domu. - tym razem łzy popłynęły po policzkach mojego przyjaciela.
-Kiedy? - zapytał, pociągając nosem.
-Za trzy, może cztery dni. Przed tym chcę jeszcze zatrzymać się w Tajlandii. Właściwie to za trzy godziny mam lot. Chciałam się pożegnać. - łzy gromadzące się w moich oczach sprawiły, że nie widziałam wyraźnie twarzy Ilhoona.
-Ale wiesz, że musisz mnie odwiedzać? - próbował się zaśmiać, jednak na jego twarzy pojawił się grymas, niczym nie przypominający uśmiechu. 

Pogłaskałam go po głowie, a potem po raz kolejny przytuliłam z całych sił.

-Poprosiłam Nanę, by powiadomiła Shannon i zabrała ją na lotnisko. Podwiózłbyś mnie? Będę miała okazję pożegnać trzy najważniejsze osoby w moim życiu.

Kiwnął potwierdzająco głową i po parunastu minutach jechaliśmy już na przedmieście.
Kiedy dotarliśmy na miejsce miałam jeszcze godzinę do odprawy celnej, więc postanowiliśmy wraz z trójką przyjaciół skoczyć do pobliskiej restauracji. Aby nie tracić ostatnich wspólnych chwil na smutek i łzy, wspominaliśmy wszystkie głupie, zawstydzające i śmieszne rzeczy, które zdarzyły się nam w ciągu mojego pobytu. Najdłużej i najgłośniej śmialiśmy się z moich fantazyjnych upadków, poślizgnięć na lodzie.
Gdy nadszedł czas pożegnania, nie wiedziałam co powiedzieć. Jako pierwszy podszedł do mnie Ilhoon, przytulił mnie mocno i szeptał do mojego ucha.

-Wiesz, że jesteś moją siostrą, bo przyjaciel to członek rodziny, którego można wybrać. Ja wybrałem Ciebie, więc mam nadzieję, że jesteś świadoma tego, jakie obowiązki ma młodsza siostra wobec swojego oppy? Kilometry to tylko liczba. Masz o mnie pamiętać, masz mówić mi o wszystkim co się u Ciebie dzieje... I przede wszystkim. Masz być szczęśliwa, jasne?

Kiwnęłam głową, ponieważ wzruszenie odebrało mi mowę. Z ramion Ilhooniego „odbiła” mnie Nana.

-Mała, nie mam pojęcia co mogę Ci powiedzieć. Nie byłam gotowa na pożegnanie... - westchnęła głęboko. - Moje życie jest jak puzzle. Składa się z wielu elementów, które razem tworzą spójną całość. Ty jesteś jednym takim puzzlem. Mimo tego, że będziesz tak daleko mnie, nie możesz o mnie zapomnieć, bo bez Ciebie moje życie jest niepełne. W układance brakuje elementu. 

Ucałowała mnie i ustąpiła miejsca Shannon, która rozpłakała się i jedyne co zdołała powiedzieć to ciche „wróć tutaj czasem”.

Kiedy usadowiłam się w samolocie poczułam się jakbym zostawiła na płycie lotniska kawałek swojej duszy. Sięgnęłam do kieszeni po swój telefon, wyciągnęłam z niego kartę i umieściłam w nieużywanej kieszonce w portfelu. Miałam zamiar włożyć ją z powrotem dopiero przed wylotem do Polski. Z głośników usłyszałam komunikat „Prosimy zapiąć pasy, samolot zaczyna startować.” Więc tak ma skończyć się moja „Big love in Korea”?