wtorek, 15 listopada 2016

Artificial Love 2



Stanęłam na schodkach ogromnej posiadłości i przeklęłam pod nosem. Niebo było czarne, a ściana deszczu blokowała mi drogę do domu. Poczułam się jak bohaterka filmu, pogoda stała się odzwierciedleniem moich uczuć. Nie wiedziałam, że po moich policzkach płyną łzy, dopóki chłodny wiatr nie rozwiał ich w kierunku włosów, powodując nieprzyjemne uczucie zimna. Jeszcze raz zerknęłam na drzwi rezydencji rodziny Oh, a potem spokojnym krokiem ruszyłam przed siebie, jakby nie czując kropli deszczu upadających na mnie, mocząc ubrania i włosy. Drżącą dłonią sięgnęłam do kieszeni spodni, z której wyciągnęłam swój telefon. Ekran komórki cały pokrył się wodą, nim wymusiłam na sobie jakikolwiek ruch. Jeszcze przez chwilę zerkałam na zdjęcie uśmiechniętego Sehuna, a potem bez wahania usunęłam jego numer i zwolniłam kroku, idąc w prawdziwie żółwim tempie.
Zatrzymałam się dopiero przed maleńką cukiernią, ulicę przed swoim mieszkaniem. Przyłożyłam głowę do szyby i przyglądałam się wykwintnym ciastom, ciasteczkom wystawionym na półkach. Gdy zauważyłam wielki, czerwony tort w kształcie serca dotarło do mnie, co właściwie się stało, a dopiero, gdy zaczęło brakować mi tchu, uświadomiłam sobie, że szlochałam żałośnie, tuląc się do witryny sklepowej.

**

Mój telefon całą noc wibrował, odbierając mi możliwość snu. Mimo, iż nadawca połączeń był nieznany, doskonale wiedziałam czyj głos usłyszę, gdy tylko odbiorę. Do samego rana więc leżałam na łóżku, wpatrując się pusto w wyświetlacz telefonu, który na przemian zapalał się i gasł. Mogłam go wyłączyć, jednak wiedziałam, że cokolwiek by się nie stało, jak idealna byłaby cisza otaczająca mnie, nie zasnęłabym.
Cierpiałam, pierwszy raz czułam taką bezsilność, połączona z uczuciem pękającego serca. Próbowałam wytłumaczyć sobie, że to było jedyne dobre wyjście. Musiałam odejść.
Dlaczego jednak moje serce tak bardzo pragnęło, bym pobiegła do niego i została w jego ramionach na zawsze...

**

-Ej! Ej! - próbowałam iść najszybciej jak się dało, jednak już po chwili mnie dogonił. - Wołam Cię od jakiś pięciu minut, nie słyszałaś?
-Słyszałam. - przybrałam surowy wyraz twarzy. - Nie widziałam jednak powodu, by się zatrzymywać.
-Dzwoniłem całą noc, dlaczego nie odebrałaś? - złapał mnie za rękę.
-Ponieważ normalni ludzie w nocy śpią. - ujęłam jego dłoń tak, by uwolnić się z uścisku.
-Ty chyba nie spałaś, masz cienie pod oczami. - próbowałam od niego odejść, jednak po raz kolejny złapał mnie.
-Przestań! - wyszarpnęłam się i prawie biegiem ruszyłam w stronę swojej sali lekcyjnej.
-Boisz się ze mną rozmawiać? - krzyknął za mną, a ja równie szybko wróciłam się i stanęłam tuż przed nim.
-Oh Sehun, nie boję się. Nie chcę, a wiesz dlaczego? - mój głos stał się nagle groźny. - Dlatego, że nie mamy o czym rozmawiać. Nie jestem twoją dziewczyną, przyjaciółką, koleżanką, a od wczoraj nie jestem również twoją wspólniczką.
-Ale... - widziałam jak w jego oczach zbierały się łzy.
-Nie ma żadnych „ale”, przestudiowałeś umowę dokładniej ode mnie, więc nie rozumiem dlaczego tak ciężko pogodzić ci się z tym, że ją złamałeś i musisz ponieść konsekwencje.
-A Ty jej nie złamałaś? - nagle i on zaczął brzmieć groźnie. - Myślisz, że jestem kretynem i nie zauważyłem jak się na mnie patrzysz?
-Tak właśnie myślę. - wiedziałam, że nie mogę zawahać się, ani przez chwilę. - Najmądrzejszy i najprzystojniejszy Oh Sehun jest kretynem, który myśli, że każda dziewczyna szaleje na jego punkcie.
-Nie wierzę Ci. Grasz, jesteś świetną aktorką.
-Jasne, że jestem. Nawet Ty uwierzyłeś w moją fikcyjną miłość.

**

Siedziałam zawinięta w koc, patrząc tępo w pusty punkt na ścianie, delikatnie kołysząc się na boki. W dłoni ściskałam potwierdzenie wpłaty od rodziców Sehuna. Więc musiał się w końcu z tym pogodzić. Właściwie spodziewałam się tego już trochę wcześniej, gdy jego telefonu ucichły, a on przestał pojawiać się pod moim domem, odwracał wzrok, gdy mijaliśmy się w szkole. Każdy już wiedział, że się rozstaliśmy. Za powód rozstania podawałam, zgodnie z umową, niezgodność charakterów. Wiele osób zaczęło mnie potępiać. Podczas, gdy Sehun wyglądał jak wrak człowieka, ja, podążając za obowiązującymi mnie paragrafami, udawałam zadowoloną. Zaczynałam żałować, że nie zainteresowałam się wieloma podpunktami umowy, nim podpisałam pakt z diabłem. Wraz z potwierdzeniem wpłaty, dostałam część, która opisywała okres po rozstaniu. Zawierała ona dokładny opis tego co mi wolno, a co jest kategorycznie zabronione. Poza ustaleniem mojego stanowiska, pojawił się tam również punkt o zachowaniu milczenia, do końca życia. Na szczęście to już niedługo.

**

-Dawno tu nie byłyśmy. Patrz ile się zmieniło! - Lalisa wydzierała mi się do ucha, licząc, że uda jej się zagłuszyć dudniącą w klubie muzykę. - Nie wiem jak mogłam pozwolić ci tak długo obijać się w domu.

Rzeczywiście, dojście do siebie zajęło mi więcej czasu, niż planowałam. Nim się obejrzałam minęły dwa miesiące, odkąd zostawiłam Sehuna. Przez ten czas praktycznie go nie widywałam, czasem jego sylwetka migała mi gdzieś przed oczami w szkole, jednakże były to jedynie ułamki sekund. To zdecydowanie pomagało mi w leczeniu złamanego serca, które tak trudno się regenerowało.
Wreszcie jednak udało się, w końcu pogodziłam się z tym, że Oh Sehun to ktoś, kogo nigdy nie będę miała, a rozstanie było jedyną drogą, by ukrócić cierpienia, zanim zaczęły rosnąć w siłę.

Popijałam kolejnego, kolorowego drinka bujając się na krzesełku barowym. Byłam odwrócona w stronę parkietu, by stamtąd obserwować przyjaciółkę, która była bardziej pijana ode mnie. Uśmiechałam się widząc jak Lalisa skacze śmiejąc się. Przypominała mi małą, uroczą pchełkę. Zawsze, gdy wychodziłyśmy zatańczyć, stawała się taka beztroska.
Kiedy napój w szklance się skończył, odwróciłam się w stronę baru, by zamówić kolejny i o mało nie spadłam na ziemię. Przetarłam oczy, licząc, że krążące w mojej krwi promile alkoholu robią mi psikusa, jednak mój wzrok się nie mylił. Siedział obok mnie. To był on. Oh Sehun. Ten Oh Sehun.
Czułam jak moje serce zaczynało bić jak szalone, zrobiło mi się gorąco. Spanikowałam. W pośpiechu zaczęłam szukać Lalisy w tłumie, jednak jak na złość nigdzie jej nie widziałam.

-Zatańczysz? - poczułam jego oddech na szyi.

**

Siedziałam na fotelu, oglądając jakieś głupie reality show, nie zważając na płynące po policzkach łzy. Mimo wszelkich starań, nie mogłam przestać myśleć o tym wieczorze. Chciałam, żeby to był tylko sen. Uszczypnęłam się miliony razy, wierząc jak małe dziecko, że w końcu otworzę oczy w swoim łóżku. Tak jednak nie było. Wszystko co przewijało się przez moją głowę było wspomnieniem. Wspomnieniem tańca, który poruszył moje serce na nowo. Wspomnieniem tak silnym, że miałam wrażenie, iż dalej czuję jego dłonie na swojej talii. Wydawało mi się, że z każdym oddechem, wciągałam zapach jego perfum, a jego oczy wciąż spoglądają w moje.

** 

Właśnie kończyłam sprzątać mieszkanie, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Byłam przekonana, że Jennie postanowiła przyjść trochę wcześniej, więc nie przejęłam się swoimi tłustymi włosami, związanymi w niedbałego koka i koszulką, która sięgała mi jedynie do połowy ud. Z uśmiechem na ustach otworzyłam sosnowe drzwi, już miałam się odezwać, gdy zamurowało mnie.

-Mogę wejść? - pani Oh stała przede mną i czekała na zaproszenie.

Rozglądała się wokoło, gdy kładłam kubek z herbatą na stoliku, tuż przed nią. Sama usiadłam na małym taborecie i w milczeniu się jej przyglądałam.

-Więc tak mieszkasz. - powiedziała, bardziej do siebie, niż do mnie. - Wiesz dlaczego do ciebie przyszłam?
-Nie. - bawiłam się skrawkiem koszulki, bojąc się spojrzeć jej w oczy. - Wszystkie formalności zostały załatwione, nawet przez myśl nie przeszło mi, że jeszcze się spotkamy.
-Przyszłam, bo – zawiesiła głos i dokończyła dopiero, gdy zerknęłam na nią. - chciałam dowiedzieć się od ciebie prawdy. Słuchałam wersji Sehuna już tyle razy, a Ty nie pisnęłaś nawet słowem.
-Nie mam pojęcia co mówił pani syn, ale prawda jest taka, że złamał on zasady. - miałam wrażenie, iż jej wzrok wyrażał niedowierzanie.
-A Ty tego nie zrobiłaś?
-Nie, proszę pani.
-Cóż. - wyciągnęła z torby sporych rozmiarów kopertę, którą położyła na stoliku, a sama wstała. - Wiedziałam, że tak będzie, ale nie szkodzi. Przyjdę tutaj jeszcze raz, jutro, o tej samej porze. Zapoznaj się z tym i powiedz mi jutro prawdę.

**

Patrzyłam na nią ze złością, co chwilę przenosząc wzrok na dokumenty, które wczoraj mi dostarczyła. Byłam wściekła, jak mogła zdobyć dostęp do dokumentacji, której nawet moi rodzice nie mieli prawa zobaczyć? Nerwowo stukałam palcami w kolano, wystukując rytm ulubionej piosenki. Atmosfera w salonie była napięta, a cisza panująca w nim była bardziej uciążliwa, niż największy hałas.

-Więc - pani Oh odezwała się jako pierwsza. - czy teraz powiesz mi prawdę?
-Muszę to powtarzać, proszę pani? - serce biło mi jak szalone.
-Posłuchaj, mój syn tak za tobą tęskni. Ma koszmary, budzi się w nocy, ciągle mówi twoje imię przez sen.
-Bardzo mi przykro. - czułam jak zaczyna odejmować mi mowę. - Nasza współpraca się zakończyła, nie mogę nic z tym zrobić.
-Dziecko, nikt nie odbierze Ci tych pieniędzy. Wiem, ile dla ciebie znaczą.

Coś we mnie pękło. Rozpłakałam się jak małe dziecko i nawet ciepła dłoń pani Oh, która delikatnie klepała mnie po ramieniu nie potrafiła mnie pocieszyć. Nie wiem ile czasu szlochałam, zalewając się łzami. Może trwało to chwilę, może znacznie dłużej. Spojrzałam na panią Oh, a gdy dostrzegłam w jej oczach ciepło i współczucie, zdecydowałam. Opowiedziałam jej wszystko. Opisałam każdy szczegół tej nieszczęśliwej doli, nie bojąc się płakać, przerywać, gdy brakowało mi słów. A ona mnie słuchała, kiwała głową ze zrozumieniem, a czasem sama z trudem powstrzymywała łzy.

-Nawet nie wiesz jak wielkie znaczenie ma dla mnie to, że zechciałaś się przede mną otworzyć. Wiesz co teraz powinnaś zrobić, prawda?

**

Nogi trzęsły mi się, tak jakby nie mogły utrzymać ciężaru reszty ciała. Nie chciałam zwlekać, więc bez czekania, otworzyłam drzwi, przed którymi stałam.
Miałam tyle do powiedzenia, lecz gdy go zobaczyłam jedyne co mogłam zrobić to rzucić się mu w ramiona, licząc, że mnie nie odepchnie. Nie zrobił tego. Objął mnie ramionami i ścisnął mocno, jakby bał się, że zaraz ucieknę.

-Nie wierzyłem ci. Nigdy nie uwierzyłem. - spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi oczami.
-Przepraszam Sehun, ja... - przerwał mi.
-To nieważne. Nie mów nic, chcę żebyś przy mnie była, to mi wystarczy.
-Sehun. - wzięłam głęboki oddech. - Jest coś o czym musisz wiedzieć. Umieram. Lekarze dają mi czas do dwudziestych urodzin. Zostały trzy miesiące. 


Mam wrażenie, że nikt tutaj już nie zagląda. Ilość komentarzy zaczęła maleć, wyświetlenia również. Chyba moje opowiadania przestały już was zadowalać :(
PS: Może ucieszy was fakt, że zaczęłam intensywnie pracować i myśleć nad "PHOTMPFMN" (super skrót XD) ?

czwartek, 29 września 2016

Artificial Love



Czytałam tekst umowy leżącej przede mną, nieświadomie stukając długopisem w blat drewnianego stołu. Zupełnie nie skupiałam się na czytanych słowach, zgodziłabym się, choćby kazano mi nauczyć się mówić w dziesięciu językach. Już miałam złożyć podpis w wydzielonej na to rubryce, gdy usłyszałam głos chłopaka.

-Naprawdę jesteś w stanie to zrobić? Nie sądziłem, że istnieje osoba, która zgodziłaby się na to.

Zerknęłam na niego. Przede mną siedział dobrze zbudowany, przystojny Azjata. Miał jasną, gładką cerę, ciemnobrązowe oczy i błyszczące, bladoróżowe usta. Włosy w kolorze gorzkiej czekolady układały się we wszystkie strony, jednak w tym chaosie można było dostrzec logikę. Na wcześniejszych spotkaniach dowiedziałam się, że włada czterema językami, posiada czarny pas w taekwondo, gra na gitarze, pianinie, skrzypcach oraz flecie, całkiem dobrze idzie mu rysowanie, egzamin na prawo jazdy zaliczył za pierwszym podejściem, a zaledwie miesiąc temu miał osiemnaste urodziny.

-Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych.
-I niczego, ani jednego punktu nie chcesz skorygować? Powiedziałem Ci przecież, że jeśli coś jest problemem, można to przedyskutować.
-Oh Sehun, twoi rodzice nie przyjdą? Wcześniej zawsze byli obecni.
-Na randki też będziemy brać ich ze sobą? - zaśmiał się po raz pierwszy odkąd się poznaliśmy.
-Wystarczą mi comiesięczne spotkania rodzinne. - wskazałam mu palcem odpowiedni zapisek w umowie.
-Akurat tego nie można będzie wykreślić, ani poprawić, ale możesz zmienić częstotliwość...
-Słuchaj. - przerwałam mu. - Mnie obchodzi tylko i wyłącznie to.

Sięgnęłam po żółty zakreślacz i szybkimi ruchami zaznaczałam interesujące mnie frazy. „Czas trwania”. „Zasady”. „Wynagrodzenie”. „Kara za odstępstwo od zasad umowy”. Następnie odszukałam wzrokiem wcześniej odłożony przez siebie długopis i nie czekając na reakcję chłopaka, złożyłam podpis na umowie, a potem wstałam z krzesła i kierując się do wyjścia odezwałam do niego.

-Widzimy się jutro... kochanie.

**

-Gotowa? - wyciągnął w moją stronę dłoń.
-Gotowa. - splotłam nasze dłonie i ruszyłam pewnie w stronę drzwi.

Skłamałabym, gdybym śmiała stwierdzić, że nie stresowałam się. Nieczęsto pojawiałam się w szkole z niebiańsko przystojnym chłopakiem u boku. Nienawidziłam być w centrum uwagi, jednak właśnie na to skazałam się, trzymając za rękę nieznanego Azjatę.
Dostrzegając grupkę osób z mojej klasy, pomachałam im szybko, a potem skierowałam się w stronę parapetu, tuż naprzeciwko nich. Mój towarzysz oparł się o niego plecami, następnie obejmując mnie jedną ręką i przyciągając tak blisko siebie, że mogłam swobodnie oprzeć brodę o jego ramię.

-Wszyscy na nas patrzą. - szepnęłam mu do ucha po koreańsku.
-Właśnie na tym to polega. Na następnej przerwie będą mówić wyłącznie o nas.
-Oby tylko nie napisali o nas w gazetce szkolnej. „Nowy i szara myszka z drugiej parą roku”. - zaczęłam gładzić go po włosach, jednak ten złapał mnie za dłoń, splótł ją ze swoją i oparł na biodrze.
-Tak lepiej nie rób, bo chyba się zakocham.
-Już pierwszego dnia chcesz łamać zasady umowy? Nie dziwię się, wybrałeś taką ślicznotkę. - puściłam mu oczko.
-Właściwie uratowała Cię znajomość koreańskiego. - wybuchnął śmiechem, a za nim ja. - Idę szukać swojej klasy. Uwaga. Zaraz Cię pocałuję. - złożył na moich ustach pocałunek i już po chwili zniknął w tłumie uczniów.

**

Usiadłam na zimnej posadzce i już miałam zająć się konsumpcją kanapki z serem, gdy wokół mnie rozsiadły się moje kochane koleżanki. Cóż. Zaczęło się.

-Jak możesz spokojnie jeść, wiedząc, że umieramy z ciekawości? - zaczęła Rosalie, stukając mnie delikatnie pomiędzy żebrami.
-Co to za przystojniak? Skąd go wytrzasnęłaś? - do przesłuchania szybko dołączyła się Lalisa, wlepiając we mnie swoje zielone oczyska.
-Hola! Hola! Nie wszyscy naraz! - uśmiechnęłam się. - To mój chłopak. Rozdawali dzisiaj rano za śmietnikiem to wzięłam.
-Nie żartuj sobie. - Jennie spojrzała na mnie udawanym, groźnym wzrokiem. - Jak udało Ci się zataić przed nami fakt, że masz chłopaka? Nie! Jak śmiałaś zataić ten fakt?
-Nic nie zataiłam. Jesteśmy parą dopiero od wczoraj, wcześniej tylko się spotykaliśmy. - zerknęłam na Jennie, która wciąż mordowała mnie wzrokiem, więc szybko dodałam. - No przestańcie! To takie ciacho, że bałam się pisnąć chociaż słówkiem, żeby czasem nie zapeszyć.
-Jak całuje? - zachichotała Rosa.
-Tak, że masz wrażenie jakbyś umarła i trafiła do raju. - teraz wszystkie zaczęłyśmy chichotać.

**

Siedzieliśmy w moim pokoju i przeglądaliśmy zdjęcia, które przed chwilą zrobiliśmy.

-Albo robisz moje zadanie z matematyki, albo dodam zdjęcie, na którym widać tego pryszcza. - stuknęłam palcem w wyświetlacz telefonu.
-Powinienem pomyśleć o tym, by do umowy dopisać odpowiedni artykuł dotyczący wykorzystywania i szantażu. - mruknął i ruszył w stronę biurka.
-Przecież i tak lubisz trygonometrię! - zaśmiałam się i już po chwili siedziałam na krześle obok niego.

Polubiłam go. Początkowo miałam go za zakochanego w sobie dupka, ale im więcej czasu z nim spędzałam tym częściej dostrzegałam jak bardzo się myliłam. Mimo, iż wciąż nie rozumiałam powodów, dla którego powstał nasz fikcyjny związek, zaczynałam doceniać czas spędzony razem. Powoli stawał się moim przyjacielem.

-Dlaczego liczysz cosinus, a nie sinus? - gapiłam się w swój zeszyt zupełnie nie wiedząc o co chodzi w tych wszystkich zapiskach.
-Gdybym wiedział, że jesteś taka głupia, dokładnie przemyślałbym sens tego związku.
-Zapłać mi i ze mną zerwij. - skrzyżowałam ramiona na piersi, udając obrażoną.
-Ok. W takim razie zadanie skończysz...
-Powinnam dać opis „z moim ukochanym”, czy może „miło spędzony dzień z przyszłym mężem”?
-GŁU-PIA. - postukał mnie palcem w czoło.

**

Powinnam podziękować mojej mamie za to, że pomimo protestów wysyłała mnie na naukę języka koreańskiego. Właśnie dzięki jej uporowi, nawet będąc wtulona w fikcyjnego chłopaka, mogłam mówić prawdę, ponieważ nikt, poza naszą dwójką, w tej szkole nie posługiwał się tym językiem. Była długa przerwa, właśnie żartowaliśmy z naturalności naszych pocałunków, gdy Sehun wyciągnął podłużne pudełeczko.

-Masz. To już trzeci miesiąc jak się ze sobą męczymy. - zaśmiał się i podał mi prezent. - Jeszcze tylko dziewięć i każde z nas pójdzie w swoją stronę.

Otworzyłam pakunek i o mało go nie upuściłam. W środku znajdował się przepiękny naszyjnik wysadzany, znając majętność chłopaka, diamentami. Jednak zamiast zainteresować się nim, bardziej interesowały mnie słowa chłopaka.

-Pójdzie w swoją stronę? Po takim pięknym związku będziesz chciał mnie zostawić?
-Ciężko będzie przyjaźnić się, gdy wszyscy wkoło będą wiedzieli o tym, iż rozstaliśmy się po wielu awanturach, burzach, wyzwiskach, bla bla bla.
-Ach.. - westchnęłam.
-Głupku! - puknął mnie w czoło. - Naprawdę nie czytałaś tej umowy?
-Chyba pominęłam parę punktów. - zaśmialiśmy się.
-Nie martw się. Nie zmienię numeru i będę do Ciebie pisał. - pogładził mnie po plecach.
-A gdybyś się zakochał? - nie wierzyłam, że powiedziałam to głośno, jednak moje usta wciąż się nie zamykały. - Co wtedy byś zrobił?
-Co mógłbym zrobić? Rodzice za nic nie pozwoliliby mi być z Tobą, gdyby dowiedzieli się, że to coś więcej niż umowa. Zresztą zakochać się w Tobie? Mała, nie ma tyle alkoholu na tym świecie. - wystawił mi język.
-To tak jak w Tobie! Nie ma takich głupich dziewczyn na świe.. Ach! - zaczął łaskotać mnie, ciesząc się przy tym jak małe dziecko.

**

Złamałam zasady. Nie on, ja. Nie wiem nawet kiedy i jak do tego doszło. Nim zdążyłam zareagować, moje serce zaczęło szybciej bić, zaczynałam za nim tęsknić, chciałam być przytulana, zaczęłam kochać.
Moja miłość zanim jeszcze się rozwinęła, już została spisana na straty. Doskonale zdawałam sobie sprawę jak wielką cenę musiałabym za nią zapłacić, jeśli on by się o niej dowiedział. Miałam gdzieś to, że pieniądze jakie miałabym mu dać były tak wielką kwotą, iż nawet nie potrafiłam wyobrazić sobie jak wygląda czy ile waży taka ilość banknotów. Największą karą byłoby jego zniknięcie. Jego telefon byłby nieosiągalny, mieszkanie stałoby puste, a on schowałby się przede mną tam, gdzie nie mogłabym go znaleźć.
Jedyne co mogłam robić to milczeć. Mogłam udawać, że wszystko jest tak, jak było na początku. Mogłam oddawać pocałunki, które nic nie znaczyły. Jednak to było najlepsze co mogłam zrobić, ponieważ tylko wtedy wciąż będzie obok mnie.

**

-Co się tak patrzysz? - Sehun szturchnął mnie i uśmiechnął. - Mam coś na twarzy? Czy taki jestem piękny?
-Piękny jak kwiat róży. - wystawiłam mu język i odwróciłam w drugą stronę.
-Jedziemy na ferie do Szwajcarii.
-Słucham? - modliłam się, żeby mój słuch zrobił mi psikusa.
-Jedziemy do Szwajcarii.
-To pewnie bardzo duży wydatek, może lepiej jak zostanę?
-Nie myśl, że się wykręcisz. Rodzice już zamówili domek. Będziemy mieć własny pokoik.
-Nie chcę mieć z Tobą pokoiku. - złapałam się za głowę.
-Jeśli pomyślałaś właśnie o tym co ja, powinnaś oczyścić swój umysł z brudnych myśli. - znowu się do mnie uśmiechnął, a potem zrobił skwaszoną minę. - Moja mała przyjaciółeczka mnie nie pociąga. Fuj, to tak jakby z siostrą. Nie, nie, nie dla mnie.

**

Od początku wiedziałam, że ten wyjazd do Szwajcarii będzie dla ciebie tragiczny w skutkach. Już pierwszego dnia potłukłam sobie kość ogonową, oblałam się gorącą czekoladą, a potem zatrułam nieświeżą rybą.
Jednak najgorszy był w tym wszystkim mróz. Kolejną noc kuliłam się pod puchową kołdrą, próbując zwinąć się w kulkę, wciąż jednak niemiłosiernie marzłaś.

-Co się tak wiercisz? - usłyszałam głos Sehuna z drugiego końca pokoju.
-Tak cholernie mi zimno. Chyba przestałam czuć palce. - mruczałam niezadowolona.
-To chodź tu. - niepewnie podniosłam głowę i spojrzałam na chłopaka.
-Gdzie?
-Do mnie. Przytulisz się i będzie ci cieplej.
-Zwariowałeś.
-No chodź. Przecież i tak jesteś moją dziewczyną. - zaśmiał się.
-Uważaj. Będę biegła! - krzyknęłam i już po chwili leżałam wtulona w niego.
-I co, lepiej? - pogłaskał mnie po głowie.
-Lepiej. - odpowiedziałam i wsłuchiwałam się w bicie mojego serca, dudniące mi w uszach.
-Wiesz co? - po dłuższej chwili się odezwał. - Naprawdę cieszę się, że mam taką przyjaciółkę jak ty.
-Tak? - słowo „przyjaciółka” było jak uderzenie w twarz, tak bardzo nie chciałam nią być.
-Musisz mi coś obiecać. Jak tylko zakończymy ten głupi, udawany związek, znajdź sobie najlepszego na świecie mężczyznę, który będzie traktował cię jak księżniczkę, ok? - kiwnęłam głową, jednocześnie czując jak pęka mi serce.

**

To już sześć miesięcy. Mieliśmy z tego powodu wyskoczyć do kina, jednak godzinę przed umówioną, Sehun zadzwonił do mnie i poprosił, byśmy spotkali się u niego w biurze. Nie wiedziałam czemu, ale miałam naprawdę złe przeczucia, gdy otwierałam wielkie, drewniane drzwi. Sehun siedział na krześle, miał na sobie czarną koszulę i jeansowe obcisłe spodnie. Patrzył tępo na jakiś plik kartek, który leżał przed nim.

-Hun? - od razu podniósł się z krzesła i stanął naprzeciwko mnie.
-Ładnie się porobiło, co?
-Słucham?
-Złamaliśmy zasady.
-Jakie zasady? - nie rozumiałam, przecież wszystko szło zgodnie z planem. - Zrobiłam coś źle?
-Ale wiesz co? - właśnie teraz dostrzegłam, że jest pijany. - Nie obchodzi mnie to.
-Wytłumaczysz mi wreszcie o co chodzi?
-Nie ma się czym martwić, minus i minus dadzą plus. - serce mi stanęło, gdy zobaczyłam jak rwie plik kartek, który okazał się być naszą umową.
-Co Ty do cholery jasnej zrobiłeś? - niewiele myśląc, padłam na kolana i zaczęłam zbierać kawałki porwanej umowy. - Pomóż mi ją pozbierać, to jedyny egzemplarz! Inaczej będę musiała odejść.
-Nie odejdziesz. Nie odejdziesz, bo zależy Ci na mnie tak samo jak mi na Tobie. Nie potrzebujemy żadnej umowy. - zrobiło mi się gorąco. Więc wiedział.
-Pleciesz bzdury. - nawet teraz musiałam udawać. - Coś Ci się ubzdurało, Sehun, jesteś pijany.
-Myślisz, że nie zauważyłem? Twoje pocałunki smakują inaczej.
-Hun, po prostu czuję się przy Tobie swobodniej, niż na początku. - poczułam szarpnięcie i nim zdążyłam zareagować, opierałam się na zimnej ścianie, a Sehun stał niebezpiecznie blisko mnie.
-Więc powiedz to. - czułam jego oddech na twarzy. - Spójrz mi w oczy i powiedz, że mnie nie kochasz.
-Oh Sehun. - wzięłam głęboki oddech. - Nie kocham Cię, rozumiesz? Nie kocham i nie kochałam. - chłopak odsunął się nieznacznie, patrząc na mnie wyraźnie zszokowany. - Szykuj pieniądze, mój numer konta mają Twoi rodzice, w razie wątpliwości, porozumiewajmy się właśnie za ich pośrednictwem. 



Chyba najdłuższy shot, jaki udało mi się stworzyć :O 
Niestety, lub stety, możecie być pewni, iż nie jest to ostatnie opowiadanie z Sehunem w roli głównej, ponieważ po dłuuugich miesiącach starań, ten pan wkradł się do mojego serca i nie ma zamiaru z niego wychodzić. Cóż... mnie to odpowiada ^^

PS: Wybaczcie wszystkie błędy, ostatnie trzy akapity pisałam z zamykającymi się oczkami.

poniedziałek, 19 września 2016

Please hold on to me, please find me now - 6.



-Czyli mówi pani, że widziała go ostatni raz w nocy przed zaginięciem?
Hayi lustrowała starego policjanta. Miał około sześćdziesięciu lat, był niski i siwy, jednakże zdecydowanie próbował grać złego glinę.
-Tak. Położyłam go spać w swoim salonie, zaś sama poszłam do swojej sypialni. Gdy rano się przebudziłam, jego już nie było.
-I nie zdziwiło Cię, że zniknął? A może było tak, że wkurzył Cię i go sprzątnęłaś, a jego ciało pływa teraz w jakiś ściekach?
Poczuła jak wszystko się w niej gotuje, miała ochotę uderzyć staruszka, jednak opanowała swoją złość, gdy spojrzała na swojego prawnika, który kiwnął przecząco głową.
-Pani. Nie zdziwiło PANI, że zniknął. Otóż nie, nie zdziwiło mnie to, ponieważ mój chłopak nie miał w zwyczaju zostawać na śniadanie i wychodził zaraz po przebudzeniu.
-Na razie nie mam więcej pytań, ale proszę nie opuszczać miasta. Będziemy w kontakcie.


Usiadła na skórzanej kanapie, chowając głowę w dłoniach. Była wykończona psychicznie, jej przesłuchanie trwało prawie cztery godziny, mimo iż wydawało się jakoby trwało całą wieczność. Było jej niedobrze, chciało jej się płakać, jednak łzy nie chciały płynąć. Przez jej głowę przepływało naraz tyle myśli, że miała wrażenie posiadania tykającej bomby, gotowej w każdej chwili na wybuch.
Uniosła wzrok, gdy wyczuła czyjąś obecność w pomieszczeniu. Przed nią kucał Bobby, podający jej kubek gorącej kawy.

-Co robiłaś tyle czasu?
-Dopiero wypuścili mnie z przesłuchań. Jestem taka zmęczona.
-Ciebie też tyle męczyli? Wow. To tylko trzy dni odkąd go nie ma...
-Wyglądam na zabójczynię?
-Słucham?
-Usłyszałam dziś setki sposobów, na które mogłabym go zabić... teraz nie wiem, który wybrać, na moment, gdy ten dupek wróci do domu.

Hayi zaczęła się głośno śmiać, jednak w ciągu ułamku sekundy śmiech ten zamienił się w szloch, a jak policzki zaczęły moknąć od łez. Czuła jak Bobby klepie ją delikatnie w plecy, jednak gest ten wcale jej nie pocieszał.

-Tak cholernie za nim tęsknię. Gdzie on się podziewa? Co takiego zrobił, że nie może do mnie wrócić? A co jeśli już nigdy go nie zobaczę?
-Spokojnie, wróci. Dajmy mu jeszcze trochę czasu.


Myślała, że wybranie miejsca na samym końcu ogromnej sali konferencyjnej uchroni ją przed wszystkimi, jednak było to jak najbardziej mylne. Każdy z idoli pracujących w wytwórni podchodził do niej, klepał po ramieniu czy rzucał formułkę o tym jak bardzo jej współczuje. Dziewczynę brzydziły takie gesty, bo doskonale znała prawdę. YG było wielką, kochającą się rodziną wyłącznie przed kamerami, w rzeczywistości nikt nie interesował się współpracownikami.
Z zamyślenia wybił ją Bobby, który zajmował właśnie miejsce tuż obok Hayi. Chciał coś do niej powiedzieć, jednak zamknął usta, gdy w sali rozbrzmiał się głos dyrektora.
-Powód dzisiejszego zebrania jest oczywisty. Jednak, gdyby znalazł się jednak ktoś, kto nie ma pojęcia co tutaj robi – zebraliśmy się, by omówić działania związane z zaginięciem Hanbina. Liczymy na szybki powrót chłopaka, jednak ze względu na naszą politykę zaplanowaliśmy następne parę miesięcy pracy. Zacznijmy od tego, że prace nad solowym albumem B.I zostaną anulowane i zastąpione indywidualnymi działalnościami pozostałych członków IKON. Lee Hayi otrzymuje osiem tygodni wakacji, a co z tym związane, jej solowy album zostanie przesunięty w czasie. Pozostałe plany pozostają bez zmian.

Rozejrzała się po sali. Jej serce zaczęło szybciej bić, gdy zauważyła zadowolone miny chłopaków z IKON. Było jej tak przykro, że na zaginięciu jej ukochanego ktoś będzie budował swój sukces. Nie potrafiła zrozumieć jak „bracia” mogli cieszyć się bez jednego z nich.

-Ach! Zapomniałem o jednym. Niestety nie mogliśmy już dłużej tego ukrywać...


Długo mnie nie było, a jeszcze dłużej może nie być... Powiem wam w tajemnicy, że nawet jeśli niewiele robicie w związku z waszą szkołą i tak trudno odnaleźć jest wam czas na pasję.. a jeśli już ten czas odnajdziecie to nie liczcie, że wena będzie wam sprzyjała.

piątek, 19 sierpnia 2016

Please hold on to me, please find me now - 5.



Tym razem spanikowała nie na żarty. Hanbin czasem zachowywał się niezdarnie, ale swój telefon pilnował jak oczka w głowie, zawsze trzymał go blisko siebie i dbał, by nikt inny go nie dotykał. Właściwie zgubienie telefonu było wręcz niemożliwe, przecież urządzenie to posiadało tyle poufnych informacji. Hanbin nie pozwoliłby na to, by trafiły one w niepowołane ręce. Początkowo bała się zrobić ten krok, jednakże wiedząc, że jej ukochany zniknął, nie mając przy sobie telefonu, zdecydowała się wreszcie wykręcić ten numer.

-Dyrektorze...
-Tak Panienko Lee?
-Hanbin zniknął.
-Jak zniknął?
-Tak po prostu, nie ma go od samego rana. Obdzwoniłam już wszystkich i nikt nie ma pojęcia gdzie on jest.
-Próbowałaś do niego zadzwonić? Czemu panikujesz? Przecież wiesz, że on lubi znikać bez śladu.
-Jego telefon jest u jakiegoś mężczyzny, który znalazł go w Gangnam. Nigdy nie znikał na tak długo, napisał mi wiadomość, że będzie wieczorem. On nie łamie słów danych mi.
-Przestań panikować, wróci. Rozłączam się.

Odrzuciła telefon w kąt. Do spotkania ze znalazcą telefonu mojego chłopaka miała jeszcze ponad dwie godziny. Zupełnie nie wiedziała co ma zrobić ze sobą przez cały ten czas. Nerwowo kręciła się po swoim pokoju, zupełnie jakby niespokojne stąpanie miało w jakiś sposób miało polepszyć sytuację, w której Hayi obecnie się znajdowała. W pewnym momencie zatrzymała się, zamarła jak gdyby nagle przemieniła się w kamienną rzeźbę. Stało się to z powodu pomysłu, który niespodziewanie zrodził się w jej głowie. Starała się go pozbyć jednak on uparcie siedział w jej myślach i był tak natarczywy jak świecąca żaróweczka z filmów.
Niepewnie wyszukała numeru wśród kontaktów zapisanych w jej stacjonarnym telefonie, ciągle zastanawiając się czy na pewno robi dobrze.

-Halo?
-Jimin, tutaj...
-Lee Hayi, nie wierzę! Naprawdę nie masz wstydu.
-Nie dzwonię bez powodu, potrzebuję Twojej pomocy.
-Jesteś niemożliwa, dziewucho.
-Tu nie chodzi o mnie. Chodzi o Hanbina.
-Słyszysz co Ty właściwie mówisz? Bezczelnie zniszczyłaś naszą przyjaźń, doprowadziłaś do tego, iż mój wieloletni przyjaciel udaje, że mnie nie zna i jeszcze bezwstydnie prosisz mnie o pomoc?
-On zniknął...
-Taka z Ciebie kochająca dziewczyna, a nie wiesz, że Twój kochaś ma w zwyczaju znikać?
-Ale teraz jest inaczej. Nie pojawił się na spotkaniu, a jego telefon znalazł jakiś przypadkowy przechodzień... Halo? Halo?

Gdy Jimin rozłączyła się, Hayi poczuła się tak bezradna, że chciało jej się płakać. Jedyne na co miała ochotę to ubrać się w luźną bluzę, owinąć kocem i zupełnie odciąć się od wydarzeń, które wydawały się dla niej nierealne.

Znalazcą telefonu B.I okazał się około trzydziestoletni, niczym nie wyróżniający się mężczyzna, który nie oczekując nagrody oddał telefon chłopaka dziewczynie, a nawet zaproponował roztrzęsionej Hayi kubek gorącej herbaty, nim zamówiona taksówka ją odbierze.
Dziewczyna kurczowo trzymając telefon Hanbina, odkąd przeczytała treść niewysłanego esemesa, nieprzerwanie szlochała. Mimo, iż wiadomość mogła mieć milion znaczeń, Hayi miała złe przeczucia, jej strach wzrósł, a jej serce wydawało się chcieć wyrwać z ciała i pobiec w poszukiwania ukochanego. Jeszcze parokrotnie zerkała na wyświetlacz telefonu, czytała niewysłaną wiadomość raz po raz, szukając jakiejkolwiek wskazówki dotyczącej miejsca pobytu jej chłopaka. Dlaczego tak bardzo bolało ją serce, gdy podążała wzrokiem za tymi paroma słowa?

„Nie uważasz, że za rzadko mówię o swoich uczuciach? Kocham Cię. Lee Hayi, kocham Cię.”


 Co robi się, gdy przez świeżo wytatuowaną rękę nie można spać? Tworzy się... :D
Jak już zauważyliście, udało mi się WRESZCIE stworzyć nowy wygląd, a raczej po prostu zmienić zdjęcie... a to wszystko przez to, iż ciężko śpi mi się z ręką "dyndającą" poza łóżkiem.
Jeśli chcecie więc tworzyć po nocach - tatuujcie się :D

niedziela, 14 sierpnia 2016

Unforgettable


 

-Park Kyungri za współudział w zabójstwie oraz działalność w mafii narkotykowej skazuję na 12 lat pozbawienia wolności bez możliwości wcześniejszego zwolnienia. Jung Joonyounga za współudział w zabójstwie skazuję na 10 lat pozbawienia wolności. Park Alexandra za nieudzielenie pomocy skazuję na 3 lata pozbawienia wolności. Sprawę mafii narkotykowej przekazuję prokuraturze głównej. Zhou Tzuyu za krzywoprzysięstwo skazuję na 3 miesiące pozbawienia wolności oraz 6 miesięcy przymusowych prac społecznych. Kim Mingyu za nieudzielenie pomocy skazuję na 3 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres 5 lat. Park Jiyeon za nieudzielenie pomocy oraz szykanowanie skazuję na 5 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata. Zamykam przewód sądowy. Dziękuję.

Wreszcie mogłam odetchnąć. Pierwszy raz słowo „koniec” oznaczało dla mnie prawdziwy koniec. Sprawa śmierci Chanmi nareszcie została zamknięta, raz na zawsze. Idąc przez korytarz prowadzący do podziemnego parkingu w głowie mówiłam sobie, że zrobiłam dobrze i moje działania były jedyną dobrą drogą. Mimo tego, iż bieganina pomiędzy pokojami przesłuchań i salą sądową zajęła prawie dwa lata, nie żałowałam. Wsłuchując się w odgłos moich kroków przeszukiwałam torebkę w poszukiwaniu kluczyków od samochodu. W głowie karciłam się za noszenie ze sobą tylu niepotrzebnych rzeczy.
Zamarłam, gdy poczułam jak ktoś szarpie mnie za ramię i ciągnie za sobą. Byłam tak przerażona, że nie umiałam zrobić niczego poza ślepym podążaniem za swoim porywaczem. Prawie biegłam, gdyż tępo kroków mężczyzny było zawrotne. Szok był na tyle silny, iż posłusznie weszłam do samochodu, którego drzwi otworzył przede mną.
Przeszły mnie dreszcze, kiedy w napastniku rozpoznałam swoją pierwszą, jedyną miłość.

-Chyba najwyższy czas spędzić parę chwil sam na sam, prawda? - odezwał się dopiero, gdy wyjechaliśmy na ulice Seulu. - Gdzie podziewałaś się tyle czasu? - miałam dreszcze, kiedy słyszałam jego głos, a serce biło mi jak szalone.
-Ja...y... - nie potrafiłam sklecić normalnego zdania. - Nie chciałam mieć z wami nic wspólnego. - wydusiłam z siebie w końcu. - Dokąd jedziemy?
-Masz kogoś? - po raz pierwszy spojrzał na mnie.
-Nie, znaczy... nie. - chciałam skłamać, jednak coś w mojej głowie mi na to nie pozwoliło.
-To dobrze. - pogłaskał mnie po głowie, a ja poczułam coś czego brakowało mi przez ostatnie dwa lata.


Natychmiastowo poznałam miejsce, w którym Mingyu zatrzymał samochód. Mogłam od razu domyśleć się, że przywiezie mnie do parku, który był miejscem większości naszych randek. Miejscem powstania najpiękniejszych wspomnień związanych z nim. Niepewnie wyszłam z pojazdu i ruszyłam za nim, wiedząc, iż kierujemy się w stronę ławki, którą kiedyś nazwałabym „naszą”.
Gdy tylko usiedliśmy zaczął mówić.

-Musimy...
-Wiedziałeś o wszystkim. - przerwałam mu.
-Tak, ale Jiyeon ja chciałem...
-Co chciałeś? Kim ja dla Ciebie byłam, że bawiłeś się w robienie ze mnie morderczyni? Dobrze się bawiłeś kłamiąc mi w żywe oczy?
-Ja chciałem to zatrzymać. - złapał się za głowę. - Zresztą wiedziałem, że tego nigdy nie zrobisz.
-Nigdy mnie nie kochałeś, prawda? - nie wiedziałam czemu o to zapytałam, bo tak naprawdę nie chciałam znać odpowiedzi, która mogła mi złamać serce. - To wszystko było grą?
-Kochałem. To najszczersze uczucie jakie kiedykolwiek powstało w moim sercu.
-To dlaczego mi nie powiedziałeś? - czułam jak łamie mi się głos.
-Skończyłbym gorzej niż Chanmi, gdybym pisnął Ci chociaż słowo. - spojrzał mi głęboko w oczy, a ja znów poczułam jak szalenie szybko bije mi serce.
-Ty głupku – uderzyłam go w tors. - przecież coś byśmy wymyślili. Wiesz co czułam przez ostatnie dwa lata? Targały mną skrajne uczucia. Byłam tak cholernie zraniona przez Ciebie, a jednocześnie tylko Ty mogłeś mnie pocieszyć. Nienawidziłam Cię w tym samym czasie, w którym płakałam w poduszkę z tęsknoty za Tobą. - poczułam jak po policzkach ciekną mi dwie, słone łzy.
-Więc wróć do mnie. - otarł te nieszczęsne łzy z moich policzków. - Zacznijmy od nowa.

Wtuliłam się w niego, wciąż jeszcze roniąc łzy. Poczułam jak moje serce biło dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy po raz pierwszy znalazłam się w jego ramionach. Drżały mi dłonie, które zacisnęłam na gładkim materiale marynarki. Mimo, iż zupełnie się zmieniłam, nie byłam już niewinną gówniarą, wydarzenia związane z Chanmi dały mi szybką lekcję dorosłego życia. Mimo, że w niczym nie przypominałam już siedemnastoletniej Park Jiyeon, moje uczucia wobec Mingyu wydawały się być takie same, niezmienione i wciąż tak samo silne.

-Jestem głodna. - wyszeptałam w jego koszulę, delektując się zapachem męskich perfum.
-Nasza knajpka ponoć wciąż jest otwarta. Chińskie żarcie? - cmoknął mnie w czubek głowy i złapał za rękę.
-Call! - rękawem otarłam łzy i obdarzyłam go uśmiechem.
-Więc.. właściwie gdzie się ukrywałaś? Szukałem Cię wszędzie. - nic się nie zmienił, wciąż żywo gestykulował w czasie mówienia.
-Próbowałeś w domu mojej matki? - zaśmiałam się, gdy zobaczyłam jego minę.
-Zostawiłaś w starym mieszkaniu wszystkie twoje rzeczy, twój telefon milczał. Bałem się, że coś Ci się stało, trzy noce nie spałem, ciągle gdzieś biegałem. Dopiero, gdy wszyscy dostaliśmy wezwania na policję, zrozumiałem powód Twojego zniknięcia.
-I wtedy dałeś sobie spokój?
-Później było trudniej, wszyscy byli wściekli, nie wiedziałem co mogło im odbić.
-Chcę kurczaka w sosie słodko kwaśnym! - urwałam rozmowę, popychając drzwi od knajpki.
-Nic się nie zmieniłaś. - chciałam zaprzeczyć, ostatecznie jednak nie odezwałam się ani słowem.

Gdyby ktoś zapytał się jak do tego doszło, odpowiedziałabym długą chwilą milczenia. Wszystko działo się tak szybko, kolejne godziny mijały, nawet nie wiem kiedy. Miałam wrażenie jakbym upiła się i urwał mi się filmik, mimo że wszystko pamiętałam. Nagle znajdowałam się w mieszkaniu Mingyu, leżeliśmy w jego sypialni, odziani jedynie w bieliznę. Byliśmy cali mokrzy i zmarznięci, w drodze z knajpki dopadł nas deszcz.
Właśnie w tym momencie gładził mnie dłonią po brzuchu, zaś ja przyglądałam mu się dokładnie. Znacznie urósł, jego ramiona wydawały się być olbrzymie, a na całym ciele odznaczały się mięśnie. Nachylił się w moją stronę, mogłam swobodnie pogładzić go po gładkich, czarnych włosach.

-Jiyeon. - szepnął.
-Hm?
-Przytyłaś. - nagle cały klimat prysł, a ja podniosłam się do siadu. - Żartuję. Twoja figura jest jeszcze bardziej piękna, niż gdy ostatni raz miałem okazję ją oglądać.
-Głupek. - znów się położyłam, tym razem znacznie bliżej jego, oczekując, iż mnie przytuli.
-Jest już późno... chciałabyś zostać? - kiwnęłam głową i zamknęłam oczy.

Całą noc nie spałam, gdy tylko Mingyu zasnął, uwolniłam się z jego uścisku i zaczęłam krążyć po jego mieszkaniu. Sypialnia była urządzona w jego stylu, panowała tam szarość z niewielkimi, białymi akcentami. Podeszłam do komody ze zdjęciami, poczułam się źle względem niego, gdy dostrzegłam, iż były tam tylko nasze zdjęcia. Nie było tam wizerunków jego siostry, rodziny, czy byłych przyjaciół. Wyłącznie ja i on. Następnie skierowałam się do łazienki. Była niewielka, skromna. Rzeczą, która od razu zwróciła moją uwagę była bransoletka leżąca na półce pod lustrem. Dokładnie ta bransoletka, którą podarowałam mu za swoje pierwsze zarobione pieniądze. Całe jego mieszkanie wydawało mi się być poświęcone wspomnieniom związanym ze mną. Nie było tam zaś nawet małego elementu przypominającego Jessicę, która zmarła tuż po moich zeznaniach.

Gdy nadszedł świt, po uzgodnieniu wszystkiego z matką, zabukowaniu biletów, po raz ostatnio pogładziłam go po włosach. Wyglądał tak niewinnie, kiedy spał. Wydawał się być jak anioł, taki nierealny, doskonały. Chciałam popatrzeć na niego jeszcze przez chwilę, jednak widziałam, że im dłużej będę na niego patrzeć, tym trudniej będzie mi wyjść. Z bólem serca, delikatnie stąpałam w stronę wyjścia.

-Jeśli już chcesz znowu mnie zostawić. - usłyszałam jego głos. - Powinnaś się pożegnać i powiedzieć, że nigdy mnie nie kochałaś.


Miał to być swego rodzaju prezent urodzinowy dla mnie (tak, wczoraj tj. 13.08 miałam urodziny), ale zabrakło mi czasu... 
Mimo, iż Guilty oficjalnie się zakończyło, jak widać, wciąż chodzi mi ta opowieść po głowie. Pomysł na przedłużenie, takie leciutkie życia Jiyeon wpadł do mnie nagle i nie umiałam odmówić sobie przelania go na papier. Liczę, że wam się spodoba!

PS: To pierwsze opowiadanie, które dodaję będąc pełnoletnią osobą! :)

sobota, 30 lipca 2016

Taehyung, wiem, że tu jesteś.


Otwieram oczy, najpierw lewe, potem leniwie otwieram też prawe. Jesteś pierwszy, to ciebie zauważam jako pierwszego zaraz po obudzeniu. Codziennie rano budzisz się szybciej ode mnie i do mojego przebudzenia spoglądasz na moją twarz. Ponoć jestem najpiękniejsza, gdy śpię. Łapiesz mnie za rękę i bez słowa prowadzisz do łazienki. Delikatnie gładzisz policzki, zaraz przed założeniem mi opaski z uszami, robisz to codziennie, dlatego instynktownie nachylam głowę i zbieram wszystkie włosy, by było ci łatwiej. Opierasz się o kant szafki i przyglądasz się mi, gdy myję buzię oraz zęby. Twój śmiech wypełnia całą łazienkę, gdy podczas malowania rzęs kicham, a tusz odbija się na moich powiekach. Udaję, że chcę cię uderzyć, ale oboje wiemy, iż nigdy bym tego nie zrobiła. Gdy kończę makijaż, zostawiasz mnie na chwilę, żebym mogła komfortowo się przebrać. Synoptycy zapowiedzieli, że dzisiejszy dzień będzie słoneczny, bez ani jednej chmury. Wybieram więc jasne, jeansowe szorty i twoją koszulkę, tą którą najbardziej lubię. Wciąż czuję na niej zapach twoich perfum.

Kiedy wchodzę do kuchni, czekasz już na mnie z śniadaniem. Uśmiecham się, bo wiem, że włożyłeś w te śniadanie dużo starań. Odkroiłeś skórkę od chleba, ponieważ wiesz, iż za nią nie przepadam. Sok z marchewki i jabłek musiałeś przygotować przed chwilą, wokół sokowirówki wszystko jest jeszcze nieuprzątnięte. Siadam przy stole, naprzeciwko mnie siadasz ty. Nie powinieneś tak na mnie patrzeć, ten pomidor upadł mi nieprzypadkowo. Pytam się dlaczego nie jesz, jednak ty milczysz szczerząc się do mnie. Po zjedzeniu, wyciągnęłam z szafki swoje różowe, gumowe rękawiczki i przystąpiłam do zmywania naczyń. Szorując patelnię opowiadam ci jak bardzo zdenerwowała mnie wczoraj ta wiedźma z mojej pracy. Nie komentujesz, ani nie wcinasz w połowie zdania tylko z zainteresowaniem przysłuchujesz się mojemu marudzeniu. Wiem, że czasem powinnam odpuścić sobie gadanie o takich błahostkach ale mam tylko ciebie, tylko tobie mogę opowiedzieć o wszystkim.

Idziemy przez miasto, dziś zaplanowaliśmy wypad do kina. Wtulam się w ciebie mocniej, bo wiem, że wybrałeś komedię romantyczną ze względu na mnie. Jestem ci tak bardzo wdzięczna, iż tak dobrze mnie traktujesz. Wyszliśmy znacznie wcześniej, ponieważ chciałam pospacerować. Nie sądzisz, że ostatnio spędzamy za dużo czasu w domu? Chcesz mieć mnie tylko dla siebie, ale przecież możemy być tylko we dwoje również na zewnątrz. Delikatnie szarpiesz mnie za rękę i wskazujesz ławkę, na której siedzieliśmy podczas naszej pierwszej randki. To była niesamowita kicha. Nie zarezerwowałeś stolika w restauracji, do której chciałeś mnie zabrać i na miejscu okazało się, iż wszystkie miejsca były zajęte. Zabrałeś mnie więc na lody, którymi oczywiście ubrudziłam swoją białą koszulę. Gdy usiedliśmy na tej ławce, byłam tak zawstydzona, że odpowiadałam ci półsłówkami. Myślałam wtedy, iż nic z nas nie będzie, a jednak spójrz. Jesteśmy tutaj razem.

Pierwszy raz dzisiejszego dnia słyszę twój głos, pytasz mnie co chcę robić. Gdy zaczynam opowiadać ci o wszystkich moich zachciankach, ludzie mijający nas krzywo się na nas patrzą, ale nie przejmuj się! Zazdroszczą nam. Czy jest jeszcze poza nami tak piękna para na tym świecie? Zaczynasz się śmiać i przecząco kiwasz głową. Obejmujesz mnie w talii, chcę cię okrzyczeć, jednak ostatecznie opieram jedynie głowę na twoim ramieniu. Moje krzyki i reprymendy na ciebie nie działają, od zawsze masz gdzieś opinię innych ludzi i nie widzisz niczego złego w publicznym okazywaniu sobie uczuć. Lubię to w tobie, twoją odwagę i pewność siebie.

Tym razem to ja ciągnę cię za rękę. Niedawno dostrzegłam, że stoisko z watą cukrową zostało ponownie otwarte. Minął już chyba okrągły rok odkąd nie jadłam tego wspaniałego smakołyku. Bez zastanowienia zamawiam dużą, różową watę i zagajam rozmowę z Jiminem. Musieliśmy się posprzeczać, ponieważ chłopak rozmawia wyłącznie ze mną. Kiedy zapytałam was dwóch o to, uśmiech na twarzy Jimina zniknął, a chłopak przeprosił mnie i zniknął na zapleczu. Nawet jeśli teraz mi nie powiesz, dowiem się o co chodzi waszej dwójce.

Kiedy śmiejąc się, próbuję wsadzić ci maleńki kawałek waty do buzi, dostrzegam, że ludzie dziwnie się na nas patrzą. Wystawiam im język i wszyscy odwracają się w drugą stronę. To ty mnie tego nauczyłeś, nie pozwalałeś, bym przejmowała się takimi głupotami. To, że w tej maleńkiej mieścinie nikt nie akceptował naszego związku, nie było powodem do wlepiania gał w nas. Stara pani Kim, właścicielka stoiska z lodami, krzyknęła za mną, że powinnam się wstydzić. Chciałam cofnąć się i wyjaśnić jej słowa, jednak zobaczyłam Hoseoka zmierzającego w naszą stronę. Nie widzieliśmy go chyba z tydzień, więc chcę zamienić z nim parę słów. Dlaczego nie przywitałeś się z nim? I dlaczego minął nas, nie zatrzymując się ani na chwilę? Co się z wami wszystkimi dzieje?

Wreszcie dotarliśmy pod budynek kina. Dobrze, że jesteś tu ze mną, bo znowu podążyłabym do innego okienka. Gdyby nie ty, chyba nie poradziłabym sobie z niczym.
Mam ochotę cię uderzyć, dlaczego schowałeś się, gdy kupowałam bilety? Przez to musiałam trzy razy tłumaczyć pani, że chcę dwa bilety, a nie jeden. Przestań się uśmiechać, tak łatwo ci tego nie wybaczę. Dobra... Już ci wybaczyłam. Prowadzisz mnie na odpowiednie miejsca, bo jak zwykle mam problem z ich odnalezieniem. Stukam cię, bo zapomnieliśmy wziąć popcornu! Powinieneś się po niego wrócić, jest jeszcze czas. Zerkam na mężczyznę siedzącego obok nas. Wnioskując po jego minie, jestem zdecydowanie za głośna, więc przytulam się do ciebie i odpuszczam popcorn.

Dzięki bogu, że jesteśmy już w domu. Ten film okazał się być nudny jak flaki z olejem. Zasnęłam ci na ramieniu, a ty głupi nic nie zrobiłeś, dopiero pracownik kina wybudził mnie ze snu. Nie śmiej się tak, to nie było zabawne.

Musisz być bardzo wykończony, skoro zasnąłeś nim zdążyłam się wykąpać. Staram się więc bezszelestnie położyć koło ciebie. Zgarniam włosy, które spadły ci na oczy i delikatnie muskam ustami twój policzek. Przepraszam, że tyle mi to zajęło, dzwoniła do mnie moja mama. Wiesz co powiedziała? Sprawiła mi straszną przykrość. Mówi, że jestem chora i powinnam udać się do lekarza, ale to chyba z nią jest coś nie tak. Próbowała wmówić mi, iż nie żyjesz. Rozumiesz? Ponoć zginąłeś w wypadku samochodowym tydzień temu, a ja nie przyszłam nawet na twój pogrzeb. To nie ma sensu, przecież ty żyjesz. Nie było żadnego pogrzebu, przecież gdybyś nie żył, to ja niosłabym twoje zdjęcie, nie ma opcji, abym nie przyszła... Zresztą nieważne. Przecież żyjesz, Taehyung. Jesteś obok mnie, prawda? Taehyung, wiem, że tu jesteś.


I kolejny twór z serii "inne, niekoniecznie dobre".
Taehyung, bardziej znany jako V, ostatnio troszkę miesza w mojej bias liście i długo prosił się o główną rolę, w którymś z moich opowiadań.. więc mam nadzieję, że mimo wszystko spodoba się wam. :)

poniedziałek, 11 lipca 2016

Please hold on to me, please find me now - 4.



Po raz kolejny ledwo powstrzymała przekleństwo, gdy upuściła swój telefon na marmurową posadzkę w swojej wytwórni. Wstrzymała również oddech, kiedy okazało się, iż ekran telefonu wygląda jak pajęcza sieć, a sam smartfon odmówił działania. Mimo próśb i miliona prób urządzenie wciąż nie działało. Dziewczyna z bólem wrzuciła telefon do torebki i prędko ruszyła do domu. Będąc w taksówce układała w głowie myśli. Wiedziała, że musi przygotować wszystkie argumenty, nie zapomnieć o żadnym, by dotrzeć jak najgłębiej w myśli swojego chłopaka. W milczeniu składała scenariusze na najbliższe godziny. Oczami wyobraźni widziała w salonie Hanbina, który nieświadomy zagrożenia oczekuje jej od dłuższego czasu, widziała jego błyszczące oczy i ten zniewalający uśmiech. Wymyślała jak wyglądać będzie jego mina, gdy już o wszystkim mu powie i marzyła o tym jaką odpowiedź dostanie. Będąc gotową do działania zostawiła niedbale porzucone buty w przedpokoju swojego mieszkania i ruszyła do salonu. Zamurowało ją, gdy w głównym pokoju zastała ciemność i głuchą ciszę. Na miękkich nogach skierowała się do swojej sypialni, do łazienki, a następnie wróciła z powrotem do salonu. Nie rozumiała co się dzieje, kręcąc się dwukrotnie wokół własnej osi, szukała wytłumaczenia owej sytuacji. Jej serce zaczęło bić co raz szybciej, czuła jak krew pulsuje szalenie w żyłach. Prawie wywróciła się biegnąc do komody, na której znajdował się telefon stacjonarny. Drżącymi palcami wykręciła numer, który wyrecytować mogła w każdej chwili.

-Halo?
-Bobby!
-Hayi...
-Jest z wami?
-Nie, myślałem, że jest u ciebie.
-On... jego tu nie ma. Bobby zaczynam się martwić, nigdy nie znikał na tak długo.
-Spokojnie, Hayi, oddychaj głęboko. Zadzwoń do jego rodziców, pewnie pojechał do nich i zasiedział się, wiesz jaki jest.

Zaczęła z paniką grzebać po szufladach, szukając małego, zielonego notesiku. W trakcie szukania właściwie połowa zawartości szuflad lądowała na ziemi z hukiem. Kiedy dotarła do ostatniej szuflady, w myślach błagała, by ten cholerny notes tam był. Zaczęła uspokajać oddech dopiero, gdy znalazł się w jej dłoniach. Po minucie w skupieniu wpisywała numer i z dudniącym sercem słuchała sygnału połączenia.

-Tak, słucham?
-Dobry wieczór! Mówi Hayi.
-Och Hayi! Dawno Cię nie słyszałam, dlaczego tak rzadko dzwonisz do teściowej?
-Ja... znaczy... Hanbin...
-Hanbin? Co ten łobuz znowu nawywijał?
-Nie ma go u państwa?
-Nie, przecież jest środek tygodnia, czemu miałby tutaj być? Nigdy nie zjawia się, gdy pracuje. Coś się stało?
-Nie, nie. Po prostu mówił o jakiś odwiedzinach, ale musiałam coś pomieszać. Ja nie będę już pani przeszkadzać.
-Następnym razem chcę zobaczyć Cię na żywo, niedługo zapomnę jak nasza Hayi wygląda.
-Dobrze.

Nawet nie wiedziała dlaczego skłamała. Te nieprawdziwe słowa same wyszły z jej ust, zupełnie niespodziewanie. Po chwili zastanowienia uznała jednak, że postąpiła właściwie. Matka Hanbina pewnie spanikowałaby od razu i z prędkością światła pojawiłaby się w mieszkaniu Hayi. Ścisnęła silniej słuchawkę telefonu. Zaczęła się bać, wcześniej B.I nie robił takich rzeczy. Gdy miał zły humor nie pojawiał się w wytwórni, często sprawiał problemy i znikał na parę godzin, jednak kiedy pisał Hayi, że zobaczą się, nigdy nie wystawiał jej. Po chwili jednak uderzyła się słuchawką w głowę, karcąc się w myślach. Obdzwoniła wszystkich, spanikowała, a nie przyszło jej do głowy, iż Hanbin nie posiada numeru jej domowego telefonu, zaś jej osobisty leżał w torebce niezdolny do niczego. Ze spokojem wykręciła numer swojego chłopaka i odetchnęła z ulgą, gdy usłyszała oddech po drugiej stronie.

-Czyś Ty zupełnie zwariował? Gdzie jesteś?
-Dobry wieczór, bardzo dobrze, że pani dzwoniła.
-Przepraszam, z kim rozmawiam?
-Znalazłem ten telefon na przystanku autobusowym w Gangnam, próbowałem zadzwonić na numer podany w wizytówce alarmowej, ale nie odpowiadał. Gdzie moglibyśmy się spotkać, żebym oddał pani telefon?


Za wszystkie błędy językowe, interpunkcyjne itd. popełnione dotychczas i te, które dopiero popełnię przepraszam - 3/4 moich rozdziałów, shotów powstaje, gdy jestem zawieszona między jawą, a snem... a korekty nie ma mi kto zrobić :D