czwartek, 29 października 2015

GUILTY

Czy pieniądze są w stanie zatuszować wszystkie grzechy świata? Czy rzeczywiście razem raźniej? Czy wina zniknie wraz ze zniknięciem dowodów?

 

Jiyeon

"Czy jesteś w stanie dostrzec w moich oczach obłęd, który w sobie skrywam?" 




Joonyoung

"Zauważysz jak szybko w moich oczach zapłonie ogień?"



Hwasa

"Wystarczy, że raz spojrzysz mi w oczy, byś mógł dla mnie zabić."



Jessica

"Mam twarz anioła, ale w moich oczach mieszka sam diabeł."



Mingyu

"Gdy będę milczał, moje oczy opowiedzą Ci całą historię."



Bloody

"Czego oczy nie widzą, temu sercu nie żal."



Chanmi

"W moich oczach nie dostrzeżesz już niczego." 



poniedziałek, 5 października 2015

Ważna informacja!

Cześć, witam serdecznie. Czy ktoś tu jeszcze zagląda? 

Jak możecie zauważyć, ostatni post opublikowałam 30 sierpnia. Od tamtego momentu ciągle napotykałam przeszkody, a to czasu nie było, a to wena zawodziła. 

Mam wyrzuty sumienia, że nie powiadomiłam was o tym wcześniej, jednakże musicie mi wybaczyć, ponieważ po prostu sądziłam, że zebranie się do kupy zajmie mi mniej czasu. 
Ze względu na to, iż wciąż walczę z moją kapryśną weną twórczą, ze szkołą oraz z wiecznym zmęczeniem, spowodowanym braniem silnym leków, postanowiłam, iż zawieszam bloga.
Nie będzie to trwało długo, już 1 listopada powrócę z czymś nowym. 

W czasie mojej nieobecności postaram się pokonać wszystkie przeszkody, a także popracować nad czymś więcej, niż tylko rozpoczętym "Dark Star". 

A tak w ogóle to zapraszam do pozostawienia chociażby kropki w komentarzu, bym dowiedziała się, kto cierpliwie na mnie czeka. ;)

niedziela, 23 sierpnia 2015

Thought that I’d be okay if I never have to see your face again.



Jak się poznaliśmy?
Właściwie od zawsze Cię kojarzyłam. Mam wrażenie, że jeszcze przed naszymi debiutami, nasze drogi krzyżowały się, jednak nie zauważaliśmy tego, ponieważ byliśmy zupełnie inni, nasze towarzystwa do siebie nie pasowały. Ja, Goo Hara, znana z nienagannego wizerunku, grzeczna, ułożona, dziewczyna z dobrego domu. I ty, typowy bad boy, lubiłeś wypić, paliłeś, wulgarnie się wyrażałeś, a twoi znajomi to osoby, których w ciemnej uliczce spotkać bym nie chciała. Prawdziwe przeciwieństwa prawda? Im dłużej o tym myślę, tym bardziej pewna jestem tego, iż nie istnieje cecha, którą mielibyśmy oboje. Ja ciężko pracowałam, ty wolałeś wieczne lenistwo, słuchałam rodziców, ty swoich zawsze lekceważyłeś. Ja byłam pupilkiem dyrektora wytwórni, ciebie prawie wyrzucili za rzeczy, które zrobiłeś.

W końcu poznaliśmy się osobiście. Podaliśmy sobie dłonie, wymieniliśmy spojrzenia. To było wtedy, gdy Hyuna postanowiła zapoznać mnie ze swoimi znajomymi. Uważała, że mimo waszych złych nawyków, jesteście naprawdę świetnymi gośćmi. Razem z Tobą był tam wtedy Yoseob. Jesteście przyjaciółmi od bardzo dawna, praktycznie zawsze byliście razem. Cudem nazywano możliwość zobaczenia was osobno. Przyjaźń do grobowej deski, tak?
Na naszym pierwszym spotkaniu oboje siedzieliśmy cicho, gdy Hyuna z Yoseobem wciąż o czymś mówili. Właściwie to Yoseob cały czas głosił monologi, na które moja przyjaciółka jedynie co jakiś czas odpowiadała cichymi „mhm”, „aha”. Już wtedy widziałam jak intensywnie mi się przyglądasz, jednak nie brałam tego za coś poważnego, przecież widziałeś mnie pierwszy raz, może chciałeś mi się przyjrzeć?

-Właściwie ten Junhyung jest dziwny. Cały czas mi się przyglądał.
-Podobasz mu się. - zaśmiała się Hyuna, a mi nie było do śmiechu.
-Nie strasz niepotrzebnie dziewczyny. - wtrąciła Gayoon. - Widziałaś kiedyś go z dziewczyną? Słyszałaś żebyś kiedykolwiek jakąś miał? Odkąd go znam, zawsze spędza czas z Yoseobem, chyba nie w głowie mu jeszcze kobiety.
-Gdzie taka dziewczyna jak ja, mogłaby mu się spodobać? Jesteśmy zupełnie z innej bajki. Zresztą, nie interesuje mnie ten chłopak.

Później zaczęliśmy widywać się częściej. Zaczęliśmy tworzyć wspaniałą ekipę, z którą świetnie spędzało mi się czas. Był tylko jeden mały problem – alkohol. Nigdy nie widziałam niczego złego w wypiciu co jakiś czas drinka na imprezie, jednak z wami piłyśmy praktycznie cały czas. Nie mam silnej woli, nie potrafiłam wam odmawiać, szczególnie, gdy któreś z was robiło maślane oczy i pytało „ze mną się nie napijesz?”. Wtedy godziłam się na piwo, czasem dwa. Wtedy tłumaczyłam sobie, że to tak niewiele, że to nic nie znaczący, niegroźny napój pity „dla towarzystwa”. Gdzieś w środkowej europie, ludzie uważają, że gdy w trzynastego dnia miesiąca wypada piątek, jest to dzień pechowy i nieszczęśliwy.
Właśnie w piątek trzynastego jedno piwo zamieniło się w mocniejszy alkohol w niemałej ilości. Padał wtedy deszcz, było bardzo zimno, jednak nam nie przeszkadzało to, byliśmy pijani i nic nas nie obchodziło. Nawet nie wiem kiedy mnie objąłeś. Nie mam pojęcia dlaczego wtedy Cię nie odepchnęłam. Może byłam już zbyt pijana, a może wewnętrzna potrzeba posiadania kogoś u swojego boku sprawiła, że odwzajemniłam uścisk.
Następnego dnia obudził mnie kac i ściskające od środka wyrzuty sumienia. Nigdy wcześniej nie upiłabym się tak mocno, że parę momentów z poprzedniego wieczora, zaginęło gdzieś w mojej głowie. Dodatkowo byłeś ty. Wyglądałeś na kogoś kto często znajdował się w sytuacjach takich jak ta. Byłam na siebie zła, bo nie chciałam by przytulał mnie mężczyzna, z którym nic mnie nie łączyło, a także nic nie zapowiadało na to, by połączyć nas miało.

-Widzisz! - wykrzykiwała Hyuna. - Mówiłam, że leci na Ciebie. Czy ty czasem możesz mnie słuchać?
-Nie żartuj sobie. Byliśmy pijani, a ja byłam pierwszą dziewczyną w pobliżu. Na pewno nie byłam pierwszą kobietą w jego ramionach, ugh, nawet nie chcę wiedzieć, którą z kolei byłam.
-A może naprawdę mu się spodobałaś? - nie dawała za wygraną.
-Nie żartuj sobie. Co mu się mogło we mnie spodobać? Jestem zupełnie inna od niego. O czym mielibyśmy rozmawiać?
-Zobaczysz. Jeszcze wspomnisz moje słowa.

Nie sądziłam, że wspomnę je tak szybko. Zaczęliśmy się spotykać. Na początku wychodziliśmy wyłącznie na piwo, jako kumple. Pamiętasz? Mimo, iż piwo wciąż drażniło moje podniebienie zaczynałam lubić je pić. Może to dlatego, że przypominało mi o tobie? Dość szybko słowa Hyuny okazały się prawdą. Weszliśmy na wyższy szczebel znajomości. Chodziliśmy za rękę, przytulaliśmy się, spędzaliśmy każdą, wolną chwilę razem. Nagle to jak bardzo się różniliśmy przestało mieć znaczenie. W twoich ramionach znajdowałam spokój, a melodia twojego serca uzależniała mnie co raz bardziej. Uśmiechałam się przy tobie, śmiałam w głos. Uczucie szczęścia rozgrzewało moje serce, które tak bardzo łaknęło twojej miłości.

-Powiedziałbym Ci coś, ale nie wiem czy będziesz zadowolona. - powiedziałeś, całując mnie w czubek głowy.
-Może będę. Spróbuj. - wyszeptałam, opierając głowę o twoją klatkę piersiową.
-Jak „może” to nie będę się niepotrzebnie wysilał. - twoje serce biło jak szalone, był zestresowany.
-Powiedz mi, Junhyung. Będę najszczęśliwsza na całej ziemi, jeśli tylko mi powiesz.
-Kocham Cię.

Nie wiedziałam co powiedzieć. Jedyne co wtedy mogłam zrobić to obdarzyć cię uśmiechem i przytulić się mocniej, ukrywając głowę w zagłębieniu twojej szyi. Nie okłamałam cię. Po usłyszeniu tych dwóch słów, byłam tak szczęśliwa, że nikt nie mógł być ode mnie bardziej zadowolony. Dość długo czekałam na to wyznanie, liczyłam każdego dnia, że w końcu to od ciebie usłyszę.

Czas przy tobie upływał mi bardzo szybko. Miesiące leciały jak szalone, jeden za drugim, zmieniały się pory roku. Jedynie my wydawaliśmy się być niezmienni. Czasem zdarzało nam się kłócić, mieliśmy gorsze dni, ale to nie było ważne, ponieważ zawsze wracaliśmy do siebie. W tym czasie najważniejszy dla mnie byłeś ty. Na dalszy plan odszedł mój zespół, treningi. W wytwórni wciąż krzyczeli na mnie, że straciłam zapał do pracy, że mnie nie poznają.
Nie obchodziło mnie co mówili, przecież najważniejszy dla każdej kobiety jest jej mężczyzna. Nie powinno więc nikogo dziwić to, że wolałam sączyć piwo w twoim towarzystwie, niż śpiewać tanie piosenki o miłości.

W końcu jednak opamiętałam się. Zbliżał się nasz comeback. Nie mogłam już urywać się wcześniej z wytwórni, więc spotykaliśmy się znacznie rzadziej. Tęskniłam za tobą, jednak próbowałam znaleźć w tym jakieś plusy. Myślałam, że może taka rozłąka sprawi, że odpoczniemy od siebie i nie będziemy się tak często kłócić, a nasze uczucie będzie jeszcze silniejsze. Myliłam się, coś zaczęło szwankować. Gdy ja znajdowałam dla ciebie wolną chwilę, ty byłeś gdzieś ze swoimi kolegami. Nie chciałam tłumaczyć koleżankom, że przegrywałam ze znajomymi, więc kiedy ty imprezowałeś, siedziałam sama w domu, oglądając seriale. Nie miałam ci tego za złe, kochałam cię, więc byłam w stanie mnóstwo wytrzymać. Byłam zresztą przekonana, że wraz z zakończeniem promocji naszego singla, wszystko wróci do normy, a może stanie się jeszcze lepsze niż było.

Byłam wściekła, gdy okazało się, iż w dzień naszej rocznicy nie mogłam się z tobą zobaczyć, ponieważ cały mój dzień miały zająć nagrania do programu rozrywkowego. Pocieszałeś mnie, mówiłeś, abym nie przejmowała się tym, bo to jest tylko półtora roku odkąd jesteśmy parą, przecież będziemy pięć, dziesięć, piętnaście razy dłużej ze sobą. Mieliśmy spotkać się dwa dni później, gdy wreszcie skończę się promować.

Nadszedł dzień naszego spotkania. Byłam taka szczęśliwa, że spędzimy ze sobą tyle czasu. Prawie miesiąc czasu nie widzieliśmy się dłużej niż parę minut. Miałam już wychodzić, gdy zadzwoniła do mnie Hyuna, poprosiła, bym przed naszym spotkaniem, wstąpiła do niej, ponieważ musi mi coś powiedzieć i jest to sprawa życia i śmierci. Napisałam do ciebie esemesa, że spóźnię się, nie odpisałeś.
Kiedy weszłam do jej mieszkania, poczułam dużą obawę.
W salonie poza Hyuną była jeszcze inna kobieta. Jej oczy napełniły się łzami, gdy nasze spojrzenia się spotkały. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Jej głos drżał, gdy niszczyła mi życie.

Byłeś z nią dzień przed naszą rocznicą. To ją przytulałeś, składałeś pocałunki na jej ustach. To jej powiedziałeś, że nie masz dziewczyny. Nie mogłam w to uwierzyć. Chciałam rzucić się na tą kobietę i bić ją, aż powie, że to nieprawda, że cofa to co powiedziała.
Jak przez mgłę pamiętam, że biegłam do ciebie w deszczu. Kiedy mnie zobaczyłeś, zapytałeś dlaczego nie wzięłam taksówki. Chciałam powiedzieć tak wiele, ale nie potrafiłam wydusić z siebie słowa. Nim udało mi się uspokoić wszystko to, co chciałam powiedzieć, wyparowało z mojej głowy, więc zapytałam cię wprost. Zdradziłeś mnie? Zaprzeczyłeś, ale twoje oczy mówiły co innego. Zaczęłam pytać, a zdania, które wypowiadałeś wykluczały się wzajemnie, nie pasowały do siebie. Z każdą chwilą co raz bardziej gubiłeś się we własnych kłamstwach. Poprosiłam cię, byśmy już więcej się ze sobą nie kontaktowali, ostatni raz spojrzałam na ciebie i odeszłam.

Nie pamiętam gdzie poszłam, gdy wyszłam z twojego mieszkania. Nie pamiętam co robiłam. Być może po prostu szłam przed siebie, dławiąc się łzami. Może usiadłam na ławce i zastanawiałam się gdzie popełniłam błąd. A może wróciłam do swojego domu i próbowałam zasnąć.

A dziś? Dzisiaj mija kolejny miesiąc odkąd nas już nie ma. Na początku mijaliśmy się bez słowa. Nawet nie patrzyliśmy na siebie. Zupełnie jak obcy ludzie. Bolało mnie to, ale te rozwiązanie było najmniej bolesne. Wpadłam w wir pracy, odbudowuje stracone zaufanie moich pracodawców. Nawet znów zaczęłam się uśmiechać. Od jakiegoś czasu, mówisz mi „cześć”, gdy spotykamy się na ulicy. Modlę się o to, byś nigdy nie powiedział do mnie niczego więcej. Wiesz dlaczego? Dlatego, że wciąż cholernie cię kocham. A moja miłość jest tak wielka, iż mimo tego jak bardzo mnie skrzywdziłeś, byłabym gotowa wrócić do ciebie jeśli tylko byś tego chciał. Mimo tego, że wiem, iż nigdy nie zapomnę o tym jak złamałeś mi serce, starałbym się zapomnieć. Mogłabym zostawić wszystko, zerwać kontakty ze znajomymi, gdybyś tylko przyznał się do zdrady i obiecał, że nigdy więcej tego nie zrobisz. Potrafiłabym dalej okazywać ci swoje uczucia, które nic dla ciebie nie znaczyły. Mógłbyś dalej ranić mnie, traktować jak śmiecia, a ja godziłabym się na to wszystko,

ponieważ wciąż cię kocham.
Dlatego błagam.
Junhyung, nie mów nigdy więcej do mnie.



Oto przed wami mój pierwszy one shot. Ma on dla mnie szczególne znaczenie, ponieważ jeszcze nigdy nie pisałam całej historii w taki sposób. Mam nadzieję, że wam się spodoba.

Kochana Mama to taka, która zamiast napisać dłuższy komentarz na temat opowiadania, woli przypomnieć Ci, że kończą się wakacje... Dzięki Mamo! :)

Nawet nie wiem kiedy liczba wyświetleń przebiła 3,5 tysiąca i zaczęła zbliżać się do 4. Liczę, że już niedługo również ilość komentarzy zacznie wzrastać.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Anyone looking for the paradise lost? 20.


Wszyscy spojrzeli na mnie, a ja nie miałam pojęcia czy to wszystko działo się naprawdę.

-Kocham Cię jak siostrę. - kamień spadł mi z serca. - Dlatego życzę Ci, abyś była szczęśliwa u boku Hyuka. Żebyś cieszyła się nawet w czasie prania jego skarpetek. A Ty, Sanghyuk, lepiej bądź miły dla niej kiedy ma PMS, bo to moja mała siostrzyczka i nie dam jej skrzywdzić. 

***

 
 Dość szybko dowiedziałam się dlaczego tak naprawdę Hyuk nalegał na prędki ślub. Dwa tygodnie po naszym weselu, tato zmarł. Gdy przyleciałam do Polski na pogrzeb, w jego biurze znalazłam list zaadresowany do mnie. Okazało się, iż w dniu, kiedy odwiedził mnie w naszym mieszkaniu, dostał wyniki badań. Miał raka w tak zaawansowanym stadium, że nie było dla niego szans. Zostało mu parę miesięcy życia. Wrócił do Zagórska, ponieważ chciał spędzić ostatnie chwile z żoną, którą tak rzadko widywał. Nie powiedział o swojej chorobie mamie, ani mi i bratu, ponieważ nie chciał byśmy martwili się o niego i wywracali swoje życia do góry nogami, by opiekować się nim. Jego marzeniem było zobaczyć mnie na ślubnym kobiercu, dlatego, gdy byliśmy na świętach, poprosił Hyuka by jak najszybciej oświadczył mi się i nakłonił do ślubu. Zażądał również, by ten o niczym mi nie mówił, bo chciał aby decyzja, którą podejmę była kierowana sercem, a nie litością.
Ojciec załatwił również wszelkie formalności. W dniu jego śmierci stałam się jedyną właścicielką całej marki ChristopherAris. Napisał bym się nie martwiła. Zostawił mi zaufaną kadrę pracowników i prawników, którzy pomogą mi utrzymać i rozwijać firmę.
Było mi bardzo ciężko pogodzić się z odejściem ojca. Miałam go tak rzadko, a gdy odszedł na zawsze, tak mocno łaknęłam jego obecności. Starałam się jednak nie załamywać, ponieważ tato napisał, że będzie obserwował mnie z góry i nie wolno mi płakać z jego powodu.

Po wielu miesiącach zakończyła się również moja sprawa z Lee Chansoobem. Oskarżono go o porwanie oraz narażenie mojego życia. Został jednak uznany za osobę niezrównoważoną psychicznie i sąd zarządził dożywotni pobyt Lee w szpitalu psychiatrycznym.

Niedługo po naszym ślubie, Hyuk otrzymał prawa do firmy taty i w ciągu paru miesięcy nasze marki połączyły siły. Nikt nie spodziewał się tak ogromnego sukcesu po owym połączeniu. Wysokie zyski wzrosły prawie trzykrotnie. Pozwoliło nam to na ogromny rozwój. Udało się postanowić trzy nowe hotele oraz kolejną galerię handlową. Obecnie na etapie negocjowania kontraktów jest nasza wytwórnia muzyczna. Za śmieszne pieniądze kupiliśmy budynek po starej bibliotece, który wyremontowaliśmy i przekształciliśmy na wysokich standardów wytwórnię. Teraz z pomocą naszych przedstawicieli szukamy nauczycieli tańca, śpiewu, aktorstwa i innych pracowników, którzy pomogą młodym, utalentowanym osobom stanąć na scenie. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, już za pół roku odbędzie się pierwsze przesłuchanie.

Udało nam się kupić mieszkanie. Dom na razie sobie odpuściliśmy. Wszystko urządzone jest w nowoczesnym stylu. Mamy cztery sypialnie, pokój gościnny, trzy łazienki, ogromny salon i duży balkon z widokiem na miasto. W piwnicy naszego budynku jest kompleks basenów, a także parking dla mieszkańców. Za pieniądze, które wydaliśmy na nasze gniazdko, kupilibyśmy mały domek, jednak zależało nam na apartamencie w Gangnam, ponieważ to tu odbywa się całe nasze życie.

Ilhoon poznał wspaniałą kobietę, z którą ułożył sobie życie. Na jesień planują wziąć ślub. Oczywiście cała uroczystość odbędzie się w jednym z naszych hoteli. Przez jakiś czas BTOB miało problemy, na szczęście po zmianie producenta, szybko wspięli się na szczyt.
Nana niedawno urodziła córeczkę – Dasom. Wraz z Chanyeolem nie widzą świata poza nią. Po ogłoszeniu przez Pledis bankructwa, Jihae otworzyła salon SPA, w którym promuje własne techniki dbania o urodę. Chanyeol zaś wciąż występuje z EXO. Nikt nie wie jak udaje im się utrzymać na wysokiej pozycji tyle czasu.
Shannon zmieniła wytwórnie i obecnie jest światowej sławy gwiazdą. Bardzo rzadko bywa w Korei, głównie można spotkać ją w USA. Ciężko pracuje na swoje sukcesy, a sława i ogromne pieniądze nie zmieniły jej w ogóle. Wciąż jest szaloną Shan, która uwielbia jedzenie. Wczoraj skończyła nagrywać MV do jej duetu z Beyonce.

*** 

 
Obudziłam się jak zwykle jako pierwsza. Skierowałam się do łazienki. Lubiłam spędzać w niej czas. Prawie cała pokryta była czarnym marmurem, tylko na jednej ścianie znajdowało się ogromne lustro. Spojrzałam na siebie. Moja twarz wyraźnie wydoroślała, wyglądałam teraz jak prawdziwa, dojrzała kobieta. Mój brzuch, niegdyś płaski, teraz pokryty był rozstępami i wyraźnie odstawał. Nie uważałam go za brzydki, był on dla mnie piękny.
Ponieważ była wczesna pora, mogłam pozwolić sobie na dłuższy prysznic. Owocowy zapach mojego płynu do kąpieli roznosił się po całej łazience. Z dużą dbałością wmasowywałam w mój brzuch, pieszczotliwie nazywany rodzynką, balsam mający zahamować powstawanie rozstępów i rozjaśnić te istniejące.
Po prysznicu zajęłam się pielęgnacją mojej twarzy. Ostatnio rzadko miałam chwilę na staranne dbanie o nią. Od dłuższego czasu moje poranne rytuały ograniczały się do wklepania kremów, bez wszelkich olejków, toników, nie wspominając nawet o masażu. Nieczęsto nakładałam makijaż, niestety ludzie musieli oglądać mnie taką, jaką natura mnie stworzyła.

Po przebraniu się w wygodne dresy ruszyłam do kuchni. Musiałam przygotować śniadanie mojemu szczęściu. Miałam ochotę zrobić zdrowy omlet z warzywami.
Gdy wyłożyłam składniki na patelnię poczułam czyjeś dłonie na mojej talii.

-Dzień dobry, kochanie. - rozpoznałam głos Hyuka. - Przepięknie dzisiaj wyglądasz. Mam niesamowitą żonę.
-Czyżbyś czego chciał? - zapytałam, odwracając się do niego.
-Tylko i wyłącznie Ciebie. - cmoknął mnie w czoło.
-Jestem cała Twoja. - oparłam się o jego umięśnioną klatkę piersiową.
-To już pięć lat.
-Słucham? - udawałam, iż nie wiem o co chodzi mojemu ukochanemu.
-Dzisiaj mija pięć lat odkąd jesteśmy razem.
-To już tyle czasu wytrzymuję Twoje humorki? Wow! Powinnam dostać za to jakąś nagrodę. - mruknęłam pod nosem.
-Pozwól, że się tym zajmę. - powiedział, wsuwając dłoń pod moją koszulkę.

Chwilę bliskości przerwał nam znajomy odgłos płaczącego dziecka. Zaśmiałam się widząc zrezygnowaną minę ukochanego.

-Ja dokończę śniadanie, a Ty zajmij się naszą perełką. - pogłaskałam Hyuka po głowie.

Już po chwili w kuchni pojawił się Sanghyuk z naszą córką na rękach. Maleńka Chaerin miała już dwa lata i rosła jak na drożdżach. Jest ona naszym oczkiem w głowie. Ściany naszego mieszkania nasiąkły jej uroczym śmiechem, sprawiła, iż my, żyjący w pośpiechu, przy niej zwalniamy.

Zaczęłam zbierać naczynia po zjedzonym śniadaniu i wkładać je do zlewozmywaka. Właściwie nie wiem dlaczego w naszym domu nie ma zmywarki. Chyba będę musiała zająć się tym w najbliższym czasie.

-Kochanie, zajmę się tym. - zabrał mi talerze, a po ich odłożeniu delikatnie postukał w mój brzuch. - A Ty, syneczku, wychodź już, bo mama przestaje mieścić się w swoje ubrania!



To już koniec. Dajecie wiarę? 51 stron w wordzie, 30303 słów i prawie 200 tysięcy znaków.

Proszę o wybaczenie wszystkich tych, którzy liczyli na romans Lilly z Ilhoonem. Od samego początku wiedziałam, że Hyuk to jedyny mężczyzna dla niej, a zdrada nie wchodziła w grę.

Obecnie jestem w trakcie tworzenia mojego pierwszego w życiu one shota, a także zbieram pomysły na nowe opowiadanie, które, mam nadzieję, pojawi się w bliskiej przyszłości.

Liczę na to, że znajdę tutaj mnóstwo waszych komentarzy, ponieważ chciałabym wiedzieć co w następnych tworach mogłabym zrobić lepiej.
Udostępniam te bazgroły dla was, więc to ważne, by podobało wam się to.

niedziela, 9 sierpnia 2015

Anyone looking for the paradise lost? 19.

Możecie mi wierzyć lub nie, ale jest to ostatni rozdział tego opowiadania. Pozostał nam jeszcze epilog i oficjalnie zakończymy moje pierwsze opowiadanie.
Jakby ktoś nie wiedział - jeśli naciśniecie na "KLIK", które znajduje się w tekście, będziecie mogli zobaczyć zdjęcie "tego czegoś" (nie będę wam mówić, doczytajcie sami).



Drogę przebyliśmy w zupełnej ciszy. Drżąc, wtulałam się w Sanghyuka. Nie wiedziałam co się stało i jak poważne są obrażenia chłopaków. Byłam przerażona, czułam się winna, przecież gdybym nie wysłała ich wcześniej do domu, byliby teraz z nami, cali i zdrowi. Starałam się być spokojna, jednak myśl, że coś mogło stać się chłopakom, sprawiało, że brakowało mi oddechu.
Niewiele brakowało, bym wywróciłam się w szaleńczym biegu do izby przyjęć. Na szczęście tuż obok był mój ukochany, który w ostatniej chwili złapał mnie i obronił przed spotkaniem z kostką brukową.
Okłamałam pielęgniarkę, podając się za osobą upoważnioną do udzielania informacji na temat stanu zdrowia. Omal nie zemdlałam, gdy okazało się, iż z moimi mężczyznami jest wszystko w porządku. Żadnych poważnych obrażeń, złamań, skaleczeń, jedynie lekkie stłuczenia i szok. Właściwie to zabrano ich do szpitala tylko po to, by wykluczyć obrażenie wewnętrzne, których badania nie wykazały.
Nie potrafię opisać radości jaka towarzyszyła mi, gdy zobaczyłam ich zdrowych, śmiejących się z siebie. Wszyscy, kawałek po kawałku opowiedzieli nam co się stało. Menadżer zaczął już skręcać na nasz parking, gdy samochód z tyłu nie wyhamował i uderzył w nich. Na szczęście oba auta jechały powoli, więc nawet wstrząs nie był szczególnie silny. Chłopcy chcieli iść po tym wszystkim do domu, jednak menadżer nalegał, by mimo wszystko udali się na badania. W tej sprawie byłam po jego stronie, ponieważ doskonale wiem, iż niektórych obrażeń czasami nie widzi się, ani nie czuje.
Po podpisaniu potrzebnych dokumentów, wszyscy wróciliśmy do domu.

Siedzieliśmy na kanapie, oglądając jakąś kiepską dramę. Obecnie mieliśmy więcej chwil dla siebie, ponieważ po comebacku i wszystkich galach, cały zespół dostał trochę wolnego czasu, a co się z tym łączyło – nie miałam z kim pracować, więc również ja mogłam trochę się polenić. Leo z liderem pojechali na siłownię, popracować trochę nad swoimi ciałami. Ken, Hongbin i Ravi najprawdopodobniej spali u siebie, na dole. My z Hyukiem również postawiliśmy na słodkie lenistwo.

-Kochanie. - przerwał ciszę.
-Hm?
-Niedługo kończysz szkołę, prawda? - zapytał cicho.
-Tak. O co chodzi?
-Bo wiesz... właściwie to.. - był wyraźnie speszony. - Jesteśmy zaręczeni... i, ten...
-Halo! - pomachałam mu dłonią przed twarzą. - Konkrety, Sanghyukkie, konkrety.
-Pobierzmy się jak najszybciej. Najlepiej zaraz po ukończeniu szkoły. - wyrzucił to z prędkością światła.
-Skąd ten pośpiech? Boisz się, że Ci ucieknę? - zaśmiałam się.
-A uciekniesz? - udawał przerażonego.
-Jak tylko nadarzy się okazja. - oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Właściwie to nie mogę się doczekać, aż zobaczę Cię w białej sukni z welonem. - delikatnie, chyba nieświadomie, uśmiechnął się. - Chciałbym, żebyś nosiła moje nazwisko i żebym w końcu mógł o Tobie mówić „moja żona”.
-Han Lilliane. - zamyśliłam się. - A może Lilliane Kowalsky - Han?
-Kupilibyśmy apartament, a później dom za miastem.
-Z ogrodem? - przerwałam mu.
-I z ogromną fontanną na środku. Tak jak sobie wymarzyliśmy. - odgarnął opadający kosmyk włosów z mojej twarzy.
-Z ogromnym balkonem?
-Z ogromnym balkonem. - powtórzył po mnie.
-Posadzisz drzewo?
-Oczywiście.
-A gromadka dzieci?
-Gromadka dzieci? - na jego twarzy wymalował się grymas.
-Żartuję, głuptasie. - oparłam głowę o jego ramię i wróciliśmy do oglądania dennego serialu.

Początkowo myślałam, że tak szybki ślub był tylko chwilową zachcianką Hyuka, jednak ten nie dawał za wygraną i wciąż na mnie naciskał. Nie widziałam żadnych przeciwwskazań, byliśmy zakochaną parą, która ze względu na biznes prędzej czy później i tak zawarłaby związek małżeński., więc w końcu zgodziłam się. Ustalenie daty nie było dla nas żadnym problemem. Po paru telefonach, wszystko było już gotowe. Nasz ślub miał się odbyć czternastego lutego, czyli za nieco ponad miesiąc. Niektórym wydawać by się mogło, że to stanowczo za mało, jednak dla nas dwojga była to kupa czasu. Gdyby nie fakt, iż pięć dni przed zaślubinami, kończę szkołę, pewnie zaczęlibyśmy szykować wszystko tydzień przed uroczystością.

Pierwszą osobą, którą postanowiłam powiadomić o tym, był mój tato. Po paru sygnałach usłyszałam jego zachrypnięty głos.
-Krzysztof Kowalsky, słucham?
-Znowu nie sprawdziłeś kto dzwoni przed podniesieniem słuchawki.
-Ach, Lilliane!
-Dzwonię do Ciebie, ponieważ są pewne komplikacje. - postanowiłam troszkę go wkręcić.
-Co się dzieje? Coś w wytwórni?
-Właściwie to jest poważna sprawa. Nie mam pojęcia czy uda mi się z niej wyjść.
-Dziecko, w co Ty się wpakowałaś?!
-Wychodzę za mąż! - wykrzyczałam, a z głośnika usłyszałam chlipanie. - Tato, płaczesz?
-Może trochę. - zaśmiał się. - Moja mała księżniczka w końcu urosła. Niewiarygodne, jeszcze niedawno zmieniałem Ci pieluchy.
-Niedługo przyniosę Ci zaproszenie do biura.
-Lilliane, wyślij do domu. Jestem jeszcze w Polsce.
-Jak to w Polsce? - zdziwiłam się.
-W firmie wszystko świetnie gra, a ja nie miałem serca zostawiać Twojej matki. Ta kobieta jest jeszcze piękniejsza niż wtedy, gdy ją poznałem. Szczerze to zacząłem szykować już dokumenty, by szybciej oddać Ci ChristopherAris.
-Zaskoczyłeś mnie. Nie wiem czy jestem już na to gotowa.
-Spokojnie, mam zaufaną kadrę, Ty będziesz właścicielem, a oni zrobią wszystko za Ciebie i pomogą wszystko rozwijać, ale nie o tym mieliśmy rozmawiać. Kiedy ten ślub?
-14 lutego, miejsce i godzina będą podane na zaproszeniu.
-To już za miesiąc! Dasz radę wszystko załatwić?
-Tato, czy ja nie dam rady? Ja, Twoja córka, nie da rady? - zaśmialiśmy się.

Jako pierwszym, zajęliśmy się zaproszeniami. Razem z Hyukiem, uznaliśmy, że chcemy zrobić coś oryginalnego. Po gorącej burzy mózgów doszliśmy do wniosku, że każdy z gości dostanie inne, spersonalizowane zaproszenie. Jako, iż żyjemy w dobie komputerów postanowiliśmy, że będziemy pisać wszystko odręcznie. Przy drugiej setce zaproszeń zgodnie stwierdziliśmy, że był to najgorszy pomysł na jaki wpadliśmy, jednak wciąż wytrwale wypisywaliśmy słowa do naszych przyjaciół.
Kolejnym priorytetem był wybór świadków. Dla mnie wybór był prosty, od samego początku wiedziałam, iż Jihae jest jedyną, odpowiednią kandydatką. Również Sanghyuk nie miał problemu z wyborem. Od razu wiedział, że jego świadkiem zostanie Yook Sungjae, maknae BTOB. Nie musieliśmy dwa razy prosić, nasi świadkowie zgodzili się od razu.
Miejscem nie musieliśmy się przejmować. Hotel firmy taty, a już niedługo mojej, posiada dwie ogromne sale, które idealnie pasowały do naszej wizji. Również i przy tej okazji kateringiem zająć miała się firma ojca Hyuka.
Znajomi, którzy rok wcześniej brali ślub polecili nam świetną kapelę, która oferowała również zabawianie gości. Zaś same zaślubiny miał nam umilić głos Shannon. Marzyła ona o tym, by zaśpiewać na naszym ślubie. Nie mogłam, ani też nie chciałam jej odmawiać. Nie dowiedziałam się jaki utwór wybrała, ponieważ stwierdziła, że jest to tajemnica. Cóż, pozostawało mi wierzyć w nią.

-Jesteśmy tutaj drugą godzinę. Jeśli zaraz się nie zdecydujesz, wybiorę pierwszą, która wpadnie mi w ręce i będziesz musiała ją wziąć. - odrzekła podirytowana Nana.
-Ale ja naprawdę nie wiem, co wybrać. - złapałam się za głowę.

O ile wszystko inne szło jak po maśle, tak za nic nie dawałam sobie rady z wyborem sukni ślubnej. Jedna była zła, bo zbyt kiczowata, druga nie, bo brzydko optycznie uwypukla brzuch, nasta nie taka, bo znika w niej biust. Biegałam pomiędzy przymierzalnią, a salą z lustrem. Zapewne byłoby łatwiej, gdybym wiedziała jaką suknię chciałabym mieć. Niestety ja nie miałam pojęcia jak powinna wyglądać ta idealna. Nie wiedziałam czy lepsza będzie długa czy może krótka, nad kolano, w kolorze kości słoniowej czy klasyczna, biała. Shannon i Jihae, które mi towarzyszyły bardzo chciały pomóc mi w wyborze, jednak tak samo jak ja, nie wiedziały co jest dla mnie odpowiednie. Gdy już traciłam nadzieję trafiłam na nią. KLIK Kiedy tylko ją założyłam i ujrzałam siebie w lustrze, wiedziałam, że właśnie mam na sobie moją, idealną suknię.

Przygotowania do ślubu zajęły nam więcej czasu, niż podejrzewaliśmy. Ukończyłam szkołę z wyróżnieniem, nie zdążyłam jednak się tym nacieszyć, ponieważ jakby wraz z mrugnięciem oka, nadszedł najpiękniejszy dzień w moim wspólnym życiu z Hyukiem.

Od rana krzątałam się jak szalona. By Hyuk nie zobaczył mnie w sukni przed uroczystością wraz z moimi kobietami, zarezerwowałyśmy dodatkowy pokój w hotelu. Nigdy nie wierzyłam w żadne przesądy, jednak te ślubne są na tyle ciekawe, że postanowiłam się do paru odnieść. I tak oto założyłam niebieską majtki, pożyczoną od Nany bransoletkę oraz stare kolczyki, które dostałam po babci. Róże w moim bukiecie pozbawione zostały kolców, a welon zakładała mi Shannon, ponieważ powinna robić to panna.
Kiedy ukończyłyśmy przygotowania i pokazałam się wszystkim, mama nie mogła ukryć wzruszenia i z uśmiechem na ustach cichutko łkała.

Sala, w której miała odbyć się uroczystość, urządzona została w minimalistycznym stylu. Cudowną atmosferę stworzyły białe lampki, które zwisały z sufitu i delikatnie migotały. Miejsce, w którym czekał na mnie urzędnik wraz z moim ukochanym ozdobione było pięknymi, białymi różami. Mimo ogromnego stresu wszystko szło tak jak zaplanowane było. Nadszedł czas złożenia przysięgi małżeńskiej. Oboje zdecydowaliśmy, iż przygotujemy własne, nieszablonowe przysięgi.

„Kochana Żono uroczyście Ci przysięgam na świadków biorąc gości,
że kochał Cię będę mocno i dochowam wierności. (…)
A gdybym sprowokował łzy niewieście,
Niechaj mnie ukarzą sprawiedliwi teście.
Ja Han Sanghyuk, biorę sobie ciebie Lilliane Kowalsky, od czasu do czasu,
na siebie, żeby ci dobrze było, pieniądze żebyś wszystkie oddawała,
dobrze gospodarzyła, dużo dzieci urodziła i szczęśliwa ze mną była.”

„Kochany Mężu uroczyście przysięgam Tobie,
że nie zawiodę Cię nigdy i wstydu Ci nie zrobię. (…)
Gdybym Cię zawiodła, zmarnowała życia choć kawałek
Niech mnie ukarze sprawiedliwa teściowa i w jej ręku wałek.

Ja Lilliane Kowalsky, biorę sobie ciebie Han Sanghyuka za męża, żebyś mało spał,
rano,w południe i w nocy mnie kochał
i na resztę godzin jeszcze siły miał.”

Hyuk przy swojej przysiędze popłakał się ze śmiechu. Ja zaś ze śmiechu nie mogłam trafić obrączką w palec ukochanego. Po tradycyjnym „Możesz pocałować panną młodą” nastąpiła kolej na śpiew Shannon. Z szoku prawie stanęło mi serce. Nasza kochana skomponowała przepiękną, spokojną wersję „Paradise Lost” Gain. Wspaniały głos Williams przepełniał nie tylko nasze uszy, ale też serca. Oboje drżeliśmy z poruszenia, a w naszych oczach szkliły się łzy. Niespodzianka udała się.

Po oficjalnej części nadszedł czas na wesele i czyste szaleństwo. Druga sala, dwukrotnie większa od poprzedniej była urzeczywistnieniem moich marzeń. Wszystko urządzone było w bieli i błękicie. Wszędzie znajdowały się pachnące lilie. Stoły uginały się zarówno pod koreańskimi jak i typowo polskimi potrawami. Zgodnie z polską tradycją, ukochany przeniósł mnie przez próg na rękach. Patrzył mi wtedy głęboko w oczy i uśmiechał się ciepło.

Uważałam moją rodzinę za spokojną i cichą. Po moim weselu zmieniłam zdanie. Gdy nadszedł czas pierwszego toastu wszyscy zaczęli głośno wykrzykiwać „gorzko, gorzko”. Po paru okrzykach również koreańska część gości zaczęła skandować owe hasło. Zmuszeni byli więc do gorącego pocałunku.
Niestety zabrakło nam czasu na naukę pierwszego tańca, więc jedynie bujaliśmy się szczęśliwi do rytmu piosenki. Na szczęście gościom spodobały się nasze wygibasy i zostaliśmy nagrodzeni głośnymi brawami.

Po północy nadszedł czas na gratulacje od rodziny i znajomych.
Jako pierwsi do mikrofonu podeszli rodzice Sanghyuka. Życzyli nam dużo wytrwałości, szczęścia, a także dziękowali mi za to, że przyjęłam miłość ich syna.
Kolejni byli moi rodzice. Mama już po paru pierwszych słowach wzruszyła się i zaniemówiła, więc tato odebrał jej mikrofon i zaskoczył gości wyszukanymi żartami, a także zawstydzał mnie wspominając moje najgorsze wpadki z dzieciństwa. Wolałabym nie pamiętam, że jako mała dziewczynka jadłam mrówki, przez co rodzice nie mogli zostawiać mnie samej na podwórku, a także tego, że próbowałam wysmarować Walerego benzyną i spalić. Cóż, brazylijskie telenowele tego mnie nauczyły.
Następni przemawiali Jihae z Sungjae, jako iż byli oni naszymi świadkami. Były to kolejne osoby, które z uśmiechem na twarzy opowiadały o rzeczach, przez które razem z Hyukiem mieliśmy ochotę zakopać się pod ziemią. Jak oni mogli wspomnieć o tym, jak będąc na wsi, poślizgnęłam się na krowiej kupie, a po długim locie, wylądowałam na kolejnej? Okrutni sadyści.
Ku mojemu zaskoczeniu do mikrofonu podszedł również Ilhoon.

-Witajcie. Nazywam się Jung Ilhoon i znam pannę młodą lepiej niż własną kieszeń. Przede wszystkim gratuluję Ci Lilliane, że udało usidlić Ci się tego szaleńca. - wszyscy zaśmiali się. - Oszczędzę Ci upokorzeń i okroję wszystko ze szczegółów. Gdy się poznaliśmy myślałem „boże, ta dziewczyna nigdy nie będzie miała chłopaka”. Byłaś wredna i nieatrakcyjna. Jestem bardzo dumny, że to właśnie ja miałem okazję widzieć jak powoli wyrastała z Ciebie wspaniała kobieta, która ponad wszystko zawsze stawia rodzinę i przyjaciół. Cieszę się, że jesteś tutaj. Dziś jest Twój dzień, więc chciałbym Ci to powiedzieć. Lilliane, kocham Cię.



czwartek, 30 lipca 2015

Anyeone looking for the paradise lost? 18.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Właściwie to zbliżamy się powoooli do końca. Miałam jeszcze parę planów co do tego opowiadania, ale po dłuższym namyśle uznałam, iż przedobrze wszystko i zrujnuję całą moją pracę.
Zastanawiam się również nad tym czy potrafiłabym napisać oneshota. Co o tym myślicie? Powinnam spróbować? Chcielibyście zobaczyć coś takiego w przerwie między dwoma opowiadaniami?
Wracam do publikowania wyłącznie w niedziele. Niestety wena szwankuje i ledwo wyrabiam na czas.




Świat zawirował mi przed oczami. Miałam wrażenie, że starszy brat kręci mną na karuzeli, wszystko rozmazywało się. Chciałam coś powiedzieć, ale nagle zapomniałam jak się mówi. Zasłoniłam buzię dłonią, by nie krzyczeć. Oczy napełniły mi się łzami, a serce próbowało wydostać się z mojej klatki piersiowej. Wszystko było wyblakłe, niewyraźne, poza jednym elementem. Tylko on lśnił, miał mocne barwy, był taki idealny. Han Sanghyuk, który właśnie w tym momencie klęczał przede mną, oddając mi swoje serce. Han Sanghyuk, który właśnie wtedy ściągnął swoją skórę i pokazał mi swoją duszę, której miejsce było obok mnie.

-Tak. - wydusiłam z siebie.

Han Sanghyuk, który należy do mnie i ja, która należę do niego. Nałożył pierścionek na mój palec, a następnie złożył pocałunek na moich ustach. Pocałunek, wyróżniający się z miliona pozostałych, delikatny, a zarazem namiętny, przesiąknięty uczuciem szczęścia. Zawierał on w sobie magię, która smakowała miłością, poczuciem bezpieczeństwa i siłą. Siłą pozwalającą nam przetrwać wszystkie złe chwile, wspierającą nas w walce o siebie. Możliwe, że słyszałam oklaski i krzyki gości, ale to nie było ważne, liczył się tylko mój ukochany.

Gdy tego wieczoru położyłam się koło Sanghyuka, nie potrafiłam przestać się uśmiechać. W głowie cały czas szumiało mi te krótkie, niby zwyczajne pytanie, które było obietnicą jasnej przyszłości.
Tego wieczoru jego skóra wydawała się być miększa, usta delikatniejsze, a oczy lśniły jaśniej od najjaśniejszej gwiazdy. Wydawał mi się taki piękny, że bałam się go dotknąć. Chciałam postawić go na półce, w centrum pokoju i przyglądać się, obserwować jego piękno. Powinnam traktować go jak najdroższe dzieło sztuki.

-Jest jak w filmie. - zaśmiał się, przytulając mnie mocniej.
-Hm?
-Nie wydaje Ci się to wszystko takie idealne? Zupełnie jakby wszystko było z góry przygotowane?

Nie odpowiedziałam. Wtulona w niego, zamknęłam oczy i zasypiałam wsłuchana w rytm jego serca.

Od rana wszyscy chodzili mocno pobudzeni. Czekało nas pięć najbardziej intensywnych dni w roku – gale noworoczne. Właściwie zawsze zastanawiało mnie dlaczego mają one taką nazwę, skoro nie odbywają się one na początku roku, a na samym końcu. Cóż, nie mnie to oceniać.

Tego dnia odbyć miała się najważniejsza gala rozdania nagród – Mnet Asian Music Awards. Nie wiedzieć czemu w tym roku była bardzo opóźniona i wplotła się w koncerty noworoczne. VIXX nominowani byli tylko w jednej kategorii, jednak nie byłam zawiedziona, ponieważ w tym roku powracali najlepsi, a także debiuty były na bardzo wysokim poziomie. Walczyłam z dużym stresem, ponieważ ową kategorią było „Best Male Dance Performance - Group” czyli coś za co brałam ogromną odpowiedzialność. Nim jednak mogliśmy poznać zwycięzcę, musieliśmy przetrwać parę występów i rozdanie nagród w innych kategoriach.
VIXX występowali jako trzeci, zaraz po seniorkach z SNSD i GOT7. Na tę galę przygotowałam mieszankę rockowej muzyki z delikatnymi ruchami, które bardzo ładnie łączyły się z piosenką promowaną w tym roku. Mężczyźni jak zwykle dali z siebie wszystko i występ był perfekcyjny.
Zwycięzcę w naszej kategorii wyczytywała Lee Junghyun, szanowana solistka, aktywna od tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego ósmego roku. Niestety to nie VIXX widnieli na kartce. Zwycięzcami okazali się Infinite, którzy wygrywają ową kategorię od dobrych paru lat.

Nie mieliśmy czasu na żal związany z przegraną, ponieważ już następnego dnia zestresowani czekaliśmy na swój występ na gali KBS. Byłam zachwycona wyglądem sceny, która podzielona została na trzy części oraz ozdobiona złotem i czerwienią. Na próbie mogłam zauważyć jak pięknie światła współgrały z muzyką i obrazami pojawiającymi się na ekranach. Według planu, chłopcy mieli wyjechać na scenę za pomocą ogromnej platformy. Cieszyłam się jak dziecko, gdy na próbie pozwolono wjechać mi do góry razem z nimi. Dużym zaszczytem dla zespołu był fakt, iż Leo wraz z wokalistką Lyn, otwierali ową galę. Wykonywali oni swoją piosenkę powstałą parę lat wcześniej w zupełnie innym stylu. Występ VIXX był zaplanowany praktycznie na samym końcu, więc przez dłuższy czas siedzieliśmy pod telewizorem, który pokazywał przebieg gali. Dwa wystąpienia zrobiły na mnie wrażenie. Performance Brown Eyed Girls był prawdziwym dziełem sztuki, wszystko dopięte było na ostatni guzik. Dodatkowym plusem było to, iż owe wystąpienie zakończone zostało solo Gain z „Paradise Lost”. Byłam również zachwycona Infinite, którzy tego wieczoru wystąpili z mieszanką swoich największych hitów.
Gdy nadszedł czas na VIXX tak mocno ściskałam za nich kciuki, że pobielały mi kostki. Niestety mimo dobrego czasu na występ, nie dostaliśmy dodatkowych minut, więc jedyne co mogłam umieścić nowego to krótki performance taneczny pomiędzy refrenem, a spokojniejszą częścią piosenki. I tym razem chłopaki mnie nie zawiedli i wszystko było takie, jakie być powinno.

Trzeciego dnia zmęczenie zaczynało mi dawać się we znaki. Niestety z całej siódemki sypiałam najmniej. Chcąc, by moi mężczyźni byli jak najbardziej wypoczęci i odprężeni, wstawałam wcześniej, by przygotowywać im śniadania, chodziłam dużo później spać, ponieważ szykowałam im ubrania, drugie śniadania. Jednak nie narzekałam na to, ponieważ wszyscy byli moją rodziną, a dla rodziny byłam gotowa się poświęcać. Motywem przewodnim gali SBS była historia czerwonego kapturka. Niestety zombie nijak mają się do tej bajki, więc wraz ze stylistką i nauczycielem aktorstwa przerobiliśmy naszych chłopców na myśliwych, których zadaniem była obrona kapturka. Kim Sohyun z wielkim entuzjazmem podeszła do zagrania roli postaci z bajki. Może brzmiało trochę kiczowato i głupio, ale wszystkie elementy połączone w całość utworzyły wspaniałe show, nagrodzone głośnymi brawami i krzykami uczestników imprezy.

Kolejną, przedostatnią galą była gala MBC, znana z najlepszych występów, duetów i kombinacji. W tym roku zarówno scena jak i oprawa graficzna opanowane były bielą i czernią. Również występy i ubioru poszczególnych artystów kontrastowały ze sobą. Nawet duety stworzone specjalnie na tę galę wyglądały jakby połączono ogień z wodą. Występ VIXX znów zaplanowany był na koniec. Wcześniej zaś mogliśmy obejrzeć duet taneczny naszego N z Jung Hyosung, która ostatnio bardzo ciężko pracowała na spłatę długów, w które TS Entertainment wpadło po przegranej rozprawie z B.A.P. Niestety za choreografię odpowiedzialna była wytwórnia partnerki Hackyeona i całość wyglądała przeciętnie. Uważam, iż pracownicy TS nie postarali się. Mieli do dyspozycji przepiękną muzykę, a także dwoje utalentowanych tancerzy, a stworzyli coś, czego ja nie chciałabym nauczyć nawet trainee.

MBS to telewizja, która zrewolucjonizowała cały przemysł. W ciągu niecałych dwóch lat swojego istnienia osiągnęła wyższą oglądalność niż KBS i SBS. Posiadali oni kadrę młodych i zdolnych dziennikarzy, mieli dobry pomysł na siebie, a także pojawili się w czasie, gdy inne telewizje zaczynały być monotonne. Wszystkie te elementy złożyły się na to, iż to właśnie do tej telewizji należała gala sylwestrowa. Była to ich pierwsza tego typu impreza, jednak uważam, iż bardzo dobrze im to wyszło. Wszystko było dopracowane i ładnie ze sobą współgrało. Tematem owej gali były miłość i pożądanie. Nic więc dziwnego, iż otwierali ją Hyuna z Hyunseungiem, znani jako TROUBLEMAKER. Pomysł na występ stworzony z fragmentów największych hitów był w tym roku bardzo często wykorzystywany. Również ten duet wykorzystał go i zrobił świetne show.
Nikomu nie musiałam udowadniać jak bardzo zestresowana byłam. Tego wieczora mieliśmy trzy występy, w tym jeden, w którym brałam udział. Mimo, iż między wystąpieniami było dużo czasu, ja i tak martwiłam się czy chłopcy zdążą się przebrać i poprawić makijaże, fryzury.
Jako pierwsze były tzw. „konfrontacje taneczne”. Parę wytypowanych zespołów wystawiało swoich najlepszych tancerzy, którzy w określonym czasie pokazywali się z jak najlepszej strony. Pierwsi prezentowali się Hoya i Dongwoo z Infinite. Cały zespół znany jest z tego, iż mają trudne choreografie, a mimo to tańczą idealnie, więc miałam co do nich wysokie oczekiwania. Po tym występie zastanawiałam się czy ta dwójka to na pewno ludzie, ponieważ to co pokazali można było nazwać czystą perfekcją. Kolejni byli Lay, Sehun i Kai z EXO. Miałam okazję zobaczyć ich performance na próbie, więc wiedziałam czego się spodziewać. Wykonali kawał dobrej roboty.
W końcu nadeszła kolej na Raviego, N i Hyuka. Wyróżniali się spośród innych i była to moja obiektywna ocena. Nim zobaczyłam ich na scenie, nie myślałam, iż udało mi się stworzyć coś tak wyjątkowego. Później występowały członkinie AOA, 4MINUTE i HELLOVENUS.
Zaraz po tym był performance chłopaków z „Dangerous”. Do tej choreografii zainspirował mnie taniec uliczny. Zupełnie odeszłam od konceptu zombie i opracowałam coś, co przypominało występy, które widziałam na ulicach w USA.
Nim się obejrzałam nadeszła kolej na najważniejszy występ, który miał zamknąć galę MBS. Był to nasz duet. Stres odbierał mi mowę, więc jedynym sposobem w jaki komunikowałam się z ukochanym, było kiwanie głową.
Wizażystki wykonały świetną robotę. Nigdy nie pochwalałam mocnych makijażu u mężczyzn, jednak Hyuk wyglądał niesamowicie. Nasza stylistka postawiła na prostotę. Dla mnie przygotowała obcisłą czarną koszulkę z prześwitującym materiałem na brzuchu oraz koronkowe spodenki, dla Hyuka zaś czarne, proste spodnie oraz skórzaną kurtkę z koronkowymi wstawkami.
Na scenę wjechaliśmy z pomocą specjalnej platformy w towarzystwie jakiejś spokojnej ballady. Później trzymając się za ręce podeszliśmy na środek sceny i czekaliśmy na muzykę. Hałas jaki robili fani jeszcze bardziej mnie stresował, jednak, gdy tylko usłyszałam naszą piosenkę cały stres po prostu zniknął. Spojrzałam ukochanemu w oczy i wiedziałam co robić. Nie potrzebowałam liczyć kroków, ani nawet o nich myśleć, zupełnie jakby ten taniec był czymś co robiłam od zawsze.
Gdy skończyliśmy tłum piszczał, bił brawo, a na twarzach tych ludzi widniały uśmiechy. To co mogłam zobaczyć zupełnie zrekompensowało mi trudy pracy, cały stres i zmęczenie.

Ze względu na późną porę, reszta chłopaków pojechała do domu, nie czekając na nas. Mieliśmy spotkać się w domu i tam porozmawiać, pogratulować sobie. Ja z Hyukiem musieliśmy zostać, by przebrać się, a także podziękować wizażystkom i naszej stylistce za współpracę.
Niespełna godzinę później wsiadaliśmy do samochodu, gdy zadzwonił do nas telefon. Niewiele pamiętam z tamtej rozmowy.
Jedyne co brzmiało w mojej głowie to VIXX, wypadek samochodowy, szpital.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Anyone looking for the paradise lost? 17.

Spóźniłam się z rozdziałem, ponieważ wpadłam w niemałe kłopoty. Na szczęście sytuacja już opanowana.
Strasznie mi głupio za tą wpadkę z podwójnym dodaniem... Nie mam pojęcia jak ja mogłam to przeoczyć... Mam nadzieję, że nie zniszczyło to totalnie klimatu, który starałam się wytworzyć.
PS. Coś mało było waszych komentarzy pod tamtą częścią, ale tym razem wam wybaczę, bo sama nie miałam słów na... ten twór. Mam nadzieję, że tutaj pojawi się więcej opinii, na których bardzo mi zależy.



Na szczęście ból ustąpił nim ktokolwiek zauważył, że coś jest nie tak. Powoli podniosłam się z podłogi i obdarzyłam uśmiechem ukochanego, który podał mi dłoń, by pomóc we wstawaniu. Ponieważ całą noc nic mnie nie bolało, zlekceważyłam mały wypadek.
Impreza trwała do rana. Najbardziej wytrwali goście, w tym Ilhoon oraz Nana z Chanyeolem, bawili się do godziny szóstej. Było to najlepsze przyjęcie w moim życiu. Spędziłam czas ze wspaniałymi ludźmi, wytańczyłam się, wyszalałam. Dostałam również telefon od Walerego, który przepraszał, iż nie pojawił się na moich urodzinach, ale miał ważne sprawy do załatwienia. Także moi rodzice zadzwonili do mnie z życzeniami oraz z zaproszeniem na święta. Mamie bardzo zależało, abym wraz z Hyukiem przyjechała do Polski na boże narodzenie.
Gdy przed godziną ósmą wróciliśmy do domu, jedyną rzeczą, o której myślałam to łóżko, w którym miałam zamiar spędzić parę następnych godzin. Nie było mi to jednak pisane, gdyż zadzwonili do mnie z wytwórni, informując o tym, iż za dwie godziny muszę zjawić się u dyrektora, ponieważ musi on ze mną poważnie porozmawiać.

-Panno Kowalsky, dobrze się pani czuje? - zapytał dyrektor, widząc mnie wyglądającą jak zombie.
-Oczywiście, wszystko jest w porządku. Przekazano mi, iż chce pan porozmawiać ze mną.
-Tak. Usiądź proszę, ponieważ zajmie nam to trochę czasu. - zmartwiło mnie to delikatnie. - W styczniu kończysz szkołę, prawda?
-Zgadza się.
-Tak się składa, że w styczniu odbędą się przesłuchania u nas, w Jellyfish. Chcę stworzyć girlsband, pięć, maks sześć dziewcząt. Myślę, że byłabyś idealną osobą do wytrenowania zespołu. - podał mi plik kartek. - To wersja robocza umowy. Jeśli nie masz nic przeciwko, możemy zacząć negocjacje.
-Kiedy miałabym zacząć pracę z nimi? - rzuciłam okiem na umowę.
-Myślę, że nie wcześniej niż w kwietniu. Dziewczyny przejdą standardowe treningi, więc Tobie zostanie jedynie nauczenie ich choreografii.
-Jest coś, co mnie martwi. - zatrzymałam wzrok na jednym punkcie umowy. - One będą świeże. Myślę, że osiem godzin tygodniowo to za mało dla początkujących. - dyrektor zaśmiał się.
-Jesteś taka sama jak Twój ojciec. Typowa pracoholiczka. Dobrze, w takim razie dwanaście godzin w tygodniu, będzie wystarczające?
-Będzie. - wprowadziłam poprawkę na umowę.
-Co myślisz o wynagrodzeniu? - wyszukałam punktu mówiącego o pensji.
-Właściwie. Wolałabym podwyższyć ją o 500$. - nigdy nie byłam chciwa, po prostu znam swoją wartość.
-Wiedziałem, że nie będzie łatwo. - zaśmiał się ponownie. - Dobrze, w takim razie dodajemy 500$ do miesięcznego wynagrodzenia.
-Kiedy umowa zostanie skorygowana i będę mogła ją podpisać?
-Zrobimy to bez pośpiechu. Poprawimy wszystko w ciągu paru dni, jednak podpiszemy dopiero, gdy zespół zostanie już założony i rozpocznie treningi. Nie widzę potrzeby, by zawierać umowę tak wcześnie.

Kolejne tygodnie spędziłam na sali treningowej wraz z VIXX, ćwicząc ciągle wszystkie choreografie przygotowane na zbliżające się gale. Zarówno ja, jak i moi mężczyźni, pragnęliśmy dotrzeć jak najbliżej perfekcji. Pracowaliśmy dając z siebie sto dziesięć procent, nierzadko spędzaliśmy dodatkowe godziny na sali. Sprawiało nam to jednak radość, ponieważ każdy z nas robił to co kochał, to co było piękną częścią życia.

Dwudziestego czwartego grudnia z samego rana wylądowaliśmy na lotnisku w Warszawie. Nie należę do osób wierzących, a święta bożego narodzenia traktuję jako czas spędzenia czasu z rodziną w miłej atmosferze. Niestety w tym roku miałam bardzo mało tego czasu, ponieważ już dwudziestego szóstego musieliśmy z Hyukiem wrócić do Seulu, bo dwudziestego siódmego odbywała się pierwsza gala.
Z lotniska odebrał nas kierowca rodziców. Był to mężczyzna w wieku mojego ojca, bezdzietny, po rozwodzie, który pracował u nas odkąd pamiętam.
W domu wszyscy już na nas czekali. Byli moi dziadkowie, Walery przyleciał ze swoją ukochaną. Cała rodzina była w komplecie.

Rolą córki była pomoc w przygotowaniu kolacji wigilijnej, więc od południa krzątałam się z mamą po kuchni szykując dwanaście tradycyjnych potraw, a także masę dodatków, napojów. W pewnym momencie zauważyłam, iż moja rodzicielka przygląda mi się.

-Jestem gdzieś brudna? - zażartowałam.
-Nie, ja po prostu... - mama wyraźnie się zmieszała. - Powiedz mi, jak Ci się układa z Sanghyukiem?
-Jest wspaniale. - nie przerywałam ugniatania ciasta na uszka. - Hyukkie jest naprawdę cudownym mężczyzną. Troszczy się o mnie, mogę na nim polegać. Właściwie ciężko znaleźć mi u niego jakieś wady. Nawet jeśli jakąś bym znalazła, na pewno znalazłabym jakiś dobry aspekt i przekształciła ją w coś dobrego.
-Liluś... Czy on podniósł kiedyś na Ciebie rękę?
-Oczywiście, że nie. - od razu zaprzeczyłam. - Skąd Ci w ogóle przyszło takie głupstwo do głowy?
-Rozmawiałam z Twoim lekarzem. - zamarłam. - Mówił, że trafiłaś do szpitala cała poobijana, z rozciętą nogą.
-Ach, to. - nie chciałam jej martwić, więc zmusiłam się do kłamstwa. - Wygłupialiśmy się jak zawsze i niefortunnie upadłam na szklaną szafę w naszej sypialni.
-Dlaczego więc poleciałaś po tym na Tajlandię? - zamurowało mnie, nie wiedziałam co odpowiedzieć. - Dziecko, jeśli on robi Ci krzywdę, zostaw go i wróć do Polski. Porozmawiam z ojcem. Krzysztof jest stanowczy, ale na pewno by Cię zrozumiał.
-Mamo. - złapałam ją za ramiona. - Sanghyuk nigdy by mnie nie skrzywdził. Nie wiem co i kto Ci nagadał, ale Hyuk jest ostatnią osobą, która chciałaby sprawić mi ból. Moje miejsce jest w Seulu u jego boku. Nie martw się, jestem szczęśliwa.

Gdy szłam do jadalni przygotować obrus oraz zastawę natrafiłam na mojego tatę z Hyukiem. Rozmawiali o czymś, jednak przerwali, gdy tylko mnie zauważyli. Tato kiwnął głową i poklepał maknae po ramieniu, a potem zniknął w kuchni.

-O czym rozmawialiście? - zapytałam opierając głowę o ramię chłopaka.
-Męskie sprawy. Nie zrozumiesz. - pogłaskał mnie po włosach. - Lilly.
-Hm?
-Zaprosiłem paru znajomych na dwudziestego szóstego. Wiesz, musimy wyluzować się przed występami. Nie masz nic przeciwko?
-O ile nie będzie alkoholu. Nie wyobrażam sobie waszego występu na kacu.
-Żadnego alkoholu. Kameralne przyjęcie z najbliższymi. - uśmiechnął się. - Ubierz się ładnie w ten dzień.

Kolacja wigilijna odbyła się w wspaniałej, rodzinnej atmosferze. Tato chwalił mnie przed wszystkimi. Pokazał najświeższą kartę ocen, na której widniał napis mówiący o tym, iż moje wyniki są drugie w klasie. Wspominał również o tym, iż świetnie idzie mi w pracy. Widać, że rozpierała go duma. Walery umilił wieczór wspaniałą wiadomością. Susanne, jego narzeczona spodziewa się dziecka. Byłam zaskoczona tą wiadomością, jednak już po chwili rozpierała mnie wielka radość. Będę ciocią! Dziadkowie chwalili się tym, iż nie żadna choroba im nie straszna i są okazami zdrowia. Czułam się wspaniale. Mam niesamowitą rodzinę, nie ma w niej fałszu i zazdrości, wszystkie relacje budowane były na szczerości i miłości. Myślę również, że fakt, iż całą rodziną widujemy się bardzo rzadko, nauczył nas czerpać samą radość ze wspólnie spędzanego czasu.

Niestety wszystko dobre, szybko się kończy i nim zdążyłam nacieszyć się wszystkimi, byłam już w Seulu. Leo zajął się przygotowaniem całego przyjęcia, więc miałam mnóstwo czasu, by przygotować się. Hyuk po raz pierwszy poprosił mnie o to, bym ubrała się ładnie, więc najprawdopodobniej bardzo zależało mu na tym, abym wyglądała pięknie. Po szybkim prysznicu i umyciu głowy zabrałam się za makijaż. Włożyłam mnóstwo starań w stworzenie idealnego, czekoladowego smoky eyes z przepiękną, czarną kreską. Moje starania nie poszły na marne, wyglądałam bardzo dobrze, podobałam się sobie. Uważam, iż piękno kryje się w prostocie i kierując się tą zasadą postanowiłam założyć moją klasyczną, małą czarną. Przez ostatni czas znacznie schudłam i obcisła sukienka leżała na mnie idealnie, eksponując sylwetkę. Na mojej szyi pojawiła się diamentowa kolia, którą dostałam na urodziny od Hyuka.

Chwilę przed godziną siedemnastą pojawili się zaproszeni goście. Nie było ich dużo. Ilhoon, Nana z Chanyeolem, Shannon oraz Yook Sungjae, przyjaciel Hyuka. Również Hongbin, Ken i Ravi przyszli z dołu.
Przyjęcie powoli się rozkręcało. Wszyscy czuli się dobrze w naszym domu, każdy świetnie się bawił.
W pewnym momencie zauważyłam, iż mój ukochany siedzi sam na kanapie. Postanowiłam mu potowarzyszyć.

-Co największy imprezowicz robi siedząc sam? - zaśmiałam się i wtuliłam w Hyuka.
-Rozmyśla. - objął mnie w pasie, a po chwili milczenia zaśmiał się. - Kto by pomyślał, że zakochamy się w sobie i będziemy prowadzić takie cudowne życie. Kiedy byliśmy mali nawet nie myśleliśmy o tym, iż coś między nami by zaiskrzyło.
-A co Cię wzięło na takie rozmyślania? - Sanghyuk rzadko mówił takie rzeczy.
-Tak po prostu. - uśmiechnął się. - Poczekaj tutaj na mnie.

Obserwowałam co miał zamiar zrobić. Podszedł do komputera, z którego przesyłaliśmy muzykę na głośniki. Po paru chwilach usłyszałam pierwsze nuty „Paradise Lost”. Moje serce zabiło w dziwny sposób. Podbiegłam do Hyuka, krzycząc, że ta piosenka nie pasuje do klimatu przyjęcia.

-Ale to nasza ulubiona piosenka. - przyciągnął mnie do siebie i pocałował w głowę. - Lillianne, jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu. Znaczysz dla mnie bardzo wiele. Tylko Ty wspierasz mnie, rozumiesz moje potrzeby, a także akceptujesz moje wady. Od zawsze byłaś dla mnie idealna, nawet nie wiem kiedy tak mocno się w Tobie zakochałem. Kocham Cię.
-Sanghyukkie, ja Ciebie też. - coś mi nie pasowało, nie wiedziałam co on kombinuje. - ale...
-Nadajesz mojemu życiu barw. - przerwał mi. - Nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie. Jesteś moją pierwszą i jedyną miłością.

Wszyscy patrzyli na nas uśmiechnięci. Nagle Hyuk uklęknął przede mną i wyciągnął malutkie pudełeczko, które skrywało przepiękny pierścionek. Zakręciło mi się w głowie, poczułam uderzenie gorąca. Nie wiedziałam co się dzieje. Wszystko jakby zwolniło.

-Lilliane, czy chcesz być moją żoną?