niedziela, 12 lipca 2015

Anyone looking for the paradise lost? 13.

Liczba wyświetleń powoli zbliża się do 2000! Jaka to ogromna liczba! WOW!
Staram się was nie zanudzić, powiedźcie czy właśnie tego nie robię.. ;)
Mamuś, musiałam wszystkim "wykablować" że to Ty, ponieważ jestem naprawdę dumna z tego, iż wspierasz mnie w tym co robię. Kocham Cię♥
misanthropy, wzięłam sobie Twój komentarz do serca i staram się umieszczać więcej dialogów, ale chyba kiepsko mi to idzie...

PS. Gratulacje dla mnie - mało brakowało, a opublikowałabym pusty post.
PS2. Uświadomiłam sobie właśnie, że któryś tam rozdział zostanie dodany w moje urodziny. Mam nadzieję, że wytrzymacie ze mną do tego dnia. (13.08.) ♥

Od samego rana stałam w naszej garderobie zastanawiając się jakie ubrania powinnam zapakować. Musiałam zrobić to sama, ponieważ Hyuk od rana ciężko pracował na planie zdjęciowym. Martwiło mnie to, bo obawiałam się, iż wybiorę mu ubrania, których nie będzie chciał nosić. Wybór był naprawdę ciężki – Sanghyuk miał więcej ubrań, butów i dodatków ode mnie. Była to głównie zasługa fanek, które nigdy nie żałują swoich pieniędzy na prezenty dla ich idola. Miałam wrażenie, że minęła wieczność, gdy w końcu zamykałam walizkę mojego ukochanego. Na szczęście zapakowaniem samej siebie nie miałam problemu, ponieważ od początku miałam jasno ustalony koncept. Jako, że miał to być nasz pierwszy urlop tylko we dwoje, postanowiłam wyglądać najpiękniej jak tylko się da. Do mojego bagażu trafiały ubrania wyłącznie markowe, z tzw. górnej półki. Sięgałam również po rzeczy, których jeszcze nie używałam, ponieważ czekały na specjalną okazję. Do takich rzeczy należały między innymi przepiękna, nieduża torebka od Gucciego, awiatory z limitowanej edycji od Prady oraz przepiękna sukienka od Armaniego. Wszystkie kupione z własnych, zarobionych pieniędzy. Kiedy ukończyłam proces pakowania, spojrzałam na zegarek. Do powrotu Hyuka zostały trzy godziny. Nie miałam zamiaru jednak siedzieć bezczynnie w domu. Wczoraj przed snem w mojej głowie pojawił się całkiem ciekawy pomysł. Otóż moi przyjaciele wciąż nie wiedzą o moim powrocie do domu. Umówiłam się z Hyukiem, by pozostawił mi swój telefon, bym miała możliwość skontaktować się z moją ekipą tak, by nikt nie zorientował się, że jestem w Seulu. Z telefonu ukochanego podesłałam wiadomość do trójki przyjaciół, która nakazywała, by pojawili się w Safari za godzinę, ponieważ Sanghyuk musi porozmawiać z nimi o mnie. Żadne z nich nie wykazało się kreatywnością i na telefon maknae przyszły trzy wiadomości o tej samej treści. „OK”.

Gdy weszłam do restauracji zauważyłam, że mam dzisiaj szczęście. Wszyscy siedzieli odwróceni tyłem do mnie, więc mogłam podejść do nich niezauważona.
-Aloha! - wykrzyczałam, a cała trójka odwróciła się w moją stronę i skamieniała z szoku.
-Co Ty tutaj robisz? - odezwali się razem, zupełnie jakby trenowali.
-Wróciłam. - obdarzyłam ich uśmiechem.

-Co się stało? Powinnaś być już dzisiaj w Polsce. - zapytał Ilhoon. - Oczywiście cieszę się niezmiernie, że wróciłaś do nas, ale jestem ciekaw co wydarzyło się na tym wyjeździe.
-Po co były te pożegnania? Chciałaś złamać nam serca, Ty niedobra? - rzuciła Shannon i wróciła do zajadania się jabłecznikiem na ciepło.
-Cały wieczór płakałyśmy z małą. Tego chciałaś? Ty okrutna kobieto. - dodała Jihae, a potem zaśmiała się na znak, iż nie powinnam traktować tego przymiotnika na poważnie.
-Właściwie to wszystko wywróciło się do góry nogami. Drugiego dnia pobytu rozchorowałam się. Mam alergię na jakiś składnik, który znajdował się w moim posiłku. Wiecie, gorączka i te sprawy. Dostałam magiczną odtrutkę, ale dla bezpieczeństwa przemiła babeczka kazała zostać mi w pokoju.
-Jak mogłaś nie wiedzieć, że masz alergię? - Hoonie był wyraźnie zadziwiony tym faktem.
-Może dlatego, że pierwszy raz to jadłam, głuptasie? - wystawiłam mu język i wróciłam do opowiadania. - Postanowiłam, że telefon włączę dopiero wtedy, gdy będę leciała do Polski, ale wiecie jak to jest leżeć choremu w łóżku. Nudziłam się, więc włączyłam telefon. Setki nieodebranych połączeń i wiadomości. Nie zdążyłam jeszcze wszystkiego sprawdzić jak zadzwonił N. Miałam wrażenie, że płakał. Powiedział, że Hyuk zamknął się w pokoju i nie wychodzi odkąd wrócił ode mnie ze szpitala.
-Aaa, więc dlatego wszyscy Cię szukali i dzwonili do nas? - mówiła Shannon, kiwając głową.
-Nikt nie miał zapasowego klucza do drzwi, więc z gorączką wracałam najszybszym lotem do Seulu. Kiedy go zobaczyłam, myślałam, że pęknie mi serce. Wyglądał strasznie, jak siedem nieszczęść. Najgorsze jest to, że na jego ręce zauważyłam rany po cięciach.
-Czy on... on chciał się zabić? - zapytała przerażona Shan.
-Ja nie wiem... Był bardzo załamany, mówił mi, że nie potrafi beze mnie żyć, że po tym co mi zrobił chciał umrzeć, że nie zasługuje na mnie. Nigdy nie widziałam go w takim stanie.
-Więc pogodziliście się? - w końcu odezwała się Nana.
-Tak. Ja nie wiem co mną kierowało, gdy decydowałam się na te całe głupstwo, przecież ja go kocham, a uczuć nie da się tak po prostu wyłączyć. Zresztą te wszystkie awantury, kłopoty. Winiłam go za nie, a w większości wszystko działo się, ponieważ nikt inny tylko ja popełniałam błędy. - znów zrobiło mi się smutno.
-Nawet nie próbuj mi się tutaj smucić. - Ilhoon zawsze szybko zauważa to jak zmieniają się moje emocje. - Opowiadaj lepiej jak minął pierwszy dzień na Tajlandii. Jak w pracy?
-Wczoraj musiałam pokazać choreografie dyrektorowi. - zrobiłam przerwę na łyk kawy i wróciłam do mówienia. - Moi mężczyźni włożyli w to mnóstwo pracy i wszystko wyszło idealnie. Szefunio nie mógł wyjść z podziwu. Dostaliśmy urlop i... - na chwilę się zatrzymałam, by wprowadzić dreszczyk emocji. - Wylatuję wieczorem z Hyukiem na Jeju!

Wszyscy życzyli mi miłego pobytu, zazdrościli wolnego. Nana przez dłuższy moment lamentowała, abym przywiozła jej jakąś piękną pamiątkę, Ilhoon wspominał coś o zabezpieczaniu się, za co został skarcony, a Shannon gratulowała mi tego, że jednak mam zdecydowałam się ratować mój związek.

Kiedy weszliśmy na lotnisko o mało nie zemdlałam z szoku. Były tam tłumy piszczących fanek, które jakimś cudem dotarły do informacji, że cały zespół ma urlop i ma zamiar wylecieć na ten czas za granicę. Gdy zobaczyły Hyuka zaczęły jeszcze bardziej piszczeć i ustawiły się na drodze do drzwi, zostawiając jedynie maleńką szparę przez którą, jak domniemałam, mieliśmy przejść. Każdy kto mnie zna, wie, że panicznie wręcz boję się bycia w centrum uwagi. Dotyczyło to szczególnie sytuacji, w których chodziło o fanki. Hyuk już zaczął iść jednak zatrzymał się, widząc, że wmurowało mnie w podłogę. Z tego stresu nogi odmówiły mi posłuszeństwa i za skarby świata nie mogłam się ruszyć. Nawet towarzystwo ochroniarzy, którzy pojawili się widząc ten tłum nie pomógł mi w poruszeniu się. Dopiero pocałunek złożony na moim czole i ciepła dłoń ukochanego ujmująca moją sprawiły, że nagle odzyskałam siłę w nogach. Ruszyłam delikatnie obejmując ramię mojego chłopaka, kurczowo trzymając jego dłoń. Gdy ja umierałam ze strachu, fanki uśmiechały się od ucha do ucha, robiąc nam tysiące zdjęć, krzycząc jak uroczo wyglądamy i jak mocno zakochani jesteśmy.

-Już w porządku? - zapytał mnie troskliwie, gdy wchodziliśmy na pokład samolotu.
-Tak. Nie było przecież tak źle. - skłamałam, bo nie chciałam wyjść na tchórza.
-Kochanie, spociły Ci się dłonie i cała się trzęsłaś.
-W-wcale nie! - czułam jak palą mnie policzki, więc po znalezieniu swojego miejsca odwróciłam się w stronę okna.
-Wcale nie? - zapytał odwracając moją głowę w swoją stronę. - Ani trochę?
-Może trochę.
-W takim razie zawaliłem. - jego blask jakby delikatnie przygasł.
-Huh? - nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Jesteś moją kobietą, więc powinnaś czuć się przy mnie bezpiecznie, a dzisiaj tak nie było. Do dupy.
-Ale to nie Twoja wina! - powiedziałam zdecydowanie za głośno, bo wszyscy nagle spojrzeli w naszą stronę. - Tu nie chodzi o Ciebie. - mówiłam już znacznie ciszej. - Po prostu dalej przerażają mnie takie tłumy. Wiesz, tych dziewczyn było tak wiele, na dodatek robiły straszny hałas, a flesz raził mnie po oczach.
-Widzisz. Byłem obok Ciebie, a Ty i tak stałaś przestraszona.
-Gdyby nie Ty, nie ruszyłabym się stamtąd. Wystarczył mi Twój dotyk, bym mogła iść dalej. To jest właśnie zaufanie i poczucie bezpieczeństwa, rozumiesz?
-Kocham Cię. - delikatnie cmoknął mnie w czoło i pomógł w zapięciu pasów.

Na Jeju byliśmy punktualnie o dwudziestej, a do hotelu dotarliśmy przed dwudziestą drugą. Jak zwykle zmęczeni podróżą po szybkim odświeżeniu położyliśmy się spać.
Rano nie obudziły mnie przyjemne promienie słońca czy ćwierkanie ptaków, a głos mojego chłopaka. Długo jęczał mi nad uchem zanim otworzyłam niezadowolona oczy. Już miałam krzyczeć na niego, gdy zobaczyłam, że trzyma on tacę z jedzeniem, które przepięknie pachniało.

-Zagadałem do pań z restauracji. Powiedziałem, że jest ktoś komu należy się śniadanie do łóżka. - położył tacę na moich nogach. - Opowiedziałem im, że jesteś najpiękniejszą kobietą na ziemi, która tańczy najpiękniej na całym naszym świecie, i że nie pozwolę nigdy nikomu mi Cię odebrać.
-Jesteś kochany. - odpowiedziałam rozczulona, jednak jego mina mnie nie zaniepokoiła, ponieważ wyglądał na zniesmaczonego. - Co jest?
-Wiesz, jak tak na Ciebie patrzę, to chyba pomyliłem się z tą najpiękniejszą. - zaśmiał się i potargał moje włosy.
-Hej! Chcesz zginąć?! - zagroziłam mu, machając przy tym widelcem.

Po śniadaniu poszliśmy obejrzeć okolicę, w której się znajdujemy. Wyspa ta była niesamowita, miałam wrażenie, że powietrze jest zupełnie inne, niż te seulskie. Kiedy rozglądałam się dookoła poczułam jak Hyuk łapie mnie za rękę. Spojrzałam na nasze splecione dłonie, a potem przeniosłam wzrok na niego. Wiatr rozwiewał mu włosy, uśmiechał się do mnie, a w jego oczach dostrzegałam blask, który przez jakiś czas był dla mnie niedostrzegalny. Gdy spoglądaliśmy na siebie, czułam jak moje serce wybija rytm, który sygnalizował mi jedno – kocham go, kocham jak szalona. Ostatnie tygodnie były dla mnie niesamowicie trudne, miałam ochotę się poddać, rzucić to wszystko. Prawie to zrobiłam. Jednak będąc tutaj wiedziałam, że jest to nagroda. Nagroda za to, że nie złamałam obietnicy i nie poddałam się. Możliwość bycia w tym miejscu z osobą, którą prawie się utraciło było lekiem na cały ból, który przeżyłam. Taka mała rzecz jaką było trzymanie za rękę osoby, którą kocham pokazało mi jak niewiele trzeba by być szczęśliwym.

Trzeciego dnia pobytu na wyspie natknęliśmy się na ogromny klub znajdujący się na miejscu starej hali produkcyjnej. Napis na wielkim plakacie mówił, iż odbywały się tam imprezy przy mocnej muzyce klubowej, czyli takiej, przy której najlepiej bawiliśmy się całą naszą ekipą. Nic więc dziwnego, że jeszcze tego samego dnia wieczorem przyszliśmy do „Frutti di Mare”. Wejście do klubu kosztowało nas niemałą sumę, jednak to co znajdowało się za drzwiami, zrekompensowało nam stratę. Ogromna hala podzielona była na dwie strefy – parkiet i bar wraz ze stolikami. Okazało się, iż przemiła barmanka jest ogromną fanką VIXX i od razu udało się jej nas rozpoznać. Zaproponowała nam, że na jej koszt przygotuje dla nas wszystkie drinki, które znajdują się w karcie, a my wybierzemy ten najlepszy. I tak oto całą noc popijaliśmy kolorowe trunki przy piosenkach najlepszych didżei. Niestety akurat tego dnia zapomniałam wziąć ze sobą umiaru i do domu wracałam uwieszona na plecach mojego ukochanego, który był w zdecydowanie lepszym stanie ode mnie. Spałam do godziny piętnastej, a gdy się obudziłam Hyuk czekał na mnie z kanapkami. Nie nacieszyłam się jednak zbyt długo zjedzonym posiłkiem, ponieważ kac morderca zaprowadził mnie na długą rozmowę z muszlą klozetową. Na szczęście nie byłam sama. Sanghyuk z własnej, nieprzymuszonej woli był obok. Trzymał mnie za włosy, gdy wymiotowałam, przynosił wodę, bym nie odwodniła się, a potem zaniósł do łóżka, w którym spędziłam cały wieczór.
Cały nasz urlop był jednym wielkim lenistwem. Spaliśmy do południa, do wieczora wędrowaliśmy po mieście lub pływaliśmy w hotelowym basenie, a potem do rana imprezowaliśmy w klubach. W sumie odpowiadał nam taki tryb życia, jednak na dłuższą metę nie miałoby to prawa bytu. Właściwie to oboje byliśmy pracoholikami, więc już pod koniec pobytu tęskniliśmy za pracą. Uczucie te było spotęgowane tym, iż naładowaliśmy się pozytywną energią, a także odpoczęliśmy po wszystkich negatywnych wydarzeniach. Również między naszą dwójką wszystko układało się tak jak powinno. Wspólnie spędzony czas, a także wspomnienia najgorszych dni naszego związku sprawiły, że jeszcze bardziej zbliżyliśmy się do siebie, a nasze uczucie stało się jeszcze mocniejsze.

Kiedy weszliśmy do naszego mieszkania zauważyłam Leo pijącego herbatę z jakimś mężczyzną. Na dźwięk zamykanych drzwi obaj odwrócili się w naszą stronę, a ja upuściłam torebkę z wrażenia.

-Tato?


czwartek, 9 lipca 2015

Anyone looking for the paradise lost? 12.

Mam nadzieję, że nie obrazicie się za to, iż przestałam odpisywać wam na komentarze. To nie dlatego, że jestem leniwa, nie lubię was itp. itd. Po prostu nie chcę was zanudzić ciągłymi podziękowaniami. Pozwólcie, że będę dziękować i komunikować się z wami tutaj.
Aya Anakin Lee, Sachi Mei - dziękuję bardzo, że jesteście i zniecierpliwione czekacie na kolejne części.
Rose Black  - bardzo mega supi dupi dziękuję, że jesteś ze mną od samiuteńkiego początku i okazujesz mi mnóstwo wsparcia. 
misanthropy - mówiłam już, że strasznie Ci zazdroszczę umiejętności pisania długich komentarzy? bardzo, bardzo dziękuję za miłe słowa i za to, iż mimo, że nie wszystko Ci się podoba, potrafisz docenić moje starania i odmienny styl. ps. Nie przejmuj się czasem, ja już nauczyłam się z nim żyć ;) 
Mamo, (tak ten anonim to moja kochana Mama) - dziękuję, że w końcu odważyłaś się skomentować moje wypociny. Dziękuję Ci też za to, iż wspierasz moją twórczość od początku, jesteś ze mną odkąd zaczęłam tworzyć pierwsze opowiadania, wiersze. blablabla. Fajnie, że jesteś.

 
Serce podskoczyło mi do gardła. Dlaczego nie zareagował?

-Hyukkie... - szepnęłam.

Delikatnie się poruszył, a następnie zaczął cały drżeć i dopiero po chwili obrócił się w moją stronę. Jeśli do tej pory moje serce było w jednym kawałku, właśnie wtedy już na pewno pękło i rozpadło się na milion kawałków. Mimo ciemności zauważyłam jego ogromne, ciemne cienie pod oczami, zapadnięte policzki, suche, drżące usta. Przez długi czas patrzył mi w oczy. Wydawało się, że nie wierzy w to co widzi. Wyciągnął dłoń w kierunku mojej twarzy, jednak zatrzymał ją w połowie drogi i cofnął spuszczając wzrok. Nie wiem, który już raz w ciągu tych paru godzin wybuchłam płaczem. Przyciągnęłam go do siebie i przytuliłam mocno, opierając jego głowę o miejsce, gdzie znajduje się moje sercem. Początkowo nie ruszał się, dopiero po paru chwilach objął mnie rękoma. Jedną ręką głaskałam go po głowie, drugą delikatnie wplotłam w koszulkę. Znów zaczął drżeć, usłyszałam jego szloch i poczułam zimne łzy moczące moją bluzkę. Bardzo długo płakaliśmy. Kiedy już się uspokajałam wystarczyło mi jedno spojrzenie na niego i znów wybuchałam. W końcu jednak obojgu nam zabrakło sił na płacz i siedzieliśmy w ciszy.

-Ja chyba nie potrafię bez Ciebie żyć. - szepnął, a ja poczułam ból w klatce piersiowej.
-Dlaczego to zrobiłeś? Wszyscy się o Ciebie martwili... - mój głos drżał.
-Kiedy pokłóciliśmy się w szpitalu myślałem, że już nigdy Cię nie zobaczę. Wtedy wszystko straciło dla mnie sens. Ja nie widziałem powodu, żeby istnieć. Chciałem zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Chciałem umierać w cierpieniu. Wyrządziłem Ci taką krzywdę. Nie zasługuję na Ciebie, powinienem odejść i pozwolić Ci znaleźć kogoś kto jest Ciebie wart, ale nie potrafiłem wyrzucić Cię z serca. Lillianne, ja jeszcze nigdy nie kochałem kogoś tak bardzo jak Ciebie. Jesteś moim tlenem. - jego głos był słaby, z trudem łapał oddech, jednak nie przestawał mówić. - Ja jestem potworem. Skrzywdziłem największy skarb w moim życiu. Nie powinienem się usprawiedliwiać, nie mam prawa prosić o wybaczenie, ale mi tak cholernie na Tobie zależy, że gdy widziałam Cię z innymi mężczyznami przestawałem trzeźwo myśleć. Przepraszam. Tak bardzo Cię kocham.

Poczułam na dłoni jego łzę, potem kolejną, a potem następne. Jakaś część w środku mnie właśnie umierała. Jak mogłam być tak samolubna? Jestem totalną egoistką. Chciałam zostawić kochającego mężczyznę za jeden popełniony błąd. Powinniśmy naprawić wszystko razem, a co ja zrobiłam? Uciekłam od problemu. Czułam się okropnie. Doprowadziłam do takiego stanu najważniejszą osobę w moim życiu. Odebrałam komuś, kto nauczył mnie cieszyć się życiem, całe szczęście. Złamałam mu serce. Zmanipulowałam wszystko do takiego stopnia, że obwinia siebie mimo tego, iż to ja jestem wszystkiemu winna. Powinnam walczyć o nasze uczucie. Obiecaliśmy, że nigdy się nie poddamy, a ja złamałam tę obietnicę.

-Przyjechałaś po swoje rzeczy, prawda? - spojrzał na mnie oczami pełnymi łez.
-Nie... Wróciłam Hyuk. - zdaje się, że dostrzegłam w jego oczach iskierkę nadziei. - Wróciłam do Ciebie.
-Naprawdę? - na jego twarzy namalowało się coś na wzór uśmiechu.
-Przepraszam. To wszystko moja wina. - musiałam powiedzieć wszystko co leżało mi na sercu. - Widziałam tylko Twoje wady, winiłam za wszystko, a tak naprawdę w większości to ja zawiniłam. Kiedy zaczęły się nasze problemy powinnam z Tobą porozmawiać, starać się wszystko naprawić... a ja uciekłam jak najgorszy tchórz. Jestem tak żałosna, że dopiero teraz zobaczyłam kto tak naprawdę jest wszystkiemu winien.

Bałam się spojrzeć mu w oczy. Byłam przekonana, że zobaczę w nich odrazę i nienawiść. On jakby wyczytał moje myśli, chwycił mnie za brodę i uniósł ją delikatnie tak, bym musiała na niego popatrzeć. W jego oczach nie było złości, mogłam w nich zobaczyć coś za czym tak bardzo tęskniłam – miłość.

-Możemy to przecież jeszcze naprawić, prawda? - zapytał, a potem sięgnął na komodę po moją obrączkę. - Założysz ją z powrotem?

Gdy zakładałam obrączkę, znowu płakałam. Sanghyuk zbliżył się do mnie i delikatnie scałował łzę, która płynęła właśnie po moim policzku. Potem delikatnie musnął moje wargi, by po chwili złożyć na nich pocałunek. Pocałunek, w którym zawarte były wszystkie uczucia, które w nas drzemały. Zachłanny, o smaku naszych łez, smutku i nieskończenie wielkiej miłości. Nasze usta idealnie pasowały do siebie, tylko jego dłoń mogła bezpiecznie ujmować moją i tylko rytm jego serca był taki sam jak mój.

Chwilę jeszcze siedzieliśmy wtuleni, a potem ruszyłam do kuchni, bowiem mój ukochany już tyle czasu niczego nie jadł. Gdy otworzyłam drzwi naszej sypialni wszystkie oczy skierowane były na mnie. Każdy oczekiwał słów wyjaśnień.

-Wszystko jest w porządku. Ja naprawdę bardzo was przepraszam za kłopot. - wymusiłam uśmiech.

Wszyscy odetchnęli z ulgą i zaczęli rozchodzić się do siebie, podchodząc najpierw do mnie, by przytulić mnie serdecznie. Na szczęście nikt nie miał siły na dłuższe rozmowy, więc mogłam skierować się do kuchni. Nie wiedziałam co mogę przygotować, byłam przyzwyczajona do tego, iż zazwyczaj jadłam na mieście, a w domu zawsze czekało na mnie jedzenie przygotowane przez gosposię. Zależało mi na czasie, bo wiedziałam jak bardzo głodny musi być Hyuk. W lodówce nie było wielu składników. W końcu jednak coś wymyśliłam. Wstawiłam wodę na herbatę, a na rozgrzanej patelni rozpuszczałam masło. Następnie dodałam pokrojoną szynkę. Nim szynka się zarumieniła, zdążyłam pokroić chleb oraz pomidory. Kanapki z pomidorem i sałatą były gotowe, a szynka zmieniła kolor na ciemniejszy, jej zapach roznosił się po całym mieszkaniu. Odpowiednio przyprawione, wymieszane jajka wylałam na patelnię i mieszałam czekając, aż wszystko ładnie się zetnie. Gotową jajecznicę przełożyłam na talerz, a następnie wszystko ułożyłam na drewnianej tacy i poszłam do pokoju.
Kiedy cudem otworzyłam drzwi, lampka nocka była już na swoim miejscu i delikatnie oświetlała sypialnię. Hyuk siedział w łóżku i nerwowo bawił się palcami. Gdy podawałam mu widelec zauważyłam na jego nadgarstku coś niepokojącego. Złapałam go za rękę i odsunęłam rękaw. Dwie, głębokie i świeże rany cięte zahaczające o żyłę. Zasłoniłam usta dłonią, by nie krzyknąć.

-Przepraszam. - szepnął tylko i zabrał się za jedzenie.

Ja zaś czułam się jakby ktoś wbił mi nóż w serce. Doskonale wiedziałam, że nie były to przypadkowe rany, a cięcia zrobione z premedytacją... z mojego powodu. Nie chciałam pytać, nie miałam już siły. Byłam tak wykończona psychicznie, że nie potrafiłam nawet skupić swoich myśli.

Starałam się wyłączyć i kiedy Hyuk skończył jeść, poprowadziłam go do łazienki. Był tak wycieńczony, że musiałam pomóc mu pozbyć się ubrać. Kiedy został w samej bieliźnie pomogłam mu usadowić się w wannie i po ustawieniu odpowiedniej temperatury wody, zajęłam się myciem jego włosów, a następnie ciała. O dziwo uporałam się z tym zadaniem bardzo szybko. Spojrzałam na miejsce okryte bielizną, jednak bardzo szybko odwróciłam wzrok.

-T-tam... musisz sobie sam poradzić. - rzuciłam i cała zawstydzona wyszłam z pomieszczenia.

Kiedy nadeszła moja kolej na kąpiel, miałam siłę jedynie na szybki prysznic. Wychodząc z łazienki zauważyłam, że Hyuk jeszcze nie spał. Wydawało mi się, że czekał na mnie, bo gdy tylko usłyszał moje kroki spojrzał na mnie i obdarzył delikatnym uśmiechem. Nie byłam pewna co powinnam zrobić, więc początkowo ułożyłam się na krańcu łóżka z dala od chłopaka. Po chwili jednak poczułam jego dłonie na moje talii i nim zdążyłam zareagować, leżałam wtulona w ukochanego, opierając głowę o jego klatkę piersiową. Słyszałam bicie jego serca spokojne, miarowe. Piękna tej melodii nic nie było w stanie pokonać, nic nie mogło się z nią równać.

Obudziły nas krzyki N-oppy i huk otwieranych drzwi. Kiedy otworzyłam oczy, lider szarpał Hyuka próbując go obudzić, zaprzestał jednak tego, gdy zobaczył, iż nie śpię.

-Lilly, szef dzwonił. - zaskomlał jak maleńki szczeniak.
-I to jest powód, by budzić ludzi z samego rana? - wyjęczałam, będąc nie do końca przytomna.
-Mamy godzinę, żeby stawić się w wytwórni. Powiedział, że dzisiaj mija trzydzieści dni i masz przedstawić wszystkie choreografie. - powiedział i wrócił do budzenia maknae, ja zaś usiadłam na łóżku próbując się przebudzić.
-To już dzisiaj? Jak to? Cholera! - ledwo powstrzymałam się od przeklęcia. - Przecież jeszcze nie wszystko gotowe! Jeśli cokolwiek pomylicie on mnie zabije! N! Szykuj mi trumnę. Już nie żyję.
-Spokojnie. Trenowaliśmy ciężko pod Twoją nieobecność. Daliśmy z siebie wszystko.

Po niespełna godzinie byliśmy już w wytwórni. Byłam przerażona, bo wiedziałam, że dyrektor jest negatywnie nastawiony na moją osobę po ostatnim incydencie w czasie treningów. Jako pierwszą, VIXX przedstawiali choreografię do utworu mającego promować ich nową płytę. Postawiłam tutaj na mieszankę mocnych hip-hopowych kroków z imitacją ruchów zombie. Następnie zaprezentowane zostały występy specjalne na gale KBS, SBS. Kolejny był występ tancerzy na galę MBC. Na sam koniec pozostał nasz duet, który miał zamykać największą galę noworoczną. Stres zamroził mnie na parę sekund. Moje serce było jak szalone, miałam wrażenie, że każdy na sali jest w stanie je usłyszeć. Jednak wraz z pierwszymi dźwiękami „Amadeus” cały mój stres zniknął, a ja skupiłam się na tym co kocham. Choreografia była prawdziwą mieszanką stylów. Pierwsze kroki były podstawą dla tancerzy samby. Zaraz po nich następowały ostre hip-hopowe, następnie odrobina jazzu. Całość kończyła się popisem umiejętności w tańczeniu dubstepu i tzw. lirycal hip-hop. Gdy muzyka ucichła zostałam poproszona, bym skierowała się wraz z dyrektorem do jego biura.

-Proszę usiąść. - dyrektor wskazał mi krzesło naprzeciw jego biurka. - Panno Kowalsky, od czego powinienem zacząć?
-Nie wiem. - odezwałam się cicho, obawiając się najgorszego.
-Właściwie to byłem pewien, że nie podołasz temu zadaniu. Miesiąc czasem to za mało na jedną choreografię, więc stworzenie sześciu w trzydzieści dni jest niemal niemożliwe. - w tym momencie zamilkł na chwilę. - Nie mam pojęcia jak Ci się to udało.
-Czyli... wszystko jest ok? - miałam wrażenie, że za chwilę zemdleję.
-Jak najbardziej. Myślę, że panienkę przeceniłem. Dokonałaś czegoś praktycznie niemożliwego. - odetchnęłam z ulgą. - Wszystkie choreografie wyglądają jakbyście pracowali nad nimi latami, a wasz duet. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Kris miał racje, złote dziecko z Ciebie.
-Dziękuję. Naprawdę dziękuję. - ukłoniłam się tak nisko jak pozwalała mi na to moja pozycja.
-Wiem doskonale, że kosztowało was to mnóstwo energii. Słyszałem, że wylądowałaś w szpitalu. Nie mam pojęcia gdzie podziewaliście się w ostatnich dniach wraz z Sanghyukiem, ale nieważne. Pracowaliście bardzo ciężko. Ustaliłem już datę powrotu. Teledysk wydamy równo za trzy tygodnie. Jutro rano chłopcy zrobią zdjęcia do zapowiedzi, a MV nagramy po waszym powrocie z urlopu.
-Słucham? - czy on powiedział „urlop”? Czy to możliwe?
-Należy wam się odpoczynek. Przez następne osiem dni możecie robić co chcecie. Urlop, wakacje. Rozumie panienka?
-T-tak. Bardzo, bardzo dziękuję dyrektorze. - wstałam z krzesła i zaczęłam się kłaniać pracodawcy.
-Nie dziękuj. Zasłużyliście na to. Cała wasza szóstka na to zapracowała. A teraz uciekaj do chłopaków, menadżer pewnie już im o wszystkim powiedział.

-URLOP! - wykrzyczałam wbiegając do sali, na której znajdowali się moi przyjaciele z menadżerem.

Pierwsze co zobaczyłam to uśmiech mojego chłopaka, który jakby rozjaśniał całe pomieszczenie. Rozpędziłam się i wskoczyłam mu w ramiona. Ten objął mnie mocno i zaczął kręcić się w kółko. Kiedy dostatecznie zakręciło nam się w głowach, zatrzymał się, jednak nie puścił mnie. Spojrzał mi głęboko w oczy. Złożył pocałunki na moim czole, nosie, policzkach, a następnie delikatnie musnął moje usta.

-Zacznij się pakować. Lecimy na Jeju.

niedziela, 5 lipca 2015

Anyone looking for the paradise lost? 11.

Troszkę jestem zawiedziona. Poprzednia część ma najwięcej wyświetleń (ponad 100) i jedynie dwa komentarze. Przyznam, że nie na to czekałam. Ta część to chyba moja największa duma dotychczas i liczyłam, że więcej z was wyrazi swoją opinię, napisze parę słów w komentarzu, szczególnie, że jest was więcej, więcej was tu zagląda. No cóż. Trudno. Mam nadzieję, że chociaż przyjemnie wam się czyta.


Podczas podróży przypadkowo spojrzałam na swoją dłoń i doznałam szoku. Nie było na niej obrączki, którą dostałam od Hyuka. „Obiecajmy, że zawsze będziemy je nosić. One mają sprawić, że nigdy się nie poddamy.” Słowa, które wypowiadał w momencie, gdy ją dostałam zabrzmiały mi w głowie. To jakiś cholerny zbieg okoliczności, że zniknęła właśnie w takim czasie. Kiedy uświadomiłam sobie w jakiej sytuacji musiałam ją zgubić zaśmiałam się sama do siebie. Byłam prawie pewna, że spadła mi, gdy szarpałam się z Sanghyukiem. Całą podróż brak obrączki jakby palił mnie od środka. Jednak wraz z lądowaniem samolotu, ów brak przestał mieć znaczenie.

Hotel, w którym miałam się zatrzymać nosił nazwę „Eldorado” i swoim wyglądem robił ogromne wrażenie. Podłoga, schody, ściany były pokryte białym marmurem, a na środku była przepiękna fontanna. Pewnie wymieniłabym więcej pięknych rzeczy jednak mnie zależało na czasie. Szybko więc odebrałam kartę do pokoju w recepcji, a potem windą skierowałam się na trzynaste piętro. Pokój, a właściwie apartamentowiec, który krył się za drzwiami z numerem 1310, był urządzony w nowoczesnym stylu. Posiadał mały salon, sypialnię oraz ogromną łazienkę z jacuzzi. Szybko wzięłam prysznic, odświeżyłam się po podróży i ruszyłam na basen. Hotel oferował trzy rodzaje jacuzzi, brodzik, basen dla dzieci oraz duży, przeznaczony do pływania. Po nałożeniu specjalnej opaski, która miała chronić szwy przed wodą, weszłam do dużego basenu i starałam się wyciszyć przepływając kolejne długości. Kiedy poczułam zmęczenie, usiadłam na leżaku i zamówiłam drinka. Młody barman przygotował dla mnie „coś specjalnego”. W podłużnej szklance znajdowała się czerwono-żółta ciecz, której smak przypominał mieszankę ananasa z czymś kwaśnym. Nim odpoczęłam i wypiłam całego drinka, słońce zaczęło powoli zachodzić. Jeszcze przed snem postanowiłam pójść nad morze. Wróciłam więc do pokoju, by przebrać się i nałożyć nową warstwę wysokiego filtru przeciwsłonecznego. Wakacje, wakacjami, ale zdrowa skóra to priorytet. Do morza miałam parę kroków, wystarczyło wyjść poza teren hotelu, by zacząć stąpać po plaży. Ciepły piasek delikatnie masował moje stopy, a przepiękny krajobraz koił moje oczy. W takim miejscu zapominało się o swoich problemach, chciało się żyć. Nie spacerowałam długo, byłam zmęczona podróżą, więc przed godziną dwudziestą drugą wróciłam do hotelu i po wspaniałej gorącej kąpieli położyłam się spać w wygodnym, wodnym łóżku. 

Obudziły mnie gorące promienie słońca. Zegar ścienny wskazywał godzinę dziewiątą. Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam okazję tak długo spać. Byłam wyspana i wypoczęta. Nagle uświadomiłam sobie, że nie miałam nic w ustach od wczorajszego dnia rana. Nigdy nie jadłam dużo, jednak fakt, iż spędziłam aktywnie cały dzień na kromce chleba z dżemem był dla mnie zastanawiający. Po porannej toalecie zjechałam windą na śniadanie. Szybko nadrobiłam braki, w mgnieniu oka pochłonęłam przepyszną jajecznicę i dwie słodkie bułki z serem. W czasie posiłku kusiło mnie, by włączyć na chwilę telefon, podłączyć się do Wi-Fi i zobaczyć co się dzieje w Korei, jednak prędko wybiłam to sobie z głowy. 

Na dzisiejszy dzień zaplanowałam pobyt z noclegiem w Bangkoku. Kierowca miał po mnie przyjechać o godzinie jedenastej, więc miałam jeszcze trochę czasu dla siebie. Włączyłam radio. Początkowo na losowo znalezionej stacji pojawiały się same amerykańskie, popowe piosenki. Trochę się powygłupiałam, tańcząc w dziwny sposób do imprezowych utworów. Kiedy już miałam wyłączać radio i wychodzić z pokoju zamurowało mnie. Usłyszałam melodię, która sprawiła, iż moje serce przyspieszyło. Było to „Paradise lost” Gain. Son Gain, kobiety, którą zawsze podziwiałam, symbolu kobiecości. Piosenka, którą wraz z Hyukiem zauroczyła nas od pierwszego usłyszenia. Kiedy została wydana, mieszkałam jeszcze w Polsce, a Sanghyuka traktowałam wyłącznie jako przyjaciela. Od momentu pojawienia się owej piosenki w naszym życiu, praktycznie zawsze któreś z nas śpiewało ją drugiemu przez telefon. Poza melodią i przepięknym wokalem Koreanki podobało nam się to, iż mimo widocznym nawiązań do biblijnych wydarzeń, metafory zawarte w tekście utworu można było interpretować na swój własny sposób.

„Anyone looking for the paradise lost?”

„Maybe I'm that your diamond lost?”

„You are my and I'm your diamond lost.”

Czy ja właśnie nie tracę raju? Nie zagubiłam gdzieś swojego diamentu? Przez chwilę poczułam jakby poszczególne wersy ulubionej piosenki kierowane były do mnie. Miałam wrażenie, że coś robię źle, że pożałuję swoich decyzji. Zaczęłam mieć ogromne wątpliwości co do tego co właśnie czyniłam. Z rozmyślań wybił mnie dźwięk telefonu znajdującego się na komodzie koło łóżka. Przemiła pani z recepcji powiadomiła mnie, iż kierowca już na mnie czeka. „Ogarnij się Lilly, podjęłaś decyzję i nie ma odwrotu.” Skarciłam się w myślach. 

Droga do Bangkoku zajęła nieco ponad dwie godziny. Hotel, w którym miałam zostać jedną noc znajdował się w samym centrum miasta. Miał on pięć gwiazdek, a kucharze pracujący w nim nazywani byli najlepszymi z najlepszych. „Shangri-La Hotel”, pokój numer 2803. Po raz kolejny nie zwróciłam szczególnie uwagi na detale, jednak zdążyłam zauważyć, iż owe miejsce było zbudowane w nowoczesnym stylu. Uprzejmy pan z obsługi pomógł mi uporać się z bagażami i zaprowadził do mojego apartamentu. Tym razem był to jeden pokój z łazienką, jednak było widać, iż wszystkie meble i dodatki były z najwyższej półki. Po odświeżeniu się ruszyłam do hotelowej restauracji na obiad. Szef kuchni zaproponował mi małe porcje paru tradycyjnych potraw, których nazw nie potrafiłam powtórzyć. Były one jednak bardzo dobre, miały intensywny smak i przepięknie prezentowały się na talerzach. Po posiłku wybrałam się na spacer po okolicy. Było po czternastej, a na ulicach tętniło życie. Mimo, iż nie był to wakacyjny sezon, co chwilę natykałam się na turystów. 

Przechadzając się myślałam nad tym jak powiadomić rodziców o całej zaistniałej sytuacji. Jedna rzecz była pewna. Ojciec o moim powrocie do Polski dowie się dopiero, gdy moje stopy dotkną podłogi naszego domu w Zagórsku. Gdybym powiadomiła go jeszcze będąc w Korei zrobiłby wszystko, aby mnie powstrzymać. Wiedziałam, że nie zgodzi się na mój powrót do Polski, więc musiałam kombinować i zbierać argumenty, by jednak jakoś go przekonać do swoich racji. Bałam się jednak, że nawet fakt, iż mój chłopak podniósł na mnie rękę i wylądowałam w szpitalu mogą go nie poruszyć. Po dłuższym rozmyślaniu postanowiłam, iż przed wylotem do Korei zadzwonię do mamy, powiadomię o swoim powrocie oraz poproszę, by przez jakiś czas trzymała to przed ojcem w tajemnicy. Mając już gotowy plan rozchmurzyłam się i z uśmiechem na ustach przyjęłam jakąś ulotkę od młodej dziewczyny. Na szczęście napisy na niej były w języku angielskim. Och, impreza tego wieczora w ogrodzie jakiegoś ekskluzywnego klubu. Owa ulotka uprawniała do wejścia za darmo oraz jednego napoju alkoholowego również bez żadnej opłaty. Czyli mam już plany na wieczór. 

Nim wróciłam do hotelu wybiła już godzina osiemnasta, więc miałam prawie dwie godziny na przygotowania do imprezy. W recepcji dowiedziałam się, iż klub, do którego miałam zaproszenie jest uliczkę dalej, więc wystarczy jakieś pięć minut, by dotrzeć tam z hotelu. W pewnym momencie poczułam skurcz w okolicy brzucha. Czasem zdarzały mi się podobne bóle, jednak mijały po chwili, więc położyłam się na parę minut do łóżka, czekając aż mi przejdzie. Po upływie trzydziestu minut ból wcale nie minął, stał się jeszcze silniejszy, a ja czułam, że dostałam gorączki. Może minutę po tym jak zadzwoniłam do recepcji w moim pokoju pojawiła się starsza pani w towarzystwie młodej kobiety, która, jak później zauważyłam, była tutaj w roli tłumacza. Okazało się, że jedna potrawa z obiadu zawierała przyprawę, która wywołałam u mnie reakcję alergiczną, jednak nie było to nic groźnego. Dostałam jakiś syrop oraz krople miętowe, by ból brzucha już mi tak nie dokuczał. Zostałam poproszona o to, bym dzisiejszego wieczoru została jednak w pokoju, ponieważ mogą wystąpić u mnie problemy żołądkowe. Nie byłam z tego zadowolona, ponieważ nakręciłam się na imprezę pod gołym niebem, jednak zdrowie jest najważniejsze. Kiedy ból brzucha ustąpił bardzo szybko zasnęłam i obudziłam się późno w nocy. Zegarek w moim telefonie mówił, iż była godzina druga trzydzieści, gdy się zbudziłam. 

Zaczęłam się nudzić i po długiej walce ze sobą sięgnęłam po moją kartę do telefonu. Kiedy wszystkie dane się załadowały doznałam szoku. Ponad 300 nieodebranych połączeń i prawie 100 wiadomości. Większość połączeń było od N-oppy, później kolejno od Leo, Hongbina, Ilhoona, Nany i jedno od mojej mamy. Nim zdążyłam włączyć wiadomości mój telefon zaczął dzwonić. To był N. 

-Halo?
-Dzięki Bogu Lilly! Dziewczyno dlaczego Twój telefon był nieaktywny?! Nikt nie mógł się z Tobą skontaktować. Musisz wrócić! - jego głos drżał, wydawało mi się, że płakał. - Hyuk... on zamknął się w pokoju. Nie wychodzi odkąd się pokłóciliście. Nic nie jadł od tamtego czasu, nie pojawił się w wytwórni. - wziął głęboki oddech. - Lilly, nikt nie wie gdzie jest drugi klucz. Boję się... że coś mu się stało. Błagam Cię wróć tutaj. - zaczął dusić się płaczem.
-Taeckyeonnie, weź głęboki oddech. Drugi klucz jest u mnie. Zaraz się rozłączę. Przylecę najszybciej jak tylko mogę. Proszę wytrzymajcie jeszcze trochę. 

Rozłączyłam się, a moje serce zaczęło bić jak szalone. Co ten idiota zrobił najlepszego? Zalana łzami wyciągnęłam swojego laptopa z torby i po podłączeniu go do Wi-Fi zaczęłam szukać lotów do Seulu. Ktoś z góry musi mieć mnie w swojej opiece, ponieważ jakieś tanie linie lotnicze oferowały bezpośredni lot z Bangkoku za godzinę i dwadzieścia minut. Cała drżałam, gdy pakowałam rzeczy do walizki, a moje łzy moczyły wszystko co miałam w rękach. Tak bardzo bałam się o Hyuka. Tylko on w tym momencie się liczył. Czułam się tak, jakby moje serce pękało. Zaczęłam winić siebie za to, że wyciągnęłam tę durną kartę. Wiedziałam, że jeśli on coś sobie zrobił, wyrzuty sumienia nie dałyby mi żyć.
Całą drogę na lotnisko płakałam. Musiałam wyglądać okropnie, ponieważ przy kontroli zaproponowano mi leki na uspokojenie. Zgodziłam się zażyć je przed odlotem. Niewiele mi pomogły. Przestałam jedynie płakać, jednak moje serce wciąż biło jak szalone, dłonie się trzęsły, a moje ciało drżało. Do Seulu doleciałam nad ranem. Wyrazy współczucie należą się taksówkarzowi, który podwoził mnie do domu. Cały czas krzyczałam na niego, by przyspieszył, panikowałam, groziłam, że jak coś złego się stanie to będzie jego wina, ponieważ nie umie jeździć.
Kiedy weszłam do apartamentu wszyscy czekali już w salonie. Myślę, że nie wyglądali gorzej ode mnie. Siedzieli w ciszy na kanapie, a N szlochał wtulony do Leo. 

-Przepraszam. Nie mogłam być wcześniej. - zaczęłam i znów się rozpłakałam. - Ja... Dajcie mi to załatwić.

Nikt się nie odezwał jednak wyczytałam z ich oczu niemą zgodę. Moje dłonie tak bardzo się trzęsły, że nie mogłam trafić kluczem w zamek od naszego pokoju, w efekcie nim otworzyłam drzwi, pęk kluczy leżał dwa razy na ziemi.
W pokoju było ciemno, panowała cisza, zamknęłam za sobą drzwi i po omacku dotarłam do łóżka.
Hyuk leżał na boku, odwrócony plecami do mnie. Chciałam zapalić lampkę nocką znajdującą się na komodzie, jednak jej tam nie było. Zamiast niej leżała tam moja obrączka. Poczułam jak moje serce na chwilę się zatrzymało. Usiadłam na brzegu łóżka i położyłam dłoń na ramieniu ukochanego. Nie zareagował. Jego ciało było chłodne.



czwartek, 2 lipca 2015

Anyone looking for paradise lost? 10.

Mam dla was dowód na to jak motywujące potrafią być wasze komentarze - Oto przed wami najdłuższa część mojego opowiadania, którą stworzyłam w jeden wieczór. Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję wam za to, że poświęcacie swój czas na czytanie moich wypocin i nie boicie się napisać swojego zdania.

Jeszcze oficjalnie nie zakończyłam "Anyone looking for paradise lost?", a już szykuję mały zarys kolejnego opowiadania.


Obudziłam się w szpitalu. Znowu. Poczułam, że coś jest nie tak. Poza plecami, bolało mnie również lewe udo. Podniosłam kołdrę i doznałam ogromnego szoku. Było ono całe zabandażowane, a gdy przejechałam palcem po bolącym mnie miejscu wyczułam rząd szwów. Zrobiło mi się gorąco, oczy zaszły mi mgłą. Po paru głębokich wdechach rozejrzałam się po sali. Dopiero teraz zauważyłam Hyuka, który płakał przy moim łóżku. 

-Wynoś się stąd. -wyszeptałam. - Powiedziałam, żebyś się wynosił! -wykrzyczałam, gdy nie zareagował. - Nie chcę Cię widzieć!

Jeszcze chwile na mnie patrzył, a potem powoli skierował się do wyjścia. Nie chciałam go widzieć. Wiedziałam, że mój upadek to nie jego wina, a nieszczęśliwy wypadek. Jednak fakt, iż podniósł na mnie rękę nie dawał mi spokoju. Biłam się ze sobą w myślach. Z jednej strony winiłam siebie, w końcu to ja pierwsza go uderzyłam. Z drugiej zaś zastanawiałam się czy będę potrafiła czuć się przy nim bezpiecznie. Z rozmyślań wyrwał mnie lekarz. Był niski, w podeszłym wieku, a jego włosy były siwe.

-Panno Kowalsky, jak się pani czuje? - zapytał z troską.
-Nie narzekam. - skłamałam, ponieważ ból pleców strasznie mi dokuczał. - Panie doktorze, właściwie co mi się stało?
-Ach, czyli nie pamięta pani? - wyraźnie się zdziwił. - Z tego mówił pani opiekun, uderzyła pani w szklaną szafę, na całe szczęście szkło nie przecięło skóry, jednakże jest pani bardzo potłuczona. Właściwie to całe plecy są sine i mają fioletowy odcień. Co do pani uda to miała panienka ogromne szczęście. Szklany element rozciął duży kawałek skóry, musieliśmy go zaszyć. Brakowało dosłownie paru centymetrów, a rozcięta zostałaby tętnica udowa oraz ważne nerwy. Gdyby doszło do ich uszkodzenia, mogłaby pani stracić czucie w owej nodze i całkiem możliwe, że nie udałoby się owego czucia przywrócić.

Słowa lekarza szumiały mi w głowie. Parę centymetrów dzieliło mnie od kalectwa. Moje myśli automatycznie powędrowały ku niemu. Nie potrafiłam o niczym innym myśleć, zaczęłam wyklinać w myślach człowieka, którego tak bardzo kochałam. 

-Moje maleństwo! - usłyszałam głos Nany. - Co Ci się stało? Opowiadaj mi szybko.
-Właściwie to nie wiem od czego zacząć. - nie chciałam obarczać przyjaciółki problemem, jednak wiedziała, że ona nie odpuści. - Gdy wróciłam do domu Hyuk zrobił mi wyrzuty o Ilhoona, podejrzewał mnie nawet o to, że podrywam Chana! Żeby się nie kłócić poszłam do łazienki, a kiedy wróciłam, przyłapałam go z moim telefonem w ręku. Trochę mnie poniosło i zaczęłam na niego krzyczeć. Kiedy się do mnie zbliżył... ja go uderzyłam. Nie chciałam tego, nie panowałam nad sobą.
-No, ale jak doszło do tego, że tutaj jesteś? Lillianne, czy on Cię pobił? - zapytała przerażona.
-Nie! Nie! - od razu zaprzeczyłam. - To był wypadek, nieszczęśliwy wypadek. Kiedy go uderzyłam, złapał mnie za ręce i zaczęliśmy się szarpać. Był wściekły i nie chciał mnie puścić. Ja chciałam się wyrwać, bardzo mocno się szarpnęłam, a on w tym samym momencie puścił i poleciałam do tyłu. Pech chciał, że zatrzymałam się na naszej szklanej szafie, a ona nie wytrzymała nacisku i pękła.
-Czyli to nie jego wina, tak? - Nana-unnie uspokoiła się. - Powiedz mi jeszcze jak długo tu będziesz? Potrzebujesz czegoś? To nic poważnego?
-Właściwie to miałam szczęście. Mało brakowało, a straciłabym czucie w nodze.
-Słucham?! - wykrzyczała, a jej oczy powiększyły się od szoku.
-Kiedy byłam już nieprzytomna, kawałek konstrukcji spadł mi na nogę. Ponoć parę centymetrów poślizgu i mógłby rozciąć ważne nerwy albo tętnicę. -sama myśl o tym sprawiła, że po moim policzku popłynęła pojedyncza łza.
-A co na to Hyuk? Gdzie on w ogóle jest? Jak on śmiał Cię zostawić? Powinien tu warować jak pies. - szok przerodził się we wściekłość.
-Był tutaj. - przez chwilę milczałam. - Kazałam się mu wynosić. Nana, ja chyba... chyba się go boję. Cały czas myślę o tym jak ja będę miała z nim żyć po tym wszystkim.
-Co chcesz zrobić?
-Jutro będę chciała wypisać się ze szpitala. Wypytam lekarza jak mam pielęgnować ranę, czego powinnam nie robić. Zabukuję bilety i polecę na Tajlandię na dwa dni. Wiesz, wyłączę telefon, odetnę się od tego wszystkiego, a potem... - moje myśli nie chciały przejść mi przez gardło.
-A potem?
-Wrócę do Polski. - wyrzuciłam to z siebie. - Nie obchodzą mnie rodzice, coś wymyślę, nie wiem, podam informację, że... - chwilę pomyślałam. - muszę zaopiekować się mamą, bo podupadła na zdrowiu.
-Naprawdę chcesz to zrobić? - Nana posmutniała. - Nie chcę, żebyś mnie zostawiała, ale jeśli to dla Ciebie najlepsze rozwiązanie... sama spakuję Cię i odwiozę na lotnisko. Tylko przemyśl to najpierw dokładnie. Żebyś niczego nie żałowała.

Wypowiedź Nany przerwał dźwięk przychodzącego SMS-a. Przyjaciółka przeprosiła mnie, ponieważ musiała jak najszybciej stawić się do wytwórni. Zbliżał się comeback jej sub-unitu i jej menadżer zaczynał robić się irytujący.
Kiedy wyszła, zostałam sam na sam z moimi myślami. Bardzo długo rozmyślałam nad moim wyjazdem. Każda minuta utwierdzała mnie w przekonaniu, że chcę wrócić do mamy, znajomych, do normalności. Późnym wieczorem sięgnęłam po swój telefon. Zadzwoniłam do Hyuka i poprosiłam, by zjawił się u mnie jutro z samego rana.

Był wspaniały, słoneczny dzień. Na niebie nie było ani jednej chmury. Trzymając się za ręce, szliśmy boso po plaży. On uśmiechał się, gdy całowałam go w policzek. Szepnął mi do ucha, że jestem dla niego najważniejsza. Oprócz nas nie było nikogo. Mieliśmy cały piękny teren tylko dla siebie. W pewnym momencie zaczęliśmy tańczyć. Śpiewał piosenkę w niezrozumiałym dla mnie języku. Śmialiśmy się, wypełniało nas szczęście, oboje chcieliśmy, by ta chwila nie mijała. W pewnym momencie wziął mnie na ręce i złożył na moich ustach pocałunek. Myślałam, że odłoży mnie na ziemię, jednak ten zaczął biec w stronę morza. Krzyczałam, żeby mnie puścił, bo wiedziałam, że woda musi być lodowata. Puścił mnie. Wpadłam cała do wody, byłam mokra. Próbowałam udawać złość, ale w ogóle mi to nie wyszło. W pewnym momencie zaczęliśmy chlapać się wodą. Piszczałam, i wydzierałam wniebogłosy, gdy przegrywałam, a gdy wygrywałam śmiałam się i wykrzykiwałam jakieś dziwne dźwięki. Niefortunnie, przy którymś chlapnięciu woda, którą skierowałam w stronę Hyuka, trafiła go w oko. Ten przestał się uśmiechać, jego oczy płonęły, a twarz wydawała się robić czerwona. Nagle słońce zasłoniły chmury, z których zaczął padać deszcz. Rozpętała się prawdziwa burza. Morze stało się niespokojne. Hyuk podszedł do mnie, złapał moją głowę i wepchnął pod wodę. Zaczęłam się szarpać, próbowałam strącić jego dłoń z mojej głowy. Bezskutecznie. Czułam, że zaczyna brakować mi powietrza, a ciało odmawia posłuszeństwa.

Obudziłam się z krzykiem. Byłam cała spocona i nie mogłam uspokoić oddechu. Potrzebowałam paru minut, by całkowicie opanować przerażenie. Spojrzałam na zegarek – 6.30. Sanghyuk powinien być tutaj już za niedługo. Jakimś cudem udało mi się prawie bezboleśnie wyjść z łóżka i skierować do łazienki. Nim udało mi się odświeżyć, minęło mnóstwo czasu. Gdy wróciłam na salę, Hyuk siedział już na krześle i czekał na mnie.

-Lecę dzisiaj do Tajlandii. - zaczęłam prędko, bo wiedziała, że każda chwila zwłoki była dla mnie szkodliwa. - A potem wracam do Polski. Na stałe.

Próbował wstać, jednak niebezpiecznie się zachwiał i wrócił do siadu. Musiało zakręcić mu się w głowie. Parokrotnie nabierał powietrza w usta, by coś powiedzieć, jednak wciąż milczał. Chciałam go dotknąć, przytulić, ale musiałam być silna. Podjęłam już decyzję.

-Zostawisz mnie? - wyszeptał tak cicho, że miałam wątpliwości, czy czasem mój mózg nie płata mi figla.
-Nie pozwolę na to, byś robił sobie ze mnie worek treningowy. - mówiłam głosem obojętnym. - Nie jestem marionetką. Ja czuję. Nigdy nie zgodzę się na traktowanie jak śmiecia. - idealnie wychodziło mi udawanie, iż nie pęka mi właśnie serce. - Wracam do Polski, rozumiesz? Zostaniesz tu sam.

Upadł na kolana. Nie widziałam jego twarzy, grzywka zasłaniała jego oczy. 

-Widzisz mnie właśnie po raz ostatni. - zadrżał mi głos, wzięłam głęboki oddech. - Już nigdy mnie nie skrzywdzisz... Teraz idę do pielęgniarki, a kiedy wrócę ma Cię tutaj nie być.
-Nie odchodź. - prosił, jednak zignorowałam to i kierowałam się do wyjścia.

Gdy łapałam za klamkę, poczułam ucisk na nadgarstku. Odwróciłam się i zobaczyłam go. Trzymał moją rękę drżącą dłonią. Spojrzałam mu w oczy. Płakał, płakał jak dziecko. 

-Błagam Cię, nie odchodź ode mnie. - jego głos brzmiał tak krucho, jakby umierał. 

Wyrwałam rękę z uścisku i ruszyłam do recepcji. Gdy wróciłam, nie było go już.

Przed wyjazdem chciałam pożegnać jeszcze jedną osobę. Poprosiłam Ilhoona, by przywiózł mi ubrania i wygodne buty do szpitala. Prośbę o zabranie również paszportu argumentowałam możliwością problemów z wypisem. Kiedy przyjechał, czekałam na ławce pod szpitalem. 

-Hej! Chcesz zginąć? Lekarz wie, że już wybierasz się na spacerki? - zażartował, jednak widząc moją miną spoważniał. - Co się stało?
-Ilhoon... - zdążyłam jedynie wymówić jego i wybuchłam płaczem, rzucając mu się na szyję. 

Po raz kolejny opowiadałam o tym co było powodem mojego pobytu w szpitalu. Kiedy już prawie się uspokoiłam, zaczęłam mówić o tym, iż cudem uniknęłam utraty czucia w nodze i po raz kolejny zaniosłam się płaczem. Parę głębokich oddechów później, mogłam kontynuować.

-Ilhoonie, ja zdecydowałam się... - poczułam duszącą gulę w gardle. - Ja... wracam do domu. - tym razem łzy popłynęły po policzkach mojego przyjaciela.
-Kiedy? - zapytał, pociągając nosem.
-Za trzy, może cztery dni. Przed tym chcę jeszcze zatrzymać się w Tajlandii. Właściwie to za trzy godziny mam lot. Chciałam się pożegnać. - łzy gromadzące się w moich oczach sprawiły, że nie widziałam wyraźnie twarzy Ilhoona.
-Ale wiesz, że musisz mnie odwiedzać? - próbował się zaśmiać, jednak na jego twarzy pojawił się grymas, niczym nie przypominający uśmiechu. 

Pogłaskałam go po głowie, a potem po raz kolejny przytuliłam z całych sił.

-Poprosiłam Nanę, by powiadomiła Shannon i zabrała ją na lotnisko. Podwiózłbyś mnie? Będę miała okazję pożegnać trzy najważniejsze osoby w moim życiu.

Kiwnął potwierdzająco głową i po parunastu minutach jechaliśmy już na przedmieście.
Kiedy dotarliśmy na miejsce miałam jeszcze godzinę do odprawy celnej, więc postanowiliśmy wraz z trójką przyjaciół skoczyć do pobliskiej restauracji. Aby nie tracić ostatnich wspólnych chwil na smutek i łzy, wspominaliśmy wszystkie głupie, zawstydzające i śmieszne rzeczy, które zdarzyły się nam w ciągu mojego pobytu. Najdłużej i najgłośniej śmialiśmy się z moich fantazyjnych upadków, poślizgnięć na lodzie.
Gdy nadszedł czas pożegnania, nie wiedziałam co powiedzieć. Jako pierwszy podszedł do mnie Ilhoon, przytulił mnie mocno i szeptał do mojego ucha.

-Wiesz, że jesteś moją siostrą, bo przyjaciel to członek rodziny, którego można wybrać. Ja wybrałem Ciebie, więc mam nadzieję, że jesteś świadoma tego, jakie obowiązki ma młodsza siostra wobec swojego oppy? Kilometry to tylko liczba. Masz o mnie pamiętać, masz mówić mi o wszystkim co się u Ciebie dzieje... I przede wszystkim. Masz być szczęśliwa, jasne?

Kiwnęłam głową, ponieważ wzruszenie odebrało mi mowę. Z ramion Ilhooniego „odbiła” mnie Nana.

-Mała, nie mam pojęcia co mogę Ci powiedzieć. Nie byłam gotowa na pożegnanie... - westchnęła głęboko. - Moje życie jest jak puzzle. Składa się z wielu elementów, które razem tworzą spójną całość. Ty jesteś jednym takim puzzlem. Mimo tego, że będziesz tak daleko mnie, nie możesz o mnie zapomnieć, bo bez Ciebie moje życie jest niepełne. W układance brakuje elementu. 

Ucałowała mnie i ustąpiła miejsca Shannon, która rozpłakała się i jedyne co zdołała powiedzieć to ciche „wróć tutaj czasem”.

Kiedy usadowiłam się w samolocie poczułam się jakbym zostawiła na płycie lotniska kawałek swojej duszy. Sięgnęłam do kieszeni po swój telefon, wyciągnęłam z niego kartę i umieściłam w nieużywanej kieszonce w portfelu. Miałam zamiar włożyć ją z powrotem dopiero przed wylotem do Polski. Z głośników usłyszałam komunikat „Prosimy zapiąć pasy, samolot zaczyna startować.” Więc tak ma skończyć się moja „Big love in Korea”?


niedziela, 28 czerwca 2015

Anyone looking for the paradise lost? 9.

Serdecznie witam moje DWIE, nowe obserwatorki. Nawet nie wiecie jak szczęśliwa jestem, że się tutaj pojawiłyście <3 <3 <3
Zaczęły się wakacje, więc liczę na to, iż uda mi się wrócić do dodawania rozdziałów dwa razy w tygodniu... ale na razie niczego nie obiecuję.
Nie przedłużając - zapraszam do czytania!

Przez kolejny tydzień nie zamieniliśmy słowa z Hyukiem. Cały ten czas nocowałam u Shannon, która starała się jak mogła, by odwrócić moją uwagę od tamtych feralnych zdarzeń. Skłamałabym mówiąc, że jej to nie wychodziło. Ta dziewczyna to prawdziwy wulkan energii, pełen zwariowanych pomysłów. Z nią nawet zwykły wypad na drinka zasługiwał na miano „wydarzenia roku”. Niestety cała sielanka musiała się kiedyś skończyć i musiałam wracać do domu. Shannon oczywiście nalegała bym została u niej tak długo jak tego potrzebuję, jednak ja czułam się źle goszcząc u niej tak długo. Williams nie chciała pieniędzy, nie zgadzała się na robienie zakupów przez co czułam się jak darmozjad. Postanowiłam jednak, że wrócę do domu dopiero po treningach. Kiedy już wychodziłam z mieszkania Shannon usłyszałam dźwięk SMS-a. „Ty, Hyuk i my. Podwójna randka. 17. Tam gdzie zawsze.” Mówiła wiadomość, którą nadesłała mi Nana. Całą, godzinną drogę do wytwórni spędziłam z telefonem przy uchu, próbując najpierw objaśnić jaka obecnie jest między mną, a moim chłopakiem relacja. Następnie starałam się wytłumaczyć, że to jest problemem, jednak unnie wcale tego tak nie widziała i ostatecznie zgodziłam się na wyjście z przyjaciółką i jej chłopakiem.
Niemałym problemem okazało się dla mnie przekazanie wiadomości o wypadzie mojemu chłopakowi. Nie wiedziałam jak się za to zabrać, jak ubrać słowa i co powiedzieć. W końcu, gdy byliśmy sami, zmusiłam się do mówienia. 

-Hyuk... - spojrzał na mnie beznamiętnie. - Dzwoniła do mnie Jihae, zaprosiła nas dzisiaj do Safari, na 17. Będzie jeszcze Chanyeol i...
-Ok. - przerwał mi i wrócił do ćwiczenia przed lustrem.

Czy tak już zawsze ma wyglądać nasz związek? Czy człowiek, którego znałam od dziecka, mógł okazać się kimś zupełnie innym? Czy on już zawsze będzie robił mi sceny zazdrości, a następnie traktował gorzej niż największego wroga? Chciało mi się płakać, jednak postanowiłam być silna. Postanowiłam udawać, że w ogóle się nie przejmuję. Na dzisiejszej randce miałam zamiar wyglądać jak milion dolarów, powinnam lśnić. 

Z mieszkania Shannon do naszego ulubionego klubu dzieliło mnie jedynie 5 minut drogi, dzięki czemu, przybywając do niej dwadzieścia po szesnastej, miałam mnóstwo czasu na wyszykowanie się na spotkanie. Po prysznicu rozczesałam włosy i wtarłam w nie olejek, który miał sprawić, że zaczną się ładnie mienić. Następnie wykonałam makijaż, postawiłam na delikatną kreskę podkreślającą moje duże oczy i krwistoczerwoną pomadkę. Mój outfit stanowiły czarne, obcisłe spodnie, biała koszulka z dekoltem w serek i marynarka opinająca się na talii. Zestaw, który Hyuk lubił najbardziej. Mimo obolałych po treningu stóp, założyłam wysokie, klasyczne szpilki. Uwielbiałam obuwie na obcasach, koturnach, ponieważ kiedy nosiłam owe buty, mój chód stawał się bardziej kobiecy, a cała moja sylwetka wydawała się piękniejsza, nogi dłuższe, a pupa bardziej okrągła. Do całej stylizacji dobrałam moją torebkę z Prady, jedyną elegancką, którą zabrałam ze sobą do Shannon. Spryskałam włosy ulubionymi perfumami i ruszyłam do Safari. 
Minęłam małą grupkę ludzi czekających, aż zwolni się miejsce w ekskluzywnej restauracji. Ochroniarz od razu mnie rozpoznał i wpuścił do lokalu. Nie musiałam szukać swoich towarzyszy, wiedziałam, że siedzą przy stoliku, który już przy pierwszej wizycie sobie upatrzyliśmy. Zauważyłam całą trójkę, jednak mój wzrok skupił się na Sanghyuku. Był uśmiechnięty i wygłupiał się z naszymi przyjaciółmi. Znów zrobiło mi się przykro, bardzo tęskniłam za jego uśmiechem, który był dla mnie jak promienie słońca w deszczowy dzień. Wymusiłam uśmiech i dosiadłam się do nich. Po zamówieniu posiłków zaczęliśmy rozmowy. Po jakimś czasie dostałam wiadomość od Ilhoona. Wysłał mi zdjęcie, na którym robi głupią minę, mając na twarzy zieloną maseczkę. Wybuchłam śmiechem, przez co wszyscy na mnie spojrzeli. Przeprosiłam i wytłumaczyłam moim towarzyszom co mnie tak rozbawiło. Hyuk piorunował mnie wzrokiem przez cały czas jednak ja skutecznie to ignorowałam.

-Lilly, mogę Cię poprosić o pomoc? Mam pewien problem z tańcem i chciałbym skonsultować się z Tobą. Sam na sam. -Chanyeol wstał i ruchem głowy wskazał mi wyjście z restauracji.
-Tak naprawdę to nic nie chciałem. - zaczął, gdy wyszliśmy na świeże powietrze. - Nana powiedziała mi, że ostatnio między Tobą, a maknae jest krucho i poprosiła, żebym wyciągnął Cię w trakcie spotkania na chwilę. Wiesz, chciała z nim pogadać, wybadać teren. Mam nadzieję, że nie masz nam tego za złe?

Kiwnęłam przecząco głową i ruszyłam za wysokim chłopakiem. Kiedy po parunastu minutach wróciliśmy do lokalu, Jihae ruchem głowy przekazała nam, że nic z tego. Nie udało jej się niczego dowiedzieć. Nie miałam jednak zamiaru się tym przejmować i siadając na krześle zaczęłam rozbawiać towarzystwo. Wszystko co dobre, szybko się kończy i nawet nie wiem kiedy nadszedł czas, by się rozstawać. 

Gdy wróciłam od Shannon, zastałam Leo skupionego na lekturze jakiejś książki. Postanowiłam mu nie przeszkadzać, więc skierowałam się do sypialni. Był tam Sanghyuk. Leżał na łóżku z laptopem na brzuchu. Pomachał dłonią, dając mi do zrozumienia, że widzi, iż pojawiłam się w pomieszczeniu. Nie chcąc zostawiać niczego „na później”, zaczęłam wypakowywać swoje rzeczy z dwóch toreb, które miałam ze sobą u Shan. Najpierw podzieliłam ubrania na te czyste, nieużywane i brudne, a następnie z tych drugich utworzyłam kupki: białe, jasne i ciemne ciuchy. Szybko przeniosłam je do koszy na tzw. brudy, by jak najszybciej zająć się układaniem kosmetyków w łazience. Na samym końcu odniosłam do garderoby torby i wyciągnęłam z niej czystą piżamę. Kiedy kierowałam się do łazienki usłyszałam głos Hyuka.

-Nie zapomnij wysłać Ilhoonowi fotek. - zaśmiał się cynicznie. - Jak było z Chanyeolem? Mam nadzieję, że nie potrafiłabyś doczepić się do faceta swojej przyjaciółki. A może to potrafisz? - znów zaczął się śmiać, a ja poczułam jak cała się gotuję.

Więc takie słowa będą mnie utulały do snu każdego wieczora? Żadne „dobranoc”, „śpij dobrze” tylko niemiłe docinki i podejrzenia wyssane z palca. Nie chcąc się kłócić poszłam do łazienki. Chłodny prysznic ostudził emocje palące mnie od środka. Uspokoiłam się. Jednak spokój nie był mi pisany. Gdy wyszłam z łazienki zmroziło mnie. Zauważyłam, iż w dłoni Hyuka znajduje się mój telefon! Z ogromną prędkością znalazłam się tuż obok niego i wyrwałam moją własność. Na ekranie wyświetlała się moja konwersacja z Ilhoonem. Tego było za wiele. Poczułam jak cała robię się czerwona. 

-Czy Ty już do reszty zwariowałeś?! - zaczęłam krzyczeć najgłośniej jak mogłam. - Jak mogłeś przeglądać mój telefon?! Kto dał Ci przyzwolenie do naruszania mojej prywatności?! Jak możesz robić coś tak obrzydliwego?!

Gdy wstał z łóżka i zbliżył się do mnie, uderzyłam go w twarz. W momencie, gdy moja dłoń z hukiem wylądowała na jego policzku, zaczęłam tego żałować. Chciałam go przeprosić i zobaczyć czy wszystko z nim w porządku, jednak nim zdążyłam to zrobić poczułam ostre szarpnięcie za włosy. Zaczęliśmy się szarpać. Złapał mnie mocno za ręce, próbowałam się wyrwać, jednak on był silniejszy. Spojrzałam mu w oczy, wydawały się płonąć. Zaczęłam się go bać. Prosiłam, by mnie puścił. Moje serce waliło jak szalone, byłam przerażona. Rozpłakałam się, a on dalej szarpał mną jak lalką, która nic nie czuje. W pewnym momencie szarpnęłam się z całych sił, pech chciał, że w tej samej chwili on otrzeźwiał i puścił moje ręce. Poleciałam do tyłu i wylądowałam na szklanej szafie, która pękła pod moim ciężarem, przez co znalazłam się w jej wnętrzu. Ostatnią rzeczą, którą zobaczyłam były spadające szklane kawałki i przeszywający ból w plecach.



niedziela, 21 czerwca 2015

Anyone looking for the paradise lost? 8.

LONG TIME NO SEE~~
Kolejna, dziewiąta część będzie szalona, z dreszczykiem emocji, liczę na to, iż pojawi się was tyci więcej~
A tym czasem - enjoy!~

Tak, zwolniłam się na własne życzenie i jeszcze tego samego dnia pędziłam do wytwórni wyjaśnić swoją nieobecność. Po moim przybyciu okazało się, iż niczego nie muszę tłumaczyć, ponieważ ktoś już to zrobił. Dodatkowo ta osoba załatwiła mi tygodniowe zwolnienie zdrowotne. Niestety w recepcji pracowała nowa kobieta i nie była w stanie udzielić mi informacji, kto to wszystko załatwił. Wycofałam szybko owe zwolnienie oraz nie wyraziłam zgody na „rozluźnienie” mojego grafiku. Byle omdlenie nie mogło mnie powstrzymać. Wciąż czułam się słabo, jednak uważałam, że to na pewno minie.
Kiedy wróciłam, N wraz z Leo prawie mnie udusili, przytulając z całych sił. Również chłopcy z dołu zrobili to samo. Hyuk niestety wciąż był chłodny i obojętny w stosunku do mnie. Rzucił tylko „dobrze, że już jesteś” i zniknął w naszej sypialni. Zaczęłam zastanawiać się czy słowa, które skierował do mnie stosunkowo niedawno, nie były zwyczajną fikcją. Może wymyślił sobie to wszystko po to bym była łatwiejsza do zniesienia? Może rozkochanie mnie w sobie było jakimś durnym zakładem? A może... nie jestem tą jedyną?
Z owych rozmyślań wyrwał mnie dźwięk SMS-a. Wiadomość tekstowa przyszła z numeru przypisanego wytwórni i mówiła o tym, iż wszelkie jutrzejsze zajęcia kończą się o godzinie 15. Wiązało się to z tym, iż dokładnie o osiemnastej rozpoczyna się przyjęcie firmowe połączone z mini sesją zdjęciową „twarzy Jellyfish”. Zaraz po zapoznaniu się z treścią wiadomości skierowałam się do łazienki. Stanęłam przed lustrem, zmywając z twarzy makijaż, który znajdował się na niej od dnia, w którym wylądowałam w szpitalu. Dopiero teraz zauważyłam jak strasznie wyglądałam. Fioletowe sińce pod oczami zdawały się sięgać samych policzków, skóra zaś miała szary, nieprzyjemny odcień. Zaczęłam szukać w głowie momentu, kiedy ostatni raz poświęciłam swojemu ciału trochę czasu. Nie zajęło mi dużo czasu wywnioskowanie, iż było to niesamowicie dawno temu. Po dokładnym oczyszczeniu twarzy oraz nałożeniu na nią wszystkich kremów z mojej toaletki, nadszedł czas na prysznic. Nie do końca świadomie skorzystałam z żelu, który należał do Hyuka. Moje ciało otulił zapach, kojarzony przeze mnie z moim ukochanym. Mieszanka czekolady z czerwonym pieprzem wypełniła moje nozdrza. Tak bardzo tęskniłam za Sanghyukiem, nie pamiętałam kiedy zasypiałam w jego ramionach, wdychając zapach, który właśnie mnie otulał.
Kolejną noc spędziłam na kanapie. Mimo ogromnej tęsknoty nie potrafiłam położyć się w naszym wspólnym łóżku.

Aby chłopcy nie dojrzeli mojego problemu wstałam bardzo wcześnie i jeszcze przed ich pobudką pojechałam do wytwórni.
Mój dzisiejszy grafik nie należał do najbardziej różnorodnych. Od rana do piętnastej miałam treningi z VIXX. Na szczęście dzisiaj nie zostawałam sam na sam z Hyukiem. Miałam wrażenie, że pozostawienie nas samych mogłoby skończyć się na złamaniu mi serca. Bardzo chciałam porozmawiać z Han o tym co się dzieje, jednak bałam się, że po raz kolejny mnie odrzuci, albo co gorsze, usłyszę coś czego usłyszeć tak bardzo się lękałam.
Niestety wspólny trening wcale nie okazał się łatwy. Hyuk cały czas mylił kroki przez co reszta zespołu stała w miejscu. Nie działały na niego krzyki, prośby czy głośne lamentowanie. Kiedy wydawało się, że już wszystko łapał w najmniej oczekiwanym momencie wszystko się sypało, robił krok złą nogą, ruszał za szybko czy stawał zagubiony. W końcu moja cierpliwość zaczęła się kończyć i dla bezpieczeństwa wszystkich zarządziłam dwudziestominutową przerwę. Przy automacie z napojami zaczepił mnie N.
-Co się między wami zdarzyło? - zagadał. - W ogóle ze sobą nie rozmawiacie.
-Neonacysta, po prostu nie mieszamy spraw prywatnych z naszą pracą. - obdarzyłam go uśmiechem, próbując go zbyć.
-Spanie na kanapie to też oddzielanie pracy od prywaty?
Zaniemówiłam. Skąd on o tym wiedział? Przecież zawsze zachowywałam się cicho, wstawałam przed wszystkimi i tuszowałam starannie wszystkie moje ślady.
-Często budzę się w nocy. Chodzę wtedy do kuchni, by napić się zimnego mleka. Widziałem Cię. - jakby usłyszał moje myśli. -Nie wiem co się stało. Kto i czym zawinił, ale tak nie powinno być, prawda? -nie czekając na moją odpowiedź odszedł.

Wraz z wybiciem godziny piętnastej w sali treningowej pojawiła się młoda stylistka oznajmiając, iż również ja jestem „twarzą Jellyfish” i mam iść z nią, aby wyszykować się do imprezy. W niecałe dwie godziny sztab stylistek zamienił mnie w prawdziwą piękność. Widząc swoje odbicie w lustrze zaniemówiłam. Od stóp do głów lśniłam. Mój przepiękny makijaż bazował na mocnym, czekoladowym smoky eyes i delikatnych ustach, a moje proste, blond włosy zostały zagęszczone paroma doczepionymi pasmami i zakręcone w równe loki. Miałam na sobie koronkową suknię przed kolano. Kolorem przypominała czerwone wino. Dopełnieniem całego wyglądu były klasyczne, czarne szpilki, skromna, złota biżuteria i matowy, czarny manicure. Do przyjęcia została godzina, gdy rozpoczęła się nasza sesja zdjęciowa. Fotografie wykonane w tym czasie miały być wykorzystane na nowej witrynie internetowej naszej wytwórni. Pozowałam jako pierwsza. Byłam bardzo zestresowana, ponieważ była to moja pierwsza sesja zdjęciowa. Na szczęście fotograf, który ze mną pracował, był niesamowicie miły i dał z siebie wszystko, bym się rozluźniła. Udało mu się to bardzo szybko i już po kilku minutach mieliśmy „to co trzeba”.
Wciąż nie rozmawiałam z Hyukiem, więc by uniknąć plotek i niepotrzebnego gadania już po pierwszym toaście wróciłam do domu usprawiedliwiając się kiepskim stanem zdrowia. Żałowałam, że omija mnie naprawdę fajna zabawa, więc już w taksówce pisałam do Ilhoona.

Już następnego wieczora po pracy pojechałam do „57” - najlepszego klubu w Gangnam.
-Tu jesteś! - krzyknął mi do ucha Ilhoon. - Dzisiaj są tu takie tłumy, że myślałam, iż Cię nie znajdę. Jest ze mną ktoś kto chciałby Cię poznać. - zza jego pleców wyłonił się wysoki, szczupły chłopak. - Poznaj BamBama! Jest maknae zespołu z JYP. „Girls, girls, girls”, kojarzysz? - zapytał, kręcąc palcami kółka, tak jak w choreografii do owej piosenki.
-Jasne, że kojarzę! Mają naprawdę świetne choreografie. - wykrzyczałam, a następnie zwróciłam się do Tajwańczyka – Jestem Lilly! Z tego co kojarzę, jesteśmy w podobnym wieku, więc powinniśmy się dogadać.
Miałam rację. Już po paru, może parunastu wymienionych zdaniach, zachowywaliśmy się jak przyjaciele od lat i zawładnęliśmy parkietem. Gdy nad ranem wróciłam do domu, nie miałam siły nawet przebierać się w piżamę i będąc wciąż w „opakowaniu” zasnęłam na kanapie.
Rano obudził mnie nowo poznany kolega wręcz błagając o pomoc w zakupach. Chcąc, nie chcąc, wczołgałam się do łazienki w celu ogarnięcia się po wczorajszej imprezie i już po pół godziny byłam jak nowo narodzona, gotowa do wyjścia.
Maknae potrzebował mnie, ponieważ jego kumpela miała niedługo urodziny, a on kompletnie nie wiedział co jej kupić. Na miejsce „łowów” wybraliśmy galerię mojego taty. W ChristopherAris można było znaleźć wszystko. Początkowo planowaliśmy wybrać jakąś skromną bransoletkę, jednak po przejściu pięciu sklepów, zmieniliśmy zdanie. Jednoznacznie stwierdziliśmy, iż najlepszym prezentem będzie torebka. Tym razem poszukiwania poszły dużo prościej i już w pierwszym sklepie znaleźliśmy ideał. Szczęśliwy BamBam trzymający kurczowo pięknie zapakowaną torebkę marki Louis Vuitton, zaprosił mnie jeszcze na kawę, a następnie odprowadził pod same drzwi mojego apartamentowca. Pozytywna energia, którą przelał na mnie młody Tajwańczyk nie była niestety trwała. Gdy tylko weszłam do naszego mieszkania, zaczęło się coś, czego w ogóle się nie spodziewałam.

-Dobrze się bawiłaś? - wysyczał przez zęby Sanghyuk siedzący na kanapie.
-Tak, było naprawdę super! - powiedziałam, nie wiedząc jeszcze jaki był powód tego pytania.
-Sprawia Ci przyjemność szwendanie się z obcymi facetami?! Fajnie spędza się z nimi czas?
-Hyuk, o co Ci...- nie zdążyłam dokończyć, ponieważ ten szybko mi przerwał.
-W jakim stanie wróciłaś wczoraj do domu? Pamiętasz w ogóle przebieg imprezy czy może byłaś tak pijana, że nawet nie wiesz co się wokół Ciebie działo? Z którym mnie zdradzasz? Od kiego? Od dzisiaj nie masz prawa spotykać się z żadnym z nich! Rozumiesz?! - pociągnął mnie za rękę i doprowadził do łazienki.
Tam wyciągnął rzeczy, które miałam wczorajszego dnia na imprezie i przyłożył do swojego nosa.
-Dobrze się maskujesz czy nie pozwalasz im się perfumować? - zaczął krzyczeć, a ja stałam jak słup soli, nie wiedząc do końca co się dzieje.
Nawet nie wiem jak udało mu się tak szybko wyciągnąć mój telefon z kieszeni moich spodni. Byłam tak zszokowana, że nawet nie próbowałam mu go odebrać i uniemożliwić przeglądanie moich korespondencji.
-Lepiej przestań się z nimi umawiać, bo jeśli znajdę chociaż jeden dowód Twojej zdrady – pożałujesz! - krzyknął rzucając mi pod nogi mój telefon oraz pomiętą koszulkę, a następnie wyszedł z pomieszczenia.
-Ktoś tu ma chorobliwie zazdrosnego chłopaka. -rzucił Hongbin przechodzący właśnie obok miejsca całego zajścia.
Ja zaś usiadłam, czując iż moje nogi nie są teraz w stanie utrzymać mojego ciężaru. Jakie zdrady? Jak on w ogóle mógł mnie o coś takiego podejrzewać? Więc to był powód tego, iż traktował mnie jak powietrze przez ostatni czas? Chciałam to jakoś wyjaśnić jednak nic sensownego nie przychodziło mi do głowy.

czwartek, 4 czerwca 2015

Anyone looking for the paradise lost? 7.

Na wstępie chciałabym wam oznajmić, że w następnym tygodniu w czwartek nowa część nie pojawi się na blogu. Niestety bardzo możliwe, że również na niedzielę nie wyrobię się z tą częścią.
Zacznie się ostatni tydzień przed wystawianiem ocen i czeka mnie 5 sprawdzianów + 2 na lepszą ocenę, powtórzenie, na które trzeba się uczyć, recytacja i dwie duże kartkówki. KOCHAM LICEUM.

Tak w ogóle to marzą mi się 3 ;cough; 4 ;cough; komentarze..  Da radę się to zrobić?~


Nasze urlopy bardzo szybko dobiegły końca. Siedem dni to bardzo mało czasu, na zregenerowanie się przy takim natłoku pracy. Przez jakieś dwa tygodnie pracowałam bez wytchnienia. W domu pojawiałam się tylko na parę godzin, by przespać się, coś zjeść, szybko się odświeżyć. Mimo, że do gali noworocznej mieliśmy jeszcze mnóstwo czasu, dyrektor zarządził, bym jeszcze przed końcem tego miesiąca, miała przygotowane choreografie. Było to kłopotliwe i wymagało ode mnie dużo cięższej pracy niż zwykle. W czasie naszego urlopu menadżerowie potwierdzili udział VIXX na kolejnych, trzech galach noworocznych. Kiedy myślałam, że ciężej już nie da się pracować, dyrektor oznajmił mi, iż na każdą z czterech gali, mam stworzyć inną choreografię. Każda miała mieć inny koncept i w żadnych wypadku nie być podobna do pozostałych.

Nawet nie wiem jak udało mi się urwać na lunch z Ilhoonem.
 - Mam wrażenie, że się przepracowujesz. Wpadłaś w taki wir pracy, że przestałaś nawet odbierać telefon. - zagadał, bawiąc się frytką. -Te wszystkie choreografie to chyba za dużo jak na Ciebie, nie sądzisz?
- Coś Ty! To nic takiego. Po prostu muszę dać z siebie sto procent. - dla mnie nie istniało pojęcia „przepracowanie”. - Hoonie, to moja praca.
Ilhoon przewrócił tylko oczami i wrócił do jedzenia.
- Powinnaś gdzieś wyjść. Zabawić się. - zaczął ponownie. - Poznaj nowych ludzi.
- Taaak, a Ty odwalisz za mnie całą robotę. Ja zawsze wiedziałam, że jesteś świetnym choreografem. - rzuciłam sarkastycznie i prawie oplułam się hamburgerem, gdy zobaczyłam obrażoną minę przyjaciela. -Oj przecież żartuję kochanie. Zrobię tylko co do mnie należy, potem jestem Twoja. - obdarzyłam go uśmiechem.
- Ciekawe co powiedziałby na to Twój ukochany. - zaśmiał się.

Lubiłam spędzać czas z Hooniem. Mieliśmy dobry kontakt. Rozumieliśmy się nawzajem. Swobodnie nam się rozmawiało, nigdy nie brakowało nam tematów do rozmów. Mówiono o nas „jeden umysł w dwóch ciałach”, ponieważ niejednokrotnie zdarzało nam się zaczynać mówić te same słowa, a nierzadko również i całe zdania.

- Refleks! - krzyknął, nim jednak zdążyłam cokolwiek zrobić, dostałam w twarz kulką uformowaną z serwetki. - Zero refleksu. - powiedział, naśladując mój głos.
- Yah! - wydarłam się tak głośno, że cała sala skierowała swoje oczy na mnie.
Widząc rozbawionego Ilhoona, sama też wybuchłam śmiechem. Tzw. głupawka nie ustępowała przez długi czas. Oboje popłakaliśmy się ze śmiechu.
Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy i już po chwili żegnałam przyjaciela i biegłam do wytwórni.

Po lunchu czekał mnie trening z Hyukiem. 
- Hyuk! Mógłbyś się skupić?! Nie skończymy tego do rana, jeśli w końcu się nie przyłożysz. - krzyczałam na niego, gdy po raz trzeci mylił kroki.
Miałam wrażenie, że jest nieobecny, że jego umysł jest daleko, daleko stąd. Nie śmiał się z niczego, nie próbował żartować. Nawet nie zwracał uwagi na to, co kazałam mu poprawić. Zupełnie tak, jakby coś było dla niego ważniejsze od wykonywanej właśnie czynności. Było to dla mnie bardzo zastanawiające, ponieważ Hyukkie zawsze był bardzo dokładny w czasie treningów i wkładał w to ogromne pokłady energii. A dzisiaj był po prostu... nieswój. Próbowałam podpytać go, czy coś się stało, jednak bardzo szybko wybił mi to z głowy, prawie krzycząc, bym zajęła się choreografią, bo sama mówiła, iż to nie wychodzi. Przez kolejną godzinę, do samego końca treningu, jedynymi słowami, które wymawiałam to liczby od 1 do 8, gdy odliczałam kroki. On natomiast milczał, czasem kiwając głową, bym wiedziała, że rozumie o co mi chodzi.
Gdy na sali zjawili się chłopcy, atmosfera zupełnie się rozluźniła. Parę chwil później swoją obecnością zaskoczyła nas Shannon. Miała chwilę wolnego i postanowiła zobaczyć jak nam się pracuje. Dopiero teraz zauważyłam jaka z niej szalona, zabawna dziewczyna. Co chwile opowiadała kawały, zabawne anegdoty przez co ciężko było się skupić na czymś innym, niż panowanie nad własnych śmiechem. Dużo lepiej pracowało się nad zarysem choreografii będąc w towarzystwie największej żartownisi. Niestety sielanka zakończyła się w momencie, gdy do sali wkroczył dyrektor, oznajmujący, iż mam pojawić się w jego gabinecie zaraz po zakończeniu treningu.

- Mam wrażenie, że chyba się pomyliłaś. - zaczął od razu, gdy usiadłam naprzeciw niego. - Panno Kowalsky, to nie jest cyrk, ani park rozrywki. Czy mogłabyś mi wytłumaczyć co działo się na tym treningu? - chciałam coś powiedzieć, jednak dyrektor nie miał zamiaru kończyć. - Czy robiąc sobie podśmiechujki i opowiadając żarty będziesz w stanie nauczyć ich wszystkich choreografii na czas? A może już się znudziłaś tą pracą i masz zamiar zrobić wszystko na ostatnią chwilę? - zaczął podnosić głos. - Zapomniałaś jakie są Twoje zadania?! Nie przyszłaś tutaj zabawiać zespołu, ale pracować z nimi nad układami tanecznymi. Do jasnej cholery dziewczyno! Co to miało znaczyć?! Pamiętaj, fakt, iż Twój ojciec zapłacił duże pieniądze za Twoją obecność tutaj, nie oznacza, że nie musisz pracować tak ciężko jak inni.
- Przepraszam. To się więcej nie wydarzy. - zdążyłam tylko to wydusić z siebie.
- Myślisz, że Twoje „przepraszam” coś zmieni? Do tego nie powinno w ogóle dojść! Weźmiesz na siebie odpowiedzialność, jeśli coś pójdzie nie tak? Wkręciłaś się na pieniądze ojca, ale nawet one nic tu nie podziałają, jeśli będziesz się tak zachowywała.

Zrobiło mi się bardzo przykro. Poczułam nieprzyjemne ukłucie w sercu. Czyżby właśnie pękało? Ukłoniłam się dyrektorowi bardzo nisko, szepnęłam kolejne już „przepraszam” i powstrzymując łzy ruszyłam do drzwi.
- Jeszcze nie skończyłem! - krzyknął, a gdy odwróciłam się do niego przodem, rzekł bardzo spokojnie. - Nie myśl, że ujdzie Ci to na sucho. Wszystkich sześć choreografii chcę zobaczyć za 30 dni. Rozumiesz? Nie obchodzi mnie jak masz zamiar to osiągnąć. Sześć choreografii. Za miesiąc. A teraz wyjdź.

Ponownie ukłoniłam się i wyszłam z gabinetu. Prawie biegłam do wyjścia. Potrzebowałam świeżego powietrza. Byłam tak roztrzęsiona, że wchodząc na ulicę, nie zauważyłam samochodu, który w ostatniej chwili zdążył zahamować paręnaście centymetrów przede mną.

Wieczorem, po kąpieli bardzo potrzebowałam rozmowy. Gdy weszłam do sypialni, Hyuk leżał już w łóżku. Był odwrócony, więc skorzystałam z okazji i wtuliłam się w jego plecy. Nie zareagował. Wiedziałam jednak, że nie śpi, więc spokojnie i bardzo dokładnie opowiedziałam mu wszystko co wydarzyło się w gabinecie dyrektora. Gdy skończyłam, odwrócił się w moją stronę i obdarzył chłodnym spojrzeniem.
- To wszystko? - usłyszałam jego głos. - Dobrze wiesz jaki jest dyrektor, więc powinnaś mieć to na uwadze, gdy zabawiałaś swoją koleżankę w czasie przeznaczonym na naukę układu. Sama sobie jesteś winna. Przyzwyczaj się do tego, że jeśli nie będziesz wykonywać swojej pracy tak jak powinnaś, dyrektor będzie na Ciebie krzyczał, aż w końcu wypieprzy Cię z Jellyfish.

Poczułam kolejne, psychiczne uderzenie w twarz. Wiem, że Hyuk miał rację. Zawaliłam. Jednak ta obojętność jaką mnie obdarzył niesamowicie mnie zabolała. Zachował się tak, jakbym nic dla niego nie znaczyła. Jeszcze chwile wpatrywałam się w jego plecy, a potem ruszyłam do salonu. Usiadłam na kanapie. Zaczęłam płakać. Własny szloch zagłuszałam poduszką. Poczułam się zraniona i samotna. Łzy paliły moje policzki, a ja w myślach modliłam się o to, bym nie zbudziła któregoś z chłopaków. 

Już z samego rana byłam w wytwórni. Wraz z jednym z kierowników poprawiałam mój grafik. Poprosiłam by wygospodarował mi dodatkowe dwie godziny w tygodniu. Jedną przed, a drugą po treningach z zespołem. Potrzebowałam poświęcić jeszcze większą ilość czasu na pracę, aby wyrobić się przed terminem podanym mi przez dyrektora.
Od poniedziałku do piątku spałam może jakieś pięć, maksymalnie sześć godzin. Od rana do nocy byłam w wytwórni. Biegałam między gabinetem, w którym wyrysowywałam kroki, a salą, na której owych kroków uczyłam chłopaków. Na sen zwyczajnie nie miałam czasu, a ochotę na niego zagłuszałam napojami energetycznymi, kawą i brakiem wolnych momentów. Równie dobrze zagłuszała ową ochotę duma, która rozpierała mnie, gdy widziałam postępy w swojej ciężkiej pracy.
Był piątek. Kolejną godzinę spędzałam z N i Ravim, którzy mieli wystąpić na gali MBS z show tanecznym. Byłam w trakcie pokazywania przejścia pomiędzy figurami, gdy poczułam uderzenie gorąca i wrażenie, jakby ktoś usiadł mi na ramionach. Zignorowałam to i dalej tańczyłam przed chłopakami. Po raz kolejny uderzyło mnie ciepło. W ostatniej chwili zdążyłam oprzeć się o lustro i osunęłam się po nim w dół. 

Gdy obudziłam się, zauważyłam, iż jestem w szpitalu. Byłam podłączona do kroplówki. Czułam się jakby przebiegło po mnie stado dorosłych mamutów. W moim pokoju zjawiła się młoda, bardzo ładna kobieta.
- Widzę, że już się pani obudziła. Nazywam się Lee Young. - wskazała dłonią na identyfikator. - I to ja będę się panią opiekować przez następne dni. Jest pani skrajnie przemęczona. Omdlenie spowodowane było tym, iż organizm nie miał już siły funkcjonować. Teraz najważniejszy jest sen. Zaraz wprowadzę do kroplówki lek, który ma na celu regenerację organizmu. Poczuje się pani bardzo senna. Proszę się tym nie przejmować, jest to jak najbardziej prawidłowa reakcja.

Lekarka miała racje, parę minut po podaniu leku moje powieki stały się bardzo ciężkie i w mgnieniu oka zasnęłam. Gdy się obudziłam na dworze było już jasno, a promienie słoneczne muskały mnie po twarzy. Również teraz nie musiałam czekać na moją „pigułę”.
- Pani doktor, jak długo będę tutaj leżeć? - zapytałam.
- Myślę, że trzy dni to minimum. Przy takich przypadkach jak pani, zalecane jest odespanie około 70 godzin. Ach! Byli u pani goście, jednak wyszli późnym wieczorem, gdyż spała pani jak zabita.

Co?! Trzy dni? Czy ona zwariowała? Jakie trzy dni? Ja mam pracę do wykonania. Nie mogę leżeć sobie tutaj bezczynnie. Szybko znalazłam swój telefon w torbie leżącej koło łóżka. Wybierając numer do menadżera, zwróciłam się do Lee.
- Bardzo bym panią prosiła o dostarczenie mi wniosku o zwolnienie ze szpitala na moje żądanie.